#KRqik

Kiedy byłam mała, mieliśmy jeden malutki telewizorek. O 19 z siostrą zasiadałyśmy przed nim i oglądałyśmy bajki. Ojciec często w trakcie odcinka przełączał na mecz, jakiś kanał sportowy, i tyle z bajek. Strasznie to nas irytowało, szczególnie mnie.
W końcu, czytając instrukcję obsługi telewizora, zobaczyłam dział „Kontrola Rodzicielska”. O, czyli nie jestem sama, czyli to jest specjalne coś do posiadania władzy nad swoimi rodzicami! Postąpiłam zgodnie z instrukcją i założyłam hasło na kanał, gdzie ojciec oglądał mecze piłki nożnej etc.
W końcu pewnego dnia, ojciec, zapalony kibic, chciał włączyć ten kanał, ale nie mógł, głowił się nad kodem, a ja, niestety... sama go zapomniałam. Ojciec się bardzo wkurzył i zaniósł telewizor do naprawy – nic z tego. A ja miałam wyrzuty sumienia.
I tak z tym telewizorkiem mieliśmy przez 5 lat, potem ojciec kupił sobie wypasiony telewizor, sądząc, że ten malutki telewizorek to chiński samoblokujący kanały szajs.

Do tej pory nikt z mojej rodziny nie wie, że za odwykiem od meczów piłki nożnej stoję ja.

#mKnHA

Zgubiłam klucze od domu i nie mogłam ich nigdzie znaleźć. Powiedziałam mężowi, a ten się trochę wkurzył, bo taka zguba zawsze oznacza wymianę wszystkich zamków — dla bezpieczeństwa, bo nigdy nie wiadomo, czy klucze zginęły, czy ktoś zainteresowany ich nie zwinął. Kilka razy mnie pytał, czy na pewno ich nie mam i czy wszystko przeszukałam. Zarzekałam się, że nigdzie ich nie ma, na pewno. No to trudno, mąż kupił nowe zamki i zamówił ślusarza.

Dzień po wymianie zamków założyłam swoją kurtkę i odkryłam, że w kieszeni mam małą dziurę i wszystko, co do niej wsadzałam, lądowało w podszewce. Klucze też tam były...

#00bKQ

Jestem po studiach i mieszkam pod jednym dachem z dziadkiem. Jest on starszy i schorowany, więc wiadomo, że mam z tego względu dużo obowiązków — zakupy, zawożenie do lekarzy, mierzenie ciśnienia i poziomu cukru we krwi, gotowanie odpowiednich posiłków i samo spędzanie z nim czasu. Nie narzekałabym na to wszystko, bo kocham dziadka i zgodziłam się na zamieszkanie z nim z własnej, nieprzymuszonej woli, ale coraz częściej mam wrażenie, że on robi wszystko, żeby oczernić mnie przed bliskimi. Brzmi śmiesznie i na początku samą siebie podejrzewałam o przesadzanie, ale coraz więcej jest takich sytuacji, wszystko pod płaszczykiem zwykłych rozmów czy komplementów.

Wiadome jest, że codziennie zmywam po każdym posiłku — dziadek nie ma na to siły. Za każdym jednak razem, jak są u nas brat albo moja mama, dziadek głośno wyraża zaskoczenie: „Och, pozmywałaś i po mnie? Jak to miło! Ale nie musiałaś, przecież wiesz, że ja zawsze sobie doczłapie i w swoim tempie zrobię, co trzeba”. Pomagam dziadkowi wstać jak zawsze, kiedy akurat ktoś jest w okolicy? „Aż nie poznaję własnej wnuczki he, he, ale to dobrze, niech się rodzina nie martwi, że mi się tu źle powodzi”. Usłyszałam też, jak dziadek opowiadał mojemu bratu, że dzień przed jego wizytą „cały dom pucowała, stolik mi ustawiła tak bliziutko, żebym mógł się sam napić, bo wcześniej to musiałem sam chodzić do kuchni, a nogi już nie te...”, co oczywiście nie było prawdą.
Takich przykładów mam mnóstwo. I mamie, i bratu mówiłam już, jak naprawdę wygląda sytuacja, ale widzę, że nie są w stu procentach przekonani. Sama się im zresztą nie dziwię, dziadkowi bardzo dobrze wychodzi udawanie ofiary. Wczoraj usłyszałam, jak mówi do telefonu: „A ona sobie taki dobry obiadek zrobiła, aż czuć było w całym domu. A ja? A ja to sobie chlebka podjadłem, wiesz, że mi niewiele trzeba”. Kiedy skończył rozmawiać, wprost zapytałam, o co chodziło, na co dziadek udawał skołowanego, że nie wie, o co chodzi, no dostał obiad, ale chleba też przecież zjadł!

Naprawdę nie wiem, co mogę z tym zrobić. Zaczęłam na poważnie myśleć o robieniu codziennie zdjęć posiłków, porządku, ale nie chcę, żeby rodzina myślała, że to gesty na pokaz. Przede wszystkim po prostu nie rozumiem, czemu osoba, której poświęcam tyle czasu i którą nadal przecież bardzo kocham, chce mnie umniejszyć w oczach bliskich.

#HA7c4

Odkąd mam pieniądze, ludzie traktują mnie poważnie i z szacunkiem. Od kiedy stałem się bogaty, nawet moja kiepska twarz nie jest już kiepska dla kobiet i zrozumiałem także, że kiedy staję na portfelu, to osiągam magiczne 180 cm wzrostu. Odkryłem też, że wedle opinii kobiet jestem nawet zabawny.

Jeszcze dwa lata temu ludzie, z racji tego jak wyglądałem, traktowali mnie mało poważnie i mnie lekceważyli. Byłem singlem, dla kobiet nudziarzem i brzydalem. Wyśmieję każdego, kto powie, że pieniądze w życiu się nie liczą.

#koEBv

Mam 26 lat, jestem po 5-letnich studiach, po których w pocie i łzach obroniłam tytuł magistra inżyniera. Całe studia pracowałam na kasie, po 12h na zmiany, żeby nie mieć pustego CV po zakończeniu edukacji. I co? I okazało się, że jestem frajerem.

Moi znajomi ze studiów mieli głęboko gdzieś, jakie będą mieli CV. Pili, palili, imprezowali, świetnie się bawili całe 5 lat. Bardzo dużo wyjść z nimi mnie ominęło przez pracę lub dodatkowe kursy, które robiłam dla lepszego CV. Dzięki kasie, którą zarabiałam, miałam możliwość zwiedzania świata (25 lotów w 3 lata), jednak większość z rodziną, bo ich nie było stać na kilkudniowy wyjazd.

A teraz? Wszyscy siedzą na cieplutkich posadkach w zawodzie, które zdobyli przez znajomości albo fartem i zarabiają tyle, za ile ja dałabym się w tym momencie pokroić. Od 8 miesięcy szukam pracy, takiej na stałe z porządną umową i chociaż najniższą krajową. Przez 6 mies. w tym okresie pracowałam na umowę zlecenie, nie na pełny etat, ale w zawodzie itd… Teraz nie chcą mnie przyjąć już nawet na kasę, bo mam za wysokie kwalifikacje, ale do mojego zawodu z kolei nie mam doświadczenia.

To ja byłam na każdych zajęciach, to ja zawsze miałam projekty na czas, to ja pomagałam im na kolokwiach czy zaliczeniach. To mnie prosili o pomoc z programami, których oni nie ogarniali, bo jeśli przychodzili na zajęcia, to na kacu, i to ja teraz siedzę na bezrobociu, z którego nawet nie należy mi się zasiłek…

Czy jestem zła? Cholernie! Czy wierzę, że sytuacja jeszcze się obróci? Chyba już nie.

#jpmUM

Jestem bardzo zazdrosna o wszystko. Mam wrażenie, że oprócz jako takiego zdrowia nic w życiu nie dostałam od losu ot tak. Ani rodziny, ani pieniędzy, ani domu, ani urody. Życie w biedzie mnie wykańcza. Skończyłam studia, pracując po nocach i sprzątając biurowce. Rodzice zupełnie mieli mnie gdzieś. Ojciec mnie wydziedziczył, bo wolał swoich dwóch synów z pierwszego małżeństwa. Ja byłam bękartem, jak o mnie mówił.

Mam koleżankę, piękną dziewczynę, mogłaby być modelką. Urodziła się w rodzinie stomatologów. Bardzo bogata. Wyszła w wieku 21 lat za mąż za bardzo bogatego informatyka, super faceta. Mają już dwoje dzieci. Ona też została stomatologiem. Pracuje w klinice swojej babci. Mieszkają nad morzem. Tymczasem ja nie mam kompletnie nic. Byłam gnębiona w szkole za wygląd i biedę. Jak ją widzę, to najchętniej zdarłabym z niej te piękne ubrania i je sobie wzięła. Choć zbliżam się do trzydziestki, to wciąż bieduję, płacą mi najniższą krajową i mam ciuchy jeszcze z liceum.

Wiem, że to podłe, co piszę. Ale mam wrażenie, że nie tylko nieszczęścia chodzą parami, ale szczęścia też. Bo są takie osoby, które mają wszystko i takie, które nie mają nic. Z drugiej strony to miło przyglądać się osobom, które mają życie jak z reklamy. Co do własnego życia, to mam wrażenie, że w ogóle w nim nie uczestniczę, że to jakaś wersja demo, ale prawda taka, że czas płynie, a ja tkwię w miejscu.

#Kertt

Kiedy byłam w 5 klasie podstawówki, dostałam od rodziców MP3.
Musiałam być wyjątkowo głupim dzieckiem, bo wydawało mi się, że jeśli ja nikogo nie słyszę w słuchawkach, to nikt inny mnie też nie słyszy.

W ten oto sposób jeździłam po wiosce na rowerze, drąc mordę i śpiewając na całe gardło, do momentu kiedy raz wyładowała się bateria i muzyka nagle się wyłączyła, a ja przerażona prawie zapadłam się pod ziemię, bo usłyszałam własne wrzaski.

#5wHQB

Będąc na studiach, pracowałem w call center/czacie  – zajmowałem się rozwiązywaniem problemów z oprogramowaniem systemu. Oprogramowanie używane było na komputerach oraz na telefonach, w zależności od klienta, tak ogólnie mówiąc.
Zawsze jak widziałem, że klient klika z komputera, to pytałem, jaki jest problem. Potem kazałem poczekać. Nie robiłem w sumie nic poza uzupełnieniem dokumentacji elektronicznej i... sugerowałem wyłącznie routera i laptopa na 10 minut. Gdy ktoś dzwonił z telefonu, sytuacja wyglądała podobnie — kazałem sprawdzić randomowe ustawienia w aplikacji, potem kazałem zrestartować urządzenie i gdyby nie działało, ponownie zadzwonić. To też zajmowało około 10 minut.
Magiczne 10 minut sprawiało, że nawet jeśli ktoś oddzwonił lub odpisał, trafiał na tzw. linię otwartą i był przypisywany losowo do jednego z konsultantów. Jako że była to praca w pełni zdalna, nie znałem nikogo z pozostałych konsultantów, więc miałem gdzieś, że im przybywa pracy. Dokumentacja się zgadzała, próba rozwiązania problemu była, czasem też zwykły restart faktycznie pomagał. Pracowałem tam całe studia, na koniec dostałem nawet propozycję przejścia na wyższe stanowisko, gdyż nie było nigdy skarg i czasem jakieś pozytywne opinie.

Nie mam nic na swoją obronę, byłem biedny jak mysz kościelna, każda kasa była na wagę złota, a w takich sytuacjach etyka szła trochę na drugi plan.
Dodaj anonimowe wyznanie