#uFIBb

Nigdy dla nikogo nie byłam najważniejsza. Od dziecka nie czułam się ani kochana, ani ważna. I nie byłam również dla żadnego z moich partnerów, byłego męża, ani nawet tego jedynego, który miał być tą brakującą połówką i twierdził, że jestem miłością jego życia i że zrobi wszystko, żeby mnie uszczęśliwić. A nie był w stanie zrobić dla mnie niczego, co dałoby mi poczucie bezpieczeństwa i pewności. Każda moja prośba o zrozumienie moich uczuć kończyła się awanturą, ignorowaniem i bagatelizowaniem moich emocji. Nawet relacje z byłą, z którą ma syna, są dla niego istotniejsze niż relacje ze  mną. Mi potrafi powiedzieć, że nie ma czasu, po czym jedzie do niej. Ja go od miesiąca o coś proszę, a on codziennie o tym zapomina. Ona go poprosi raz i wystarczy. Umówili się, że finansują sprawy dziecka po połowie i oczywiście ja to akceptuję. Jest jednak coś, co mnie boli... Jestem z nim w ciąży i ani razu nie wsparł mnie nawet złotówką, jeśli chodzi o wizyty u lekarza. Nawet nie zapytał, czy nie trzeba.
Dlaczego mój ukochany mężczyzna zachowuje się, jakbym nie była warta niczego? Ani żeby się starać, ani żeby od siebie dawać, ani żeby walczyć o mnie, gdy ja robiłam wszystko, żeby go uszczęśliwić. Jakbym mogła, nieba bym uchyliła jemu i jego synkowi.

Strasznie mnie to wszystko rozwaliło. Na co dzień jestem dosyć silną osobą, ale dzisiaj coś we mnie pękło. Nie mogę się pozbierać. Wyprowadziłam się, zresztą nie pierwszy raz, i czuję, że on znowu nic z tym nie zrobi. Że nie spróbuje nawet o mnie zawalczyć, bo uważa, że nic złego nie robi.

#MiGnK

Mam 27 lat. Cały czas pracuję, nie jestem wybitnie uzdolniony, nie jestem typem przedsiębiorcy.
Lubię pracować, na początku życia na własny rachunek pracowałem 8 godzin dziennie. Zauważyłem, że nie wystarczy to na wszystkie opłaty i by coś odłożyć. Zacząłem pracować 9 godzin dziennie. Potem 10 i już więcej nie mogłem... Więc zacząłem dorywczą pracę. Pracowałem po 12 godzin dziennie. Zmieniłem główną pracę, zostałem przy tej dorywczej też, wciąż pracowałem po 12 godzin. I nadal nie stać mnie było na życie na jakimś normalnym poziomie...
Do tego doszła pandemia, śmierć bliskiej osoby, zamknięcie i izolacja. A na to wszystko jeszcze kraj, który tak bardzo kochałem i na który tak bardzo liczyłem, że będzie piękny i będzie się rozwijał, zaczął się zwyczajnie stawać na nowo koszmarnym PRL-em.

Wyjechałem. Pracuję 8 godzin i... jest normalnie.
Tylko czemu na obczyźnie?

#Hj24X

Polowa lat 90. Ja, uczeń podstawówki, wracałem po szkole do domu. Przez cały dzień myślałem o kasecie VHS, na którą nagrałem kawałek filmu porno z kablówki, z jakiejś niemieckiej stacji ZDF czy Kabel1. Oczywiście chciałem to oglądać w wiadomym celu. Rodziców nie ma w domu, siostra miała na 10 do szkoły, więc spokojnie mam z 1,5 godziny. Drzwi bez "naciskanej klamki" na zewnątrz, szybko otworzyłem, plecak w kąt. Kaseta do video i jadę.

Po dwóch minutach otwierają się drzwi od balkonu i wchodzi ojciec, który tam palił. Przełazi koło mnie i rzuca "Nie tak mocno, bo sobie urwiesz".
Kurtyna.

Do dziś nie wiem, dlaczego był wtedy w domu. Nigdy więcej o tym nie gadaliśmy.

#KZ6aL

Od niedawna mam swój pierwszy samochód, w którym ostatnio zepsuł się jeden kierunkowskaz. Brat powiedział, że kupi na drugi dzień i mi wymieni, no to nie zawracałam sobie tym głowy. Jednak gdy minął tydzień, postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.

Pojechałam na stację paliw. Widzę całkiem przystojnego pana sprzedawcę i mówię do niego, że potrzebuję żarówkę do kierunkowskazu. Pada pytanie "Jaką?", na co ja po chwili zastanowienia błyskotliwie odpowiadam "Nooooo żółtą...". Przystojny pan aż poczerwieniał i parsknął śmiechem, ja po chwili też.

Na szczęście był też miły, zobaczył jaki gwint, dobrał. Nawet wymienił na miejscu ;)

#SN8eI

Sytuacja sprzed lat, kiedy jako świeżo upieczony magister inżynier zacząłem pracę w technikum dwa miasta dalej. Jako że byłem dopiero co po studiach, to nie ukrywajmy, że całkiem dorosły jeszcze nie byłem i z pewnością nie wyglądałem na swój wiek. Pierwszego dnia mojej kariery pedagogicznej nie zapomnę nigdy.

Na starcie, zestresowany jak karp przed świętami, wchodzę do pokoju nauczycielskiego, gdzie nie zdążyłem powiedzieć ''dzień dobry'', a nauczycielka WF-u zaczęła się na mnie wydzierać, z jakiej racji pozwalam sobie tu wchodzić, pokój nauczycielski nie jest dla uczniów, proszę wyjść. Moja twarz przybrała koloru krwistej czerwieni i lekko drżącym głosem musiałem się tłumaczyć. No cóż, zdarza się. Można to nawet uznać za komplement. Lecz nie w następnym wypadku.

Pierwsze zajęcia tego dnia miałem w sali na 1 piętrze. Idąc w stronę drzwi, zauważyłem że pod tą salą stoi 3 uczniów. Spojrzałem na nich, oni na mnie, aż jeden z nich do mnie:
- Na ch*j się patrzysz? Coś nie pasuje?
Szczerze mówiąc, wyglądał starzej ode mnie. Mimo że nie powinienem, bo w końcu nauczyciel, to jednak niedojrzałość wzięła górę i odparłem:
- A co, kur*a, nie mogę?
Po czym pospiesznie otworzyłem salę i dodałem:
- Zapraszam do środka, jestem nauczycielem mechaniki budowli.

Wyraz twarzy tego chłopaka był nie do opisania. Przez całą lekcję siedział cicho, a potem wyjaśniliśmy sobie, że przez takie odzywki do mnie może mieć problemy i odwrotnie - więc sprawa poszła w zapomnienie.

Co prawda nie uczyłem tam długo, ale chłopaka pamiętam do dziś, on mnie zapewne też :)

#TG377

Jeśli uważacie, że jesteście mało asertywni, to spróbujcie to przebić.
Dzisiaj wychodząc z supermarketu zostałem zaczepiony przez pijaczka z prośbą o 1 zł na piwo. Ja od tego nie zbiednieję, a on przynajmniej powiedział wprost o co chodzi, a nie oszukiwał, że zbiera na jedzenie, więc się zgodziłem. Okazało się, że wziąłem tylko kartę, ale już obiecałem i widział, że szukam pieniędzy, więc głupio było odmówić.
Obiecałem mu, że jak poczeka, to zaraz przyniosę z domu 2 zł.
Tak, zamiast po prostu zostać w domu, wróciłem się w tamto miejsce z obiecanym hajsem.
Przynajmniej pijaczek życzył mi miłego dnia i obiecał wypić moje zdrowie.

#jihCU

Beztalencia mogą zdarzyć się w każdej dziedzinie, ale największy problem jest z nimi w teatrze.

Dyrektor teatru miał u jednego kolegi dług wdzięczności, więc zgodził się przyjąć do zespołu młodego, obiecującego aktora. Młodzian ów rzeczywiście był "obiecujący" - w serialu, gdzie przed kamerą można zrobić klika dubli, poszło mu jako tako, ale na żywo w teatrze każde jego wejście na scenę groziło położeniem przedstawienia. Dostawał coraz mniejsze epizody, ale nawet w roli niemej wypadł mało przekonująco, a w dodatku działał na nerwy aktorowi grającemu główną rolę. Ale słowo się rzekło - jak ma zagrać w każdym spektaklu, to zagra!

Następna w planie była komedia kryminalna typu "kto zabił". Reżyser wpadł na genialny pomysł – żeby Młody grał zwłoki.
Na premierze Młody zagrał zwłoki... i głośno pierdnął.

#u45Hu

Zawsze miałam bardzo dobre relacje z moją mamą. Kochała mnie, dbała, mogłam z nią porozmawiać o problemach i rozterkach. Bawiła się ze mną, uczyła czytać i pisać jeszcze zanim poszłam do szkoły (sama chciałam), woziła na lekcje fortepianu do sąsiedniego miasta, pomagała spełniać wszystkie pragnienia i marzenia, jednocześnie mnie nie rozpieszczając. Taka mama idealna. Jedynym zgrzytem w naszej relacji była religia. Mama była mocno wierząca, w każdą niedzielę chodziłyśmy do kościoła, modliłyśmy się rano i wieczorem, czytałyśmy razem Biblię i dużo rozmawiałyśmy o Bogu. Mimo to w pewnym wieku postanowiłam iść swoją drogą i wybrałam ateizm. Mama bardzo ciężko to przeżyła, widziała w tym swoją osobistą porażkę, dużo wtedy płakała, modliła się, pościła w mojej intencji. Ale nigdy do niczego mnie nie zmuszała.
I wszystko było wspaniale, jakoś przez to wspólnie przebrnęłyśmy, wzmocniłyśmy więzi i zaakceptowałyśmy różnice i odmienne poglądy. Starałam się omijać tematy wiary w rozmowach z mamą. Aż kilka miesięcy temu przeczytałam książkę "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie" i podsunęłam ją mamie. Jeśli ktoś nie wie o czym ona jest, to jest to dokument o sierocińcu prowadzonym przez siostry, które znęcały się psychicznie i fizycznie nad podopiecznymi. Dochodziło tam do gwałtów i ciężkich pobić.

Gdy moja mama przeczytała tę książkę, stwierdziła, że... ona nigdy nie powinna zostać napisana. Że takie rzeczy nie powinny wychodzić na światło dzienne. Że to tylko niszczy dobre imię kościoła, a nie zmieni tego, co się stało. Że ludzie popełniają błędy i że to Bóg ich osądzi. Opowiedziała mi historie ze swojego dzieciństwa, gdy ksiądz, który jej udzielał komunii, molestował małe dziewczynki, w tym ją, ale nigdy nikomu nie powiedziały i jakoś z tym żyją. Że księża to też tylko ludzie i grzeszą. I więcej tego typu gówna.

Płakałam całą noc po tej rozmowie. I już nie potrafię patrzeć tak samo na moją mamę. Jest dla mnie na równi z tymi wszystkimi gwałcicielami, chcąc ich chronić. Jednocześnie zawsze była dla mnie najukochańszą i najwspanialszą na świecie mamą. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Kocham ją i czuję wstręt jednocześnie. Czy tak samo by myślała, gdyby to mnie molestował ksiądz? Tak bardzo mnie to boli. Nie wiem co mam myśleć, co robić, jak mam dalej żyć. Nie chcę stracić mamy, jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Ale nie potrafię zaakceptować jej poglądów.

#Cjtea

Moja partnerka życiowa postanowiła mnie zostawić po długim stażu w związku. Nie radzę sobie z tym zupełnie. U psychologa byłem, znajomi mówią, że będzie dobrze, ale nic się nie poprawia.

Ostatnio stwierdziłem, że zacznę umawiać się z kobietami i będę uprawiał z nimi seks, zobaczę, czy mi coś to pomoże. No i teraz mam ogromne wyrzuty sumienia, w chwili gdy to robiłem miałem w głowie tylko jedną myśl - "co ty robisz ze swoim życiem, chcesz żeby ona do ciebie wróciła, a robisz takie rzeczy". Przez całe 15 lat byłem wiernym, oddanym mężem/chłopakiem, nigdy nie popatrzyłem na inną kobietę, byłem po prostu dobrym człowiekiem i teraz próbowałem zrobić coś wbrew mojemu normalnemu zachowaniu. Myślałem, że skoro byłem cały czas dobry i dostaję za to po dupie, to teraz będę złym człowiekiem i zobaczę, jak się z tym będę czuł.

Czuję się tragicznie, mimo że wiem, że nie jesteśmy razem i to nie jest zdrada. Czuję się okropnie, lecz ciągle wierzę, że może się jeszcze zejdziemy, ale gdybyśmy się ponownie zeszli, to nie wiem jak moja głowa wytrzyma to, że byłem z innymi kobietami, a myślałem tylko o niej.

#ruWZl

Mieszkam na południu Polski, w małej miejscowości. Od jakiegoś tygodnia warunki jak na Syberii. No może prócz temperatur, ale śniegu jest w pierony. Niemniej jednak taka pogoda jest niezłym sprawdzianem dla kierowców.

Miałem jechać w jedno miejsce, trasa jakieś 20 km, czas operacyjny, przy aktualnych warunkach na drogach, +/- 1 godzina. Więc w drogę.

5 kilometrów od domu, odcinek najpierw kawałek prostej, potem stromy zjazd i zakręt, prawie 90 stopni. Widzę sznurek samochodów. Myślę, pewnie coś się stało. Dojeżdżając praktycznie do samego końca prostej, przed samym zjazdem w dół, okazuje się, że wszystko w porządku na drodze. Kierowcy są ostrożni i dopóki jeden nie zjechał, drugi nie ruszał. Ale w tym całym tłumie znalazł się jeden, mistrz kierownicy.

Idiocie, bo na inne określenie nie zasługuje, nie chciało się grzecznie czekać. Więc rura swoim Q7 na lewy pas, omija sznurek i jedzie w dół. W pewnym momencie brakło mu jednak przyczepności i najpierw przygrzmocił w jadące z przeciwka auto, potem zrobił pełne 360 stopni na drodze i na koniec, ciągnięty tak siłą bezwładności władował się w jadący w tym samym kierunku, drugi samochód, będący na samym już zakręcie. Tego ostatniego uratowała bariera energochłonna, bo zaliczyłby 2-metrowy rów.

Efekt? 3 rozbite samochody, 4 osoby ranne, droga zablokowana na ładnych kilka godzin, sprawca wychodzi bez szwanku i uwaga, najlepsze, kompletnie nie poczuwa się do odpowiedzialności. A całą winę zwala na sznurek samochodów i to jadące z przeciwka, któremu władował się na pas.

Szkoda tylko, że przez takich imbecyli cierpią postronne osoby...
Dodaj anonimowe wyznanie