#zNoZ9
Zaaferowany podbiegłem pod płot, by dowiedzieć się co się stało. Z przerażeniem pytałem się ludzi, ale nikt mi nie odpowiadał. Przedarłem się przez tłum, by zobaczyć, co tam się dzieje. Gdy stanąłem na jego czele, spostrzegłem właścicielkę domu w towarzystwie strażaków i policjantów. Jeden z nich próbował opanować staruszkę, która wyzywała go takimi słowami, na które świat nie był nawet gotowy. Następnie jego kolega skuł ją kajdankami, po czym razem ruszyli w stronę furtki. Gdy przechodzili obok, dostrzegłem jeszcze zmęczone twarze policjantów, oraz paszczę staruszki, z której wydobywały się takie perełki jak: "Wy jeb**e k**wy niemyte, a żeby wam karp na święta z wanny spie****ił". Rebeliantkę z trudem wprowadzili do radiowozu, po czym odjechali, zostawiając mnie z mind-fuckiem jak stąd do wieczności.
Dopiero wtedy jeden z obserwatorów wyjaśnił mi, co tam zaszło. Wyżej wymieniona staruszka przeczytała w internecie, że pewien ksiądz zachęcał do palenia książek o Harrym Potterze, bo to wymysł szatana. Zabrała więc swojej wnuczce te książki, jej zabawki z Hello Kitty oraz Pokemony, i rozpaliła przed domem ognisko. Gdyby nie czujni sąsiedzi, prawdopodobnie spłonąłby jej cały dom. A myślałem, że już bardziej głupim być nie można.
#Sslol
W domu od zawsze zabraniano mi jeść czegokolwiek, co nie było obiadem, ewentualnie deserem robionym przez mamę. Nigdy nie mogłam tknąć żadnych chipsów, ciastek czy podobnych rzeczy, chyba że dostałam na jakąś okazję, a wtedy były wydzielane do granic możliwości (kostka czekolady i do widzenia). Kieszonkowego nie dostawałam, więc sama niczego kupować też nie mogłam.
Zamieszkałam sama, gdy miałam 18 lat i się zaczęło. Zaczęłam odbijać sobie te wszystkie lata. Ja nie jadłam. Ja się obżerałam. W dwa lata przytyłam 30 kg. Potem zaczęłam zauważać problem i kilkakrotnie próbowałam się odchudzać. Dwa razy udało mi się schudnąć po 10 kg (nie bardzo szybko, stopniowo, by uniknąć efektu jojo - na próżno). Za każdym razem wracałam do wagi 80 kg.
Zniszczyłam sobie ciało. Wszędzie mam rozstępy. Nie potrafię sobie pomóc. Dietetycy nie pomogli nic. To jest w mojej głowie, jestem uzależniona. Boję się, co będzie dalej, bo nie potrafię powiedzieć sobie "nie". Bardzo podziwiam ludzi, którzy dali radę schudnąć, ja nie potrafię tego zrobić. Boję się, że skończę jako otyła inwalidka, którą muszą karmić i myć bliscy.
#CkcUA
Wszystko działo się wieczorem, więc podpity, ale z pewnością, że moi rodzice już śpią, wróciłem do domu. Chciałem zachowywać się normalnie, ale już przy wejściu potknąłem się o próg, a mama wyskoczyła z łóżka sprawdzić, co się stało. Ja zbieram się z ziemi, ona do mnie podchodzi wykrzykując, że chyba coś piłem i każe mi dmuchać... Dmuchnąłem, ale nosem, z otwartymi ustami :D
Nie wiem do tej pory, czy była taka zaspana, czy ja miałem tyle szczęścia, ale stwierdziła, że jestem trzeźwy i w ten sposób pierwszy alkohol uszedł mi na "sucho" :)
#iK8U7
Zarys sytuacji: Z moim mężem jesteśmy po ślubie już 3 lata, a w związku prawie 7. Już od samego początku uzgodniliśmy, że dzieci w tym związku nie będzie - on słysząc płacz dziecka dostaje białej gorączki, a ja po prostu wiem, że byłabym beznadziejną matką. Dlatego aby zabezpieczyć się przed niechcianą "fasolunieńkom", ja biorę tabletki, mąż stosuje prezerwatywy. Tyle z zarysu, wracamy do sytuacji właściwej.
Oczywiście jak jest ślub, to są i pytania o "bombelki". Od samego początku odpowiadaliśmy zgodnie z prawdą - "kaszojadów" u nas nie będzie.
Teściowie nowinę przyjęli na spokojnie, poklepali syna po plecach i zażartowali, czy załatwiać nam już kota.
Natomiast w moją mamę jakby szatan wstąpił. Zaczęło się niewinnie, od tekstów w stylu "Przejdzie ci" albo "Jak już dziubasek będzie w twoim brzuszku, to od razu go pokochasz". Wysłuchałam, olałam. I jak już do mamy dotarło, że słowami nas nie przekona, przeszła do czynów.
Zaczęło się przychodzenie na kawę z moimi siostrzeńcami i bratankami (moje rodzeństwo weszło w wiek rozrodczy i mam aktualnie 7 dzieciaków w rodzinie, z czego żadne nie skończyło 8 lat). Wysłanie mi zdjęć cudzych "berbeci" z podpisami typu "A Hania/Zdzisia/Marysia już ma wnusia, czekam na swoje ;*". Gadanie, że to już najwyższa pora i niezajście w ciążę da mi raka macicy. Irytujące, ale nieszkodliwe.
Mamusia z każdy miesiącem bez "szkrabiczka" z naszej strony coraz bardziej fiksowała na tym punkcie. Jak się później dowiedziałam, w końcu nie wytrzymała i postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.
Na jednej z kawowych posiadówek wymsknęło mi się, że ginekolog kazał mi na jakiś czas odstawić hormony, powód nieistotny. Mamusia tak jakoś wtedy pojaśniała i poszła do łazienki. Tak, w łazience trzymamy prezerwatywy, przedziurawiła każdą jedną.
Niecałe trzy miesiące później dowiaduję się, że jestem w ciąży. No żeż ku... No nic, wpadłaś, powstań. Z mężem postanowiliśmy, że urodzę i oddamy. Rodzina poinformowana. Moja mama wpadła w furię na nasze plany, zaczęła wrzeszczeć i cutuję "To na ch**a ja te prezerwatywy wam poprzebijałam?!". I oto w ten sposób dowiedziałam się, że moja własna matka dba bardziej o przedłużenie rodu niż wolną wolę córki.
Z mamą nie mam kontaktu już ponad pół roku.
Dla ciekawskich, mój "pasożycik" ma się dobrze, zdrowy chłopczyk. Znaleźliśmy parę, która chętnie się nim zajmie. Niedługo termin. Trzymajcie kciuki, aby nie było komplikacji!
#SBGbD
Kiedyś byliśmy zaproszeni na wesele. Ja byłem jeszcze młody, miałem ze 13 lat, więc o 22.00 rodzice odesłali mnie i starsze siostry do domu. Przed wyjściem zrobiłem coś, czego dziś się bardzo wstydzę: nałożyłem sobie w kieszenie marynarki (!) kawałki kurczaka i kotlety schabowe i tak obładowany poszedłem do domu. Boże, jak dobrze było wieczorem siąść w łóżku i najeść się do woli...
Wtedy wydawało mi się, że jestem cwany i zaradny, dziś to wspomnienie wywołuje u mnie zażenowanie.
#lMMWt
Pewnego razu uczestniczyłem w jednym z weseli i było dokładnie tak, jak wspomniałem. Obok pary młodej stała ustalona osoba, która odbierała podarunki - w momencie gdy wystawiła ona rękę, by odebrać ode mnie wino, ja najnormalniej w świecie podałem jej rękę na przywitanie, powiedziałem "cześć" i poszedłem dalej. Dopiero po chwili ogarnąłem co się stało...
#HHxmB
#ThWqg
Używałam maści i chciałam sprawdzić efekty jej stosowania, a samej trochę ciężko, więc poprosiłam mojego męża o pomoc.
Wiecie, żeby tam popatrzył i powiedział mi, czy zeszło.
Odmówił. Uznał, że „to wychodzi poza przysięgę małżeńską”.
#YJhGa
Mam 22 lata i zauważyłam, że jestem uzależniona od mojej mamy. Mimo że często mnie irytuje, często się kłócimy, to nie potrafię zrobić nic bez jej opinii. Każda moja decyzja życiowa jest tak naprawdę konsultowana z moją mamą.
Kiedy kupię sobie jakieś ubranie i jej się nie spodoba, to wpadam w zły nastrój.
Boję się wyjść za mąż, że bez mamusi sobie nie poradzę.
Boję się, że mój facet będzie miał z tym problem.
Koleżanka wypomina mi, że żyję dla matki, nie dla siebie. Że nie jestem samodzielna.
A ja kompletnie nie wiem co mam na to zaradzić, bo non stop z tyłu głowy mam "co mama pomyśli...".
Porażka.