#tXnFo

Na anonimowych czytałem kilka historii o kobietach, których partnerzy są dżentelmenami - oddają swoją kurtkę, kiedy jest zimno, przynoszą koc, myją się w zimnej wodzie, żeby partnerka miała możliwość wymycia się w ciepłej, przepuszczają w drzwiach czy przygotują kolację, kiedy zmęczona partnerka wróci do domu po pracy. Dla mnie to w sumie oczywiste - facet musi dbać o swoją kobietę, opiekować się nią itp., w ten sposób pokazując, że jego kobieta jest dla niego najważniejsza.

Obecnie jestem w związku z wspaniałą kobietą. Wcześniej miałem kilka poważnych związków, ale to nieistotne. Chodzi właśnie o bycie dżentelmenem. Gdzie i czy jest granica między byciem dżentelmenem a byciem "cipą", "piz*ą" czy "pod pantoflem"? Kilka razy spotkałem się z opiniami moich znajomych o mnie, że jestem właśnie cipą, bo moja dziewczyna nie umie gotować, sprzątać, prać czy prasować i wg nich ja to wszystko za nią robię. Otóż nie, nie robię. Sam jestem w tym słaby, ale wspólnie sobie radzimy. Czasem dowiozę jej jedzenie do domu (nie mieszkamy razem), bo widzę, że sprawia jej to radość. Kiedy przeskrobałem coś, będąc w stanie upojenia alkoholowego, na drugi dzień kupowałem kwiaty albo jakiś słodycze i przepraszałem ją za moje zachowanie. Nie rozumiem co w tym złego. Czy okazywanie szacunku swojej kobiecie, dogadzanie jej, przyznanie się do błędu/winy, to jest bycie pi*dą lub pantoflarzem?

Ja czuję się świetnie, kiedy sprawiam radość swojej kobiecie. Widzę jej szczery uśmiech. To naprawdę wspaniałe uczucie. Współczuję ludziom, którzy tego nie potrafią.

#C4OXW

Biegam, bo lubię. Od zawsze lubiłem i chyba od zawsze to robiłem. Robiłem to regularnie. Dwa miesiące temu spadłem ze schodów na tyle fatalnie, że skręciłem kostkę. Noga w gipsie, byłem uziemiony. 

Przestałem biegać, poruszałem się autem. Wczoraj była pierwsza przebieżka - jak zwykle start o 20:00. To, co stało się później, zwaliło mnie z nóg. 

Zaczepiali mnie obcy mi ludzie i pytali się, co się ze mną działo. Pan, który wychodził z psem myślał, że wyjechałem za granicę. Pani, która co wieczór zamyka lokalny spożywczak, zapytała co się ze mną działo. Twierdzi, że jestem jej wyznacznikiem czasowym. Wie, że jak biegnę w jedną stronę, to czas zamykać kasę, a jak wracam, to ściąga roletę. Zabawne, prawda? Byłem jej wyznacznikiem czasowym. 

Ludzie, których kompletnie nie znam, na których nie zwracałem nigdy uwagi. Chyba prowadzę zbyt monotonne życie.

#NiS0a

Od lat mam w zwyczaju kupować zdrapki. Wydałem fortunę na te śmieszne karteczki, które przez chwilę dają człowiekowi nadzieję na dorobienie się fortuny. Oczywiście nigdy nie wygrałem kwoty większej niż 5 zł, a mimo to, za każdym razem, gdy jestem w osiedlowym saloniku prasowym, kupuję te cholerne zdrapki.

Jako że moi koledzy śmieją się z mojego nałogu, a ja mam dużo dystansu do siebie, kiedy ostatnio jeden z nich robił urodziny, kupiłem mu książkę oraz (tak, zgadliście!) zdrapkę!
Kolega bardzo się ucieszył, kiedy okazało się, że wygrał 700 zł…

#mHoIL

Mam starszą siostrę o prawie 8 lat. Ma własne życie, męża, córkę, pracę, mieszkanie i masę obowiązków. Jako że jestem tą młodszą, zawsze więcej mi pozwalano, dodatkowo kiedy byłam mała poważnie chorowałam, więc zostałam obdarzona dodatkową uwagą.

Całe życie uważałam, że moja siostra jest o mnie zazdrosna. Mimo że rodzice, dziadkowie dbali o nas po równo, jakoś zawsze ja byłam ta ważniejsza. Obecnie uczęszczam do liceum i tu zaczyna się wyznanie.

Idziemy ostatnio z siostrą i jej rodziną na spacer, przed nami widzę pewną dziewczynę, która się nabija z mojego chodu (wynik choroby z dzieciństwa). Przechodzi koło nas i rzuca obraźliwym komentarzem na mój temat. Słysząc to, moja siostra odwróciła się, przytrzymała za ramię pannę X (tak ją nazwijmy) rzuciła w jej stronę kilka ostrych słów i wróciła do nas. Dopiero po tej sytuacji otwarły mi się oczy - moja siostra prawie przez całe życie starała się mnie chronić, dawała rady, nie pozwalała mi się załamywać, strzegła mnie.

Dodatkowo wieczorem dowiedziałam się od babci, że gdy trafiłam do szpitala za młodu, moja 11-letnia wtedy siostra uciekła z domu, bo chciała być ze mną w szpitalu.
Myśląc o tym wszystkim wieczorem przed spaniem, popłakałam się jak małe dziecko.

#Iwjyi

Uważam, że mężczyzna i kobieta są biologicznie i kulturowo przystosowani do pełnienia swoich ról w społeczeństwie i domu. Części z was czytających może się to wydać trochę nie na czasie, ale tak nas natura stworzyła. Idźmy do właściwej treści wyznania.

Moja dziewczyna dostała w spadku mieszkanie po babci i po pół roku znajomości postanowiliśmy zamieszkać tam razem. Moja druga połówka jest za równouprawnieniem płci i oznajmiła mi, że nie ma zamiaru mi gotować, prać, sprzątać itp. Mam nauczyć radzić sobie sam, bo ona mnie nie będzie wyręczała. No spoko. Średnio mi się to podobało, ale czasy są jakie są, musiałem nauczyć się gotować i obsługiwać pralkę (mam 24 lata, świeżo wybyłem z domu i wcześniej takie rzeczy robiła za mnie mama).

Pewnego ranka mówi mi, że auto jej nie odpaliło i żebym coś z tym zrobił, schodzę na dół i mówię, że akumulator padł i trzeba go podłączyć do ładowania. Ona do mnie "wyciągnij go i naładuj". I wtedy mi się przypomniały jej wywody o równouprawnieniu i powiedziałem "Nie, nie, nie. Jak jesteś taka postępowa, to sama to zrób". I zaczęły się teksty "Ty jesteś mężczyzną" itp. Walnęła focha i zapomniała o równouprawnieniu.

Nie uległem. Odkręcała go z 40 minut na mrozie i z 20 minut wnosiła na trzecie piętro. Połamała sobie tipsy, podarła kurtkę, a na końcu zachorowała, bo przemarzła i ją przewiało. Ten akumulator ważył z ¼ niej.

Na kolejne sytuacje nie trzeba było czekać długo. Zamówiła szafkę pod telewizor do mieszkania z wniesieniem i jakie było jej zdziwienie, jak zorientowała się, że trzeba ją złożyć. Spojrzała na mnie, a ja na to, żeby dała znać jak skończy, bo idę sobie popykać na plejce. Trzy dni się męczyła i jej nie złożyła. W końcu przyszła i negocjowaliśmy - umówiliśmy się, że ja ją składam, a ona za to tydzień mi gotuje, sprząta, pierze, prasuje.

Są pewne rzeczy, do których facet jest stworzony i ma lepsze predyspozycje, jak i są pewne rzeczy, które kobieta powinna wykonywać, a nie równouprawnienie tylko tam, gdzie jest mi wygodnie. Facet jest od prac siłowych i takich, które wymagają zdolności manualnych, myślenia przestrzennego itp. Kobieta niech się zajmie za to domem i jakąś lekką pracą zawodową. Ona mi ugotuje, ja jej naprawię kran, ona mi wypierze, ja wymienię koło w samochodzie. Jakoś do tej pory to dobrze funkcjonowało. A jak już chce tego równouprawnienia, to niech to będzie prawdziwe równouprawnienie w każdym aspekcie życia, a nie tylko tam gdzie jej pasuje.

Moja planuje remont, ale będzie go chyba sama robić, bo ja palcem nie kiwnę, pomimo że wykończeniówka to dla mnie pikuś, bo mam ojca pracującego w tym zawodzie, który mnie uczył. Nie stać ją na fachowca, a ja nie zamierzam przychodzić z pracy do pracy i wyjmować sobie kilku miesięcy życia dla dziewczyny, którą znam ponad pół roku i która nie chce mi nawet obiadu ugotować.

#Ek1oj

Wiem, że to nie jest jakaś wspaniała historia, ale chciałam się nią podzielić.

Mieszkam w bloku, z okna mojego pokoju widać drugi blok od strony balkonów. Pewnego razu gdy patrzyłam przez okno zobaczyłam, że na balkon wyjeżdża chłopak w wieku 12 lat (ja mam 14), który jeździ na wózku inwalidzkim. Pomachał mi. Sytuacja kilka razy się powtórzyła.
Około dwa tygodnie temu zaczęliśmy grać sobie w papier, kamień, nożyce, a tydzień temu jak spojrzałam przez okno, chłopiec gdy tylko mnie zauważył pokazywał na palcach liczby. Po chwili zrozumiałam, że to numer telefonu i zadzwoniłam.

Od tygodnia codziennie o czymś gadamy. Pyta się, jak się czuję na e-lekcjach i takie tam. Dzisiaj powiedział mi, że wcześniej nie miał żadnych kolegów, bo wszyscy się z niego śmiali i że za każdym razem, jak mnie widzi przez okno i jak rozmawiamy, to poprawia mu się humor.
Fajnie jest być potrzebnym!

Kilka razy wyszłam z nim na spacer. Jest serio sympatyczny i ambitny i nie rozumiem, jak można się z kogoś śmiać przez niepełnosprawność.

#Vury2

Historię, którą śmiało mogę nazwać najbardziej żenującą w swoim 20-letnim życiu, zrozumieją przede wszystkim panie... Rzecz tyczy się wizyty u ginekologa.

Jak wiadomo, wizycie u tego lekarza często towarzyszy stres i zakłopotanie. Jak to u ginekologa... pozycja "bierz co chcesz", a następnie badanie piersi.

A teraz wyobraźcie sobie, że podciągacie biustonosz, a z niego wylatuje wam 2,50 zł w 1-, 2- i 5-groszówkach, których wcześniej nie miałyście gdzie wsadzić... Brzdęk monet o płytki na podłodze powoduje zmianę koloru twarzy na wściekłą czerwień i nagle po 20 latach zaczynasz się jąkać. Szybka kalkulacja w głowie "wyginać się nago w poszukiwaniu miedziaków po podłodze czy udawać, że nic się nie stało?".

Pan doktor nie wytrzymał, parsknął śmiechem i oznajmił, że mają kontrakt z NFZ, więc wizyta jest bezpłatna.
Nawet nie pamiętam, jaka była diagnoza.

#zNMd5

W lipcu zaliczyłem moją pierwszą samochodową stłuczkę. Z mojej winy. Zagapiłem się na bardzo ładną dziewczynę, która ubrana w obcisłe spodnie, kręcąc tyłeczkiem, szła chodnikiem. Chwila nieuwagi i bum! - uderzyłem w samochód przede mną.

Do diabła ze stresem, kłótnią z kierowcą tego pojazdu oraz mandatem, który dostałem. Najbardziej wkurzył mnie fakt, że laska, na którą się zapatrzyłem, była w rzeczywistości bardzo "kobiecym" facetem!

#U3HBb

Latem postanowiłem się wziąć za siebie. Od dłuższego czasu przeszkadzała mi marna (jak na moje standardy) kondycja. Stwierdziłem więc, że czas znowu wsiąść na rower i zobaczyć ile kilometrów jestem w stanie zrobić w ciągu miesiąca.
Stwierdziłem też, że to dobra okazja, żeby przyswoić kilka dobrych nawyków, które po rowerze stają się wręcz koniecznością + popracuję nad swoją śmiałością. Plan był prosty - gdy zobaczę jakąś ładną dziewczynę w trakcie jazdy, to pomacham/uśmiechnę się, ogółem wykonam jakiś miły w odbiorze gest. Sprawa mogłoby się wydawać wręcz banalna, a czynność kompletnie niewstydliwa, wszak jeżdżę zawsze w przyciemnianych delikatnie okularach, co ukrywa moje rozbiegane oczy w takiej sytuacji, no i widzę tę osobę dosłownie parę sekund, w końcu jadę na rowerze.

Gdy po przejechaniu 40 km powoli zacząłem się kierować w stronę domu, zauważyłem jakąś dziewczynę, więc chcąc wykonać gest, zbliżając się nieco zwolniłem. Będąc już naprawdę blisko, skierowałem wzrok na nią, ona popatrzyła na mnie... A ja przejechałem powolutku dalej, gapiąc się jak idiota, nie robiąc dosłownie niczego.

Wtedy właśnie doszedłem do wniosku, że nie ma dla mnie nadziei :P
Dodaj anonimowe wyznanie