Zaraz przed świętami wróciłem do domu późno w nocy i korzystając z wolnego następnego dnia spałem do oporu. Obudził mnie domofon. Zerwałem się skacowany, w samych gaciach, odbieram - to listonosz z poleconym. No tak, pewnie prezent dla mojej dziewczyny, który już się obawiałem, że nie dojdzie na czas.
Ledwo ubrałem spodnie, a usłyszałem dzwonek do drzwi. Chwyciłem t-shirt i pobiegłem do drzwi. Jedną ręką próbowałem go ubrać, a drugą otworzyłem zamek. Coś mi nie szło to ubieranie, za cholerę nie mogłem znaleźć otworu na głowę. Ale spodziewając się, że uda mi się to osiągnąć lada moment, drugą ręką chwyciłem za klamkę i otworzyłem drzwi, żeby czasem listonosz sobie nie poszedł.
Drzwi zatem otwarte i stoję przed listonoszem wciąż męcząc się z zasranym t-shirtem. Mimo że w środku mam już dwie ręce i głowę, wciąż nie mogę znaleźć ani otworu na głowę, ani nawet rękawów. Sama zaś koszulka była coś podejrzanie krótka. Gdy w końcu listonosz zaczął dziwnie chrząkać poddałem się i zaniechałem dalszych starań, ściągnąłem „koszulkę" i zobaczyłem, że to poszewka na poduszkę.
Lata temu, w trakcie ostatniej sesji, siedziałem jednego dnia w bibliotece, przygotowując się egzaminu. To była ciężka sesja, spałem po parę godzin dziennie i miałem dość. Zrobiłem sobie przerwę na napój energetyczny i wróciłem do książek z nadzieją na rychły powrót do akademika.
Usiadłem przy komputerze, otworzyłem książkę, kliknąłem w pasek adresu w przeglądarce. Wtedy komputer opętał zły duch i dziesiątki zer zaczęły wypełniać pole. Chwilę poczekałem, ale końca nie było widać. Wcisnąłem CTRL+A i skasowałem wszystkie. Ale gdy tylko znikły, to od nowa wskoczył niekończący się ciąg zer. To był Internet Explorer, więc tylko pokiwałem z politowaniem głową. W miarę się znam na komputerach, ale nie będę się użerał z dziadostwem. Jak nie potrafią tu zainstalować porządnej przeglądarki to niech sami naprawiają. Zgłosiłem problem kobiecie z obsługi. Akurat był jakiś uczelniany magik od komputerów, więc poszedł ze mną zobaczyć, co się dzieje. Wyjaśniłem mu po drodze moje podejrzenia, że to dziadowski Internet Explorer pewnie złapał jakiegoś wirusa i lepiej żeby szybko z tym zrobili porządek, zanim się rozlezie po innych komputerach.
Podchodzimy do biurka, wskazuję palcem monitor i pytam „No i co teraz?”. Gość popatrzył na mnie dziwnie i powiedział „Po prostu weź książkę z klawiatury, naciska na przycisk”.
Każdy, kto przez pewien czas mieszkał w bloku, zauważył pewnie, że budynki te posiadają wręcz perfekcyjne walory akustyczne i niejednokrotnie, nawet bez naszych chęci, możemy się dowiedzieć, co robi nasz sąsiad.
Sytuacja z dzisiaj.
Gotowałam z siostrą z kuchni, aż nagle słychać mega głośne kichnięcie w wykonaniu mojego sąsiada dwa piętra wyżej. Siostra niby dla żartów krzyknęła "na zdrowie!". Jakież było nasze zdziwienie, gdy po chwili sąsiad radośnie odkrzyknął "dziękuję!" :).
Czuję się nędznie. Poszedłem na randkę, byliśmy na kolacji, później w kinie. Po wyjściu z kina poszedłem do toalety, a kiedy wyszedłem, jej już nie było. Poszła sobie, nic mi nie mówiąc. Nie mam nawet jej numeru telefonu, bo pisaliśmy na portalu randkowym, na którym mnie zablokowała. Przyjechałem 70 kilometrów na randkę, wydałem razem z paliwem prawie 250 zł, a to bardzo dużo dla mnie, a ona sobie poszła. Nawet film wybraliśmy taki, jaki ona chciała. Nie wiem jak tak można.
Wstyd mi o tym mówić komukolwiek, bo będą ze mnie szydzić. Czuję się przeżuty i wypluty. Nie rozumiem kobiet, skoro wiedziała, że nie jestem w jej typie, to mogła darować sobie restaurację, bo i tak prawie milczała i siedziała na telefonie. A ja jak ten głupek szukałem tematów i zagadywałem, licząc sam nie wiem na co. Po co ze mną była w kinie? Żeby sobie zobaczyć film za darmo? Czuję się wykorzystany. Pluję sobie w brodę, bo to nie pierwszy raz, a ja nie potrafię się niczego nauczyć. Nie mogę znaleźć szczęścia w miłości, wszędzie pary, a ja cały czas sam. Nie chce mi się już nawet chodzić na spotkania ze znajomymi.
Mój tata nie przepada za smartfonami, toteż telefon jaki posiada to najzwyczajniejsza Nokia.
Jednego razu ojciec wybrał się na ryby. W pewnym momencie telefon wpadł mu do wody. Zdziwiony popatrzył chwilę, po czym wyjął komórkę z wody i zadzwonił do mamy aby powiedzieć, że utopił telefon...
Szach-mat, smartfony! :)
Wsiadam do zatłoczonego autobusu. Za jakimś gościem słychać przekleństwa. Po chwili orientuję się, że dwóch 16-,18-latków kogoś wyzywa. Wychylam się zza faceta, który zasłania akcję i widzę, że dwóch gości wyzywa od k... i innych takich kobietę w średnim wieku, która ze spuszczoną głową słuchała tych wyzwisk.
Tak mnie to oburzyło, że od razu kazałem zamknąć mordę i okazać szacunek kobiecie. Oczywiście wiedziałem, że może być z tego rozróba i mimo że jestem od nich starszy (25 lat), mogę dostać po gębie, bo jest ich dwóch. Na szczęście zamknęli się i wysiedli na następnym przystanku.
Co jednak mnie zastanawia, to dlaczego cały autobus ludzi nie reagował. Kobiety, mężczyźni więksi ode mnie stali nad nimi i nic nie powiedzieli. Cisza. Z perspektywy czasu to mnie bardziej oburza niż te dwa tłuki wyzywające kobietę. Bojaźliwe stado baranów, nie potrafiące stanąć w obronie słabszych i wyższych wartości, a uważających siebie za pępki świata. Żałuję, że nie wykrzyczałem im tego w tym autobusie, ale byłem skupiony wtedy na tych dwóch gościach i kobiecie.
Wychodząc na kolejnym przystanku, widziałem zeszklone oczy tej kobiety. Powiedziałem jej, żeby się nie przejmowała chamstwem, ale teraz sobie myślę, jak się musiała czuć jadąc dalej z ludźmi obok, którzy milczeli, gdy ktoś ją tak wyzywał.
Gdy usłyszałam kiedyś na jakiejś lekcji jak niebezpieczne jest podawanie swoich danych w internecie, to wymyśliłam sobie imię i nazwisko, którym posługiwałam się w internecie przez kolejne 10 lat. Wymyśliłam tej osobie także masę innych danych przez ten czas. Podczas logowania się na wszystkie gry, fora, strony zawsze podawałam te same dane, profilowe (jakiejś losowej laski) i zawsze jak z kimś pisałam, to przechodziłam na ten zmyślony tryb osoby, by nigdy nie zagubić się we własnych kłamstwach. Pozwalało mi to często na robienie mega dużych głupot, wypisywanie bzdur itd. Każdy wie jak to działa, gdy jest się anonimowym, czasami powie się za szczerze albo za wulgarnie to i owo. I o wiele gorsze rzeczy...
Dziś mój chłopak uświadomił mnie, że przez ten cały czas podawałam wszędzie swój e-mail z prawdziwym imieniem i nazwiskiem.
O tym, jak pierwszy raz trafiłem na filmy xxx.
Niektórzy mają ciekawe historie. A to kolega im przyniósł na pendrivie, a to znaleźli kasetę ojca, jeszcze inni oglądali telewizję po północy i trafili na tego typu film.
9-letni ja po prostu lubiłem pewien serial produkowany bodajże przez Polsat. Postanowiłem go odnaleźć w internecie, żeby sobie obejrzeć odcinki, które przegapiłem. Ten serial nazywał się "Mamuśki". Reszty możecie się domyślić. Bynajmniej nie znalazłem tego, czego chciałem.
Ze swoim partnerem życiowym jestem od 10 lat, od 8 mieszkamy wspólnie. Ogólnie to nie mogę narzekać, Bartek mnie wspiera, obowiązki domowe wykonuje lepiej ode mnie, ma dobrą pracę, obydwoje dobrze zarabiamy. No jakoś się wiedzie.
Około 5 lat temu strasznie dusiłam go o zaręczyny. Uważałam, że to niezbędne, żeby założyć rodzinę, chciałam zostać matką, kupić dom na przedmieściach i spokojnie żyć. Bartek za to nie był jeszcze gotowy, ojcostwo, rodzina nie były dla niego priorytetami. Chciał podróżować, rozwijać się zawodowo i szaleć razem ze mną. Zrozumiałam to po roku ciągłych awantur i przekonywania, że teraz tylko dziecko jest nam potrzebne do szczęścia. Przecież i tak bym go nie zmusiła (z natury jest bardzo uparty). Żyliśmy więc sobie na kocią łapę i w sumie ani za bardzo nie podróżowaliśmy, ani on za bardzo się nie rozwinął zawodowo. W tym czasie moja kariera poszybowała do przodu. A teraz on nagle wyskoczył z propozycją małżeństwa i posiadania dzieci...
Chciałabym się cieszyć, ale nie potrafię. Nie chcę teraz siedzieć w pieluchach, totalnie mi przeszło. Boję się, że jak wyjdę z zawodu, to już do niego nie wrócę (mam dosyć prężnie rozwijający się zawód). Nie chcę utkwić w domu już od pierwszego dnia ciąży (pracuję z prądami i ultradźwiękami, które szkodzą dziecku). Jasne, jest tacierzyński i on może poświęcić karierę, ale wprost mi powiedział, że nie może, bo przecież ma tak szerokie perspektywy...
Kocham go i chcę z nim być, ale mam ochotę mu powiedzieć, żeby się wypchał. Było się decydować 5 lat temu, kiedy prosiłam go o to, byśmy wspólnie zostali rodzicami.
Krótko.
Ja przedstawiciel handlowy. Długie trasy. Zepsute jedzenie w jednej z knajp na trasie. Autostrada, noc. Biegunka i brak toalety. Staję na pasie i biegnę w krzaki. Nie zdążyłem. Narobiłem na spodnie. Co robić, wyrzucam spodnie. Obesrane spodnie wiszą na drzewie. Kur... w spodniach zostają kluczki. Auto na awaryjnych, a ja w majtkach ściągam przez pół godziny spodnie z drzewa. Udało się. Upokorzony jadę dalej. Tak, w aucie miałem spodnie na zmianę.
Dodaj anonimowe wyznanie