#hqAe0

Lubicie historie o sOMsiOdach?

Przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Przynależy do niego garaż podziemny z jednym miejscem.
Z racji tego, że mamy dwa auta, rozglądaliśmy się za miejscem parkingowym pod wynajem.
W garażu było jedno, nikt na nim nie parkował. Popytaliśmy po sąsiadach. Owszem, właścicielka wyprowadziła się ze 3 lata temu.
Niestety nikt nie miał do niej numeru. W spółdzielni również nie mogli pomóc.
Przykleiliśmy jej karteczkę na drzwi z naszym numerem i czekaliśmy na telefon. Niestety albo zaginęła, albo ktoś ją usunął, bo odpowiedzi nie było.

W końcu mąż wpadł na pomysł, że postawimy auto na tym miejscu z kartką i numerem telefonu. Wyjaśniliśmy, że chcemy od niej wynająć, a nikt nie miał numeru i poprosiliśmy o kontakt. Jak sąsiadka przyjedzie (sąsiedzi mówili, że przyjeżdża tak raz na miesiąc, dwa), to może zadzwoni i się umówimy co i jak.
Tydzień później zadzwonił telefon.
Odebrał mąż.

Będąc w 2 pokoju usłyszałam wrzask do słuchawki. Babeczka zrobiła niebotyczną awanturę o samochód. Zwyzywała męża od prostaków, chamów i wieśniaków. Groziła policją i pozwem. Zażądała 500 zł zadośćuczynienia za "krzywdę" finansową.
Mąż nie dyskutował. Powiedział tylko, że wszystko było wyjaśnione w liście, a skoro nie pasuje to nie. Dopiero wtedy chyba dotarło, że chodziło o wynajem. Stwierdziła, że skoro tak, to może nam wynająć. Ale po scenie jaką zrobiła mąż podziękował, stwierdzając, że prostackie auto nie będzie tam stać i się rozłączył. Przeparkował.
Myśleliśmy, że sprawa jest skończona, ale nie. Godzinę później przyjechała policja. Spisali nasze i jej zeznania, w których twierdziła, że parkowaliśmy na jej miejscu kilka miesięcy (mieszkamy 2) i żadnej kartki nie było.
Na nieszczęście babeczki sąsiedzi potwierdzili naszą wersję.
Policjanci pogratulowali pani wyobraźni i pojechali. Czy coś więcej wynikło - nie wiem. Czekam na obiecany pozew 😅

Wiem, że mogliśmy jej zostawić list w skrzynce. Zwyczajnie nie wpadliśmy na to, no i w morzu ulotek pewnie i tak by zaginął.
Jak potem się dowiedzieliśmy od sąsiadki, pani owa skłóciła się z całym osiedlem, dlatego się wyprowadziła. Za mieszkanie chce taką sumę, że już 4 lata próbuje sprzedać.
Pracuje jako... psychiatra.
Podobno każdy pacjent szpitala był w nim kiedyś lekarzem i chyba coś jest w tym przysłowiu 🙈
milA00 Odpowiedz

Wkurzyła się i miała do tego prawo, nawet jeśli zostawiliscie ta karteczkę to co upoważniało Was do tego, żeby parkować na cudzym miejscu, ta niby karteczka? I po co te informacje, że próbuje sprzedać mieszkanie i chce za nie dużą sumę i informacja gdzie pracuje?

milA00

I jeszcze to głupie pytanie czy lubimy historię o somsiodach, jedynymi " somsiodami" w tym wyznaniu jesteście Wy. Tak jak ktoś trafnie stwierdził , jej mieszkanie też było puste, więc trzeba było się wprowadzić na 2 miesiące jeszcze do mieszkania.

Kijofon

Po części się z Wami zgodzę, ale postawcie się też na miejscu autorki wyznania: chciała się dogadać, a właścicielka zamiast kulturalnie się zapytać dlaczego parkują na jej miejscu, to zaczęła się na nich wydzierać. Jakbyście się poczuli? Przecież wydzieranie się na obcą osobę nie jest normalne, niezależnie od sytuacji. Właścicielka mogła się tak zdenerwować, gdyby to było notoryczne, choć i tak sposób w jaki wyraziła swą złość jest dla mnie niedopuszczalny. Autorka wskazuje, że to był ich pierwszy kontrakt ze sobą, dlatego rozumiem jej złość. Możliwe, że wcześniej ktoś inny tam parkował i babeczka straciła cierpliwość, ale i tak nic nie usprawiedliwia jej darcia na autorkę.

zjemcikota

Zajęli jej własność, miejsce prywatne. Naprawdę nie wiesz jakie to wkurzające, gdy wracasz do domu i nie masz gdzie zaparkować (ani na swoim miejscu, ani nigdzie indziej w pobliżu, chyba że kilometr dalej coś znajdziesz)? Nie można tak po prostu sobie wjechać i dać karteczki, i już wszystko cacy. Też bym była wściekła.

Kijofon

Zjemcikota
Bez złośliwości, ale na prawdę zwyzywałabyś osobę do której dzwonisz? Jestem w szoku, bo ja bym nie wpadła na pomysł darcia i wyzywania. Owszem, byłabym zła, ale sprawę próbowałabym rozwiązać w sposób kulturalny, a nie prostacki.

zjemcikota

Nie, nie zwyzywałabym w sensie używania przekleństw, ale ja spokojny człowiek jestem. Na pewno dosadnie bym powiedziała, co myślę o takim procederze, co również mogłoby zostać odebrane jako zwyzywanie.

Co mnie bardziej martwi - autorka w ogóle nie czuje, że to ona zrobiła coś nie tak, a próbuje z tej kobiety zrobić wariatkę.

Feniks06

Jezu ludzie.. Babka ma prawo wkurzać się i denerwować na co chce. Może i pomysł z tym, żeby parkować tam samochód z karteczką był niefortunny ale to w żaden sposób nie usprawiedliwa reakcji właścicielki. I nie, postawienie tam samochodu nie jest tym samym co zamieszkanie w jej mieszkaniu pod jej nieobecność choć nie powiem... metafora chwytliwa. Po reakcja była kompletnie nie adekwatna do sytuacji i świadczy tylko o braku elementarnej kultury.

I zanim ktoś znowu podniesie hurr durr o tym, że własność prywatna, że ona za to płaci, że oni tam bezprawnie parkowali to radzę się zastanowić naprawdę fakt, że ktoś popełnił taki nietakt daje komukolwiek prawo by zmieszać go z gównem.

KissMee

Do mieszania z błotem? A kto dał prawo wielce pokrzywdzonej autorce mieszać z błotem właścicielke miejsca? I tak postawienie tam auta było naruszeniem miejsca prywatnego tej Pani. I Pani miała prawo się zdenerwować. A co jeżeli przyszedł by ktoś na oglądanie mieszkania? Pokazała by garaż a w nim zaparkowane czyjeś auto? Jeżeli coś jest nie nasze to tego nie ruszamy.

Feniks06

Kissme ale o czym Ty mówisz? Gdzie w historii masz napisane, że autorka zmieszala z błotem właścicielkę? Czy gdziekolwiek jest zapisane by autorka zmieszala z błotem właścicielke ZANIM ta zwyzywała ich od wieśniaków, chamów i prostaków? Czy Ty próbujesz tłumaczyć zachowanie właścicielki tym co napisała autorka PÓŹNIEJ???

Tak. Parkowanie tam było naruszeniem prywatnego miejsca.
Tak. Właścicielka miała prawo się zdenerwować.
Nie. Osoba z elementarnymi zasadami kultury nie powinna mieszać z gównem innej osoby. A przynajmniej nie z takiego błahego powodu.

Jesli dla Ciebie jest to wystarczające do tego by drzeć się po człowieku i wyzywać go na wszystkie sposoby jakie Ci przyjdą na myśl to gratuluję nabytej kultury i podejścia do życia. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że nie jesteś jednym z tych buraków którzy drą japę po kasjerkach jak nie dość szybko obsługują albo nie daj Boże się pomylą.

KissMee

Piękny przykład mieszania masz w tym wyznaniu. Gdzie nikt nie może się dowiedzieć jak było od drugiej strony ale, żeby właścicielka miejsca wyszła gorzej to autorka dodała informacje o tym, że chce sprzedać mieszkanie i to tak drogo (no głupia no..) i, że kłóciła się z każdym co w ogóle nie musi być prawda bo jest to zasłyszane od jakieś sąsiadki (a przecież wszyscy wiem jak działa droga pantoflowa informacji) no i to, że pracuje jako psychiatra to powinna przecież nie mieć emocji. Powiedziała facetowi, że jest chamem! Czy skłamała? Tu można polemizować ale na moje nie.. Dlaczego nie? Ponieważ bez zgody zaparkował na jej miejscu.. Więc jego zachowanie było wieśniackie (nie łącząc oczywiście tego z ludźmi ze wsi bo nie ma to połączenia). Wezwanie policji? Jak najbardziej adekwatne do sytuacji. Ona pojedzie a auto znów tam stanie? A ona będzie za to płaciła? Jesteśmy ludźmi i mamy emocje i nawet lekarz psychiatra je ma. I ma prawo być zły gdy ktoś korzysta bezprawnie z jego właściwości! Dziękuję, że masz co do mnie tak duże nadzieje :) ale muszę Cię zmartwić sama dość długo siedziałam za kasą i wiem jak to wygląda. Raczej nie krzyczę na ludzi bez powodu.. Czy w tym momencie skończyły się argumenty, że wchodzimy na mnie?

Feniks06

A Ty znowu o tym co autorka napisała. Ja o jednym a Ty o drugim. To nie jest tematem tego o czym ja pisze. Nie wiem jak Ci to jaśniej mogę jeszcze powiedzieć.

JA MÓWIĘ TYLKO O ZACHOWANIU WŁAŚCICIELKI. Tak. Autorka i jej partner zachowali się niewłaściwie. Mam to jeszcze trzy razy powiedzieć? Możesz w końcu zrozumieć, że to co napisała autorka później nie ma żadnego związku z tym co właścicielka zrobiła WCZEŚNIEJ???

Po raz kolejny zadam pytanie... czy wg Ciebie adekwatnym zachowaniem w tej sytuacji przez właścicielkę jest zadzwonić do osoby, która zostawiła kartke z numerem i zjebać ją jak burą sukę?

Drugie pytanie... czy widzisz jakąkolwiek możliwość załatwienia tego w inny sposób? Nie wiem... np panując nad emocjami?

Dwa proste pytania. Krótka odpowiedź.

Zobacz więcej odpowiedzi (3)
asienaebaam Odpowiedz

Hmmm, sama nie wiem. Zakładając, ze nie zauważyła kartki, to trochę się nie dziwie, ja tez bym się wkurzyła, gdybym przyjechała (nawet raz na miesiąc) a ktoś zajmowałby moje miejsce. Poza tym co wspólnego z wyznaniem ma info o tym, ze babka wystawiła za drogo mieszkanie? Ma to na celu nastawić negatywnie czytelnika?
Chyba chcesz po prostu, żebyśmy zjechali tą babkę, A wyznanie jest w skrócie o tym, że babka Was ochraniał, bo zajęliście jej miejsce. Chyba bardzo Cię to zabolało.
Ale oczywiście to tylko moje odczucia, nie wiem jak było naprawdę.

Laskowa

Zauważyła pewnie tylko numer telefonu, bo była zdenerwowana i jak najszybciej chciała kogoś ochrzanić

bazienka

halko, podejrzewam, ze na tej kartce byl telefon, na ktory zadzwonila?
to telefon rpzeczytala a reszty juz nie?

milA00

Kurkikokoszki taka kartka nie upoważnia Was do prasowania na cudzej własności.

milA00

* parkowania

badar2

nie , nie musi zauważyć kartki. Ja bym widział tylko samochód na miejscu za które płacę i w dupie miałbym kartki. Cholerne cebulaki

bazienka

badar jakbys mial w dupie kartki, to bys i zadzwonic z wyzwiskami nie mial jak ;)
bo nr tel byl na kartce

Feniks06

Badar jesteś tak Januszowy jak to mozliwe. Po dziadku masz Kargul czy Pawlak?

badar2

@Feniks06 - oho chyba malżonek szanowny się odezwał - a bujaj się klocu.

badar2

@bazienka - widze, że ani samochodu ani miejsca parkingowego ani takiej sytuacji nie miałaś. Powiem ci co ja zrobiłem, wysłałem sms i od razu poinformowałem ochroniarzy. Kolejnego dnia - bo oczywiście cebulak ponownie próbował - ochrona dała kartkę z prośbą popartą argumentem o założeniu pająka na koło. Kolejnego dnia problem zniknął a cebulak chodził obrażony. W dupie to miałem. Moje miejsce, ja płacę, nie umiesz się dogadać jak dorosły człowiek i uszanować czyjejś własności to wypad.

bazienka

aha to twoim zdaniem mieli codziennie pukac do osoby, o kt wiedzieli, ze jej nie ma?
a moze twoj cebulak mial sie domyslic, czyje to miejsce? bo RODO i raczej nie uzyska info w spoldzielni czy czyms takim
wracaj do jaskini trollu
wspolczuje tym, ktorzy maja cie za sasiada

Zobacz więcej odpowiedzi (2)
GrubyKotlet Odpowiedz

Hmm... ja się jej nie dziwię. To miejsce parkingowe to JEJ własność. Mam wrażenie, że przed dzisiejszym cebulactwem trzeba się grodzić płotem kolczastym, bo cudza własność dla nich nie istnieje. Jeszcze foch na koniec. Brawo.

bazienka

taaa bo przeciez wpierdzielili sie na to miejsce jak do siebie, nie probowali sie skontaktowac wczes inej w zaden sposob i zalatwic sprawy jak czlowiek
i oczywiscie chcialbys placic czlowiekowi, ktory cie zwyzywal?

zjemcikota

Bazienka, ale wiesz jak to wk*rwia? Wjeżdżasz na parking po ciężkim dniu, tona zakupów w bagażniku, a tam jakiś ciul stoi na twoim miejscu? Co z tego że zostawili karteczkę? Mogli zostawić tę kartkę przyklejoną do ściany, wtedy też by zauważyła. Ale nie, lepiej sobie pokorzystać za friko z wytłumaczeniem 'he, ale bya karteczka, co sie drzesz babo'...

GrubyKotlet

Tak, wpierdzielili się. Uważam, że dopuki się z tą kobietą nie dogadali, nie powinni byli bez jej zgody tam parkować. Skąd ta pewność, że chciała to miejsce wynająć, a jeśli tak to może nie im? Typowe januszowe myślenie, dej, bo nie używasz, a mnie się przyda.

bazienka

nie wie, nie jestem kierowca, nie mam prawka ;)
podejrzewam, ze analogicznie do sytuacji, kiedy ktos wezmie twoja rzecz bez pytania
nie ich wina, ze babsko sklocilo sie z wszystkimi w bloku i nie bylo z nia kontaktu, przeciez chcieli zaplacic od poczatku i dokonali szeregu przedsiewziec, by bylo to legalne
jedno co ewentualnie mogli jeszcze zrobic to research na temat cen wynajmu takich miejsc i oddac sasiadce kwote zgodna z czasem uzywania

Klara589

Nie, powinni najpierw zostawić kartkę, wsunąć list pod drzwiami, dać do skrzynki kartkę, powiesić nową na drzwi. Póki nie dostali zezwolenia nie mają prawa stawać na zajętym miejscu. I to głupie tłumaczenie że mogli wrzucić do skrzynki, ale w sumie nie pomyśleli. Ale o tym żeby zająć miejsce to było okej

jo73109

Bazienka, też sobie najpierw zawłaszczasz rzeczy, na które masz ochotę, a dopiero potem pytasz, czy możesz? Czytałaś kiedyś komunikat: nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności? Kradzież to kradzież, niezależnie od tego, jak kto sobie ją nazwie. Sama końcówka tekstu autorki, delikatnie mówiąc, jest WSTRĘTNA. To, w prostszych słowach, przekaz: tak, ukradliśmy to miejsce, ale to wariatka, to NAM SIĘ należało bardziej niż jej.

jo73109

Bazienka, i jeszcze jedno. Zanim nazwiesz kogoś "babskiem", poproś męża/chłopaka/przyjaciół, żeby tak przez jakiś czas Cię nazywali. Może się oduczysz bezmyślnego obrażania nieznanych Ci osób.

GrubyKotlet

@bazienka tak naprawdę jedyne co powinni byli zrobić, po próbach kontaktu z tą panią, to zaczekać na jej odpowiedź w sprawie miejsca. Tylko i aż tyle.

Feniks06

Tak dokładnie. Macie wszyscy rację poza Bazienką. Należało się. Trzeba było ich zmieszac z gownem. A najlepiej jeszcze nasrać na wycieraczkę. A co... niech się cebula uczy.

A ja się głupi nadziwić nie mogę jak wyjeżdżam za granicę i okazuje się, że ludzie potrafią dom zostawić na weekend otwarty, przywieźć sąsiadom po powrocie pizze i zastać w domu lodówkę do której inny sąsiad włożył podstawowe produkty żeby gospodarze nie musieli od razu po powrocie lecieć do sklepu.

zjemcikota

Feniks, ale o czym ty gadasz? Zajęli jej prywatne mienie, a w wyznaniu widać, że w ogóle nie poczuwają się do jakiejkolwiek winy, a wręcz próbują robić z kobiety szurniętą. Ludzie są różni, może ktoś już jej kiedyś zajmował miejsce i się wściekła. Nie, za granicą ludzie są praktycznie tacy sami i jest bardzo mało miejsc, gdzie nie zamyka się domu.

Po prostu autorka i jej facet uważają, że mieli prawo zająć jej mienie 'bo stało'. Bullshit.

Zobacz więcej odpowiedzi (1)
zjemcikota Odpowiedz

Mhm, u nas też stawała taka 'milutka' pani, bo przecież stoi wolne... Jak ktoś wyżej napisał - mieszkanie też stoi wolne, czego tam nie wleźliście i nie czekaliście aż przyjdzie, by jej powiedzieć, że chcecie wynająć? To jest JEJ. Prywatne = nie ruszam, dopóki ktoś nie pozwoli. Nie wiem czemu miejsc parkingowych to nie obowiązuje według was.

KissMee Odpowiedz

O sOMsiOdach nie lubię ale o sąsiadach a i owszem! Może to dla tego, że pokemony wygineły już parę lat temu.
A co do wyznania to w sumie ja się jej nie dziwię. Jeżeli zauważyła auto to obstawiam, że była swoim i znając życie nie mogła zaparkować. Nawet jeżeli nie to ona za to miejsce zapłaciła i najprawdopodobniej co miesiąc płaci a ktoś bez wcześniejszej zgody tam parkuję za darmo. Sama napisałaś, że chce to mieszkanie sprzedać więc sprzeda je z miejscem parkingowym. To trochę tak.. Mogłaś zamieszkać w jej mieszkaniu bo przecież tam nie mieszka a jak by wpadła za dwa miesiące to jej powiedzieć, że chciałaś wynająć! Własność to własność!

egzemita Odpowiedz

Dlaczego POTEM dowiedzieliście się że się skłóciła ze wszystkimi? Jak ze wszystkimi to jak się podpytywaliście ludzi co to za miejsce ktoś by wam powiedział że to wariatka. Poważna luka w fabule opowiadania.

badar2

Ha!!!! dobrze zauważone, to mi umknęło.

Klara589

Oj tam luka zaraz, spytali pewnie jedną sąsiadkę o kontakt, nie miała to im wystarczyło. Ale po akcji to wypytali całe osiedle o tę złą sąsiadkę

Komika Odpowiedz

Też bym się wkurzyła. Przyjeżdża babka, a na jej miejscu sobie ktoś stoi. Więc ona już nie miała gdzie stanąć. Najpierw się pyta (list np), a potem staje. A nie zajęliście sobie miejsce, bo tak chcieliście i już.

badar2 Odpowiedz

jakoś taka jednostronna wersja mnie nie przekonuje. Bardziej widzę cebulaków którzy wpieprzają się na miejsce każdego dnia i czekają na reakcję. Czy właścicielka na to pozwoliła?? Nie. Może ktoś ze znajomych powiedział jej, że na jej miejsce wpieprza się cebulak a ona była zajęta i nie miała czasu sprawdzić a napięcie rosło. To naprawde wina właścicielki miejsca że nie wynajeła miejsca prostakom którzy bez skrupułów postanowili tam parkować??

bazienka

bo kazdy cebulak probuje sie na rozne sposoby skontaktowac z wlascicielem miejsca, a po nieudanych probach przykleja kartke do auta ulatwiajaca nawiazanie kontaktu?
cebulak po prostu staje i tyle

jo73109 Odpowiedz

Z perspektywy takiej sąsiadki. Kupiłam mieszkanie z miejscem parkingowym i przez parę lat nie miałam samochodu. Chciałam być miła, żyć w zgodzie z sąsiadami-zgadzałam się na "chwilowe" parkowanie. Dopóki wszyscy nie uznali, że mogą sobie na moim miejscu parkować kiedy chcą, nawet, jak już miałam samochód. Nawet ochrona kierowała przypadkowych gości na moje miejsce! Przyjeżdżałam wieczorem zjechana po pracy i nie miałam gdzie zaparkować. Wcale a wcale się nie dziwie, że jej puściły nerwy. Ja też parę razy eksplodowałam, bo po zwróceniu uwagi nawet mnie nie przeproszono, "sąsiad" odjeżdżał z mojego miejsca z fochem.

bazienka

spoko bajki piszesz, koloryzowane
moze czas zrobic z tego biznes i wydac tomik dla dzieci? :)

Esza

@bazienka dlaczego uważasz, że to nieprawda?

Ookami Odpowiedz

No nie wiem. To trochę tak, jakby ktoś podczas próbnej jazdy odjechał sobie samochodem, bo "teraz koniecznie muszę go mieć, jest mi potrzebny, ale niech się pan do mnie odezwie, to omówimy później zakup"

Zobacz więcej komentarzy (12)
Dodaj anonimowe wyznanie