#hssNZ
Mój tata był wysoko funkcjonującym alkoholikiem. Ze względu na typ pracy, jaki wykonywał, sam mógł regulować swoje godziny pracy oraz czas wolny. Pamiętam, że nie byliśmy jakąś bogatą rodziną, ale dobrze nam się wiodło, na nic nam nie brakowało - a to wszystko tylko z jednej pensji, gdyż mama nie pracowała.
Ze względu na nałóg mojego taty, z dzieciństwa i czasu nastoletniego pamiętam awantury, które wszczynała moja zirytowana mama. Z jednej strony trudno jej się dziwić, z drugiej zaś strony sama atmosfera nastawiała mnie przeciwko tacie, słowa wyrzucane w kłótniach przez mamę tylko potwierdzały słuszność moich odczuć. Tato natomiast nigdy nie był wobec żadnej z nas agresywny, a na następny dzień po ''wychlaniu'' chodził jak zbity pies.
Dlaczego o tym piszę?
Otóż dopiero niedawno, podczas rozmowy z moim partnerem, którego ojciec zapomniał o jego istnieniu po rozwodzie z jego mamą, doszłam do wniosku, jak krzywdzące zdanie miałam o moim tacie przez wszystkie te lata. Zdanie to było podsycane również przez moją mamę, która jeśli o tacie wspomina, to przez pryzmat jego alkoholowych wyskoków. Dzięki rozmowom z moim partnerem doszłam do wniosku, że tato mimo swoich ułomności zawsze bardzo mnie chronił, dbał o mnie, nawet nieporadnie, ale najlepiej jak umiał.
To z nim mam wspomnienia z różnych aktywności - nauczył mnie pływać, jeździł latem niemal codziennie nad jezioro, a następnie zapisał do lokalnej grupy pływackiej. Na basenie kibicował mi z trybun podczas treningów i motywował, kiedy traciłam siły. Zawsze gotował mi później zbilansowany obiad, bo ''woda wyciąga''. Żeby miało się palić i walić, w każdy czwartek zawoził mnie prosto ze szkoły na kurs angielskiego i po nim zawsze odbierał. Cieszył się z każdych sukcesów, zwłaszcza że sam nie znał języków obcych. Jesienią zbieraliśmy kasztany, a w domu budowaliśmy z nich ludziki dla mamy, a zimą jeździliśmy na łyżwy, a także zdzieraliśmy ze ściętych drzew korę, by później w domu konstruować proste łódeczki, które na wiosnę puszczaliśmy w świat z nurtem Wisły. Takich wspomnień jest dużo więcej. Przez lata były one uśpione i zdominowane przez negatywny pryzmat niezbyt dobrego męża mojej mamy. W roli ojca spełnił się jednak bardzo dobrze... najlepiej jak umiał.
Mój partner nie miał tyle szczęścia - on praktycznie miał ojca widmo. Jest mi przykro, zarówno ze względu na mojego faceta, jak i ze względu na mojego tatę. Nie potrafiłam docenić go w czasie, kiedy żył. Tak bardzo chciałabym podziękować mu za to, że po prostu zawsze i bezwzględnie był dla mnie, że był najlepszą wersją siebie dla mnie, najlepszym ojcem.
Bardzo mi go brakuje.
Od czasu, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo niedoceniany był za swojego życia, pęka mi serce. Tak bardzo chciałabym móc go przytulić...
Niestety rodzice często pozwalają się dzieciom angażować w ich prywatne sprawy, przez co dzieci, niezdolne do obiektywnego spojrzenia na sytuację, zdają się na osobę pewniejszą i bardziej wpływową - w tym przypadku twoją mamą.
Nie każdy nadaje się do bycia rodzicem. Właściwie mnóstwo osób nie powinno mieć dzieci.
Problem polega na tym, że rodzice już tak obrośli w piórka, że nie można im zwrócić uwagi na błędy popełniane w ich roli rodzicielskiej
Nie mówię, że nie, Postac, ale prawda jest taka, że rodzice po prostu nie widzą, co robią źle. Idealnym przykładem niech będzie matka koleżanki mojej córki (nie przyzwyczaiłam się jeszcze, przepraszam, jest pod moją opieką od niedawna). Kobieta kompletnie nie daje sobie powiedzieć, że nie może puszczać dziecka chorego do szkoły. Ona święta krowa, według niej wirusa nie ma, a dzieciak jest rozkojarzony sprzecznymi informacjami. Człowiek nie ma w zwyczaju przyznawać się do błędu. Nawet mi się to zdarza, a staram się myśleć rozsądnie. :)
Właśnie dlatego należy zachowywać rozwagę i przyjmować każdą uwagę, aby ją zweryfikować i zdecydować dla dobra dziecka, a nie dlatego, że takie mamy widzimisię :). Cieszę się, że zachowujesz zdrowy rozsądek.
Mój dziadek był alkoholikiem, a mimo to najlepszym dziadkiem, takim, którego z pewnością chciałoby mieć mnóstwo dzieci. Zawsze nam, wnukom, kupował jakieś słodkości. Chodził z nami na spacery, zabierał na zakupy, do wypożyczalni kaset. W ogień by za nami poszedł, kiedyś podobno (miałam jakieś 5 lat) koło 22:00 zachciało mi się placków. Babcia w krzyk, bo nie będzie robiła placków o tej porze, a dziadek na to, że on mi zrobi i zrobił mi te placki. Stawał w naszej obronie zawsze, nosił nas na rękach, bawił się z nami, był pierwszą osobą, do której biegliśmy, kiedy coś nas przeraziło. Nigdy nie bił, nie krzyczał, a na mnie zawsze mówił „Księżniczka”. Naprawdę był najlepszym dziadkiem na świecie i dopiero długo po jego śmierci, kiedy byłam już dużo starsza, dotarło do mnie, że miał problem z alkoholem.
Mam podobną sytuację. No miałam, bo dziadek nie żyje od kilkunastu lat. Ojcem dla mojej mamy był kiepskim. Olewał dzieci i żonę, by wybrać kolegów. Jak ja się urodziłam ogarnął się na tyle by dać mi (a potem mojemu rodzeństwu) wiele dobrych wspomnień. Wiem też, że moja mama mu dawno wybaczyła wszystko. Tymczasem moja babcia, a jego żona nieświadomie robi wszystko, by zepsuć sobie z nami kontakt. A nie ma problemów z alkoholem.
Cóż, to matka musiała tak naprawdę znosić wszystkie złe aspekty alkoholizmu ojca, więc inaczej to odbierała. Nie powinna nastawiać dziecka przeciwko ojcu, jeśli faktycznie był dobry, ale też ciężko się dziwić, że to robiła. No i łatwo jest być "dobrym" rodzicem przez chwilę. Matka musiała być rodzicem cały czas, a ojciec wtedy, gdy nie chlał.
Zresztą możliwe też, że wymazałaś z pamięci większość złych rzeczy, mózg ma do tego tendencję. A ludzie, którzy nie mają rodzica/rodziców często wmawiają innym, że lepiej mieć jakiegokolwiek ojca niż nie mieć żadnego - co mnie akurat "bawi", bo obecność mojego oznaczała głównie cierpienie i jego brak byłby zbawieniem.
Co do ojca twojego partnera. Być może tak jest lepiej. Nie ma nic gorszego niż ojciec okazujący wyrywkowo zainteresowanie lub wojna rodziców i negatywne nastawienie jeszcze po rozwodzie (w trakcie i przed też).
Czasem lepiej nie mieć ojca niż takiego który krzywdzi.
Po prostu dorosłaś do spojrzenia obiektywnie na pewne sprawy.
Czytam.. i czytam o sobie. Mój tata piwo musiał mieć codziennie, czasami ćwiartka, ale nigdy nie wszczął awantury, nie chodził nawalony. Mama mogę powiedzieć, że chyba go nawet nie lubiła, była z nim tylko dla wypłaty, sama nie paliła się do pracy. Większe zainteresowanie okazywał mi tata, z mamą rozmawiam, ale nigdy nie miałyśmy bliższego kontaktu mama-córka. Teraz taty już nie ma i niestety tak to już jest, że dopiero po śmierci żałujemy.
Dla niego teraz wystarczy że go dobrze spominasz i masz go w sercu
Uszy do góry. Myślę że czuł się doceniany za każdym razem jak widział Twój uśmiech. Tak to już bywa z rodzicami. Nie zawsze potrzeba słów;)
Jeśli rzeczywiście jesteś w średnim wieku i w dzieciństwie było Was stać na takie luksusy jak angielski to chyba jednak żyliście na bardzo dobrym poziomie.
nie ma to jak cudowna, kochająca mamusia