#5GfzC

Jakiś czas temu wyszłam na spacer z moim psem - przyjaźnie nastawionym do wszystkich spanielkiem. Zaznaczę, że wyprowadzam go na smyczy, mam nad nim kontrolę, a sam pies nigdy nie wykazywał skłonności do agresywnych zachowań.

Traf chciał, że była to pora, w której do domów wracali uczniowie pobliskiej podstawówki. Więc spacerowałam sobie spokojnie z psem przy nodze, a z naprzeciwka szło dwóch chłopców w wieku około 11 lat. Nieśli ze sobą jakieś gałązki, kasztany - pewnie ze szkolnych zajęć. Gdy mijałam chłopców... jeden bez przyczyny walnął mojego psa trzymanym przez siebie kijem. Na początku mnie zatkało, ale po chwili odzyskałam głos i zaczęłam się wydzierać na gnojka. Ludzie po drugiej stronie ulicy zaczęli się przypatrywać i - uwaga - bronić dzieciaka.

No ludzie, naprawdę, ja rozumiem wiele rzeczy, jestem młodą kobietą i dobrze pamiętam moje nastoletnie wybryki, ale nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy bez powodu uderzyć spokojnie spacerujące zwierzę. Psu nic się nie stało, choć gdyby dostał po mordce, mogłoby być gorzej.
Dla tych, którzy uważają, że przesadzam, bo to przecież tylko dziecko - moim obowiązkiem jako właściciela jest ochrona mojego pupila. Czy gdyby ktoś uderzył waszego najlepszego przyjaciela, to nie zareagowalibyście?

#eVgZC

W dzieciństwie, nie wiedząc jeszcze jak powstają dzieci, wymyśliłem sobie bardzo (jak dla mnie) realistyczną i niepodważalną teorię "robienia" dzieci.

Wiedziałem wówczas, że do tego potrzebny jest osobnik płci męskiej i żeńskiej, że to koniecznie musi odbywać w łóżku oraz osobniki te muszą być nagie. Mianowicie z tej teorii wynikało, że osobnik płci żeńskiej zachodził w ciążę poprzez dotknięcie swoją pupą pupy osobnika płci męskiej.

Wierzyłem w to do takiego stopnia, że gdy nocowałem u swojej cioci (a ze względu na swój młody wiek i strach przed nocnymi duchami spałem z nią w jednym łóżku), całą noc pilnowałem, aby nasz pupy nie dotknęły się, ponieważ nie chciałem mieć dziecka, gdyż nie byłem jeszcze gotowy, by wychować nowe pokolenie.

#Oet0F

Jak byłam mała, mama powiedziała mi, że rany na głowie bardzo obficie krwawią i że trzeba szybko taką krew zatamować, bo może to być niebezpieczne dla zdrowia.
 
Pewnego razu w szkolnej łazience zobaczyłam w koszu na śmieci dziwny, podłużny "opatrunek", którego obfita krwista zawartość niechybnie wskazywała na ranę na głowie!

Wyobraźcie sobie minę pani wychowawczyni, której nie omieszkałam pokazać zawartości kosza, alarmując, że niechybnie jakaś uczennica naszej szkoły potrzebuje natychmiastowej pomocy.

#wqH7o

Gdy miałam mniej więcej 6 lat, razem ze swoim kolegą z podwórka postanowiliśmy sprawdzić, na czym polegają różnice anatomiczne pomiędzy nami. Spotkaliśmy się wieczorem „za blokiem”. Umowa była taka, że on pokaże mi co ma w spodniach, a ja pokażę, co mam pod spódnicą.
Gdy zdjął spodnie i zobaczyłam jego penisa, to się wystraszyłam i uciekłam…

Do końca podstawówki nawet się do mnie nie odezwał. :)

#8ATeE

Od jakiegoś czasu czytam anonimowe. Niektóre historie poruszające, inne śmieszne czy obrzydliwe. Niestety (albo i stety), historii takiej jak moja nie znalazłem nigdzie. I w sumie nic dziwnego...

Moją obecną dziewczynę poznałem półtora roku temu na imprezie. Dosyć dobrze się dogadywaliśmy, po niedługim czasie wylądowaliśmy w łóżku i po jakichś trzech miesiącach zamieszkaliśmy razem. Niewysoka, delikatna, wrażliwa - taka, jakie lubię.
Po jakimś czasie wyznała mi, że w dzieciństwie była molestowana przez ojca. Około dziesięciu lat... Powiedziała to dosyć lekko, a jako że miała w związku z tym psychologa, to stwierdziłem, że sobie z tym "jakoś" poradziła. Dodam jeszcze, że lubi ostry seks, bardzo.

Pewnego dnia popiliśmy, a ona z uśmiechem na twarzy powiedziała, że gdy była dwa lata temu na wakacjach u siebie, zdradziła ówczesnego chłopaka ze... swoim ojcem. W sumie to zdradzała, przez ponad miesiąc wakacji, rżnęli się codziennie... Umówili się nawet, że ten przyjedzie do niej, zamieszka niedaleko i będą się spotykali w wiadomym celu.

To jest obrzydliwe. Cofa mi się na samą myśl o tym. Od kiedy mi to powiedziała, nasze życie seksualne umarło. Nie potrafię spojrzeć na nią i nie mieć odruchu wymiotnego... Biorę w pracy nadgodziny, robię jakieś robótki, pod pozorem chęci szybszego wyposażenia domu, ale to tylko po to, żeby nie musieć się z nią kochać. Z jednej strony ją kocham, z drugiej brzydzę się, niesamowicie, o Boże, jakie to jest obrzydliwe...

#dhIl3

Znajomi zawsze powtarzali mi, że jestem osobą nudną, która nie potrafi się bawić. W wieku 19 lat postanowiłam to zmienić.

Wyjechałam wraz z przyjaciółmi do Bułgarii. Nasz tygodniowy plan wycieczki był prosty. Mianowicie picie i imprezowanie. W 4 dzień pobytu nasza grupka postanowiła się rozdzielić. Ja wraz z koleżanką chciałyśmy iść na pewien koncert, reszta nie miała na to ochoty, więc postanowiliśmy, że tę noc spędzimy oddzielnie. Miejsce koncertu było daleko od naszego hotelu i po skończonej zabawie chciałam zamówić taxi. Moja mocna wstawiona koleżanka wpadła jednak na inny pomysł. Uznała, że nie będzie płacić, tylko złapie stopa. Bardzo nie podobał mi się ten pomysł. Znajoma jednak stwierdziła, że jak zwykle jestem sztywna.
Jako że naprawdę chciałam udowodnić wszystkim, jaka to nie jestem szalona, ustąpiłam. Koleżanka zaczepiła jakiegoś mężczyznę w samochodzie, a ten zgodził się nas podwieźć. Wsiadłam do samochodu z wieloma obawami, w przeciwieństwie do mojej pijanej koleżanki, która wesoło flirtowała z Bułgarem.

Po przejechaniu sporej ilości trasy zaczęłam się naprawdę niepokoić. Zupełnie nie poznawałam drogi, do tego miałam wrażenie, że zamiast przybliżać się do centrum, oddalamy się od niego. W pewnym momencie znajoma stwierdziła, że jest niesamowicie spragniona, kierowca podał jej jakiś napój. Powiedziałam do niej po polsku, żeby nie pija tej wody. Na nic się to zdało. Co prawda nie miałam pewności, że mężczyzna chce nas skrzywdzić, ale miałam naprawdę złe przeczucia. Nie wiedziałam co mam robić. Dzwonić na policję, wyskoczyć z samochodu? Nigdy tak bardzo się nie bałam.
W pewnym momencie okazało się, że brakuje benzyny, więc musieliśmy pojechać na stację. Wiedziałam, że to może być jedyna szansa na ucieczkę. Gdy Bułgar poszedł zapłacić, postanowiłam uciec, jak się okazało, zamknął za sobą drzwi. Do teraz nie wiem jak udało mi się otworzyć je za pomocą kopnięcia. Może była to kwestia starego auta lub tego, że strach dodał mi siły. W każdym razie wydostałam się z samochodu. Był nawet moment, w którym chciałam zostawić koleżankę, jednak nie zrobiłam tego. Wyciągnęłam ją, była ledwo przytomna (nie wiem, czy za sprawą alkoholu czy tego napoju). Udałam się z nią do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi. Słyszałam, że ten facet coś do nas wołał, ale potem sobie odpuścił. Spod stacji zadzwoniłam po taxi, która zawiozła nas do hotelu (okazało się, że Bułgar wiózł nas w zupełnie przeciwną stronę).
Rano koleżanka obudziła się z okropnym bólem głowy. Opowiedziałam znajomym o całej sytuacji, ci jednak stwierdzili, że koloryzuję i zbagatelizowali to.

Miałam naprawdę dość tych wakacji i udawania szalonej imprezowiczki, którą nigdy nie byłam. Ostatnie dni wakacji spędziłam bez znajomych w "najnudniejszy" sposób, czyli leżąc i czytając książki na słonecznej plaży.

#BI5fJ

Mam 17 lat i krzywą przegrodę nosową (oddycham jedną dziurką), a lekarz stwierdził, że jestem za młody na operację.

Przeszedłem wczoraj przez dzielnicę mojego miasta, która słynie z kiboli i ich klubu.
Po jakimś czasie zaczepił mnie dres, który zadał mi pytanie: [przymiotnik od dzielnicy] Klub Sportowy czy [przymiotnik od miasta] Klub Motorowy?
Widocznie odpowiedziałem źle, bo po chwili trzymałem się za nos, a dres poszedł w siną dal.

Po wstaniu zorientowałem się, że oddycham normalnie, czyli dwiema dziurkami!

Bardzo dziękuję, mój wybawco!

#KECYT

Dorabiam sobie jako naganiaczka do klubu, od razu powiem, że nie do klubu ze striptizem, ale normalnego klubu muzycznego. Ogólnie jest fajnie, bo ludzie dostają ode mnie darmowe wejściówki, drinki, zniżki, zależy jaka jest promocja.

Bardzo lubię ciekawych ludzi, nietypowych.
Czasami na ulicy nikogo nie ma i wtedy jak z kimś kilka minut porozmawiam, to czas szybciej płynie. Raz patrzę na jednego kolesia. Na pierwszy rzut oka podróżnik. Plecak, karimata, bojówki, koszulka, bandama i gitara. Ogólnie typ jakby się z Woodstocku urwał, albo innego festiwalu, ale ogólnie nic takiego ostatnio się nie działo. Dodatkowo z jednej strony normalne ubranie, a z drugiej nosi ze sobą plandekę.

Podeszłam, zagadałam i okazuje się, że to... włóczęga, obieżyświat. Nie ma domu, podróżuje stopem, nie ma pieniędzy, ale nie wygląda na brudnego bezdomnego, alkoholu też nie pije. Ogólnie ktoś, kto wybrał życie na ulicy, a wszystko to co ma to jego plecak i gitara. Jeszcze nie wie, gdzie będzie spać.
Pół godziny później kończę pracę i cóż, nie mieszkam sama, ale mam wolny pokój, współlokator nie powinien się obrazić, więc zapraszam nieznajomego. Dostaje pokój, czystą pościel, rano kąpiel, śniadanie, obiad spakowany na drogę. Pyta, czy może się odwdzięczyć, ja na to, że mnie nic nie trzeba. Mówię, że mam tylko mega problem z kasą, ale w tym mi nie pomoże. Rozmawiamy o wielu rzeczach. Drugiej nocy też zostaje, jako "zapłatę" pomaga mi sprzątać i myje naczynia, gra na gitarze.
Życzę powodzenia w życiu i droga się rozchodzi. On wyrusza w swoją wędrówkę, ja do mojej stałej pracy.

Żadnego morału, żadnego "żyli długo i szczęśliwie". Ot, to ciekawe, jakich ludzi można poznać i tylko się cieszyć, że ktoś miał ciepły posiłek i nocleg dzięki mnie ;)

#AQ3W9

Pewnego popołudnia postanowiłam nałożyć sobie na twarz maseczkę w kolorze zielonym. Chwilę później mój pies zaczął się kręcić, więc musiałam z nim wyjść. Nie zmywałam maseczki, bo to tylko 2 minuty przed blokiem.

Akurat tak się złożyło, ze byłam świadkiem pobicia kobiety przez jej męża. Przyjechała policja i kazali mi jechać ze sobą w celu złożenia zeznań.
W ten sposób spędziłam 3h na komisariacie z zieloną twarzą.

#olqyB

Przed chwilą postanowiłem zwierzyć się z tego, że ostatnio zauważam, iż coraz częściej nieświadomie rozmawiam ze sobą przez chwilę myśląc, że rozmawiam z kimś innym.

Po paru słowach mówienia przerwałem i zdałem sobie sprawę, że nikogo przy mnie nie ma i znów mówię do siebie.
Dodaj anonimowe wyznanie