Parę lat temu w trakcie zakupów w galerii handlowej mnie przyparło i musiałem iść do ubikacji. Wszedłem do kabiny, usiadłem na klopie - kurde, zatwardzenie. Po chwili usłyszałem, że ktoś wchodzi do kabiny koło mnie, po lewej. Minęło parę minut i nagle gość puka w ściankę i pyta, czy mógłbym pożyczyć mu na moment telefon, bo mu się wyładował, a musi pilnie zadzwonić do żony. Ona też jest w galerii i musi jej dać znać, że mu tu zejdzie jeszcze parę minut. Nie myśląc o tym wiele zgodziłem się i podałem mu dołem telefon. Ledwie go chwycił, a usłyszałem trzaśnięcie drzwiami - ciul uciekł z moim telefonem! Zanim się podtarłem, ubrałem spodnie i wybiegłem, to nie było po nim śladu.
Kretyn w życiu nie ma łatwo. Nikomu się nie przyznałem, żonie powiedziałem, że telefon zgubiłem.
Moja dziewczyna potrzebowała skorzystać dzisiaj z mojego komputera, bo jej laptop się zepsuł. Rano sprawdziłem sobie tylko pocztę, poczytałem newsy i zostawiłem jej włączony komputer, żeby mogła na nim pracować.
Po godzinie dzwoni do mnie. Mówi, że komputer się jej zresetował i potrzebuje moje hasło, aby się zalogować. Problem w tym, że moje hasło to imię mojej eks...
Byliśmy z dziewczyną na zakupach. Ona w w swoim żywiole, a ja szybko kupiłem co potrzebowałem i potem nuda. Snułem się więc bezcelowo przez godzinę, co było tym gorsze, że miałem nowe slipy, które okazały się za małe i mnie uwierały.
Podchodzę do mojej dziewczyny, która stała tyłem do mnie i grzebała w jakiś rzeczach i mówię „Slipy mi się wrzynają i chyba mam odparzenie na jajkach...”. Ona się odwraca no i okazuje się, że to jakaś obca, starsza kobieta. Zrobiła wielkie oczy i czym prędzej zaczęła się oddalać. Zdążyłem tylko dodać „… ale pewnie nic to pani nie obchodzi”.
Cały "gimbazjalny" okres mojego życia spędziłam ze słuchawką w lewym uchu. To było moje uzależnienie, nawet idąc i rozmawiając ze znajomymi musiałam jednym uchem słuchać muzyki.
Pewnego dnia musiałam coś załatwić u szewca. Wybrałam się więc do niego z koleżanką. Do zakładu jak zwykle weszłam ze słuchawką, przytupując sobie nogą do rytmu piosenki. Oddaję buty, a szewc (taki starszy pan) do mnie "Muzisko?". Na co ja "Tak, tak muzisko!" i delikatnie kiwam głową do rytmu. Facet na mnie patrzy i kolejny raz pyta "Muzisko?". A ja z jeszcze większym uśmiechem na twarzy i mocniejszym przytupem odpowiadam "Taak jeeest, muzisko, muzisko!". Czego koleżanka już nie wytrzymała... Uderzyła mnie w ramię, krzycząc: IDIOTKO, PAN CIĘ O NAZWISKO PYTA!
Byłam z chłopakiem na zakupach w galerii handlowej. Dostałam na święta kartę podarunkową od rodziców i chciałam ją w końcu wykorzystać. Rozdzieliliśmy się, ja chodziłam po dziale damskim, on poszedł patrzeć na rzeczy dla siebie.
Po jakimś czasie, gdy wybrałam parę ciuchów do przymierzenia, poszłam po niego na dział męski, żeby mi coś doradził. Stał tyłem do mnie i schylony oglądał koszule. Podeszłam cicho, klepnęłam go mocno w pupę i powiedziałam „Widzę tu niezły tyłek”. On się odwrócił i z przerażeniem zobaczyłam, że to nie był mój chłopak, tylko jakiś koleś koło trzydziestki. Miał identyczną bluzę i jeansy w takim samym kolorze jak mój chłopak. Patrzył na mnie jak na idiotkę, zaraz podeszła kobieta, z którą najwyraźniej tam był, chyba jego żona. Wybełkotałam „Pomyłka, przepraszam”, w tył zwrot i cała czerwona ruszyłam do wyjścia, które było tuż obok.
Błąd! Przecież miałam w rękach ubrania do przymierzania. Bramka zaczęła piszczeć, przyleciał ochroniarz. Chciałam się zapaść pod ziemię.
Kiedyś w wakacje pracowałem jako ratownik na basenie odkrytym. Pracowałem na długich zmianach, po 4-6 razy w tygodniu. Pogoda dopisywała, ludzi było mnóstwo, szczególnie dzieci. Dzieciaki oczywiście są najgorsze, łamią wszystkie zasady - popychają się, biegają, wrzeszczą, biją się itp. Ja musiałem je ciągle upominać, a przy tym cały czas monitorować ludzi w wodzie. Wychodziłem z pracy wyczerpany psychicznie.
Raz kończąc pracę odebrałem SMS od mamy, abym po drodze kupił makaron. Nawet się nie przebrałem, tylko poszedłem od razu do sklepu, który jest po drugiej stronie ulicy. Szukałem makaronu po półkach, gdy kątem oka zauważyłem dzieciaka, który wypadł zza zakrętu i biegł w kierunku kas. Mój mózg chyba do końca nie odnotował, że to już po pracy, bo bez zastanowienia wrzasnąłem “NIE BIEGAĆ!” na cały regulator. W sklepie zaległa absolutna cisza, kasjerki przerwały pracę, wszystkie spojrzenia na mnie. Chłopak od razu się zatrzymał i z przerażoną miną niepewnym krokiem skierował się do swojej matki, która aż się gotowała ze złości. Odłożyłem makaron, tytułem usprawiedliwienia wymamrotałem „Jestem ratownikiem...” i wyszedłem ze sklepu.
Od kilku lat cierpię na agorafobię, fobię społeczną, lekką depresję, mam lęki obsesyjno-kompulsyjne i często mam derealizacje. Przez moje zaburzenie nie mogę żyć jakbym chciała, strach i lęk mną manipulują. Paraliżuje mnie to i nie pozwala iść naprzód. Terapie nie pomagają.
Teraz będę brać leki. Moje myśli na temat takich lęków mnie przerażają – że jestem chora psychicznie, że nie będę wiedziała co robię po lekach, bo nie będę miała kontroli. Najbardziej boję się, że będę musiała brać je do końca życia i nigdy nie będę sobą.
Gdy dostałem pracę po studiach, za pierwszą wypłatę zrobiłem sobie tatuaż na plecach. Aby lepiej się goiło i aby zadbać o trwałość koloru, dostałem maść z przykazaniem, aby smarować tatuaż 3-4 razy dziennie. Dla pewności zdecydowałem, że będę smarował minimum 5 razy dziennie. W efekcie co 2 godziny w pracy chodziłem do łazienki, gdzie w jednej z kabin w pocie czoła smarowałem te plecy. Nie było to łatwe. Nie jestem zbyt giętki, więc sporo się przy tym nastękałem. Raz gdy wyszedłem z kabiny i podszedłem do umywalki aby umyć ręce, napotkałem kolesia z mojego działu, który na mój widok czym prędzej się odwrócił i w pośpiechu wyszedł. Dziwne, pomyślałem. Kolejnego dnia znowu się minąłem w kiblu dokładnie z TYM SAMYM kolesiem (a pracuje u nas prawie dwieście osób). Tym razem jeszcze zmierzył mnie spojrzeniem pełnym obrzydzenia.
Podczas następnej wizyty w ubikacji zauważyłem wywieszoną kartkę. Dowiedziałem się z niej, że mamy w firmie problem z nieobyczajnym zachowaniem w toalecie i że pracownicy są proszeni o zaniechanie takich praktyk. Podpisane przez dyrektora. Zacząłem się śmiać, ale szybko śmiech zamarł mi na ustach, gdy się zorientowałem, że chodzi o mnie. Tamten jełop uznał, że pielgrzymuję do klopa aby sobie dogadzać i doniósł na mnie do szefa... Jakby tego było mało, następnego dnia kierownik poprosił mnie na rozmowę na osobności i rozpoczął pogadankę na temat szacunku do współpracowników, profesjonalnego zachowania w pracy itd. Wyjaśniłem sprawę, nawet pokazałem tatuaż i chyba mi uwierzył. Ale od kolegów wiem, że plotki o mnie długo jeszcze chodziły po firmie.
Zmieniłam pracę. Jedynym plusem nowej są lepsze pieniądze. Od pierwszego dnia pracy dziwnie w niej, ładnie mówiąc, pachniało. Codziennie oglądałam swoje buty, czy czasem coś sama nie wniosłam. Każdy już pewnie wie, że chodzi o kupę. Zapach był raz mocniej wyczuwalny, raz słabiej. Byłam nowa, więc wstydziłam się zapytać. Po miesiącu pracy odważyłam się poruszyć temat, a wtedy poszła lawina, każdy zaczął się przyznawać, że też to czuje.
W tym dniu nie było naszego prezesa i zapach był słabo wyczuwalny, pod koniec dnia przyjechał do nas na chwilę, przeszedł, a ja myślałam, że zwymiotuję. To on! Człowiek, który ma tysiące, jak nie miliony na koncie, a z higieną mu nie po drodze...
Pracy nie zmienię, ale teraz codziennie mu się przyglądam. Ten człowiek po jedzeniu nie myje, tylko oblizuje sztućce i wkłada z powrotem do pojemnika z czystymi (!). Idąc do toalety nie spuszcza wody, nie mówiąc o myciu rąk... I żeby chociaż to staruszek był, ale to młody mężczyzna! A fuuuu...
Mój kot od paru dni jest na mnie obrażony, bo wyniosłam z pokoju karton po pizzy.
Spał na nim...
Dodaj anonimowe wyznanie