#jWrkN

Umówiłem się na randkę z Tindera. Dziewczyna naciskała na restauracje i czułem w kościach, że mam być jedynie sponsorem kolacji, ale jednak zdecydowałem się pójść. Dziewczyna w rzeczywistości nie była zbyt atrakcyjna, zdjęcia na Tinderze były mocno naciągane, co za tym idzie fundowanie kolacji nie wchodziło w grę.

Poszliśmy, ona zamówiła to co chciała, a kiedy kelner zapytał się mnie co sobie życzę, odparłem, że poproszę na osobny rachunek to i to. Ale się dziewczyna wtedy zapaliła. Po wymianie kilku niemiłych zdań ona do mnie żebym odwiózł ją do domu. Ja na to, że już zamówiłem i jak zjem to ją odwiozę. Wstała i wyszła. Trochę mnie zagotowała, ale przynajmniej smacznie zjadłem. Bałem się jedynie, że w przypływie złości porysuje mi auto na parkingu, ale nie porysowała. Słyszałem o dziewczynach, które naciągają chłopaków na jedzenie, ale nie myślałem, że mi się to kiedyś przytrafi.

#7trID

Długo się tego wstydziłem...

Od nastoletniego wieku pociągały mnie duże kobiety.
Puszyste, otyłe, ale i muskularne...
Mam specyficzny gust i rzadko się zdarza bym spojrzał z upodobaniem na kobiety inne od tychże wymienionych.

Szczerze to długo było mi wstyd przyznać się przed samym sobą, z powodu oczekiwań społeczeństwa i tzw. kanonów piękności.
Jednak gdy już się do tego przyznałem przed samym sobą, zaakceptowałem to zauważyłem, że gdy mówię o tym otwarcie i z odwagą - większość facetów nie osądza mnie wcale źle, co jest naprawdę super...

Jest mi jedynie przykro z tego powodu, iż moja matka widząc moje partnerki wyraźnie kręci nosem, choć stara się to ukryć.
Wiem też dzięki temu, kto u mnie (poza szeroko rozumianym społeczeństwem) wyrobił poczucie winy powodowane przez moje gusta.
Na całe szczęście zlewam to coraz bardziej.

Tak więc - odkąd przestałem wstydzić się swych upodobań, czuję się o wiele szczęśliwszy.

A jak wyglądam ja?
Atletycznie wyrzeźbiony młody chłopak ze wzrostem troszkę powyżej średniej.

Pamiętajcie, nie warto się wstydzić swego gustu.

#8GjoN

Wracam sobie wieczorem tramwajem z uczelni. Dzień jak co dzień. Na którymś przystanku motorniczy wysiadł ze swojej kabiny i próbował przekrzyknąć rozmawiających ludzi. Gdy mu się to udało, zrozumiałam, że zwracał się do jakieś grupki chłopaków, żeby wysiedli z tramwaju, bo to nie jest palarnia. Nie zwróciłam na to wcześniej uwagi, bo siedziałam praktycznie w samym przodzie. Motorniczy powtarzał grzecznie kilka razy, ale oni nic sobie z tego nie robili.
No i w tym momencie wkracza ON. Wysoki, przypakowany, łysy Sebek. Wstaje ze swojego siedzenia (które było mniej więcej na środku tramwaju) i krzyczy do nich, żeby wypieprzali z tramwaju w podskokach, bo jak nie, to on się tam do nich przejdzie. Łebki dalej nic, cisną tylko bekę. W tym momencie Sebastian, który trzymał wcześniej w ręce czarną reklamówkę, wcisnął ją w dłonie jakiemuś facetowi, mówiąc jedynie coś w stylu  „Trzymaj pan” i udał się na tyły krzycząc, że jak się nie potrafią zachować, to on im pokaże... No i wtedy cała grupka chojraków zwiała gdzie pieprz rośnie, nim Sebek zdążył tam podejść. W tym momencie motorniczy w podziękowaniu skinął mu głową i ruszyliśmy dalej.

Jak to mówią: jeżeli się nie da po dobroci...

#dHeAo

Historia, którą Wam dziś opowiem, miała miejsce kilka lat temu. W pewien wakacyjny weekend zorganizowaliśmy ze znajomymi ognisko. Jak wiadomo, na takich imprezach jest też alkohol. W naszym przypadku duża ilość alkoholu.

Po kilku godzinach byliśmy już porządnie nawaleni, to postanowiliśmy wrócić do domu. No więc idziemy sobie jedną z ulic, kolega Maciek szedł trochę przed nami. W pewnym momencie niespodziewanie wybiegł na sam środek jezdni i wtedy potrącił go samochód. My w szoku, kierowca wyszedł z auta. Nagle Maciek wstaje, otrzepuje się i z przerażeniem w oczach mówi do kierowcy: „Przepraszam najmocniej, nic się panu nie stało?”.

#e28o7

Mam największy nos na świecie. No... Może trochę mniejszy. Był to też jeden z moich głównych kompleksów.

Nawet nie wiecie, jaka byłam zdziwiona, kiedy w pewnym regionie Gruzji jego mieszkaniec mi powiedział, iż to dla każdego Gruzina bardzo atrakcyjny nos i że żadna Gruzinka nie powstydziłaby się takiego kształtu.

Wygrałam życie :)

#F1irj

Historia o tym, jak zostałam czarną owcą w rodzinie, bo postanowiłam nie organizować hucznego wesela :)

Zaręczyłam się około półtora roku temu i od tamtej pory podczas spotkań rodzinnych bardzo często dopytywano mnie i mojego narzeczonego, kiedy planujemy wyprawić wesele. Początkowo rzeczywiście chcieliśmy zorganizować tego typu imprezę i wydawało się to świetnym pomysłem. Czar prysł, kiedy zaczęliśmy kalkulować koszty.

Oboje posiadamy spore rodziny, więc organizacja nawet skromnego wesela, bez żadnych szczególnych atrakcji, znacznie przekraczała nasz budżet. Planujemy także uzbierać na wkład własny do zakupu mieszkania, co uznajemy za nasz priorytet, więc tym bardziej wyprawienie wesela było kłopotliwe. Po wielu godzinach rozmów doszliśmy do wniosku, że zamiast tradycyjnego wesela, wolimy zorganizować poczęstunek dla najbliższych osób, a część oszczędności przeznaczyć na nasze wymarzone wakacje, jako że uwielbiamy podróżować. Wydawało nam się to o wiele bardziej sensowne, niż wydanie kroci na jednodniową imprezę. I o ile rodzina mojego lubego zrozumiała nasze podejście, tak w mojej rozpętało się piekło.

Najpierw moi rodzice stwierdzili, że przeze mnie będzie im wstyd przed całą rodziną, bo co to za małżeństwo, co nie chce wesela wyprawić (!). Rodzicielka wypomniała mi, że ciocia Małgorzata od dawna mówiła swoim bliskim o moim weselu i dopytywała się, kiedy będzie miało miejsce. Dodam, że tę ciocię widziałam kilka razy w życiu, gdy byłam dzieckiem. Później moja kuzynka, z którą do tamtej pory miałam dość dobry kontakt, zarzuciła mi, że ja na jej weselu bawiłam się do samego rana, więc to niesprawiedliwe, że szkoda mi pieniędzy na własną imprezę. Jedynie moi wujkowie wspierają mnie w tej decyzji i twierdzą, że to nasz dzień i powinniśmy go spędzić tak, jak najbardziej nam to odpowiada.

Na początku było mi przykro, że moja rodzina nie rozumie, że w obecnych czasach koszty życia są naprawdę wysokie i ciężko jest cokolwiek odłożyć, więc nie każdego stać na huczne wesele. Później jednak doszłam do wniosku, że dobrze, że się tak stało – to tylko uświadomiło mi jeszcze bardziej, że podjęłam z narzeczonym słuszną decyzję. Po co mam wydawać wszystkie oszczędności na osoby, którym nie zależy na moim szczęściu, tylko na imprezie z darmowym alkoholem?

#hCLTL

Zacznę od tego, że moi rodzice nie dogadują się. Tata robi z mamy sprzątaczkę i zawsze liczy tylko na obiad.

Pewnego dnia wracam do domu, na stole karteczka „dla mojego małego skarba” – koktajl truskawkowy. Ja kocham truskawki, więc myślałam, że to dla mnie od mamy na pocieszenie. Wypiłam, mama wraca do domu i krzyczy, czemu wypiłam to co stało na stole, więc jej wytłumaczyłam. A ona do mnie, że to było dla ojca, a w środku była tabletka przeczyszczająca :D

#1Quwu

O osiedlowym patusiarstwie.

Przeprowadziłem się do większego miasta na studia już kilka lat temu, w tym czasie zdążyłem się w pewnym sensie zasymilować z osiedlową społecznością i przynajmniej częściowo poznać „rdzennych mieszkańców”. Niestety mieszkam na dość nieciekawym osiedlu, w mieście są dwa duże kluby rywalizujące ze sobą, a to osiedle to taka umowna granica. Nie jest więc szokujące, że często spotyka się tutaj „śmietanka” kibicowska. I jakiś czas temu zdarzyła się tragedia, dwójka chłopaków, niewiele starszych ode mnie, straciła życie w niejasnych okolicznościach. Z tego co wiem, nie zostało to powiązane z porachunkami kibicowskimi, mimo że sprawca został ujęty i był po tej „drugiej stronie barykady”. I tu zaczyna się anonimowa część.

Praktycznie każdy z osiedla opłakuje tych chłopaków, a mi najzwyczajniej w świecie kompletnie ich nie jest szkoda. Ludzie jakoś szybko zapomnieli, że niszczyli wszystko na tym osiedlu, począwszy od malowania bloków, przez deptanie i rwanie prania, przez niszczenie kamer z ekipą, po drobne kradzieże. Kiedy dopiero się tu wprowadzałem, poszarpali jakąś dziewczynę i pewnie skończyłaby dużo gorzej, gdyby nie zaczęła panicznie piszczeć i nie uciekła, kiedy zszokowani ją puścili. Sam starałem się ich unikać jak ognia, ale zdarzyło się, że uprawiałem przymusowy jogging, bo chłopaki chcieli sprawdzić zawartość portfeli przechodniów. Dla mnie byli to zwykli bandyci i od kiedy ich nie ma, osiedle jest trochę spokojniejsze, i szlag mnie trafia, jak słyszę sąsiadów, którzy jeszcze chwilę temu bali się wynieść śmieci po 18 mówiących, że to dobre chłopaki były i że to straszna tragedia.

#PhmfF

Jestem po operacji wyrostka z przemieszczeniem. Jak tylko dostałam wypis ze szpitala, mój chłopak od razu po mnie przyjechał, dokładnie mnie wykąpał, nakarmił, dbał o moje samopoczucie, przynosił wszystko jak na tacy. Był przy mnie gdy wymiotowałam po kilka razy dziennie, gdy nie mogłam wstać z łóżka. Robi wszystko byle by mi ulżyć w bólu. Jeśli nie zostanie moim mężem to ja nie wierzę w miłość.

#3Ig7d

Ponad dwanaście lat starałam się z mężem o dziecko. Każde zapłodnienie kończyło się poronieniem, lekarze byli bezradni. Dwa lata temu udało się, ciąża rozwijała się poprawnie aż do 5 miesiąca... W nocy dostałam krwotoku i nie udało się uratować mojego maleństwa. Dodatkowo doszło do przeróżnych komplikacji i moja macica została usunięta. Leczę się psychiatrycznie, nasze małżeństwo tego nie przetrwało. Został tylko beżowy pokoik, mnóstwo malutkich rzeczy i te łzy w oczach, gdy widzę szczęśliwe mamy na spacerach. Zerwałam wszystkie znajomości z koleżankami, które urodziły. Nie mogłam patrzeć na ich szczęście.
Z pewnością ktoś napisze o adopcji. Zgadza się, jest taka możliwość, ale nie dla każdego, ja nie byłabym w stanie pokochać obcego dziecka. Moim marzeniem było urodzić dziecko. Dziś nie mam męża, jestem bezpłodna. Całe moje życie legło w gruzach.
Dodaj anonimowe wyznanie