#OKE2T

Wybrałem się ostatnio na zakupy, żeby nabyć kilka podstawowych produktów żywnościowych. Sięgam po mleko, aż tu nagle zza moich pleców wyskakuje babuleńka. Babuleńka wyrywa mi mleko z rąk, aby po chwili rzucić się do szaleńczego biegu. Zdziwiony i zrezygnowano sięgnąłem więc po masło i - tym razem byłem jeszcze bardziej zaskoczony - ta sama babuleńka podeszła do mnie i zaczęła nawijać coś w deseń "jestem już w podeszłym wieku, reumatyzmy łupią, to już nie te czasy, kiedy schylać się można" i ładnie przeprosiła za wyrwanie mi mleka.
Z powagą słuchałem, coby babuleńce nie robić przykrości, mam słabość do staruszek.

Dopiero po podejściu do kasy wydał się prawdziwy powód szaleńczego biegu i zagadania mnie przez babuleńkę. Mój portfel, leżący wcześniej w koszyku, magicznie zniknął, pojawiając się na podłodze przy wyjściu z drugiej kasy, gdzie najwyraźniej zostawiła go zdenerwowana babuleńka, widząc jego zawartość.
Czyli dwie gumki i bon do kręgielni :)

#atNHN

Miałam może z 18 lat, była zima, jeszcze dość wcześnie, ale szybko robiło się ciemno. Wracałam skądś do domu, kiedy zobaczyłam, jak z bloku wychodzi razem z ojcem mój sympatyczny kolega. Taki wesołek, który często robił żarty. Tego wieczora też musiał mieć dobry dzień, bo założył na głowę perukę. Tak mnie to rozbawiło, że zrobiłam coś, czego nigdy wcześniej nie robiłam. Podniosłam rękę i z całej siły przyłożyłam mu przez plecy z tekstem: "Ty to masz pomysły!". Biedactwo prawie przysiadło.

I wtedy dopiero zwróciłam uwagę, że to nie był mój kolega, tylko jego mama. UPS!

#x8Oir

Za szkolnych czasów byłam grzeczną uczennicą - i tylko raz zdarzył mi się akt wandalizmu.
W jakimś filmie, chyba „Wejściu smoka”, po raz pierwszy spotkałam się z sikaniem na narciarza (bo to dawne dzieje, lata 80.).

Z oczywistych przyczyn siadać na szkolnym sedesie nie lubiłam, a „zwisanie” tyłkiem do najwygodniejszych nie należy, a więc postanowiłam wykorzystać nowo nabytą wiedzę.

Wdrapałam się na ten sedes i… albo był źle przykręcony, albo zwyczajnie nieprzystosowany do tego typu obciążeń… W każdym razie się przewrócił. Huk, walające się szczątki porcelany, radośnie zalewająca moje buty woda…

Co miałam zrobić? No uciekłam. Następnego dnia dyrektor zwołał apel w trybie natychmiastowym. Jednym z najczęściej powtarzanych w nim słów było słówko „wandalizm”. Biedaczek przeżywał bardzo, że nie dość, iż taki chuligański wybryk, to jeszcze w dziewczęcej toalecie! Żeby to chociaż chłopak!

Oczywiście się nie przyznałam. Do dziś wie tylko moja córka.

#shPOg

Przed weselem mojej siostry, jako że mieszkamy w bloku, przyszedł czas na umycie klatki schodowej. Ja zaczęłam myć schody od góry, mama od parteru. Oczywiście w moim bloku jest pełno starszych pań, które muszą wiedzieć wszystko. Jedna z nich postanowiła opuścić swoje mieszkanie i podpytać moją mamę o szczegóły wesela. Ja tymczasem znosiłam wiadro z wodą na niższe piętro.
Pech chciał, że rączka od tego wiadra pękła, a cała brudna woda wylała się między barierki, wprost na głowę starszej pani.

Teraz, ilekroć mijam ją na klatce i mówię jej dzień dobry, słyszę tylko pogardliwe burknięcie.

#iGbgJ

Jestem policjantem. Wczoraj dostaliśmy zgłoszenie o stłuczce, więc jedziemy. Na miejscu okazało się, że szkody były niewielkie. Mężczyzna stuknął kobietę w lewy bok. Państwu bardziej chodziło o ustalenie kto miał pierwszeństwo niż o szkody. Dlatego nas wezwali. Nawet się o to kłócili.

Jak się później okazało, państwo było małżeństwem w trakcie rozwodu. I to mężczyzna chciał udowodnić swojej żonie, że to on miał pierwszeństwo, bo on zawsze ma rację. No niestety, nie tym razem. Jak mu to uświadomiłem, zdziwiłem się jego reakcją. Przeprosił żonę i nas również za kłopot.

Szczerze mówiąc, rzadko zdarza mi się widzieć takie zachowanie, przyznanie się do winy. W dodatku małżeństwo w trakcie rozwodu.

#UTHWJ

Mój sąsiad ma nieprzyjemny nawyk - jeździ po alkoholu (tak, wiem, że większość ludzi po drodze, zabawne, he, he). Jak wypije, to ma ochotę na przejażdżkę i znika na pół nocy, nikt nie wie, gdzie. Wszyscy w okolicy boimy się, że w końcu kogoś z nas - albo siebie - zabije (chociaż - o ironio! - jak na razie wracał całym autem). Tak poza tym to całkiem przyjemny gość, po prostu ma pewien problem.

Zgadaliśmy się wreszcie i obmyśliliśmy niecny plan. Kiedy wrócił po jednej z takich wypraw, auto zostawiając jak zwykle samopas na podjeździe i udając się chwiejnym krokiem do domu, zapewne celem spoczęcia, odczekaliśmy jakiś moment i… skasowaliśmy mu brykę.

Tak, jakieś metalowe pręty itp., słowem, co mieliśmy, użyliśmy do rozwalenia jego maski. Na koniec, żeby dodać smaczku, polaliśmy ją zwierzęcą krwią (kumpel pracuje w rzeźni, nie pytajcie mnie, w jaki sposób ją wyniósł).

Minął tydzień. Dotychczas cisza, a sąsiada pijanego jeszcze w tym tygodniu nie widziałem. O aucie nikomu się nawet nie zająknął.

#bLsqw

Jak byłam w podstawówce, moja aktywność fizyczna była bliska zeru. Jakieś 600 m do szkoły, ewentualny WF, na którym i tak za wiele się nie ruszałam, i leniwy powrót do domu. Łatwo wywnioskować, że byłam niezłą kluską. Dlatego zaskakiwałam każdego tym, jak szybko i bez widocznego zmęczenia potrafię wbiegać po schodach.

W czym tkwił sekret? Będąc w zerówce, obejrzałam przypadkiem kawałek strasznego filmu. Od tej pory uważałam, że muszę być gotowa w razie W, jakby ktoś mnie gonił i wszedł za mną do klatki bloku, żebym bez problemu wbiegła na samą górę (mieszkam na najwyższym piętrze). Tak więc dzień w dzień biłam rekordy w przeskakiwaniu po kilka stopni z jak największym obciążeniem (plecak).

Cóż, podobno każda motywacja jest dobra, a te wszystkie memy o tym, że ktoś biega na wypadek apokalipsy zombie, mają w sobie coś prawdziwego.

#MOSwK

Do dziś pamiętam, jak 10-letni ja zapytałem się swojej mamy, dlaczego kobiety cierpią przy porodzie. Ta popatrzyła się na mnie z politowaniem, uśmiechnęła serdecznie, pogłaskała po włosach i odpowiedziała:
- Skarbie, dlatego, że nic wartościowego nie rodzi się bez bólu.

Mądra mama :)

#3UXS9

Zajęło mi to pół roku.

Niemal dokładnie sześć miesięcy temu przyszła na świat Dominisia. Byłem wtedy przekonany, że jestem przygotowany do roli ojca. Szybko nauczyłem się jak zmieniać pieluchy, przebierać córkę, kąpać ją itp. Działałem na zasadzie odruchów. Dziecko płacze, to trzeba przebrać pieluchę, ponosić albo dać mamie do karmienia. Szybko mnie irytował jej płacz i to że teraz nie mam czasu dla siebie, co było dla mnie ważne, jako iż jestem zatwardziałym introwertykiem.


Dopiero wczoraj do mnie doszło. Kiedy Dominisia płakała przez swoje ząbkowanie, nie starałem się jej na siłę uspokoić ani uciszyć. Byłem z nią, przytulałem, a ona sama się uspokoiła i spokojnie zasnęła mi na rękach. Zobaczyłem, że muszę być z córką i razem z nią przeżywać dzieciństwo, zamiast jedynie się nią opiekować. Zrozumiałem, że byłem emocjonalną amebą, która do rodzicielstwa podchodziła zadaniowo. Byłem na najlepszej drodze do tego, żeby być takim samym rodzicem jak mój zdystansowany ojciec.

Ewoluowałem z prawnego opiekuna typu ojciec w tatę.

#6GttV

Kiedyś, gdy miałam może z 5 lat, pojechałam z mamą i jej znajomymi na cały dzień nad jezioro. Wracaliśmy do miasta autem tych właśnie znajomych, mieli nas wysadzić gdzieś w centrum, same miałyśmy dojechać autobusem na obrzeża do domu. No i fajnie, ale niestety mój 5-letni móżdżek stwierdził, że jak będę udawała, że śpię, to przecież odwiozą nas pod sam dom! Wszystko szło zgodnie z planem, słyszałam jak ktoś mówi "no przecież cię nie wysadzę ze śpiącym dzieckiem, no co ty". Hurra!

To kłamstwo nawet nie byłoby takie złe, gdybym pod domem nie powiedziała do nich "haaa, oszukałam was!".
Wtedy wydawało mi się to zabawne, ale dzisiaj jak o tym pomyślę, jest mi pewnie prawie tak wstyd, jak mojej mamie podczas tej sytuacji :D
Dodaj anonimowe wyznanie