#FJp7Q

Jestem 30-letnią kobietą, z racji wieku można mnie określić jako dorosłą. A boję się spać sama w domu, kiedy mąż wychodzi do pracy. Zasypiam dopiero w środku nocy, kiedy padam ze zmęczenia. Jak idę do toalety, to muszę świecić światło. Drzwi od sypialni muszą być zamknięte, bo inaczej mam wrażenie, że ktoś tam stoi. Nie mogę spać plecami do drzwi, bo wtedy nie widzę reszty pokoju gdy otworzę oczy i mam wrażenie, że ktoś albo coś może nade mną stać. Mam wrażenie, że ktoś chodzi po domu. Po prostu schiza za schizą.

A mówią, że dorośli się nie boją...

#fUVdt

Jechałam kiedyś pociągiem do mojego chłopaka. Pamiętam, że to była zima, śnieg. Jak zima, to wiadomo, kurtka, szalik i odpowiednie buty. Wyobraźcie sobie mój szok, kiedy naprzeciwko mnie usiadł facet, fakt, kurtkę i szalik miał, ale na nogach zamiast dobrych butów miał... sandały. Cholera, myślę, zwariował... ale nieee, wygląda normalnie, wiec hmmm, nie kumam.

I tu zaczyna się moja wtopa życia... Zerkam na jego nagie stopy, nagle wpadł mi do głowy pomysł, że zrobię zdjęcie, bo przecież nikt mi nie uwierzy, że widziałam takiego jegomościa. Tak więc wyciągam telefon, niby że coś czytam i cyk - robię zdjęcie. A tu flesz... Facet na mnie patrzy, a ja byłam w takim szoku, że wymamrotałam pod nosem coś w stylu "a co to mi tu... ekhmm" i głowa w drugą stronę. Czułam, że moja krew wrze. Do końca drogi siedziałam w bezruchu, aż szyja mnie bolała. Całe szczęście, że wysiadł wcześniej ode mnie.

PS. Fotę mam do tej pory :)

#gydCm

Pochodzę z rodziny z chrześcijańskimi tradycjami. Mimo, że cała rodzina jest wierząca i praktykująca, rodzice byli zmuszeni wypisać moją młodszą siostrę z zajęć religii i przepisali na etykę. Dlaczego? Siostra zakonna, która prowadzi zajęcia w szkole, powiedziała, że nie będzie nauczać wcielenia Lucyfera. I nie, moja siostra nie jest jakimś rozwydrzonym bachorem. 

Wręcz przeciwnie, jest bardzo spokojna i grzeczna. A więc skąd takie wnioski? Siostra urodziła się 06.06.2006. Katechetka nie będzie prowadzić zajęcia z osobą, która ma trzy szóstki w dowodzie..

#bK1Cw

Pracuję w restauracji, takiej ą i ę, najwyższy standard jedzenia i obsługi, lokalizacja również jest super...

Najgorsza grupa klientów to osoby, które zamówią jedzenie z karty, po czym dodają - proszę to przygotować bez glutenu, później zamieniają mięso na tofu albo rezygnują z niego całkowicie, następnie zaznaczają, że są UCZULONE na cukier i chcą, by np. zastąpić go ksylitolem, następnie zaznaczają, że nie jedzą soli lub czegoś innego, a na samym końcu zwracają do kuchni prawie nietknięte coś, bo daniem tego nazwać już nie można.

Od jakiegoś czasu zacząłem olewać prośby o przyrządzenie czegoś bez glutenu - z prostego powodu. Osoby chore na celiakię doskonale wiedzą, co mogą zjeść (skład dania jest podany), a czego nie, jeśli nie są pewni, to pytają o to przed zamówieniem, a nie rzucają na końcu jak formułkę diety cud. Efekty? NIKT się nie skarżył, że bezglutenowe pieczywo jest glutenowe jak cholera, a dania przestały tak często wracać na kuchnię. Śledzę komentarze na temat naszej restauracji, opinie itp. - zero narzekań, ŻADNEGO negatywnego komentarza odnośnie pieprzonego glutenu.

Ludzie chyba myślą, że gluten to jakiś chemiczny specyfik a'la wzmacniacze smaku, barwniki itp. i że sypiemy to bez opamiętania do każdego dania.

#5zo5S

Jestem 28-letnim facetem. Już od kilku lat poprawiam swoją urodę henną. Przyciemniam brwi i górne rzęsy. Raz przyciemniłem dolne rzęsy. Zbyt rzucały się w oczy, więc nie powtórzyłem tego. Jestem blondynem i moje brwi naturalnie są bardzo niewyraźne. Po hennie stają się po prostu normalne, a twarz wygląda zdecydowanie lepiej. Rzęsy mam dość długie, ale ze względu na blond były praktycznie niewidoczne. Hennę powtarzam średnio raz na miesiąc. Sam rozrabiam roztwór z henny i sam go nakładam. Banalnie prosta sprawa. Nikt się nie dowie, że to robię, bo gdy zacząłem, zmieniłem także dość znacząco fryzurę. Gdy ktoś się zastanawia, czy coś się zmieniło w moim wyglądzie, to myśli, że to fryzura. Nikt nie pomyśli, że to henna.

Ot, takie anonimowe wyznanie.

#WqXuX

Nienawidzę, kiedy ludzie mnie chwalą.
Za każdym razem, kiedy słyszę jakikolwiek komplement, mam ochotę jak najszybciej uciec. Wystarczy mi powiedzieć, że zrobiłam coś dobrze - automatycznie skręca mnie w środku.
Nie obchodzę swoich urodzin, bo wizja dostawiania życzeń to dla mnie koszmar. Uprzejmości na wszelkiego rodzaju święta - okropieństwo. Dzielenie się opłatkiem? Nawet mi nie przypominajcie.
Chwalić innych, składać im życzenia - nie ma problemu, cieszy mnie, kiedy komuś jest po prostu miło, dzięki moim słowom.
Ale w drugą stronę? Nie ma opcji.
Szczególnie w relacjach z bliskimi mi ludźmi. Bo oni chcą być tak po prostu mili - a mnie to niesamowicie irytuje.
Jakiekolwiek miłe słowa sprawiają, że mam ochotę schować się i płakać jak dziecko, któremu zabrało się zabawkę.

Nie wiem skąd mi się to wzięło. Nie jestem nieśmiała, nie mam też żadnej samozwańczej depresji czy traumy. Wręcz odwrotnie - jestem typem człowieka, który cieszy się życiem. Wszystko mi się dobrze układa. A jest tak odkąd tylko sięgam pamięcią.

#Fkytw

Ostatnio pojechałam do małego sklepu na wsi na zakupy. Kiedy wchodziłam do sklepu, przed wejściem siedziała starsza, dość brudna kobieta.
Wstyd się przyznać, ale pomyślałam o niej same złe rzeczy. Że jest brudaską, że na pewno śmierdzi i inne bzdety.

Kiedy wychodziłam ze sklepu, poprosiła mnie o podwiezienie. Oczywiście nie odmówiłam i podwiozłam ją, mimo że miałam nie po drodze.

Ona okazała się bardzo miłą staruszką i mówiła, że jestem bardzo dobra, wzruszyła się i prawie popłakała jak mówiła, że została sama, bo niedawno zmarł jej brat. Powiedziała, że dawno nikt nie okazał jej tyle serca. A ja jeszcze chwilę wcześniej miałam takie wstrętne myśli na jej temat...

Czuję się po tym serio okropnie.
Kobieta jest starsza i samotna, może postaram się coś dla niej zrobić, chociażby wykosić jej trawę, bo na to narzekała.

#EWhGc

Zawsze byłam przeciwnikiem palenia.

Kiedyś na imprezie koleżance rozwiązał się but i poprosiła mnie, abym przytrzymała jej papierosa. Gdy wróciłam po dwóch godzinach do domu, coś niesamowicie mi pachniało, mimo kąpieli zapach nadal się utrzymywał. Były to dwa palce, w których trzymałam papierosa.

I nie chodzi mi o ten zapach zaraz po paleniu, ale o ten, co wytwarza się jakiś czas później.
Poezja dla moich nozdrzy, serio mogłabym mieć takie perfumy.

Od tamtego czasu kupuję papierosy, odpalam je i trzymam w ręku. Nie palę - czekam, aż zgasną, następnie czekam jakiś czas i przez parę godzin wącham swoje palce.
Dodaj anonimowe wyznanie