#mMGCp
Gdy mój "ukochany" zaprosił mnie na upiorną imprezę, zostawił samego, spił się i na koniec w ramach żartu nasikał mi na głowę z balkonu, na oczach ze czterdziestu osób.
Mam uzasadnioną niechęć do kolejnych związków i balkonów.
#FJp7Q
A mówią, że dorośli się nie boją...
#fUVdt
I tu zaczyna się moja wtopa życia... Zerkam na jego nagie stopy, nagle wpadł mi do głowy pomysł, że zrobię zdjęcie, bo przecież nikt mi nie uwierzy, że widziałam takiego jegomościa. Tak więc wyciągam telefon, niby że coś czytam i cyk - robię zdjęcie. A tu flesz... Facet na mnie patrzy, a ja byłam w takim szoku, że wymamrotałam pod nosem coś w stylu "a co to mi tu... ekhmm" i głowa w drugą stronę. Czułam, że moja krew wrze. Do końca drogi siedziałam w bezruchu, aż szyja mnie bolała. Całe szczęście, że wysiadł wcześniej ode mnie.
PS. Fotę mam do tej pory :)
#gydCm
Wręcz przeciwnie, jest bardzo spokojna i grzeczna. A więc skąd takie wnioski? Siostra urodziła się 06.06.2006. Katechetka nie będzie prowadzić zajęcia z osobą, która ma trzy szóstki w dowodzie..
#bK1Cw
Najgorsza grupa klientów to osoby, które zamówią jedzenie z karty, po czym dodają - proszę to przygotować bez glutenu, później zamieniają mięso na tofu albo rezygnują z niego całkowicie, następnie zaznaczają, że są UCZULONE na cukier i chcą, by np. zastąpić go ksylitolem, następnie zaznaczają, że nie jedzą soli lub czegoś innego, a na samym końcu zwracają do kuchni prawie nietknięte coś, bo daniem tego nazwać już nie można.
Od jakiegoś czasu zacząłem olewać prośby o przyrządzenie czegoś bez glutenu - z prostego powodu. Osoby chore na celiakię doskonale wiedzą, co mogą zjeść (skład dania jest podany), a czego nie, jeśli nie są pewni, to pytają o to przed zamówieniem, a nie rzucają na końcu jak formułkę diety cud. Efekty? NIKT się nie skarżył, że bezglutenowe pieczywo jest glutenowe jak cholera, a dania przestały tak często wracać na kuchnię. Śledzę komentarze na temat naszej restauracji, opinie itp. - zero narzekań, ŻADNEGO negatywnego komentarza odnośnie pieprzonego glutenu.
Ludzie chyba myślą, że gluten to jakiś chemiczny specyfik a'la wzmacniacze smaku, barwniki itp. i że sypiemy to bez opamiętania do każdego dania.
#5zo5S
Ot, takie anonimowe wyznanie.
#WqXuX
Za każdym razem, kiedy słyszę jakikolwiek komplement, mam ochotę jak najszybciej uciec. Wystarczy mi powiedzieć, że zrobiłam coś dobrze - automatycznie skręca mnie w środku.
Nie obchodzę swoich urodzin, bo wizja dostawiania życzeń to dla mnie koszmar. Uprzejmości na wszelkiego rodzaju święta - okropieństwo. Dzielenie się opłatkiem? Nawet mi nie przypominajcie.
Chwalić innych, składać im życzenia - nie ma problemu, cieszy mnie, kiedy komuś jest po prostu miło, dzięki moim słowom.
Ale w drugą stronę? Nie ma opcji.
Szczególnie w relacjach z bliskimi mi ludźmi. Bo oni chcą być tak po prostu mili - a mnie to niesamowicie irytuje.
Jakiekolwiek miłe słowa sprawiają, że mam ochotę schować się i płakać jak dziecko, któremu zabrało się zabawkę.
Nie wiem skąd mi się to wzięło. Nie jestem nieśmiała, nie mam też żadnej samozwańczej depresji czy traumy. Wręcz odwrotnie - jestem typem człowieka, który cieszy się życiem. Wszystko mi się dobrze układa. A jest tak odkąd tylko sięgam pamięcią.
#Fkytw
Wstyd się przyznać, ale pomyślałam o niej same złe rzeczy. Że jest brudaską, że na pewno śmierdzi i inne bzdety.
Kiedy wychodziłam ze sklepu, poprosiła mnie o podwiezienie. Oczywiście nie odmówiłam i podwiozłam ją, mimo że miałam nie po drodze.
Ona okazała się bardzo miłą staruszką i mówiła, że jestem bardzo dobra, wzruszyła się i prawie popłakała jak mówiła, że została sama, bo niedawno zmarł jej brat. Powiedziała, że dawno nikt nie okazał jej tyle serca. A ja jeszcze chwilę wcześniej miałam takie wstrętne myśli na jej temat...
Czuję się po tym serio okropnie.
Kobieta jest starsza i samotna, może postaram się coś dla niej zrobić, chociażby wykosić jej trawę, bo na to narzekała.
#EWhGc
Kiedyś na imprezie koleżance rozwiązał się but i poprosiła mnie, abym przytrzymała jej papierosa. Gdy wróciłam po dwóch godzinach do domu, coś niesamowicie mi pachniało, mimo kąpieli zapach nadal się utrzymywał. Były to dwa palce, w których trzymałam papierosa.
I nie chodzi mi o ten zapach zaraz po paleniu, ale o ten, co wytwarza się jakiś czas później.
Poezja dla moich nozdrzy, serio mogłabym mieć takie perfumy.
Od tamtego czasu kupuję papierosy, odpalam je i trzymam w ręku. Nie palę - czekam, aż zgasną, następnie czekam jakiś czas i przez parę godzin wącham swoje palce.