Wychowywałam się na małej wsi. Jak działo się coś ciekawego, to wszystkie dzieciaki zauważały to w mgnieniu oka.
A świeżo postawionej budki telefonicznej nie można przeoczyć. A tym bardziej nie przetestować. Standardowy telefon próbny na policję został zaliczony przez największego kozaka, ale gdy tylko ktoś odebrał, wszyscy rozbiegli się po domach jak poparzeni. Budka szybko wpisała się po prostu w krajobraz wsi i generalnie stała niezauważana. Ale był jeden namiętny użytkownik tej budki. Ja.
Miałam może 9-10 lat, ale że budka stała parę kroków od mojego domu, to przynajmniej parę razy dziennie z niej korzystałam.
Nie wiem co miałam w głowie, ale dzwoniłam na bezpłatne infolinie, a po czasie szczególnie molestowałam jedną z nich.
Infolinię tamponów OB.
Nie wiem nawet skąd znałam numer! Ale codziennie, uparcie wymyślałam coraz to inne scenariusze, żeby tylko ktoś dał się nabrać. I wyobraźcie sobie teraz takiego dzieciaka co moduluje głos, żeby brzmieć jak mężczyzna i gada rzeczy typu "Hmmm, dzień dobry, chciałbym kupić mojej żonie tampony na urodziny, ale nie wiem jakie".
Pozdrawiam wszystkich konsultantów tej infolinii, którzy pracowali tam ok. 15 lat wstecz! Ja bawiłam się świetnie, ale z tego co słyszałam, to wy nie za bardzo :<
Kojarzycie memy z Nosaczem Januszem, gdzie przeszkadza Pioterowi w nauce zdalnej? Nie sądziłem, że podobna sytuacja wydarzy się w moim życiu.
Dostałem propozycję pracy w pewnej korporacji - ze względu na pandemię rozmowa kwalifikacyjna miała się odbyć zdalnie przez internet. Zależało mi na dostaniu tej posady, bo to byłaby moja pierwsza poważna praca, więc bardzo solidnie zacząłem się do niej przygotowywać. Muszę też powiedzieć, że mam troszkę nadopiekuńczą mamę, z którą nadal mieszkam (mam 21 lat...). Mama widziała jak ciężko pracowałem, żeby przygotować się do rozmowy rekrutacyjnej i wypaść jak najlepiej.
Nadszedł dzień rozmowy - wszystko szło fajnie, pani z którą rozmawiałem, okazała się bardzo miłą osobą, żartobliwą, ogólnie atmosfera była bardzo luźna. I nagle w pewnym momencie do mojego pokoju wchodzi moja mama... Podeszła do mojego laptopa i kulturalnie przedstawiła się pani, z którą rozmawiałem. Starałem się jak najłagodniej powiedzieć mamie, żeby sobie poszła, bo wszystko zepsuje, ale mama zaczęła prosić panią rekruterkę, żeby zatrudniła jej synka, bo jej synek to dobry chłopiec i że on sobie ze wszystkim poradzi i zaczęła opowiadać, jakim to ja orłem w podstawówce nie byłem i jak inne dzieci ze mnie zawsze przykład brały. Po 15 minutach mama w końcu przestała mówić i jak gdyby nigdy nic pożegnała się i wyszła z pokoju. Zrobiłem się cały czerwony z powodu tej niezręcznej sytuacji i zacząłem przepraszać rekruterkę. Ale pani tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że mam bardzo miłą mamę.
Niesmak po tej rozmowie miałem jeszcze przez długi czas, a mama do tej pory nie zdała sobie sprawy, że przez nią wyszedłem na maminsynka.
PS: Pracę dostałem :)
Coraz mocniej utwierdzam się w likwidacji darmozjadów, czyli o strażnikach miejskich...
Około 20:30, Kraków.
Sprzątam w samochodzie, dokładniej w bagażniku, słyszę:
- Dobry wieczór, Straż Miejska, patrol osiedlowy.
- Dobry wieczór.
Strażnik 1 (S1) - Co pan tu robi??
- Sprzątam w aucie.
S1 - A to pana auto??
- Tak.
S2 - Poprosimy o dokumenty.
- Już, momencik, tylko skończę zwijać pas ładunkowy, zdejmę rękawiczki i wtedy wyciągnę, żeby nie uwalić spodni.
S2 - No dobrze. <westchnięcie>
Za mną słychać "Ty kur..o, ty szmato, zaje..e cię!". Oglądam się z panami S1 i S2.
W odległości około 5-7 m postać Żulianny z wózkiem dziecięcym (tabun cygański), parę metrów od niej dwóch Żuljanów chwiejnym szybkim krokiem zbliżają się do Żulianny.
- Przepraszam, panowie, wy na takie coś nie reagujecie??
S1 - Prowadzimy inną interwencję, więc nie możemy...
- No chyba kur...a żartujecie!
W międzyczasie Żuljan dogonił Żuliannę i trzask z liścia w głowę.
Wystartowałem do Żuljanów... Dwa szybkie, za bety i o glebę. Żuljan drugi stwierdził, że to już nie jego sprawa.
S2 - Co pan robi!?
- Nie wiem jak u was, ale w moim otoczeniu żaden facet kobiety bić nie będzie!! A wy tu po ch..j stoicie jak te dwa słupy?!
S1 - Wypiszę panu mandat za obrazę funkcjonariusza!
- Coo? KU..A!!!!! Poje..o was, wy @#!!@#@#$%@#%^.^!
Po czym zza mnie wyłoniło się starsze małżeństwo z pieskiem, które też nie omieszkało wyrazić swojej opinii (niecenzuralnie) odnośnie 2 postawnych panów w mundurach straży miejskiej.
Panowie S1 i S2 nic nie mówiąc i nic nie robiąc obrócili się i odeszli.
Jak będą takie patrole, to już czuję się bezpieczniej...
Kolega w wieku około 15 lat zafascynowany był fajerwerkami. Wysadzał co się dało, byle był większy huk, od kul śnieżnych po wydrążone jabłka. Jego pomysły nie miały kresu. Jego mama strasznie się o niego bała, żeby sobie nic nie zrobił, i nie popierała fajerwerków. Ale on z chęci przestraszenia mamy chciał narobić huku w domu, więc wymyślił, że wysadzi fajerwerki w wannie.
Tak też zrobił - odpalił i wrzucił do wanny. Huk.
Matka wpada do łazienki, a on do niej mówi, że ogłuchł i z tekstem "Mamo, mów do mnie, mamo, mów do mnie!"... A matka koncertowo, z wystraszoną miną i bez dźwięku, poruszała ustami. Podobno takiego płaczu u swojego syna w życiu nie widziała, nawet jak był dzieckiem.
Podsumowanie: dostał szlaban i więcej nie ruszył petard.
Moja żona miała wczoraj urodziny, więc chciałem jej zrobić imprezę-niespodziankę. Zaprosiłem do nas grupę znajomych z dziećmi. Plan był całkiem dobry i dość szczegółowo dopracowany. Goście mieli wejść tylnymi drzwiami, miało być ciasto, dmuchaniec dla dzieciaków, muzyka, prezenty, balony itp.
Jako że mam sześcioletniego syna, postanowiłem wtajemniczyć go w ten „spisek”. Bardzo się zajarał i obiecał, że się nie wygada.
Pięć minut później usłyszałem, jak pląsa wokół mojej żony, krzycząc: „Nic ci nie powiem o niespodziance! Nie dowiesz się o gościach ani o balonach! Nie będzie żadnych dmuchańców ani prezentów! Niczego się nie spodziewasz, tralalala!”. No i cały misterny plan szlag trafił…
Opiszę coś, co przywróciło mi wiarę w ludzi. Nic specjalnego... ale jednak.
Pewnego wieczoru, jak zazwyczaj bywało, wracałem w kompletnej ciemności przez ulicę, przy której znajdowały się fabryki i magazyny. Od czasu do czasu przejeżdżał samochód. Widząc jakikolwiek pojazd schodziłem z drogi, gdyż wiedziałem, że kierowcy nie zauważą mnie. Tego konkretnego dnia miałem paskudny humor, lekki dołek. Nagle spostrzegłem, że jakiś samochód zatrzymał się. Pomyślałem, że zaraz wypadnie kilku "chłopaków" i dzień stanie się jeszcze gorszy. Ktoś wysiadł, ale była to kobieta, raczej niedużo starsza ode mnie. Ruszyła szybkim, pewnym krokiem w moją stronę. Nie obchodziło mnie specjalnie jakiej jest płci, tylko powód, dla którego idzie w moją stronę. Nie myśląc zbyt wiele zacisnąłem prawą pięść i przygotowałem się do wyprowadzenia ew. ciosu. A ona wręcz doskoczyła do mnie, uśmiechnęła się, powiedziała "Nie bój się" i "Pokaż lewą rękę", następnie uderzyła mnie paskiem odblaskowym, dzięki czemu owinął mi się wokół ręki. Dodała jeszcze "Uważaj na siebie i noś odblaski", po czym wsiadła do auta i odjechała.
Wiem, że sam powinienem mieć odblask, no ale akurat go nie miałem, a musiałem iść taką, a nie inną drogą. Nikt na mnie się nie wydarł, tylko ktoś zrozumiał i pomógł. No i polepszył humor na kilka dobrych dni :)
Kiedyś na domówce miałam wielki problem z gazami. Do tego łazienka była tak tragicznie blisko kuchni i pokoju, że nie było szans na dyskrecję. Stres powodował u mnie zaciskanie zwieraczy, a to z kolei czyniło nawet małego bąka donośnym grzmotem. Zrozpaczona wymyśliłam, że utnę mały kawałek szerokiej słomki i z jego pomocą się odgazuję. Wtedy wydawał mi się to pomysł na miarę Nobla.
Udałam się ze schowaną słomką do łazienki i wprowadziłam plan w życie. Jak się domyślacie, coś poszło nie tak. Nic mi nie utknęło, nie musiałam jechać na SOR ze słomką w dupie. Problem w tym, że po wetknięciu słomki w odbyt z łazienki zaczęło dochodzić głośne gwizdanie, jakby gotowała się woda w czajniku. Wyrzuciłam słomkę, wyszłam, a gospodarz jeszcze długo sprawdzał bojler, czy aby woda się nie zagotowała i nie ma gdzieś jakiejś szczeliny.
Ostatnio odbyły się 95 urodziny mojej prababci. Mimo wieku humor wciąż jej dopisuje, choć zdrowie już nie to. Rodzinę mam od jej strony naprawdę ogromną, bo babcia miała 9 dzieci, 31 wnucząt, nas prawnucząt jest 76 i trójka praprawnuków. Oczywiście cała rodzina nie mogła uczestniczyć w przyjęciu z okazji jej urodzin, bo rozsiani jesteśmy dosłownie po całej Europie, poza tym zwyczajnie byśmy się nie pomieścili. Wpadliśmy więc na pomysł zrobienia jej filmu z życzeniami. Łatwo nie było, ale jakoś daliśmy radę. Dwoje kuzynów jednak z jakichś powodów nie dostarczyło swoich nagrań i po prostu zrobiliśmy to bez nich.
W urodziny babci puściliśmy jej na laptopie zmontowany filmik. Babcia w milczeniu oglądała, a kiedy film się skończył...
- I co, to już? - babcia niezadowolona spojrzała na którąś z ciotek.
Patrzymy na nią w szoku, pytamy co się stało i czy się nie podoba może, na co babcia:
- Podoba czy nie podoba... Ja wiem, że ja dla was to już stara kwoka jestem, ale liczyć jeszcze umiem. I dwóch tu nicponi mi brakuje! Tadeusze, Mariusze czy inne. DWÓCH NIE MA!
Po czym kazała sobie przynieść telefon i obrażona do mojego brata:
- Wykręć no mi ich na tym wihajstrze, już ja tym czortom dam popalić!
Opowiem Wam coś o samobójstwie, ale trochę z innej perspektywy.
Mówi się, że większość osób, które podejmują próbę samobójczą, tak naprawdę wcale nie chce umrzeć, ale nie widzi wyjścia ze swojej sytuacji i pragnie uwolnić się od cierpienia. Ze mną częściowo jest podobnie, ale wcale nie cierpię na tyle, by się zabijać. Po prostu jestem zmęczona, cholernie zmęczona.
Cierpię na depresję od jakichś dziesięciu lat, ale biorąc pod uwagę mój młody wiek, to jest większość życia, jakie pamiętam. Rzadko kiedy zdarza się, bym nie dała rady wstać z łóżka - to ten rodzaj depresji, która pozwala funkcjonować na co dzień, ale powoli wyniszcza, odbierając pewność siebie, radość z wykonywania pasji i w końcu nadzieję, że kiedyś będzie lepiej.
Jestem zmęczona tym, że nie mogę sobie ufać, bo nawet gdy kładę się spać w dobrym humorze, mogę dostać w nocy ataku paniki i następnego dnia włóczyć się po domu jak zombie. Tym, że gdy moja praca i noce zarwane na naukę dają efekty w postaci dobrych wyników, nie potrafię być z siebie dumna. Tym, że niechętnie się rozbieram, bo nienawidzę swojego ciała i brzydzę się go. Ale najbardziej chyba męczy mnie to, że mogę zaśmiewać się do łez z byle głupot, a potem wieczorem i tak kładę się na łóżku i zaczynam fantazjować o samobójstwie.
Myśli o swojej śmierci nie wywołują u mnie większych emocji, powiedziałabym wręcz, że myślę o tym dość chłodno i w sposób wykalkulowany. Na koniec powiem coś kontrowersyjnego, co wielu z Was się zapewne nie spodoba.
Uważam, że nie każdemu da się pomóc. Oczywiście, depresja to choroba i wymaga odpowiedniej terapii psychicznej i farmakologicznej. Należy wspierać taką osobę, ale trzeba przede wszystkim pamiętać o własnych limitach i możliwościach, bo nikt nie powinien brać na barki ciężaru zmartwień innych osób, jeśli jest on ponad jego siły.
Jeśli ktoś całkiem utracił nadzieję, że będzie lepiej, nie ma siły czekać na lepsze jutro, które nie nadejdzie, ciągle trzeba wyciągać go z łóżka i odwracać uwagę od myśli samobójczych, bo nie jest w stanie poradzić sobie z presją i wymaganiami świata wokół, to w końcu i tak się zabije. I zmniejszy się prawdopodobieństwo, że ''słabe" geny zostaną przekazane przyszłemu pokoleniu. Może wydawać się to okrutne, ale tak natura działa u podstaw.
Na siebie patrzę dokładnie w ten sam sposób, jakbym była wadliwą komórką w społeczeństwie. Dla świata nie znaczę nic, ale najbliższe osoby przede wszystkim martwię i zadręczam swoim wiecznie przybitym nastrojem i negatywnym nastawieniem. Nie poddałam się się jeszcze, ale czuję się coraz bardziej znużona, dlatego, jeśli się nie poprawi, za jakiś czas być może po prostu się zabiję.
Dziękuję osobom, które wytrwały do końca tego wpisu i pozdrawiam je. Chciałam sprawdzić, czy ktoś myśli w podobny sposób.
Obciachowa historia z czasów licealnych. Minęło ponad 10 lat, a ja nadal się czerwienię na wspomnienie tej sytuacji.
Podczas lekcji wf-u dziewczyn uczyłyśmy się prostych akrobacji. Zadanie polegało na wykonaniu kilku przewrotów, jakiegoś wygibasa i na koniec - stanięciu na rękach z głową w dół. Chłopcy skończyli już lekcję i przyszli do nas kibicować. Była bardzo sympatyczna atmosfera (końcówka ostatniej lekcji w piątek), a ja miałam doskonały humor. Wśród chłopaków był kolega, który bardzo mi się podobał i cieszyłam się, że widzi moje popisy (byłam dość wygimnastykowana).
Przyszła kolej na mnie i poprawnie wykonałam wszystkie przewroty i fikołki. Na koniec stanęłam na rękach i - o zgrozo - na sali wybrzmiał donośny, przeciągły dźwięk pierdnięcia. Koledzy taktownie nie zareagowali, ale słyszeli to na pewno wszyscy. Problem polega na tym, że nie był to żaden pierd - ten dźwięk wydała moja cipka pod wpływem wysiłku fizycznego. Podobnie jak kiedy czasem po stosunku powietrze się stamtąd wydostaje. Chociaż pewnie wszyscy pomyśleli, że pierdnęłam, a dźwięk złowieszczo niósł się po sali gimnastycznej.
Kolega i tak się ze mną umówił, ale mi do dzisiaj wstyd za tę sytuację.
Dodaj anonimowe wyznanie