Powinienem mieć apkę, która sprawdza moją trzeźwość, zanim napiszę wiadomość. Jeśli nie ma takiej aplikacji, to powinna być, a przynajmniej dla takich głąbów jak ja.
Wypiłem ćwiarteczkę i zacząłem przeglądać fb. Patrzę, a tu dziewczyna, co kiedyś z nią chodziłem. Ja żonaty, ona mężatka, ale napisałem. Okazało się, że ona ciągle za mną tęskni. No i się rozpisałem z nią. Nie dość, że narobiłem nadziei, to w tygodniu poleciały do mnie jej nagie zdjęcia, no i oczywiście żonka je znalazła, bo wcześniej nic nie miałem do ukrycia, więc nawet blokady nie miałem na fonie.
Tłumaczenia, że po pijaku pisałem i to nic nie znaczy mało dały. Obiecałem, że już nie będę pił i się uspokoiła.
No i teraz o suchym pysku, od pół roku.
Tydzień temu dowiedziałam się, że moja mama ma raka. Zawsze byłam do niej bardzo przywiązana emocjonalnie, wręcz uzależniona emocjonalnie. Strasznie przeżywam jej pobyt w szpitalu, nie mogę przestać o niej myśleć w dzień i w nocy. Panicznie boje się że zaraz umrze a ja bez niej nie będę potrafiła żyć. Nie umiem normalne funkcjonować, skupić się na czymkolwiek i żyć. Czasem nawet myślę, że jeśli odejdzie, to odejdę razem z nią. Boję się zostać sama, mimo że mam dużą rodzinę i męża. Boję się zostać sama w pokoju, od razu dzwonię do mamy. Biorę leki od psychiatry, ale i tak sobie nie radzę. Bardzo chciałabym, żeby mama wyszła ze szpitala.
Ja i moja narzeczona nie mieszkamy jeszcze razem. Oboje pracujemy od poniedziałku do soboty, więc nasz wspólny weekend zaczyna się od soboty po południu, a najczęściej w sobotę wieczorem. Zdarza się, że gdzieś wyjdziemy, do kina czy na jakiś fast food, ale zwykle nasz weekendowy relaks składa się z filmu, jakiegoś alkoholu, chipsów i seksu, w różnej kolejności.
Często jest tak, że po całym tygodniu pracy jesteśmy tak wykończeni, że naprawdę wystarczy tylko spojrzeć na poduszkę, żeby się oczy zamykały, a w połączeniu z jakimś drinkiem to już w ogóle, a mimo to na palcach jednej ręki (maks dwóch) można policzyć, kiedy taki sobotni wieczór skończył się bez cimci-rymci. No i znajomym o tym nie opowiemy, ale już obojgu z nas przydarzyło się zasnąć w trakcie. Ja leżąc na plecach podczas lodzika, a ona w pozycji na boku, a to jej ulubiona pozycja do spania.
PS Nikt się nie obraził, nikt się nie złościł, za to w obydwu przypadkach mieliśmy rano niezły ubaw. Ja miałem gorzej, bo mi przydarzyło się to pierwszemu.
Mam siostrę bliźniaczkę, powiedzmy Monikę. Monika praktycznie od przedszkola trenuje siatkówkę. Teraz gra już profesjonalnie i jest poniekąd sławna.
Monikę często na ulicy zaczepiają kibice, prosząc o autografy.
Kibice nie wiedzą, że połowa autografów jakie otrzymali nie są jej autografami, a moimi.
Kilka lat temu miałem mały wypadek. Poślizgnąłem się na schodach, uderzyłem głową o stopień i straciłem przytomność. Gdy obudziłem się w szpitalu, okazało się, że z mojej pamięci uleciało ładnych kilka lat wspomnień. Dosłownie czarna dziura. Pamiętałem rodziców, kilku dobrych kumpli. Moją dziewczynę o dziwo również, bo znaliśmy się przelotnie już kilka ładnych lat. Ale oprócz tego nic.
Kilka dni po wyjściu ze szpitala szedłem z bratem do sklepu. I wtedy ją zobaczyłem. Moją byłą. Nie mam z nią zbyt dobrych wspomnień. Dopiero po czasie okazało się, jak jest jebnięta. Zakończyłem ten toksyczny związek. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że na jej widok od razu wróciła mi pamięć. Normalnie jak z bicza strzelił. Wszystkie wspomnienia, sytuacje, relacje z ludźmi, ich twarze, plany. Dosłownie wszystko. W jednym momencie.
Do tej pory myślałem, że ten chory epizod w moim życiu powinienem wymazać z pamięci. Ale jak widać, mój mózg postanowił zrobić mi psikusa i wykorzystać go do przywrócenia mi pamięci.
No cóż, zastanawiam się, czy nie podziękować mojej szurniętej byłej dziewczynie za przywrócenie mi wspomnień.
Gdy byłem jeszcze małym szczylem, uwielbiałem oglądać z mamą „Supernianię”. Po kilku takich seansach wpadłem na genialny pomysł i stwierdziłem, że chciałbym spotkać nianię osobiście i był tylko jeden sposób, by to się stało. Zacząłem naśladować te wybitne przypadki występujące w programie.
Na szczęście moja mama była zdecydowanie bardziej stanowcza od występujących w tym programie pań... Dostałem w łeb i skończyło się rumakowanie :))))
Pracuję za granicą w hotelu. Moimi przełożonymi jest polskie małżeństwo mieszkające tam już paręnaście lat i ich kumpelka. Ten koleś chodzi po pokojach, z których wyjeżdżają goście przed nami, osobami sprzątającymi, i zabiera napiwki, które nam zostawiają goście, więc czasem urządzam sobie wyścig, żeby być przed nim :D Ja wprost nie powiedziałam mu, że wiem, że on to robi, no bo to kolesiostwo między nimi, ale no umówmy się, każdy normalny by się skapnął. Ale to jest jeszcze nic. Jak znajduję alkohol zostawiony w pokojach, np. butelkę z łykiem czy dwoma wódki albo wina, i zostawiam je w kantorku, żeby zanieść na koniec dnia na bar do śmieci ze szkłem, to w magiczny sposób akurat te butelki również znikają i na koniec dnia zostaje tylko puste szkło.
Chyba w odwecie zacznę dolewać do butelek od wódki wody do połowy i tak zostawiać. To będzie cicha wiadomość ode mnie, że wiem, co ten frajer wyczynia.
Nie mam specjalnie szacunku do tego, co mówi moja mama. Kompletnie nie odpowiada mi to, w jaki sposób podejmowała decyzje. Od kiedy pamiętam byłam małym dodatkowym dorosłym w domu. Miałam być odpowiedzialna za rodzeństwo, nie sprawiać problemów i niczego nie chcieć.
Kiedy miałam kilkanaście lat, mama i jej siostra radziły się mnie jak poradzić sobie z moją młodszą kuzynką, która sprawiała problemy wychowawcze. Dwie dorosłe, kompletnie bezradne kobiety. Ciocia była pod pantoflem teściowej, swoją drogą to ona miała toksyczny wpływ na moją kuzynkę.
To ja broniłam swoją siostrę, kiedy stare ciotki obgadywały ją (paskudnie) przy jej obecności przy stole. Widziałam, jak moja mała nieśmiała siostrzyczka kurczy się w sobie, a matka nie reaguje, tylko siedzi cicho. To ja reagowałam, to ja jej broniłam, to ja ją przytulałam.
Matka wszystko to potrafiła wyjaśnić szacunkiem dla starszych i religijną pokorą, której to ja oczywiście nie miałam.
Sporo przeszłam, zanim się od tego wszystkiego uwolniłam, wciąż uczę się żyć trochę bardziej dla siebie. Na pewien sposób kocham mamę, miała swoje dobre momenty, ale na dłuższą metę nie szanuję jej jako kompletnie bezradnej kobiety, która nie dała mi żadnego wartościowego wzorca, bo nawet te niby dobre były pozorami.
Z cyklu: „Gdzie popełniliśmy błąd?”.
Ostatnio moja trzynastoletnia córka zapytała, czy może iść na imprezę. Oczywiście kategorycznie zabroniłem, na co usłyszałem w odpowiedzi: „A co ty myślisz, że ja nigdy loda nie robiłam?!”.
Popłakałem się jak małe dziecko. Mam 40 lat, a ona do studiów ma areszt domowy...
Gdy widzę w tv reklamy podpasek, wracam myślami do czasów, kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z okresem. Nie są to miłe wspomnienia.
Wychowała mnie matka, dla której zawsze ważniejszy ode mnie był alkohol, a co się z tym wiąże bez przerwy brakowało pieniędzy. Ile razy musiałam wybierać, czy kupić jedzenie czy podpaski, ile razy nie poszłam do szkoły, ile razy nie wyszłam na podwórko pobawić się z koleżankami, bo na podpaski akurat nie miałam pieniędzy... Jak sobie radziłam? Najlepszym pomysłem jak na ten moment mi się wydawało było cięcie bluzki na paski i wkładanie w majtki. Potem te szmatki prałam, suszyłam i były na kolejny raz. Siedziałam w te dni zazwyczaj w domu z obawą wyjścia gdziekolwiek. Matka jeśli łaskawie kupowała podpaski, to były to najtańsze i na przydział, dosłownie dostawałam 5 sztuk na te kilka dni albo i wcale nie dostawałam. Gdy tylko dostałam raz na ruski rok jakieś pieniądze od ciotki, zazwyczaj niewielkie, bo 10- 20 zł, to pierwszą rzeczą jaką kupowałam były właśnie podpaski.
Jak teraz o tym myślę, to jest mi siebie cholernie żal, ale radziłam sobie jak umiałam. Okres dostałam w wieku 10 lat, więc o zarabianiu pieniędzy nie było mowy. Około 13-14 roku życia w wakacje zaczęłam jeździć na zbiór wiśni i truskawek, więc moja traumatyczna sytuacja się trochę poprawiła. Mogłam już sobie pozwolić nie tylko na podpaski, ale i ubrania czy książki do szkoły. Pamiętam, że za pierwszą wypłatę kupiłam cztery paczki podpasek, żeby mieć na zapas. Dziś zawsze w szafce muszę mieć ze dwie, trzy paczki w zapasie, taki skutek uboczny tamtych lat.
Dodaj anonimowe wyznanie