#hXjUM
Na wsi jak na wsi, latałam po podwórku, łaziłam po drzewach. I właśnie przy jednym zeskoku z jabłonki, moje majty zaczepiły się o gałąź.
Materiał mocny jakiś PRL-owski był, bo zawisłam na nich, nie mając nawet podtrzymania dla rąk.
Zawołałam siostrę, która przyniosła taboret, ale brakowało mi do niego dosłownie kilka centymetrów.
Chcąc nie chcąc, musiałam się rozhuśtać i materiał w końcu puścił. Majtki zszyłam na tyle profesjonalnie jak potrafi kilkulatka, w każdym razie ja byłam przekonana, że nie ma śladu.
Mama miała ze mnie niezły ubaw, ale litościwie nic nie powiedziała, że wie.
Do tej pory się wstydzę, choć czasem opowiadam to po kielichu :D
Scena niczym z kreskówki haha
Chodź? Gdzie mam iść?
Na kielicha, zrelacjonuje Ci tą opowieść jeszcze raz
to ile teraz masz ‰?😂
Matko, wyobraziłam to sobie. Ja bym się do tego zesrała ze strachu na Twoim miejscu. Szacun. 😀