#qn4HG

Nigdy nie będę miała dzieci.

To nie jest tak, że jestem bezpłodna, pod kątem medycyny nie miałabym najmniejszych problemów z zajściem w ciążę. Chodzi o to, że sama jestem dość poważnie chora i nie chciałabym, żeby moje dziecko przechodziło to samo co ja. Wiem też, że nie wytrzymałabym siedzenia pod salą operacyjną kilka godzin, jak kiedyś moja mama, albo jeżdżenia w środku nocy do szpitala, bo widzę jak moje dziecko nie może stać z bólu. Po prostu nie potrafię skazać jakiejś niewinnej istoty na coś takiego.

Z jednej strony wiem, że to jest najlepsze wyjście z tej sytuacji, ale z drugiej strony myśl, że jeśli kiedykolwiek będę miała dziecko, to tylko z adopcji, czasem trochę boli.

#xVSDW

Jestem po rozwodzie. Córka została przy mnie, ojca odwiedza wedle ustaleń sądu co drugi weekend oraz 2x 2 tygodnie na wakacjach. Pominę szczegóły mojego rozstania z jej ojcem, wspomnę tylko, że stosunek wychowania dziecka mieliśmy od zawsze zupełnie inny (przy czym wyszło to dopiero „w praniu”).

Od rozwodu były mąż robi wszystko, żeby przeciągnąć córkę na swoją stronę. Potrafił jej opowiadać niestworzone historie, tylko po to, żeby zrobić ze mnie tą złą. Zdarzało się, że mówił jej, że jej nie kocham, przy czym robił to przy naszych wspólnych znajomych. Opowiadał, że biorę narkotyki, oczywiście to zmyślił. Jak już po rozwodzie znalazłam sobie nowego partnera, potrafił przy czteroletniej córce zrobić mi dziką awanturę. Krzyczał, że jestem dziwką, przeklinając przy tym dość siarczyście. Dziecko tego wszystkiego słuchało.

Oprócz tego, on pozwala jej na wszystko. Dosłownie wszystko. Jak miała cztery lata, to mogła cały dzień oglądać bajki, grać na telefonie i zajadać się słodyczami. Zabiera ją na najróżniejsze atrakcje i kupuje prezenty, które później leżą u niego i tylko u niego może z nich korzystać. Alimentów ma przyznane 500 zł, przy czym nie zapłaci ani złotówki więcej, nawet gdy bardzo tego potrzebuję. Mnie nie stać na zapewnianie jej tylu atrakcji co on, kupowanie drogich prezentów. Zresztą po prostu chce ją wychować na dobrego człowieka, a nie rozpuszczonego bachora.

Jakie to ma efekty? Córka mnie nie lubi. Jak jest u mnie, ma jakieś obowiązki (posprzątać zabawki po zabawie itp.). U mnie musi jeść normalne posiłki, a nie żywić się samymi słodyczami. Na bajki ma określony limit. Słowem u mnie są jakieś zasady, u niego nie. Staram się wpoić jej jakieś wartości, ale jest bardzo ciężko. Najgorsze, że przez całą tą sytuację, ona wyrasta na złego człowieka. W przedszkolu nikt jej nie lubi, dzieci nie chcą się z nią bawić, bo przez jego „wychowanie” jest bardzo samolubna. Zawsze musi dostać to czego chce (on ją do tego przyzwyczaił). Jak bawi się z dziećmi, to wszystkie mają robić to, co ona powie. Jasne jest, że dzieci z kimś takim nie chcą się bawić. Próbuję to tłumaczyć córce, ale ona wtedy wpada w płacz (jakby była uzależniona od bycia numerem jeden we wszystkim).

Próbowałam rozmawiać z byłym mężem. Nie pomogło. Próbowałam sądownie, też nie pomogło (częstotliwość widywań została minimalnie zmniejszona i to wszystko co ugrałam).

Najbardziej anonimowe jest to, że ja już zwyczajnie nie chcę wychowywać własnej córki. Czuję się wyczerpana. Robię wszystko co mogę, ale to nic nie daje. Chciałabym odciąć ją od mojego byłego męża, ale wiem, że to niemożliwe.

#FXWsI

Moi znajomi nienawidzą mnie za moją dietę.

Wychodząc na miasto pomimo namawiania zawsze odmawiam jedzenia bądź kupienia czegoś w sklepie. Tłumaczę się, że to z powodu niskiej kaloryczności w diecie, a ja nie ufam restauracjom. Większość znajomych narzeka na to, gdyż nie lubią, jak ktoś przy nich nie je, a oni zajadają się pizzą. Dodatkowo zawsze wytykają mi, że jestem osobą szczupłą i nie widzą sensu mojej diety (czego nie rozumiem, bo przecież są też diety dla samego zdrowia, a nie chudnięcia).

Co w tym anonimowego? Tylko ja wiem, że tak naprawdę nie mam diety. Zwyczajnie nie stać mnie na jedzenie, bo w wieku 16 lat utrzymuję moją rodzinę i pomimo trzech prac (w okresie wakacyjnym) ledwo wiążę koniec z końcem.

#wkwAc

Od małego byłam raczej sympatyczną, koleżeńską dziewczynką.
Lata szkoły mijały dobrze, ze wszystkimi się dogadywałam, raczej większość mnie lubiła. W nauce orłem nie byłam, ale nauczyciele tez darzyli mnie sympatią.

Bajka kończyła się kiedy wracałam do domu. Wieczne pretensje ze strony ojczyma, że to nieposprzątane, tamto niezrobione. A spróbowałabym tylko wtedy trzasnąć drzwiami albo coś odpyskować - od razu pas albo kabel leciały w obroty.
Dostawało mi się nawet za to, co mama zleciła jemu, ale nie nie chciało mu się tego zrobić, i przekładał to mnie. 

Mama i siostra nigdy nic nie powiedziały. One były traktowane jak księżniczki. Zabierał je na zakupy, do kina, kiedy ja w tym czasie kosiłam trawnik albo grabiłam liście.
Pewnego dnia nadszedł wyczekiwany przeze mnie od niepamiętnych czasów dzień moich 18 urodzin. 

Spakowałam swoje rzeczy i wyszłam. Po prostu wyszłam.
Nie wiedziałam dokąd mam iść, stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie wsiąść do pociągu i pojechać do dziadków na drugi koniec Polski.
Oni chyba jako jedyni wierzą mi co tak naprawdę działo się w domu i mnie wspierali. Babcia gdy zobaczyła siniaki na nogach i zgrubiałe paski od kabla na pośladkach, zabrała mnie na obdukcję, a później na policję. 

Z tego co potem słyszałam od mamy, odwiedził ich dzielnicowy, chwilę porozmawiał i na tym sprawa się skończyła.
Jednak dostałam jakby zastrzyku chęci zemsty na tym gnoju, przez którego mam teraz stany lękowe i ciężką depresję. 

Pojechałam do nich. Zaczęłam go wyzywać, krzyczeć, obrażać, aż w końcu stało się to, na co czekałam. Uderzył mnie.
W mojej mamie coś się obudziło, bo zaczęła mnie bronić. Na nieszczęście ją też uderzył. Chociaż może i na szczęście?

Mnie tłukł tak, ze wyszłam stamtąd cała zakrwawiona. Ledwo oddychałam, miałam złamany nos, pęknięte żebra...
Pojechałam prosto do szpitala, stamtąd zadzwonili na policję.
Wszczęto proces ukarania go.

I wracając do tego, że może jednak na szczęście uderzył moją mamę, dlatego, że moja siostra zeznała, że uderzył ją, bo mama się wszystkiego wyparła i powiedziała, że to moja wina, bo go prowokowałam.
Dostał zawiasy.
Ale na tym nie koniec.

Siostra panicznie się go bała, unikała go jak mogła. Któregoś dnia ojczym kazał jej jechać na rowerze 30 km do sklepu, bo nie opłaca mu się odpalać samochodu, a potrzebował jakichś śrubek z budowlanego. Powiedziała, że jest zmęczona po treningu. Tyle wystarczyło, żeby skatował ją tak, że ledwo uszła z życiem.
Gnój niedługo wychodzi z więzienia. 

Moja siostra uciekła na drugi koniec Polski, nie utrzymuje kontaktu z mamą, podobnie jak ja. Dlaczego? Bo powiedziała, że nie ma zamiaru brać rozwodu z powodu takiej błahostki.
Między ludźmi kochająca się rodzinka, w domu patologia.

#gjVJn

Rodzina się mnie wyparła. Dlaczego?
Otóż jakiś czas temu przyjechała do nas w gości na parę dni moja babcia. Z faktu, że mamy z żoną duże mieszkanie, babcia nocowała u nas, a nie np. u mojej matki.
W drugi dzień pobytu, gdy nie było mnie w domu, babcia tak stłukła naszego psa, że ten kuleje na jedną łapę i zaczął się bać ludzi (wcześniej uwielbiał towarzystwo innych ludzi, nawet nieznajomych). Powód? Kręcił jej się pod nogami.
Jak się o tym dowiedziałem, bez chwili zastanowienia spakowałem babcię i poinformowałem, że ma się wynosić z mojego mieszkania, oraz zadzwoniłem do matki poinformować, że będzie spała u niej.

No i tutaj najlepsze.

Moja matka wzięła stronę babci, bo jak twierdzi "to tylko głupi pies", "jak ty w ogóle się zachowujesz?! Gdzie twój szacunek do babci?!", no i ogólnie jaki to ja nie jestem zły. Oczywiście poszło to dalej do reszty rodziny, jak to bez powodu wyprosiłem babcię z mieszkania. Ostatecznie cała rodzina ma mnie za tego najgorszego i nie chcą mieć ze mną nic wspólnego.

#5cSU1

Moja historia zaczyna się niewinnie. Ot tak, poszedłem w stanie upojenia na spotkanie z panią do towarzystwa. Nie robię tego często - tak szczerze, to drugi raz korzystałem z takich usług.

Mam 22 lata i nie ma co ukrywać; lubię wypić. W nocy, gdy zabawiałem się z panią, o której mowa, byłem zbyt pijany, by pamiętać wszystkie szczegóły, lecz zapamiętałem wygląd kobiety. Atrakcyjna, szczupła brunetka w średnim wieku z opalenizną po solarium. Wszystko skończyło się w miłej atmosferze. Zapłaciłem i wyszedłem zadowolony. Następnego dnia kumplom nakłamałem, że udało mi się wyrwać "trzydziechę" w klubie i wylądowaliśmy u niej.

Historia mogłaby się zakończyć w tym miejscu, ale przecież życie to pudełko czekoladek, niestety.

Dwa miesiące po tym wydarzeniu spotkałem się z pewną 19-latką przy pomocy znanej aplikacji randkowej rymującej się z bimber. Dziewczyna zrobiła na mnie niebywałe wrażenie i bardzo szybko postanowiliśmy być razem. Wiem, to głupia decyzja, ale między nami jakoś bardzo zaiskrzyło. Po kilku spotkaniach wylądowaliśmy w łóżku, a za każdym następnym czułem, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Moja dziewczyna nie miała żadnych problemów w życiu, poza jednym malutkim. Jej mamusia bardzo często zmieniała oraz zdradzała swoich partnerów. Byłem tym zaskoczony, ale finalnie stwierdziłem, że tak się po prostu dzieje i nie mnie to osądzać.

Pewnego ranka, gdy obudziłem się u ukochanej po większej popijawie - zacząłem grać na kompie. Był to bardzo spokojny poranek, do momentu, gdy jakaś kobieta nie zaczęła pukać do drzwi pokoju. Nie poznałem przecież przyszłych teściów. Tak przynajmniej myślałem w tamtym momencie. Drzwi otworzyła szczupła brunetka w średnim wieku z taką samą opalenizną, jak zapamiętałem.
Przedstawiłem się grzecznie i obydwoje zrozumieliśmy, jaki ten świat jest mały...
Historia kończy się w tym momencie, nie wiem, jakie będą moje kolejne ruchy. Myśl o spotkaniu z moją dziewczyną mnie przeraża.

#PHNkf

Moja była partnerka miała problem ze swoim owłosieniem. Włos twardy oraz trudny do pozbycia się i po jednym dniu od zgolenia na nowo się widocznie wybijający. Nogi, pachy, brzuch to nie jedyne miejsca, gdzie właśnie takie nie dość, że ciemne, to i odporne na wszelkie metody depilacji włosy jej rosły bujniej niż mi. Ręce, twarz (dokładniej zarost), piersi, nawet szyja. Wszędzie ciachała się ostrzami różnego rodzaju, plastrami, innymi rzeczami i ponad godzinę spędzała każdego dnia w łazience.

Przeszkadzało jej to, utrudniało życie, obniżało samoocenę. Marzyła o operacjach laserowych, na które nie było nas stać. O kredycie nie było mowy, pożyczki tak samo nie da rady, a od rodziny brać wstyd.

Nie dała rady. Zabiła się niecały miesiąc temu. Nie zostawiła listu, nie ''wytłumaczyła'' swojego odejścia. Na mnie wiele osób winę zrzuca, że jej nie traktowałem w porządku.

I faktycznie tak się czuję. Wiele razy żartowałem, że ma słodkie włosy pod brodą lub że może użyć mojej maszynki do golenia brody... Niedawno do mnie dotarło, że to mogło jej tylko pogarszać samopoczucie, choć zawsze się uśmiechała na moje ''dogryzanie''. Myślałem, że czuje, że ją kocham.

Bez zakończenia. Bez morału.
Trzymajcie się wszyscy.

#5Wb1Q

Miałem dziewczynę do momentu, aż nie spełniłem jej skrywanych fantazji.

Cofnijmy się w czasie o jakieś 3 miesiące, ja i moja dziewczyna mamy po 22 lata, ja dość sporo trenuję, ona też, mieszkamy bardzo blisko siebie, widujemy się co dzień, staż związku jakieś 3 lata.

Ona - O
Ja - J

O - Mam taką małą fantazję, nie wiem, czy nie pomyślisz czegoś dziwnego o mnie...
J - Śmiało, znamy się długo i dobrze wiesz, że nie ma u mnie tematów tabu.
O - Chcę, żebyś mnie związał, zakneblował i dał takie lanie, że będę wrzeszczeć wniebogłosy.
J - OK, jednak są tematy tabu, nie ma opcji, żebym miał ci zrobić krzywdę, nawet jeśli tego pragniesz.
O - Tak myślałam.

Dla mnie temat był zamknięty, ale ona na każdym kroku wracała jakimiś aluzjami do tego "pragnienia" i jednak dałem się namówić.

Rodzice wyjechali na weekend, a jako że mam piwnicę przerobioną na siłownię, a nie ma tam okien i jest pod ziemią, co skutecznie ją wygłusza, doszliśmy do wniosku, że to ten dzień. Plan był prosty - na ławeczce ją unieruchomię i sprawię jej lanie, wzbraniałem się przed kneblowaniem jej i chciałem ustalić jakieś słowo klucz, że ona je wypowie jak będzie miała dość, ale nie, bo ja mam ją związać, zakneblować i lać dopóki tyłek nie będzie fioletowy. Tak chce, tak ma być i koniec.

Daruję wam przebieg tego incydentu, bo to nie jest ważne, ale jak już było widać, że faktycznie pośladki są bardziej fioletowe niż czerwone, to ją rozwiązałem i się mocno zdziwiłem, bo po tym, jak się ubrała stwierdziła, że to był test! Bo jej przyjaciółka jej radziła tak zrobić i że skoro teraz ją biję, to będę ją bił zawsze i że to koniec i takie tam bla bla bla.

Koniec końców rozstaliśmy się, i tylko niech mi ktoś powie co tu się odwaliło: znasz kogoś dość długo, rozmawiacie o wszystkim, i odwala się takie coś... Jak to jest możliwe?

#kB3Vp

Mój tata to typowy kanapowiec. W jednej ręce piwko, w drugiej pilot. Nigdzie nigdy nie był, nic nie zobaczył, ale o świecie i ludziach wie najwięcej.
Jestem dorosła, osiemnastkę świętowałam już kilka lat temu... jednak wciąż muszę spowiadać się tacie z tego z kim wychodzę.
I nie kochani, to nie wygląda tak, że tata normalnie zapyta gdzie idziesz, o której wrócisz. Mój tata domaga się, abym mówiła mu o planowanym wyjściu z wyprzedzeniem. Siadamy przy stole w salonie, wyciąga swój zeszyt i zadaje pytania. Wszystko zapisuje, imiona, nazwiska, wiek. Jestem codziennie przesłuchiwana. Wiele razy próbowałam się buntować. To trwa od kiedy skończyłam szesnaście lat. Zawsze kończy się kłótnią. Próbowałam już wychodzić i trzaskać drzwiami, próbowałam wychodzić cichaczem, tłumaczyć spokojnie moje stanowisko i krzyczeć na całe gardło... ale do niego nie dociera absolutnie nic.

Ostatnio pojechałam na ognisko do znajomych. Kiedy wróciłam po północy, usłyszałam od taty "Szlajaj się dalej po ciemku, debilko, to mój zeszyt się na coś przyda. Tyle mam nazwisk, że od razu będziemy wiedzieli kto ci łeb w krzakach urwał".

Powiem tylko, że pracuję, jednak na wynajem mieszkania nie byłoby mnie stać. Odkładam. W czasie kiedy moje koleżanki szaleją na imprezach i wydają kasę, ja siedzę w domu, bo nie mam ochoty na kolejne starcie z ojcem.
Tata widzi w każdym moim koledze potencjalnego gwałciciela, a w każdej koleżance cichodajkę.

#GOv9B

Jak poznałam swojego teścia, najlepszego jakiego można mieć.

Lat temu 10, mając lat 16, kiedy szykowałam się do pierwszego razu z chłopakiem, który dziś jest moim mężem, postanowiłam rozstać się z owłosieniem w miejscach, których nie wystawia się na światło słoneczne zbyt często. Jakiś czas wcześniej zamówiłam środek do depilacji, coby pozbyć się włosów z miejsca, którego z przyczyn naturalnych wzrokiem nie dosięgnę (lustro się nie liczy). W domu byłam sama, ale mama mówiła "czy będziesz chciała zrobić farbę czy się pomalować, pamiętaj zawsze zrób próbę, czy nie dostaniesz jakiejś alergii", ale gdzie tam, zbyt pochłonięta byłam myślami o tym, co ma się stać.

Aplikacja poszła gładko, ale reakcji mojej skóry po zabiegu nie przewidziałam, piekło, szczypało i paliło żywym ogniem od "C" do "D" albo mniej wulgarnie od "W" do "A", kebab na ostro to pikuś przy tym.
Co robić? Jak jest coraz gorzej, ano schylić głowę i tuptać po pomoc do ośrodka. Gdy znalazłam się w ośrodku, to poruszałam się jak Morticia Adams, dosłownie.

Pan doktor był bardzo miły, na tyle miły, że zdradziłam mu sekret jak doszło do tego i po co doszło do tego i kolejna wtopa.
Zawsze sprawdzajcie, czy doktor, u którego stoicie nago od pasa w dół, to nie jest ojciec waszego wybranka...

Koniec końców historia ma happy end. Teściu słowem nie wspomniał nigdy, że taka akcja miała miejsce, tylko czasem przypomni jak wychodzę do fryzjera, żeby zrobić próbę na alergię :)
Dodaj anonimowe wyznanie