#hb92L
Autorska zabawa kogoś z mojego rodzeństwa (jest nas sporo). Niby spoko brzmi...
Polegała ona na odwzorowywaniu tego, co dzieje się z naszym najstarszym batem. Dlatego też on w niej nie uczestniczył i nawet o niej nie wiedział.
Kiedy nie było rodziców, skakaliśmy po kanapie. Wtedy jedna osoba, która zostawała w kuchni (''rodzic''), wchodziła z impetem do pokoju, udawała, że się złości i zabierała jedno z nas (tę osobę, która przybierała rolę najstarszego brata) do kuchni i biła. Ręką. Bo uderzenia pasem, którym katowany był brat, nie wchodziły w grę. Nasze klapsy były niczym wobec tego, co urządzali mu rodzice. Druga runda polegała na tym, że siedzieliśmy w rządku na kanapie i nagle jedno z nas zaczynało zbliżać ręce do ust, a wtedy ''rodzic'' od razu występował z wrzaskiem:
- Nie obgryzaj paznokci!
- Nie obgryzam...
Nie, to nie było żadne usprawiedliwienie. Też były klapsy. W rzeczywistości brat nie mógł liczyć na upominający klaps. Ojciec ściągał pas, chwytał go za ramię i bił. Bił aż do nieprzytomności.
Tak samo udawaliśmy wywiadówki, pisanie lewą ręką (rodzice uważali to za chorobę), niechęć do zjedzenia czegoś, zjedzenie słodyczy bez pozwolenia itd...
Pomyślicie, że to chore. Owszem.
Ale to było coś, co towarzyszyło nam na co dzień. Nie znaliśmy innej rzeczywistości, że można nie bić. Robili to na naszych oczach. A my za każdą najdrobniejszą czynność drżeliśmy, czy i nam się to nie przytrafi. Mi się zdarzyło raz - za otwarcie nutelli bez pozwolenia.
Kiedyś nagle się to skończyło. Przestali go bić. Do dziś nie wiem, co się takiego stało. Miał wtedy z 12 lat. Nigdy o to nie zapytam rodziców, chyba nie chcę wiedzieć.
Dziś już wszyscy jesteśmy dorośli. A ja nadal budzę się czasem z płaczem, kołataniem serca, bo śni mi się jego krzyk zza zamkniętych drzwi, kiedy to po wywiadówce katowany był w kuchni do nieprzytomności. I błagał tylko mamę:
- Mamo, proszę, powiedz mu, że już się będę dobrze uczył!
A ona odpowiadała:
- No co ja mogę zrobić... Nic nie poradzę...
Nikt nie mówi na głos o tym, co działo się kiedyś. Wiem, że wszyscy mamy do nich o to żal. A oni czasem się dziwią, dlaczego do nich nie dzwonimy regularnie, dlaczego nie odwiedzamy często, dlaczego nie przytulamy. Ale jak, skoro mamy takie wspomnienia...?
To smutne, że to jest twoim wspomnieniem z dzieciństwa :'(
😞
Ja to bym wogule takich starych (ponieważ na miano rodziców nie zasługują) nie odwiedzał. Nawet na pogrzeb bym nie poszedł. Tacy ludzie powinni być masowo katowani albo zamknięci w jakiś piwnicach ze szczurami.
Zesmutniałam :(
@Antymoher Okrutne, ale racja...
A potem płacz, że w opiekach "spokojnej" starości źle traktują starych purchli
Jezu, skojarzyło mi się z 'Medalionami' Zofii Nałkowskiej, gdzie w jednym z opowiadań mowa o przebywających w obozie dzieciach, które 'bawiły się w palenie Żydów', gdyż nie znały innej rzeczywistości, podobnie jak Ty. Smutne, że Twoje życie i sposób wychowania Twojego ojca można porównać do tyranii tamtych czasów..
Dokładnie, dokładnie, mi też sie to skojarzyło!
Ja jednak myślę że nikogo ani niczego nie da się porównać do tego co się tam stało ;]
<oczywiście mówię o obozach>
Widzę, że nie jestem sama :)
Mówimy, że tamte czasy są już za nami.. No, jak widać-niekoniecznie. Inni więźniowie, inne dzieci, inne SS, ale metody wciąż te same...
albo opowiesci jednej z dzieci-wiezniarek, ktora bawila sie w oboz koncentracyjny po wyzwoleniu...
@TenAnonimowyTypo Jeszcze nie, ale wtedy Żydzi mieli opaski, a teraz są certyfikaty szczepionkowe, więc kto wie co jeszcze będzie się działo?
A potem szok, bo żadne dziecko nie chce się nimi zajmować i trafiają domu starców. I spotykają takich naiwniaków, do których pochlipią oczkami, że tacy opuszczeni. A ci naiwniacy dodają wyznania na anonimowych, żeby spieszyć się kochać ludzi, bo szybko odchodzą.
I żebyście nie skierowali do mnie mojego ulubionego zarzutu na anonimowych - nie wrzucam wszystkich do jednego worka, nie wszyscy tacy są, ale polecam wyjść poza swój bezkrytyczny altruzim i zastanowić się, co spowodowało, że niektóre stare osoby są same.
Masakra, jak kochać rodzica po czymś takim...
Jak można nazwać ich rodzicem? Chyba w cudzysłowie....
*rodzicami miało być ehh
Dobrze napisałam... bo byli rodzicami. "Rodzicami" stali się, kiedy zaczęli katować (oboje, bo matka robiła to poprzez brak reakcji)
Dlatego: "jak można kochać rodzica po czymś takim"...
Przeraża mnie ilość wyznań o katowaniu dzieci przez rodziców....
Witaj w smutnej rzeczywistości.
mnie przerza, z eniektorzy nadal popieraja bicie
A mnie przeraża fakt, bazienka, ze szczekasz jak to ludzie nie umieją pisać, a sama piszesz tak, ze nie da się tego odszyfrować. Ty piszesz jakimś staroaramejskim czy jak?
Przykra sytuacja, najgorsi są tacy rodzice właśnie na stare lata, jakby im pamięć wyparowała i grają przed każdym jacy to oni biedni są, dzieci dorosły i nie utrzymują kontaktów, a oni zawsze tak dbali, kochali itd. Pewna osoba z mojej rodziny miała podobnie, i cały czas miała pretensje do rodziców za to co jej robili, ale rodzice obecnie 80+ to starsza parka, świetni dziadziusiowie, do rany przyłóż. A bicie? Picie? Nigdy! Oni nic takiego sobie nie przypominają..
Ja miałam takiego ojca, a teraz uwaza, że wszystko okey. ..
Nie rozumiem jak mozna tak katować jedno z dzieci. To przerazające co musial przezywac ten biedny chłopiec. Jak to mozliwe ze nikt z tym nic nie zrobil? Sąsiedzi? Szkoła?
Wiesz, kiedyś były inne czasy, pas to był sposób na karanie, robiło to większość społeczeństwa, więc nikt się tym nie przejmował. W końcu rodzice go "wychowywali".
Jest różnica pomiędzy dostaniem pasem za karę, a katowaniem dziecka do nieprzytomności i to w dodatku bez powodu. Sayone, Twój komentarz jest bez sensu- trzeba rozróżniać wychowywanie od przemoc.
Gitarzystka, dlatego słowo "wychowanie" było w cudzysłowie wzięte. Sporo dzieci kiedyś tak obrywało, a powód zawsze był, bycie leworęcznym, obgryzanie paznokci, złe oceny itd, jak ktoś chciał zbić swoje dziecko to powód był zawsze. Z tego co słyszałam od rodziców, wujków itd, to było dość powszechne, dlatego szkoła ani sąsiedzi się tym nie przejmowali.
Mało tego, również nauczyciel miał prawo cię zlać.
Chcesz powiedziec ze 20 lat temu szkola zamiast zareagowac dawala przyzwolenie na tłuczenie dziecka? Wybacz ale biczowanie i tluczenie dziecka do nieprzytomnosci to patologia i to nie od kiedy "czasy sie zmienily"
Nie przeczę, że to patologia. Ale szkoła wtedy miała większy szacunek. Jeśli dziecko nie odrobiło zadań lub zbroiło coś w szkole, dostawało lanie dwa razy-od nauczyciela (np. drewnianą linijką) i od rodzica. Nie mówię o katowaniu, ale wtedy raczej nikt się nie mieszał w niczyje życie. Chyba, że ofiara sama zgłosiła.
wygarnij im to. Oni myślą, że to minęło, a więc nie było. Że to nie miało miejsca. Niech spojrzą prawdzie w oczy.
U mnie była taka sytuacja, że mama często biła mnie smyczą (skórzaną). Nawet nie wiem za co (robiłam jedną rzecz, i to było ok w poniedziałek, ale w środę za to samo dostawałam po dupie). Często zdarzyło mi się oberwać po twarzy z otwartej ręki. Powiedziałam jej to i była bardzo zdziwiona, że jak to? Ona nic takiego nie robiła, nic takiego nie miało miejsca!
A nie lepiej mówić o tym na głos? tak żeby agresorowi było wstyd? w końcu to nie nasza wina że ktoś nas bije... ja ostatnio po wyjsciu ze szpitala powiedziałam swojej matce że trzeba mnie było nie bić to nic się nie odezwała
Popieram to o wygarnięciu. Dzieci można wychować bez użycia przemocy tylko trzeba to robić porządnie od samego początku.
Czytałam to prawie nie oddychając. Nie wiem jak to skomentować, ja też kiedyś dostałam po tyłku ale na pewno nie do nieprzytomności. Jakim trzeba być tyranem żeby robić taka krzywdę dziecia
*dzieciom
Mam nadzieję, że w piekle, istnieje osobne miejsce dla takich ludzi.