#aPVt8

Dobija mnie ignorancja i hipokryzja gatunkowa. Szczur spadnie z balkonu? Śmieszna anegdotka do opowiadania przy stole. To samo spotka psa? Tragiczna historia. O ile świadomość ludzi nt. psów i kotów oraz ich wymagań w kwestii utrzymania nie jest najgorsza, o tyle pojęcie ludzkie nt. innych zwierząt, które mają, woła o pomstę do nieba. Przykładowo – przychodzi agonalna agama, jak żelek z gumy, nie ma w ogóle kości – bo opiekun nie wie, jak powinno się ją żywić i suplementować wapń. Przychodzi jeż, któremu ktoś podał mleko. Agonalny. Sparaliżowany królik po szelkach. Papuga z wypalonym wolem. Chomik z połamaną połową ciała, bo wciąż pokutuje przekonanie, że jak chomik, to do piętrowej, prętowej mikroklatki. Spalony gekon. „Zjedzony” żywcem myszoskoczek po brutalnej walce. Zgilotynowana koszatniczka po przygodzie z kołowrotkiem z efektem nożyc.

Czy mieliście kiedyś chomika, królika, świnkę? A czy wiecie o tym, że chomik robi dziennie 15-20 kilometrów, potrzebuje metrowej klatki i 28-centrymetrowego kołowrotka? Królik ma bardzo delikatny kręgosłup i inaczej się porusza niż pies, przez co nie może chodzić w szelkach? Wiecie, jakie zwierzęta są bezwzględnymi samotnikami, a jakie muszą koniecznie żyć stadnie; że samotna świnka cierpi? Że weterynarz leczący psy i koty nie potrafi zdiagnozować myszki? Że kupno zwierząt w sklepach zoologicznych i z pseudohodowli to wspieranie okrucieństwa? Że możecie bardzo łatwo zarazić się tasiemcem?

Jeśli na jakieś pytanie, poza pierwszym, odpowiedzieliście „nie”,  to uważam, że powinniście poczytać o specyfice gatunków zwierząt, które planujecie przyjąć pod swój dach. Wziąć odpowiedzialność za nie. Nie przyczyniać się do ich cierpienia, jak niestety, większość polskich domów. Informacje najlepiej czerpać od lekarzy weterynarii leczących zwierzęta egzotyczne oraz gatunkowo tematycznych grup hodowców i lekarzy na Facebooku. Każdy gatunek ma swoją specyfikę i swoje wymagania.

Na koniec mała ściągawka, czego powinno się zawsze bezwzględnie unikać:
– kupowania zwierzęcia dla dziecka, jako zabawka, jako „przyzwyczajenie do śmierci”
– przyjaźni międzygatunkowych np. świnki z królikiem
– wapienka, kolb, kolorowych najtańszych komercyjnych karm, dropsów
– kul do biegania
– szelek dla małych ssaków
– wychodzenia na dwór (poza królikami, świnkami, fretkami)
– wyjmowania zwierzęcia w dzień, jeśli ma nocny tryb życia
– za małych klatek, za małych kołowrotków, kołowrotków z prętami lub efektem nożyc
– kąpieli zwierząt
– żywienia „sianojadów” (królik, szynszyla, świnka) ziarnami.

Małe zwierzęta cierpią tak samo jak psy, po prostu nie krzyczą umierając.
Mysza84 Odpowiedz

Przerażające. podwójnie. Po pierwsze. straszne co się dzieje z tymi zwierzakami. A po drugie miałam w domu jako dziecko zwierzątka, które były okropnie traktowane... 0 odpowiedzialności u rodziców. Ja sama nigdy nie chce trzymać zwierząt domowych - to nie są zabawki...

Jak się tu dostałaś, jak wyznanie nie jest jeszcze zaakceptowane?

GoMiNam

@awupka, to proste, jest poczekalnia, a w niej dział (nie mam lepszej nazwy na chwilę obecną) wyznań niezweryfikowanych. Po dodaniu każde wyznanie tam ląduje.

Rozumiem. :) myślałam, że są zawieszone w limbo w nieskończoność, bo moderacja bardzo topornie idzie...

bobylon89

Bo Mysza miała specjalny wgląd do historii o myszach ;)

didja Odpowiedz

Miałam chomika 35 lat temu. Czasy bez komórek, internetu, w większości bez telefonu i z cenzurą. Książki miały dwuletni cykl wydawniczy, dane z zagranicznych publikacji przychodziły z opóźnieniem. A jednak ludzie wiedzieli, że chomik potrzebuje co najmniej metrowego terenu (myśmy mieli szklane a la terrarium, bo nasz łobuziak był bardzo aktywny i po prostu baliśmy się klatki). Wprawdzie nie było takich możliwości zakupowych jak dziś i trzeba było rodzinnie odwalić niezłe prace techniczne, żeby maluchowi stworzyć podłoże i ogólnie scenografię choć trochę podobne do jego naturalnych warunków, a jednocześnie bezpieczne, higieniczne, nietoksyczne i interesujące go :). A ludzie, którzy trzymali chomiki w takich warunkach, o których piszesz, spotykali się z potępieniem. A dzisiaj... wiedza na wyciągnięcie ręki, wyposażenie do kupienia jednym klikiem - i jest gorzej, niż było w stanie wojennym.

bazienka Odpowiedz

mnie zas leczy kupowanie zwierzaka komus na prezent-niespodzianke albo np. dziecku jesli darujacy wie, ze rodzice sie na zwierze nie zgadzaja

Mysza84

Mnie tam bardziej dziwi, że ktokolwiek przyjmuje takie prezenty...

livanir Odpowiedz

To jest okropne jak ludzie potrafią traktować małe zwierzątka... Kiedyś na leczenie mojej szczurzycy wydałam blisko 2tys. Moja matka stwierdziła, ze po co, skoro jak zdechnie to takie same można kupić za 20zl...
Choć to drobnostka, bo znam ludzi burzących się na "pozbywanie" się bezdomnych psów sposobem kiełbasy z gwoździami, ale chwile później stawiają trutki, które wiadomo jak okrutnie działają... to powinno byc zakazane.

To prawda, mechanizm działania trutek jest bardzo niehumanitarny. Szkoda, że nie ma alternatyw zwalczania szkodników na szerszą skalę, choć moim zdaniem warto by zacząć od nieśmiecenia, niewyrzucania resztek żywności i zabezpieczenia odpadów.

Poza tym takie trutki zawsze niosą ryzyko dla domowych pupili i dzieci, nie mówiąc o zwierzętach dzikich.

ohlala Odpowiedz

Ja do dziś przeżywam, że za dzieciaka niektóre moje zwierzęta nie miały idealnych warunków. To nie była moja wina, tylko rodziców, a i tak przeżywam. Z moimi zwierzakami ciężko o weta, więc czasami muszę jechać 3-7 godzin, gdy wydaje mi się, że coś się dzieje i dostaję szału, gdy słyszę, jak niefrasobliwi potrafią być inni "właściciele".

(Dziękuję za wspomnienie o tym, że nie należy łączyć różnych gatunków.)

Vito857 Odpowiedz

Jak czasem słucham, co niektórzy byli posiadacze takich małych zwierzątek opowiadają, to mnie aż włosy na plecach dęba stają. Jak można być takim ignorantem...

Postac Odpowiedz

Ja sobie nie wyobrażam, jak można wziąć zwierzę i nie wiedzieć, jak się nim zajmować.

Sqmq czytałam o kotach dopiero jak chciałam wziąć swojego. Mało nie zrezygnowałam, a to przecież proste w "obsłudze" zwierzęta.
Chociaż pewnych rzeczy też nie przemyślałam. Na czas remontu u nas przeprowadziłam się z dziećmi do mamy. Wzięłam też koty, żeby się nie bały. Zapomniałam, że w nowym miejscu też się będą bały i jeden kot 2 dni nic nie jadł, bo się bał wyjść spod kanapy (pod kanapą karmy też nie ruszał, ale wody ubywało)... A przecież mogłam im środki na uspokojenie kupić od razu...

PinkRoom Odpowiedz

Dlatego właśnie mój chomik na giga klatkę, która nie ma pięter, karmę mixeramy i futterparadise, 28 cm kołowrotek i piasek kąpielowy, a do weta się umawiamy kiedy zmianę na pani specjalizująca się w gryzoniach. W przyszłości planuję radosne stadko uszatków, ale dopiero jak będę miała okazję wygospodarować pokoik specjalnie dla nich. Najbardziej boli mnie to, że jak byłam mała to moi rodzice słuchali durnych rad ludzi z zoologa i kupili mi DWA chomiki i piętrową klatkę około 35x30cm, a do tego kołowrotek, który był w zestawie z klatką czyli jakieś 13 cm i ze szczebelkami. Jak teraz o tym pomyślę to ciarki mnie przechodzą. Dobrze, że świadomość na temat gryzoni wzrasta.

ZdesperowanaJestem Odpowiedz

Przeraża mnie to wyznanie i mam łzy w oczach. Jako dorosły posiadacz pieska odpowiedzialnie podchodzę do tematu zwierząt. Jako dzieciak miałam chomiki, świnki i inne zwierzęta. Wiem, że cierpiały.. trudno jest wracać do tego, zmienić nie można nic poza nauczką dla siebie na przyszłość... Ale tak bardzo mi przykro z powodu moich pupili, których już nie ma :(

Solange Odpowiedz

Zdarzyło się mojemu psu trafić do weterynarza na wsi, który psów i kotów leczyć nie potrafił. Nawet nie chciał go do gabinetu zabrać, tylko trzymać na dworze przy otwartej bramie. Mama go musiała opieprzyć, żeby go wziął. Niestety wyjścia nie było i nikt nie przewidział, że tak to będzie wyglądało. Skończyło się traumą u pieska, a nigdy wcześniej nie bał się weterynarza.

Lekarz weterynarii to przeobszerna dziedzina i choć zdarzają się osoby "robiące" małe i duże zwierzęta, najczęściej każdy trzyma się swojej działki. Mając psa, idziemy do specjalisty od psów i kotów; chomika czy agamę - od egzotyków; zwierzęta gospodarskie, czy konie - analogicznie. Jeśli nas boli oko, to idziemy do okulisty, nie dentysty, podobna zasada obowiązuje u zwierząt :)

Solange

To był jeden weterynarz na całą wieś. I kurde chyba nie trzeba się znać na psach, żeby wiedzieć, że badanie go na dworze przy otwartej bramie to brak odpowiedzialności. Psu nie trzeba było wiele, nic poważnego się nie działo, ale lekarstwa potrzebował. Chodzi jedynie o tą odpowiedzialność. Nie tylko zwyczajni wlaściciele mają z tym problem.
Dla równowagi w mieście, gdzie mieszkamy na codzień jest cudowny weterynarz, który zdobył serce mojego bardzo nietowarzyskiego kota.

Tylkopoco

@Solange, aż mi się przypomniało jak jechałam z kotem do wiejskiego weterynarza kilkanaście lat temu. Facet patrzył na mnie jak na debilkę, że jak kot chory to mu pewnie przejdzie. A potem cała wieś się śmiała, że widać, że miastowa bo z kotem do weterynarza jeździ, a przecież wiadomo, że kot to albo sam się uleczy albo zdechnie (mnie aż fizycznie boli pisanie takiej opinii...).

asinius

A jak CI wpadnie opiłek do oka, to idziesz do urologa?
Weterynarze mają swoje specjalności, ci na wsi z reguły leczą duże zwierzęta gospodarskie. Psa to co najwyżej mogą uśpić.

ohlala

@asinius

Jak nie masz wyboru, to idziesz do jakiegokolwiek weta i łudzisz się, że coś będzie pamiętać ze studiów.

Tylkopoco

awupka i asinus, mówicie jakby weterynarz nawet nie mógł patrzeć na inne gatunki zwierząt oprócz tych, w których się specjalizował. A ja trafiłam na cudownego weterynarza, który wprost powiedział, że podstawową opieke może kotu zapewnić, ale jak coś by się działo poważniejszego, to zaprasza do kolegów z drugiej zmiany, bo on specjalizuje się w ptactwie.

@tylkopoco ja wyznaję zasadę, że jak ktoś jest od wszystkiego, to jest do niczego :) wyznanie jest o zwierzętach egzotycznych, których nie ma w ogóle na studiach. Zresztą, studia studiami, są tylko dla papieru -kształcenie w zawodzie swoją drogą, lekarze nie tylko specjalizują się w danym gatunku, a i w danej dziedzinie w obrębie niego np. rozród. Mało tego, są lekarze nadzorcy bezpieczeństwa żywności, handlu i cła, diagności laboratoryjni, przedstawiciele farmaceutyczni. I mimo tytułu lek. wet zwierząt nie leczą wcale, nawet jeśli "teoretycznie mogliby i coś tam ze studiów może pamiętają". Więc czy można leczyć psy u stricte terenowych lekarzy? Wszystko można, "tylkopoco" :)

asinius

@ohlala - i dlatego szanuję weterynarzy, którzy mówią wprost- nie zajmą się, bo się nie znają. Gorzej, gdy się nie znają, a nie przyznają- i ekspediują zwierzaka do nieba dla braci mniejszych

ohlala

@asinius

Też to szanuję, ale raz jeszcze powtarzam, że jak nie ma wyboru, to lepiej, żeby chociaż spróbował pomóc niż żeby w ogóle nie spojrzał. Jeśli ktoś ma bardziej egzotyczne zwierzę to zrozumie. ;) Specjalistycznych wetów też niestety brakuje.

Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie