#hkBpV
Wiedząc jak w moim przypadku kończą się takie historie (bez antybiotyku ani rusz), postanowiłam zarejestrować się do lekarza. Niby nic nadzwyczajnego...
Dzwonię więc, w słuchawce słyszę panią z rejestracji i nawiązuje się rozmowa:
- Dzień dobry, chciałabym zarejestrować się na wizytę do doktor Jeleń.
Chwila ciszy, po czym słyszę:
- Przykro mi, ale nie ma u nas takiej lekarki.
Po momencie namysłu odpowiadam:
- Aaaa faktycznie, coś mi się pomyliło, przepraszam, oczywiście chodziło mi o doktor Łoś.
Znowu cisza, pani odpowiada:
- W tej przychodni także doktor o takim nazwisku nie przyjmuje.
Ja już wyraźnie zdesperowana, bo przecież dokładnie wiem, do której przychodni należę... aż tu nagle z lekkim rozbawieniem w głosie miła kobieta pyta:
- Może chodzi pani o doktor Sarnę? Taka faktycznie u nas pracuje :)
Oczywiście chodziło mi właśnie o nią, nie wiem, co miałam w głowie... jeszcze chwila i wymieniłabym wszystkie zwierzęta leśne :) To uczucie, kiedy musiałam udać się do rejestracji potwierdzić przybycie na wizytę - bezcenne... :)
Obstawialam dr Łanie 😋
Lania Daniela.
Mój lekarz nazywa się Kisiel, a ja próbowałam zarejestrować się do doktora galaretki, a później do budynia. Na szczęście pani z recepcji skojarzyła o kogo mi chodziło