#YJhGa
Mam 22 lata i zauważyłam, że jestem uzależniona od mojej mamy. Mimo że często mnie irytuje, często się kłócimy, to nie potrafię zrobić nic bez jej opinii. Każda moja decyzja życiowa jest tak naprawdę konsultowana z moją mamą.
Kiedy kupię sobie jakieś ubranie i jej się nie spodoba, to wpadam w zły nastrój.
Boję się wyjść za mąż, że bez mamusi sobie nie poradzę.
Boję się, że mój facet będzie miał z tym problem.
Koleżanka wypomina mi, że żyję dla matki, nie dla siebie. Że nie jestem samodzielna.
A ja kompletnie nie wiem co mam na to zaradzić, bo non stop z tyłu głowy mam "co mama pomyśli...".
Porażka.
Dobre tyle, że już widzisz problem. Myślę, że to po prostu pewne uzależnienie od matki i jej opinii. Może psycholog pomoże?
Fajna nazwa, taka nie za mądra.
Łączę się w bólu, ale wiesz co? Mi mega pomaga skupianie się na rzeczach, które od mojej mamy mnie różnią, i to nie złośliwie ("Jak mnie zobaczy z kataną to padnie, hehehehehe"), ani nie na siłę. Uświadom sobie te różnice, w gustach, poglądach, i bądź z nich dumna! Oznaczają, że dorastasz! 😊
Zacznij od małych, samodzielnych decyzji ;)
Jak znajdziesz faceta, w którym się zakochasz, to pewnie Ci przejdzie i przeniesiesz te swoje uczucia na niego. Ja tam nie uważam, że każdy człowiek ma charakter do tego, by być całkowicie niezależnym i asertywnym. Osoba o takim charakterze jak Twój może znaleźć i pokochać odpowiedniego człowieka, który się Tobą zaopiekuje i będzie dla Ciebie pełnił trochę taką rolę, jak teraz robi to mama. Znam wiele takich kobiet, które upatrują w mężczyznach takich cech. A i kilku mężczyzn, którzy tak traktują swoje żony.
No, porażka.
hej! miałam trochę podobnie patrząc z perspektywy czasu i wszystko minęło gdy zaczęłam mieszkać sama. Nie od razu oczywiście, ale im dłużej tym bardziej widziałam jak się różnimy i czułam że bez niej obok mi lepiej bo mogę żyć tak jak ja chcę. Oczywiście bardzo ją kocham i lubię się z nią widywać raz na jakiś czas (mieszkamy w innych krajach więc główny kontakt mamy przez telefon) ale już na normalnych dorosłych zasadach, minęło 5lat odkąd nie mieszkamy razem, mam męża, z którym mama gdyby była to często na pewno by się nie dogadała 😁 więc powodzenia autorko.
Moja ciocia też była/jest mamimcórka. Skończyło się tak, że ma już 40 lat, jest starą panną, ponieważ żaden mężczyzna nie był odpowiedni dla niej wg. mojej babci, a ona nie widziała nic w tym złego, bo mamusia zrobi śniadanie, obiadek i pranie, a ona może leżeć jak królowa i oglądać telewizję.
Ty chociaż widzisz swój problem. Mój ex też był takim mamisynkiem, a co gorsza niespecjalnie widział w tym coś złego. Ostrzegam, że jak czegoś nie zmienisz to nie ma mowy o zdrowym związku.
Mam to. Teraz już w o wiele mniejszym stopniu, ale jednak, ta głupia cecha czasami o sobie przypomina i wręcz mnie śmieszy jak podręcznikowo niezdrowe to jest. Ja tak mam najpewniej przez ciągłą podświadomą potrzebę akceptacji. Bo moja mama jest osobą skłonną do krytykowania wszystkiego co mi nie wychodzi, ale za to nie potrafi mnie NIGDY pochwalić jak już coś mi się udaje :') Do tego jestem w rodzinie tą "gorszą" z dwóch córek (starszą, więc wychowaną jeszcze metodą prób i błędów, których udało się uniknąć przy kolejnym dziecku, pozbawionym większości moich wad xD). No i efekt jest taki, że za co się nie zabieram, to w pewnym momencie czuję potrzebę podzielenia się tym z mamą. Chociaż wiem na 100%, że w odpowiedzi, zamiast zachęcającego "super, oby tak dalej" albo pocieszającego "nie martw się, będzie dobrze", dostanę jakiś przykry, dołujący komentarz.
Mam 24 lata i nadal jedynym co potrafię na to poradzić jest powolne i smutne oziębianie naszej relacji, żeby nie czuć potrzeby mówienia jej o wszystkim co dzieje się w moim życiu. Proszę Cię, nie rób tak. Idź na terapię i rozwiąż ten problem tak jak się powinno rozwiązywać problemy, zamiast zamiatać go pod dywan jak ja. Wierzę, że Ci się uda 💗
A ja Ci zazdroszczę. Moja niestety zawsze ma racje 😂 trzeba było jej słuchać.