Mam cudowne życie. Teraz jest dobrze, a kiedyś żyłam w totalnej biedzie. Kiedy chcę sobie coś kupić, bo mnie stać, mam z tyłu głowy głos matki: "Na co ci to? Zostaw!". No i nie kupuję tego o czym marzę całe lata... Wracam do domu i cholernie żałuję, że nie umiem żyć po swojemu.
Mam pieniądze, a w głowie siedzi mi blokada, która mnie ogranicza do tego stopnia, że żyję jakbym była biedna...
Dodaj anonimowe wyznanie
To wróć do sklepu i kup! Przy okazji wytłumacz sobie, że nic złego nie robisz. To Twoje uczciwie zarobione pieniądze? Miej radość z wydawania ich!
To tak nie działa.. Jak kupi to możliwe że nie będzie się i tak cieszyć z tej rzeczy, bo będzie ją dręczyć "poczucie winy"? Nie wiem jak to nazwać
Mam nadzieję, że odpowiednie pranie mózgu sprawi, że za 123 razem nie będzie już czuła wyrzutów sumienia. Małymi kroczkami do przodu
Ja też przez całe życie byłam biedna, ale miałam zupełnie inne "wejście" w świat pieniędzy. Gdy zaczęłam naprawdę dobrze zarabiać, to kupowałam wszystko, nieważne czy potrzebowałam, czy nie. Siedziałam przed komputerem i zamawiałan online, do tego stopnia, że przez jakiś miesiąc dostawała codziennie po kilka-kilkanaście przesyłek.
Po jakimś czasie mi przeszło i teraz kupuję tylko wtedy, gdy naprawdę czegoś potrzebuję.
Ani twoje, ani moje podejście nie jest zdrowe, ale życzę ci, byś wyszła z tej mentalnej biedy :)
Jakbym czytała o sobie!
Tez byłam biedna od zawsze, a jak w końcu zaczęłam zarabiać większe pieniądze to nie potrafiłam się opanować. Potrafiłam przepuszczać co miesiąc 2/3 wcale niemałej wypłaty na rzeczy których totalnie nie potrzebowałam. Bardziej cieszył mnie sam fakt wydawania pieniędzy (bo tak, bo mogę) niż rzeczy które kupowałam...
Na szczęście po jakimś czasie samo przeszło i nauczyłam się funkcjonować normalnie.
Kiedyś w Krakowie na placu zabaw widziałem taką tabliczkę:
"Głos którym mówisz do dziecka stanie się jego wewnętrznym głosem."
Terapia!
Zacznij od tego, że w miesiącu ku jedną , dwie rzeczy. W kolejnym znowu jedną- dwie. A potem trzy. Może wreszcie zluzujesz sobie te pęta, w których tkwisz.
Rozumiem Cię :( niestety..
Skąd ja to znam... Bieda siedzi nie tylko w portfelu, ale i w głowie.
No to zacznij sobie odpowiadać na ten wewnętrzny głos matki. Na co ci to? Dla przyjemności. Dla radości życia. Dla zabawy. Dla poczucia bycia piękną i pielęgnowania kobiecości. Dla ładnego wyglądu. Dla dobrego samopoczucia. Dla zaspokojenia poczucia estetyki i otaczania się pięknymi przedmiotami. Dla poczucia, że żyję.
Itd, itp.
Po prostu sama zacznij szukać w sobie odpowiedzi, po co Ci to.
Zobaczysz wtedy, jak wiele z tego, co napisane powyżej, uznajesz za bezwartościowe, zbyteczne.
Bo tak naprawdę wcale nie chodzi o rzeczy materialne. Chodzi o przyjemność, zabawę, radość i piękno, których sobie w ten sposób odmawiasz.
Niestety, wiele osób wychowanych w ubóstwie tak ma. Liczy się praca, liczą się podstawowe potrzeby. A potrzeby ducha to zbytek. Ubóstwo materialne idzie w parze z ubóstwem duchowym.
Takie osoby nie rozumieją, że do zdrowego funkcjonowania potrzebują też zaspokajać potrzeby wyższe.
Może spróbuj pogadać z jakimś psychologiem, nie musisz mierzyć się z tym sama
Może to i lepiej. Gdy złamiesz się pierwszy raz możesz wpaść ze skrajności w skrajności i..... popaść w zakupoholizm