#KNcaT

Siedzę sobie na dworcu PKS i widzę ich. Rodzice z dwójką małych dzieci, chłopcem i dziewczynką. Ojciec w mundurze wojskowym. Chłopiec idzie za rękę z nim, a dziewczynka idzie za mamą. Nagle zobaczyła patyk. Chciała się nim pobawić, krzyknęła ze śmiechem „Patrzcie!”. Ojciec drze się do niej „Liczę do trzech i masz to rzucić. Raz... dwa... trzy”. To, co zobaczyłam, przeszło moje oczekiwania. Puścił chłopca, który nie spodziewał się tego i upadł z płaczem, i podbiegł do dziewczynki, wyrzucając jej patyk i fundując jej paręnaście mega klapsów przy okazji.
Myślicie że to koniec? Nie. Chłopiec również dostał, bo „prawdziwy facet nie beczy”. A co na to matka? Nic, stała obok.

Ludzie popadają w paranoję – jak nie bezstresowe wychowanie „na ciapę”, to wpi***ol za byle co...

#uAi4Q

Jajka niespodzianki zawsze miały w sobie jakieś zabawki wypuszczane seriami: świstaki na sankach, hipopotamy itp. figurki. W opisywanym tu czasie, gdy miałam jakieś 5 lat, był sezon na gumki w kształcie zwierzątek – można je było wsadzić na ołówek dzięki specjalnemu otworowi w spodzie zwierzaka. Posiadałam wtedy kilka z tych gumek, w tym szczególnie lubianego niebieskiego misia. Biedny misiek był gryziony, rzucany, topiony, aż pewnego dnia został wciągnięty – w moją zatokę... Co miałam w głowie sprawdzając jak daleko mogę go włożyć, żeby dało się go wyciągnąć – tego nie wiem. W pewnym momencie się zagapiłam i ślup... miśka nie ma. Przerażona nic rodzicom nie powiedziałam... Jednak jest i happy end – kilka dni później brat rozbawił mnie tak bardzo, że wręcz zanosiłam się śmiechem. W pewnym momencie zakręciło mnie w nosie i kichnęłam. Raz. Wyglądało jakbym wykichała pół mózgu, a w środku tego mój niebieski misiek! Brat nigdy się nie dowiedział, co to takiego urodziłam nosem. A ja do dzisiaj nie wiem:
1. Jak coś tak dużego weszło do nosa kilkuletniego dziecka?
2. Czy wtedy przypadkiem nie wyczerpałam swojego życiowego limitu szczęścia, bo rozumu nie było w tym ani grama...

PS Jako jedyna w rodzinie nie mam problemów z zatkanymi zatokami ;)

#Ltjgy

Moje dziewczyny krytykują mnie i powtarzają, że umrę jako stara panna, kiedy dowiadują się, że odrzuciłam kolejnego faceta. Ale podrywają mnie mężczyźni, którzy zarabiają od minimalnej krajowej do max 3 tys zł. Jacyś magazynierzy, sprzedawcy, pracownicy produkcji itp.

Wywodzę się z biedy, i to takiej skrajnej, gdzie jako dziecko chodziłam niedożywiona i trzęsłam się z zimna, bo ojciec regularnie sprzedawał za wódkę opał, który dawała gmina, i pił razem z matką. Tylko dzięki zawziętości dokończyłam zaocznie szkołę średnią i poszłam na studia. Nie miałam nawet znajomych, bo z biednym dzieckiem nikt nie chciał się zadawać, a później przyszła nauka, dużo nauki, pracy, więc nawet nie było czasu ani pieniędzy na rozrywkę i znajomych. Teraz mam własne mieszkanie w kredycie, samochód, pieniądze i znajomych i dlatego nie wyobrażam sobie wziąć faceta, który nic w życiu nie osiągnął, żeby przyszedł na gotowe i żył na moim i za moje. Nie wyobrażam sobie zaniżać standardu życia lub – co gorsza – kogoś sponsorować. Moje dziewczyny nie potrafią tego zrozumieć. Może dlatego, że one dostały wszystko od rodziców, a ja musiałam zmarnować najlepsze lata młodości na naukę, pracę i bycie głodną, żeby coś osiągnąć.

Żeby nie było mi za łatwo w życiu, czekam na sprawę w sądzie o alimenty. Ktoś powiedział mojej matce, że może podać mnie o alimenty, no i to zrobiła. Ale to już odrębna historia.

#TiLpU

Ukochaną zabawką mojego kota jest kawałek parówki, którą gania po całym domu przez godzinę, by potem w nagrodę ją zjeść :-D Czasami ta parówka wpadnie mu w jakąś szparę, za szafkę albo do buta i wtedy nie może jej wyjąć. Jak moja mama widzi taką sytuację, zawsze go pyta „No i gdzie masz paróweczkę?”.

Ostatnio zapadła decyzja o kastracji kotka, żeby nie zaczął oznaczać terenu, czemu ostro sprzeciwiała się moja siostra. Ale stało się.

Kilka dni po fakcie kot znowu gdzieś zgubił parówkę. Mama przechodzi, pyta: „No i gdzie masz paróweczkę?”.
A grobowy głos z pokoju siostry mówi: „Ucięli!”.

#YyxX1

Historia, kiedy miałem siedem lat. Przeprowadziliśmy się z bloku do kamienicy obok, nasze mieszkanie kupiło jakieś młode małżeństwo.
Jak każde dziecko lubiłem pójść na dwór i bawić się do wieczora. Na podwórku było fajnie, ale nadszedł czas powrotu do domu. Idę więc do klatki, wklepuję kod i wchodzę do mieszkania. Kładę się na łóżku, ale ale... coś jest nie tak. Po powiedzeniu „cześć” nie usłyszałem żadnej odpowiedzi! Idę więc szukać mamy do salonu... a tam śpi kobieta, która kupiła wraz z mężem mieszkanie od moich rodziców. Szybko chcę iść do swojego domu, ale po cichu, żeby nie budzić tej pani, już dochodzę do drzwi, a tu wchodzi jej mąż z dzieckiem... Byliśmy tak samo zszokowani. Szybko wydukałem „Przepraszam” i wybiegłem.
Wróciłem do domu, jakby nic się nie stało. Niby nic, ale jednak coś. :D

#uVNrY

Nie rozumiem hejtu na zabiegi z zakresu medycyny estetycznej.

Jestem kosmetologiem, już po 30, bliżej 40. Od wielu lat pracuję w klinice medycyny estetycznej. Na co dzień obcuję z zabiegami, które mają poprawić urodę i nie ukrywam, że i sama korzystałam nie raz z oferty naszej kliniki. Po części z własnej próżności, ale głównie dlatego, że każdy nowy sprzęt czy preparat testujemy najpierw na sobie.

Nigdy nie ukrywałam co sobie robiłam, bo nie widziałam w tym sensu, a przez lata trochę się tego nazbierało. Onda, schwarzy, raz wolumetria, kilka razy kwas w usta (0,5 ml na lekkie tylko wypełnienie), botoks, mezoterapia, radiofrekwencja mikroigłowa i wiele wiele innych mniej lub bardziej inwazyjnych.

Czasami słyszę komplementy od jakichś dalszych znajomych, że młodo wyglądam albo mam promienną cerę. Zawsze wtedy mówię co akurat sobie zrobiłam, żeby ludzie nie myśleli, że to 100% natura. Staram się być w tej kwestii szczera.

W ludziach jest tyle jadu, tyle zawiści... Naprawdę nie rozumiem tego hejtu na medycynę estetyczną. Ludzie myślą, że jak się korzysta z tego typów zabiegu, to od razu trzeba wyglądać jak lalka Barbie albo karykatura człowieka. Od razu nagle przestaje im się podobać, robią wszechwiedzącą minę i podkreślają, że oni to by sobie nigdy tego nie zrobili i jeszcze będę żałować. Co bardziej życzliwi potrafią powiedzieć „mózg sobie wymień” – pomimo tego, że przed chwilą chwalili mój wygląd. Zwłaszcza wśród dalszej, starszej rodziny wiele jest takiego jadu, choć i młodsza część familii nie kryje swoich uprzedzeń. Siostry męża nie raz się ze mnie śmiały, że za kilka lat będę cała z plastiku. Z tym że ja naprawdę nie stosuję wypełniaczy, kilka razy zdarzyło się mi wypełnić usta, ale niewielką ilością kwasu, tylko tak na próbę.

Nie rozumiem tego zacofania, tej nienawiści i potępiania osób, które korzystają z dobrodziejstw medycyny estetycznej. To nie tylko próżność. Nie raz usuwaliśmy szpecące tatuaże, blizny czy poprawialiśmy widoczne defekty. Ludzie są zachwyceni, nieraz wzruszają się na fotelu, gdy widzą efekty naszej pracy.

Ja się nie przejmuję takim głupim gadaniem ludzi, ale zawsze jest mi przykro, gdy moje pacjentki spotykają się z podobną krytyką. Pamiętam, jak kiedyś przyszła pacjentka z bardzo dużą asymetrią ust. Wystarczyło pół godziny roboty, żeby na jej twarzy pojawiły się łzy zadowolenia. A mówiła, że zastanawiała się przez dwa lata, bo co ludzie powiedzą...

Wychodzę z założenia, że nie ma ludzi brzydkich, są tylko zaniedbani.

Chciałam Wam drodzy anonimowi uświadomić, że medycyna estetyczna lub zaawansowana kosmetologia to naprawdę nic strasznego. Jasne, zdarzają się powikłania, jak po każdym zabiegu, ale łatwo temu zaradzić, jeśli pacjent zgłosi się przy pierwszych objawach.

Ciekawa też jestem, jakie wy macie zdanie.

#UAMOe

Dostałam zaproszenie na chrzest do córki mojej dobrej koleżanki. Często się widywałyśmy, pisałyśmy prawie cały czas, ale odniosłam wrażenie, że od momentu zaproszenia nasz kontakt znacznie się polepszył. Odwiedziła mnie z córeczką w domu i nawet w pracy (jestem kelnerką w kawiarni). Byłyśmy na wspólnych zakupach. Chrzest i po chrzcie... A po imprezie znajomość się urwała. Koleżanka nie odpisywała, nie odbierała i nie oddzwaniała. Sporadycznie wysłała wiadomość typu „Nie mam czasu”, „Karmiłam”, „Jestem zajęta”. Zapytałam w końcu, kiedy znajdzie dla mnie chwilę. „Jak będziesz miała małe dziecko, to zrozumiesz, że czasem nie ma czasu nawet, żeby zjeść coś ciepłego”.
Mam ochotę pojechać do niej i zapytać wprost, czy dałam za mało w kopertę i czy się obraziła, bo liczyła na więcej. Niestety, ale na to mi wygląda jej zachowanie.

#UeDON

Teraz mnie śmieszy, ale kiedyś tak nie było.

Jak byłem mały, miałem wadę wymowy, nie mówiłem „R”. Pewnego razu siostra powiedziała mi, żebym poszedł do sklepu i powiedział „Poproszę popcorn z Rafrolu” (Rafrol to była taka firma, producent popcornu, rzeczywiście był dobry). Idę i mówię „Poposze popco z afolu”. Kasjerka się na mnie patrzy i prosi, żebym powtórzył. Powtarzam zatem: „Poposze popco z afolu”. Kasjerka się patrzy jak na upośledzonego, czy innego trolla. Jeszcze raz zaciskam zęby i mówię „Poposzę popco z afolu”. Wtedy podirytowany koleś w kolejce za mną rzucił: „Łaka maka fą”. Wybiegłem ze sklepu zapłakany.

#BP5ab

Poczułem się jak zbity pies.
Moja dziewczyna zajęła się organizacją urodzin swojego siostrzeńca i chce mu kupić rowerek za 700 zł z tak naprawdę moich pieniędzy, a na moje urodziny dała mi jedynie awanturę. W zeszłe urodziny było nie lepiej. Znamy się trzy lata i chyba myślę, że o trzy za dużo.

#72odp

Czasy nastoletnie już dawno minęły, mam dzieci (sztuk: 3), męża i nadwagę. Jakoś szczególnie tragiczne to wyznanie nie będzie, ale mi osobiście robi się przykro. Po ostatniej ciąży trochę mi się przytyło, a tak naprawdę to żarłam w ciąży, a nie jadłam. Po porodzie, zanim ogarnęłam najmłodszego robala (karmienie itp.) plus pozostałą dwójkę, to zrzuciłam trochę nazbieranego tłuszczu, ale tylko trochę, może połowę, opona została...

Teraz gdy już nie karmię, starsze dzieci podrosły, postanowiłam wziąć się za siebie! Wprawdzie nie mam możliwości uczęszczać na siłownię, ale mam dietę (dobraną przez specjalistę) i ćwiczenia... I tu mogłoby być tak pięknie (bo zaczyna działać), a nie jest... Ciągle słyszę od w sumie bliskiej rodziny (oprócz męża, który mnie wspiera) teksty typu:
- i tak nie schudniesz
- i tak przytyjesz z powrotem
- nie będziesz mieć siły, bo tylko grubi mają siłę
- czekam aż zachorujesz po tym odchudzaniu, bo wyjdzie na moje
- ciekawe kto zajmie się dziećmi, jak już będziesz chora
- fanaberie, baba po 3 porodach ma być gruba
- to nie przystoi (!!!!) matce dzieci
- trafisz do szpitala
- będziesz mieć anemię.

W ogóle tragedia, koniec świata, że jak JA matka dzieci mogę myśleć o sobie i starać się coś zmienić, bo skoro matka, to teraz tylko wór pokutny na grzbiet i umartwiać się w kącie na worku ziemniaków. A najlepsze jest to, że mówią to same słonie, które tłumaczą swój stan problemem z przemianą materii, brakiem czasu na dietę/ćwiczenia i w ogóle wszystkimi plagami świata. I choćby teraz ..uj na ..uju stawał, to schudnę do rozmiaru 38...
Dodaj anonimowe wyznanie