#iRUgr

Odkąd pamiętam, zawsze chciałem zamieszkać sam, lecz od wszystkich domowników zawsze słyszałem, że sobie nie poradzę i wrócę do domu z podkulonym ogonem. Jednak ja zawsze uparcie trwałem przy swoim i jak tylko przyszła okazja i mogłem się wyprowadzić, to to zrobiłem. Wyprowadziłem się jakieś 100 km od domu rodzinnego, wynajmuję kawalerkę, znalazłem pracę, poznałem wielu ciekawych ludzi i jakoś sobie żyję powoli.

Pomyślcie pewnie, że to szczęśliwe wyznanie na przekór rodzinie, jednak tak nie jest. Odkąd się wyprowadziłem, wpakowałem się w okropne długi, kredyt i ledwo wiążę koniec z końcem. Nikt z rodziny o tym nie wie i nikt się nie dowie, bo nie zniósłbym tego, że to, co wbijali mi do głowy całe życie okazało się prawdą...

#iAmTF

Mamy po 30+ lat i mieszkamy z partnerem za granicą. Niedawno się przeprowadziliśmy i poznajemy sąsiadów. Dwie ulice dalej mieszka również polska para w podobnym wieku, więc nawet byłoby miło, ale... okazało się, że ci ludzie mają problemy, łącznie z zaburzeniami psychicznymi, gdzie jak sąsiadka bierze leki, to jest OK, a jak nie, to nie. Chyba zaczęło się od podejrzeń o to, że zarywam do jej faceta, bo „zapraszam go do siebie i piję z nim wódkę” i innych podejrzeń – tylko dlatego, że nie wzięła leków. Dokładniej było tak, że zapytałam, czy sąsiad pomoże mojemu facetowi naprawić auto, a mój go poczęstował domową nalewką, gdzie ja w tym czasie bawiłam się z dzieckiem.
Jednego dnia zaprosili nas na grilla, przyszliśmy i nie było ani grilla, ani nic, bo jeszcze tego samego wieczoru kiedy nas zapraszali tak się pokłócili, że nie chcieli siebie widzieć następnego dnia.
Ostatnią nieudaną interakcją było poproszenie o pomoc, gdzie najpierw pomogli nam „bez problemu”, a potem usłyszeliśmy, że bez przerwy ich wykorzystujemy.

Ograniczyliśmy kontakt do minimum, pomimo ich przeprosin i tłumaczenia, że to przez to, że sąsiadka znowu zapomniała leków oraz zapewnień, że już jest OK. Nie mam ochoty stresować się tym, czy ktoś ma akurat dobry czy zły dzień, czy bierze regularnie leki czy nie...

#zGOfV

Mój mąż po kilkunastu latach pracy jako kierowca międzynarodowy odszedł z zawodu i znalazł pracę na miejscu.

Te lata nieobecności męża w domu zmieniły tak wiele, że ani ja, ani dzieci nie jesteśmy w stanie z nim wytrzymać. Uzmysłowiłam sobie, że tak naprawdę ani ja, ani dzieci nie znamy tego człowieka. Jest nam obcy.
Wszystko mnie w nim denerwuje, nawet jego obecność i prawie cały czas się kłócimy. Zaczynam się zastanawiać nad sensem tego małżeństwa. Nasz standard życia też mocno ucierpiał, bo zarabia 1/3 tego co wcześniej. Tyle, chciałam to z siebie wyrzucić.

#b1pAW

Chłop już koło trzydziestki, a boi się poznać dziewczynę, bo ma duży stres na randkach. Ile razy z jakąś się spotykałem, to cały się trząsłem. Jednak nie jakoś lekko, a bardzo. Na randkach nogi jak z waty, aż nie mogłem stać, tak nimi telepało, musiałem siedzieć. To samo ręce, nic nie mogłem w nich utrzymać. W głowie raptownie jeden wielki mętlik i pustka. Głos łamiący się i ledwo wydobywający się. Drżenie, częste korzystanie z toalety, ból brzucha, duszności. No i weź tu dobrze wypadnij na randce.

#jvWTj

W młodości grałem na basie w niewielkim zespole. Pewnego dnia w końcu pozwolono nam zagrać na niewielkim festiwalu. Byliśmy bardzo szczęśliwi, podjarani i ogólnie przejęci. Gdy już nastał ten ważny dzień, w pewnym momencie kompletnie zapomniałem, co miałem grać. Cały utwór grałem tylko jeden dźwięk. Nikt nie zauważył. Bezcenne.

#XQtCM

Wstyd mi, że gdy nagle umarli moi rodzice, nie przeżyłam żałoby inaczej. Oczywiście, płakałam przez kilka dni, a potem zaczęłam się bawić. Tak, bawić. Chodziłam na imprezy, poznawałam ludzi, nawet na ich pogrzeb przyszłam pod wpływem.
Zostawili mi ogromny spadek, więc miałam z czego żyć. Zaniedbałam studia, pozostałą część rodziny. Nie byłam oparciem dla babć, które także straciły bliskie osoby. Odcięłam się totalnie od każdego, kto o rodzicach mi przypominał. Obcym ludziom w pubach przedstawiałam się nie swoim nazwiskiem. Był tylko bal. Potrafiłam pić i chodzić do pubów 7 dni w tygodniu, znali mnie już tam na wylot nawet właściciele. W jednym miałam nawet stały rabat. Przygodny seks też był normą. To, że niczym się nie zaraziłam to chyba cud. Ogólnie bardzo, ale to bardzo popłynęłam.

Ogarnęłam się dopiero po 1,5 roku. Skończyłam studia, znalazłam pracę, zaczęłam odwiedzać rodzinę. Naprawiłam to co mogłam, jednak nadal, gdy o tym pomyślę, to chce mi się wyć. Zbezcześciłam pamięć rodziców, nie okazałam im szacunku po ich śmierci. Jest mi przez to strasznie, ale to strasznie wstyd.

#TpZSc

Starsza pani po trzydziestce ze mnie. Od zawsze miałam krzywe, powywijane we wszystkie strony zęby i niewyrośniętą żuchwę, do tego paniczny strach przed dentystą i oprócz użalania się nad sobą nie robiłam z tym nic. Życie mi upływało na marzeniach o pięknym uśmiechu, a tymczasem moja własna, prywatna wada zgryzu zaczęła się pogłębiać, zęby rozchodzić, żółknąć i próchnieć. Wstyd wyjść do ludzi, wstyd uśmiechnąć, wstyd nawet oddychać, bo z paszczy wydobywają się trujące wyziewy, zamiast miętowej bryzy. Ile razy już, już chciałam umówić się do dentysty i tyle razy z płaczem rezygnowałam. W końcu przyszedł dzień, w którym moje przednie zęby rozeszły się tak bardzo, że przypominałam bobra z zarośniętymi siekaczami. Bardzo zaniedbanego bobra. Jakoś się przemogłam, poszłam do dentystki (pierwszy raz od wielu lat), a ta... złapała się za głowę. Paradontoza, zapalenie dziąseł, zaawansowana próchnica, wada zgryzu, niedorozwinięta żuchwa, przerost górnej szczęki. Od dentysty przeszłam pod opiekę ortodonty, od ortodonty do chirurga plastycznego twarzy i z powrotem do ortodonty na leczenie pooperacyjne. Wyleczyłam próchnicę, paradontozę, wyprostowałam zęby, przeszłam skomplikowaną i wyjątkowo bolesną operację wydłużenia żuchwy i skrócenia górnego podniebienia. Mnóstwo cierpienia, ogrom bólu, morze wylanych łez. I wiecie co? Dzisiaj, po prawie trzyletnim leczeniu, tak sobie patrzę w lustrze na te moje bielutkie, prościutkie ząbeczki i myślę sobie, jaka to głupia byłam, że nie poszłam do dentysty piętnaście lat wcześniej.

#I2Y0k

Poprosiliśmy teściową o pomoc w opiece nad dwuletnią córką. Ja musiałam jechać do pracy, a mąż miał pracować zdalnie, ale potrzebował skupienia. Od razu zaznaczę, że bardzo rzadko angażujemy do opieki naszych rodziców. Teściowa przyjechała, dostała kolację, następnego dnia rano dawałam córce śniadanie przed wyjściem, a mąż pokłócił się z matką o totalną bzdurę. No cóż, kłócą się czasem, trudno, przejdzie im. Miałam mało czasu, więc mój luby postanowił zrobić śniadanie dla naszej trójki, ale teściowa nawet go nie tknęła, bo się obraziła. Wyszłam do pracy, a mąż napisał mi, że mama nie chce ani rozmawiać, ani jeść. Próbował do niej dotrzeć, ale się nie udawało. Po pracy musiałam załatwić parę spraw i byłam w domu dopiero ok. 18. Zaproponowałam teściowej coś do jedzenia, ale odmówiła twierdząc, że już jadła, co było oczywiście nieprawdą. Mąż zapytał jej, czy jest w ogóle jakaś szansa, że porozmawiają, skoro oboje ochłonęli. NIE. Myślałam, że strajk głodowy dotyczy głównie dzieci, ale pomyliłam się. Uznałam, że skoro ona nie chce porozmawiać z synem, to ja też z nią rozmawiać nie będę. Trudno. Nie mówię, że mam idealnego męża, ale na pewno nie zasłużył na takie traktowanie. Nie zasłużył na ciągłe wpędzanie w poczucie winy czy na stałą krytykę, która niestety skutecznie obniżyła jego samoocenę.  Kiedyś teściowa powiedziała mi, że chwalenie swoich dzieci nie jest dobre. Za to mówienie, jacy to są beznadziejni i z niczym sobie nie radzą (podczas kiedy mój mąż ma dobrą pracę, wykształcenie, dobrze zarabia i jest wspaniałym tatą, a ona od kilku lat nie może znaleźć sobie pracy i wciąż narzeka) jest już OK. Co innego bratanek, którego rozpieszcza i wychwala do granic możliwości.
Mąż coraz częściej mówi, że jego mama jest toksyczna i chce zerwać z nią kontakt. Odradzałam mu to, ale chyba przestanę to robić.

#Qkboc

Boli mnie kombinatorstwo.

Mam takich znajomych – dziewczyna nie pracuje, a facet dostaje około sześć tysięcy na rękę... tylko że to jest na półczarno, w papierach ma wpisane, że zarabia minimalną. I doją wszystkie urzędy, jak się da. A najlepsze, że pod koniec miesiąca potrafią od nas pożyczać kasę...

Nie pojmuję tego – mój mąż pracuje, ja jestem na rencie, ale jak nam brakowało kasy, to założyłam minifiremkę, aby dorobić chociaż te 300 zł miesięcznie. Oni strzelili sobie drugie dziecko, bo im brakowało kasy. A teraz mają już trzecie w drodze...

Przeraża mnie to, że mój rozsądek daje mi rentę wysokości 800 zł, a ich kombinatorstwo z trzy-cztery razy więcej. Ja miałam zerowy zwrot podatku, oni ponad trzy tysiące...
Kuźwa. Bądź tu uczciwy :/
Dodaj anonimowe wyznanie