Mój brat to typowy nastolatek, który nie lubi okazywać uczuć. Ostatnio jednak podszedł do mnie i czule mnie objął. Przyznam, że byłam w szoku, bo odkąd pamiętam, nigdy czegoś takiego nie zrobił.
Łezka zakręciła mi się w oku, więc odwzajemniłam uścisk i szepnęłam mu do ucha, że bardzo go kocham. Brat mnie odepchnął, machnął ręką i sobie poszedł.
Okazało się, że tulił mnie tylko po to, by wybadać, czy nie mam fajek, bo mu się skończyły. No i zabrał mi ostatniego papierosa, którego miałam w tylnej kieszeni spodni…
Byłem z żoną na wakacjach na Gran Canarii. Wzięliśmy auto z wypożyczalni i pojechaliśmy zwiedzać.
Dojechaliśmy do mniej turystycznych rejonów, bo chcieliśmy zobaczyć jak żyją mieszkańcy wyspy. I tu następuje scena: godzina sjesty, na ulicy małego miasteczka pusto jak 1 stycznia o 8 rano. Tylko żona i ja. Żona zapragnęła skorzystać z porcelany i oddaliła się celem poszukiwań. Ja rozwaliłem się na ławce niczym renault laguna na autostradzie i spoczywam w pokoju. Cisza, spokój, słońce, luz.
Nagle podniósł się gwar. Idzie mały tłumek, osób koło ośmiu, mówią, wszyscy naraz, po polsku. Że to jakaś wiocha, że ludzi brak, że wszędzie zamknięte, że ulice jednokierunkowe i nie ma jak samochodem wyjechać i w ogóle do dupy. Jak na plażę się dostać? Nagle zostałem dostrzeżony, jako jedyna osoba na placu. Na mój widok mózg operacji wskazał mnie palcem i głośno rzekł:
- Spytajcie tego chuja!
- Ale po jakiemu? - odparła niewiasta. - Kto zna angielski? Może coś zrozumie.
No i oni do mnie ponglishem, jak stąd wyjechać na plażę. Ja im englishem z udawanym akcentem espaniol, który pewnie i tak brzmiał bardziej na wuj wie co, odpowiadam, że tu, tu, tu i tam. Oni zadowoleni jak 17-latek po pierwszej kopulacji stwierdzili, że taki wsiór z zapadłej nory, a po angielsku coś wydukał, po czym z uśmiechem wyglądającym na dziękuję usłyszałem "Spierdalaj".
I wtedy wchodzi moja żona. I mówi:
- Kochanie, znalazłam czynną kawiarnię, chodźmy se usiąść.
Wtedy właśnie ośmioro ludzi zmieniło się w karpie... :-)
Jestem z moim chłopakiem od roku i atmosfera w naszej sypialni lekko przygasła, więc postanowiłam to zmienić. Korzystając z faktu, że mój chłopak ma wolne, zwolniłam się szybciej z pracy i wparowałam do jego mieszkania ubrana tylko i wyłącznie w płaszcz, który na wejściu zrzuciłam.
Mój chłopak był tak oszołomiony, że nie zdążył mnie powiadomić o wizycie rodziców, którzy sekundę później pojawili się w przedpokoju, widząc mnie dokładnie taką, jaką mnie Bóg stworzył.
PS Jego matka stwierdziła, że jestem ladacznicą, a ojciec, że mam fajne cycki.
Wczoraj, kiedy szłam sobie po jednej z ulic w centrum miasta, w którym mieszkam, podtoczył się do mnie dość nietrzeźwy, pachnący przetrawionym jabolem i niemytymi stopami menel. „Kierowniczko!” - chuchnął mi w twarz cuchnącym wyziewem – „Poratuj dwoma złociszami. Pilna potrzeba jest!”. Zgodnie z prawdą odrzekłam, że nie noszę przy sobie gotówki i wszystkie operacje finansowe wykonuję za pomocą karty płatniczej albo operacji bankowych. „To zrobimy tak...”- sapnęło żulisko, wyciągając z kieszeni utytłanych spodni smartfon – „Zrób mi, szefowo, przelewik BLIK-iem…”.
Technologia poszła do przodu i jak widać, menele są na bieżąco z nowinkami.
Dostałem wczoraj telefon od dziewczyny, że odwiedzi nas sam Szatan (jej mama). Cudowne rozpoczęcie weekendu :(
Wracając z pracy kupiłem jakieś siarczany, coby przyszłej teściowej smakowało i do domu. Teściowa przyjeżdża, kolacja gotowa, czekam na egzekucję (nigdy mnie nie lubiła). Kolacja trwa w najlepsze, Szatan rozmawia z córką o jakichś babskich sprawach, więc się wyłączyłem z rozmowy i rozmyślałam jak by to było, gdyby się zadławiła tą rybą czy coś... Nagle z moich marzeń wyrywa mnie głos dziewczyny, pyta, czy się zgadzam. Myślę sobie o co chodzi, mina, że niby wiem o co chodzi i odpowiadam, że pewnie, nie ma problemu. Dziewczyna patrzy ze zdziwieniem, Szatan ucieszony jakbym oddał mu duszę, myślę co ja zrobiłem. W nocy się dowiedziałem od dziewczyny, że zgodziłem się, aby pomieszkała z nami i na zatrudnienie jej syna w restauracji (tyle przegrać, on ma 25 lat i nigdy nie pracował). No nic, słowo się rzekło.
Rano dostaję telefon z pracy, że szybko muszę się stawić (wybawienie), więc szybko kawa, fajka i na WC. Mamy połączone WC razem z łazienką, słyszę, że leci woda, więc myślę, że dziewczyna bierze prysznic, nie było jej w łóżku, więc pewny, że to ona, wbijam sobie na tron i robię co muszę. Dziewczyna kończy prysznic, wychodzi, a tu szok... To była teściowa :/
Po tym co zobaczyłem straciłem wzrok, Szatan krzyczy, że jestem zbokiem, jakimś zwyrolem itd. Ze stresu normalnie rozwolnienia dostałem, ta dalej krzyczy, wyzywa mnie, masakra. Nagle wróciła moja dziewczyna, wbiega do łazienki i widzi mnie na WC skulonego ze strachu, mamę gołą, która się wydziera na mnie i otwiera wrota piekieł, no nic, taki mój koniec.
Dziewczyna zabrała mamę do kuchni, ja dalej siedzę na WC i zastanawiam się, czy wypicie domestosa będzie wystarczająca karą dla mnie, czy lepiej wyjść i stawić jej czoła.
Pozdrawiam wszystkich anonimowych, którzy też mają szatana zamiast teściowej :)
Wiecie jaką zabawę pamiętam z dzieciństwa? Zabawę w starszego brata.
Autorska zabawa kogoś z mojego rodzeństwa (jest nas sporo). Niby spoko brzmi...
Polegała ona na odwzorowywaniu tego, co dzieje się z naszym najstarszym batem. Dlatego też on w niej nie uczestniczył i nawet o niej nie wiedział.
Kiedy nie było rodziców, skakaliśmy po kanapie. Wtedy jedna osoba, która zostawała w kuchni (''rodzic''), wchodziła z impetem do pokoju, udawała, że się złości i zabierała jedno z nas (tę osobę, która przybierała rolę najstarszego brata) do kuchni i biła. Ręką. Bo uderzenia pasem, którym katowany był brat, nie wchodziły w grę. Nasze klapsy były niczym wobec tego, co urządzali mu rodzice. Druga runda polegała na tym, że siedzieliśmy w rządku na kanapie i nagle jedno z nas zaczynało zbliżać ręce do ust, a wtedy ''rodzic'' od razu występował z wrzaskiem:
- Nie obgryzaj paznokci!
- Nie obgryzam...
Nie, to nie było żadne usprawiedliwienie. Też były klapsy. W rzeczywistości brat nie mógł liczyć na upominający klaps. Ojciec ściągał pas, chwytał go za ramię i bił. Bił aż do nieprzytomności.
Tak samo udawaliśmy wywiadówki, pisanie lewą ręką (rodzice uważali to za chorobę), niechęć do zjedzenia czegoś, zjedzenie słodyczy bez pozwolenia itd...
Pomyślicie, że to chore. Owszem.
Ale to było coś, co towarzyszyło nam na co dzień. Nie znaliśmy innej rzeczywistości, że można nie bić. Robili to na naszych oczach. A my za każdą najdrobniejszą czynność drżeliśmy, czy i nam się to nie przytrafi. Mi się zdarzyło raz - za otwarcie nutelli bez pozwolenia.
Kiedyś nagle się to skończyło. Przestali go bić. Do dziś nie wiem, co się takiego stało. Miał wtedy z 12 lat. Nigdy o to nie zapytam rodziców, chyba nie chcę wiedzieć.
Dziś już wszyscy jesteśmy dorośli. A ja nadal budzę się czasem z płaczem, kołataniem serca, bo śni mi się jego krzyk zza zamkniętych drzwi, kiedy to po wywiadówce katowany był w kuchni do nieprzytomności. I błagał tylko mamę:
- Mamo, proszę, powiedz mu, że już się będę dobrze uczył!
A ona odpowiadała:
- No co ja mogę zrobić... Nic nie poradzę...
Nikt nie mówi na głos o tym, co działo się kiedyś. Wiem, że wszyscy mamy do nich o to żal. A oni czasem się dziwią, dlaczego do nich nie dzwonimy regularnie, dlaczego nie odwiedzamy często, dlaczego nie przytulamy. Ale jak, skoro mamy takie wspomnienia...?
Krótko i na temat. Mam 21 lat, od trzech lat palę papierosy i ukrywam ten fakt przed mamą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że moja 44-letnia mama ukrywa się z paleniem przede mną i przed własną mamą, a moją babcią, z którą mieszkamy.
Nie zdziwiłabym się, jakby babcia ukrywała się przed nami. :)
Moja historia będzie o.... teściach.
Z moim mężem jesteśmy pół roku po ślubie, ale znamy się 6 lat. Poznaliśmy się w pracy, żeby było zabawniej - w McDonalds :)
Obecnie prowadzimy sklep pod skrzydłami jednej z bardziej znanych sieci w Polsce.
Na początku było bardzo ciężko, ale po pół roku zaczęliśmy "wychodzić na swoje". Zatrudniliśmy do pracy kilka osób, ale jak to w sklepie - prawie zawsze trzeba tam siedzieć. Zarabiamy całkiem dobrze, budujemy dom, ogólnie zaczynamy "ogarniać" swoje życie.
Jako że teściowie bacznie obserwują nasze życie, jakimś cudem doszli do wniosku, że mamy pełne szafy pieniędzy w domu. Nie mam zielonego pojęcia skąd się to u nich wzięło, ale cóż. Od początku tego roku zaczęli nas częściej odwiedzać, również w pracy, i opowiadać o swoich potrzebach.
Nie są to ludzie biedni, mają dobre emerytury. A ich potrzeby?
"A my to nigdy za granicą nie byliśmy..."
"A sąsiadki syn kupił jej taaaki wielki telewizor, fajnie byłoby na takim oglądać serial..."
"A tatusiowi to się wędka zepsuła, trzeba by naprawić, a to tyle pieniędzy..."
I tak w kółko. Oczywiście wszystko tylko po to, żeby im zorganizować i pokryć koszty. Jeszcze rozumiem, żeby były to jakieś poważne rzeczy, coś ze zdrowiem, cokolwiek.
A wszystko zaczęło się od tego, że załatwiliśmy i zapłaciliśmy za operację teścia na zaćmę (na NFZ trzeba było czekać chyba 3 lata). Około 4 tysięcy - prywatnie.
Po kilkunastu takich akcjach mąż się zdenerwował i porozmawiał z nimi "po swojemu", na jakiś czas był spokój. Teraz wszystko wróciło, a teściowa ostatnio stwierdziła, że "Jak to jest, że ona żyje tyle lat, a nigdy nie miała prawdziwego futra?". Poważnie? FUTRA?
Normalnie nie wylewałabym tu swoich żali, gdyby nie to, że przed chwilą do mnie dzwoniła, przypominając mi, że za dwa dni mają 35. rocznicę ślubu, a jako prezent możemy im zapłacić za dwutygodniowy pobyt w Tajlandii, bo zawsze chcieli pojechać do jakiegoś egzotycznego kraju.
Chyba kupię im bilety tylko w jedną stronę i trochę dalej niż do Tajlandii.
W gimnazjum miałam nauczyciela, który szczególnie za mną nie przepadał.
Lubił przelewać na uczniów swoje negatywne emocje.
Najczęstszym przezwiskiem kierowanym do mnie było słowo "kaleka", ponieważ bardzo często miałam na jego lekcjach plastry i bandaże na rękach.
Gnojek nigdy się nie dowiedział, że zawsze miałam pod nimi podpowiedzi na jego sprawdziany. ;)
Ostatnio, po długich namowach, moja dziewczyna zgodziła się na trójkącik. Wczoraj oznajmiła mi, że znalazła kogoś, kto chętnie się z nami „spotka”. Cicho liczyłem, że zainteresowana będzie jej śliczna koleżanka, która nie kryje swojej rozwiązłości i dość otwarcie opowiada o coweekendowych przygodach seksualnych. No, ale szybko zostałem sprowadzony na ziemię. Osobą, która gotowa jest „spędzić z nami wieczór” jest Adam – były chłopak mojej dziewczyny, który ostatnio mocno „eksperymentuje” w sferze seksu.
Nie tak wyobrażałem sobie wymarzony trójkącik...
Dodaj anonimowe wyznanie