#hBAjc
Jednak, pomimo 29 lat na karku, wciąż żyjemy jak studenci. Dopiero w zeszłym roku namówiłam go, żeby opuścić mieszkanie studencie i przenieść się na kawalerkę.
Co rusz patrzę, jak znajomi wychodzą za mąż, mają dzieci i szczęśliwe rodziny. Ja, pomimo już odpowiedniego wieku i warunków, wciąż żyję jak student, którym od 4 lat nie jestem.
Mojemu facetowi to odpowiada, w czwartki impreza, na weekend do domu rodzinnego żeby pozwozić niepotrzebne słoiki od mamy i żeby mu powiedziała jaki to on nie jest młody i jak ma się nie spieszyć. Nie myśli o większym mieszkaniu, o ślubie, o dzieciach...
Nie sądziłam, że tak będzie. Zawsze wydawał mi się pracowity, taki życiowy. Do teraz jak się go pytam, czy chce mieć dzieci, to odpowiada, że tak, i to co najmniej troje. Z tym że kiedy ja te dzieci zdążę urodzić? Kiedy będę w końcu mogła zapewnić im dom zamiast mieszkanka w ruinie (bo najtaniej) o powierzchni 30 m2? Czuję, że kończy mi się czas, że marnuję go z nim, że on zatrzymał się na etapie studiów i nie chce iść dalej. On twierdzi, że mamy czas, przecież jesteśmy młodzi, ale jak dla mnie, rodzenie dzieci po 30 to zbędne ryzyko.
Jestem sfrustrowana i najzwyczajniej w świecie smutna, bo coraz częściej myślę, że tylko zmarnowałam czas i dałam się głupio mamić jego obietnicami o szczęśliwej rodzinie, którą stworzymy.
Nie chcę go zmuszać. Duma mi nie pozwala. Nie chcę chodzić za nim i ciągle pytać kiedy ślub i kiedy dzieci. Już i tak za często to robię, kiedy irytacja osiągnie kulminacyjny punkt. Zawsze wtedy mówi mi, że jesteśmy bardzo młodzi, że jeszcze nie czas. Cholera jasna, obydwoje mamy prawie 30 lat, a nie 16!
Zastanawiam się nad odejściem. Ultimatum jest dla mnie najgorszą opcją, bo on też powinien tego chcieć. To zbyt poważna decyzja, żeby stawiać ultimatum i zmuszać go w ten sposób.
Miesiąc temu ostatnia panna z naszej paczki wyszła za mąż. Po 3 latach chodzenia ze sobą. Wesele jakoś przetrzymałam, uśmiechając się sztucznie, ale gdy szłam złapać welon, czułam się jak wyrzutek wokół dziewczyn, które miały 20 lat max. W domu oczywiście beczałam pół nocy w poduszkę, co mój facet skwitował tym, że mam okropny charakter, skoro zazdroszczę innym.
Czuję się bezsilna. Ciągle nachodzi mnie myśl, że przegrałam życie, że robiłam wszystko, by mieć dobrą rodzinę. Cholera, ja naprawdę myślałam, że on też tego chce. Tyle razy mnie zapewniał! Nawet przegląda czasami domy na sprzedaż, ale kiedy zaczynam pytać, to od razu temat się kończy i twierdzi, że nas nie stać. Mamy łącznie ponad 11 000 zł miesięcznie. Jak nas nie stać? On szuka wymówek, a ja powodów, ale chyba skończyła mi się cierpliwość.
No cóż, jakby mój facet widząc jak płaczę po weselu koleżanki zamiast pytać co się stało uznał, że mam okropny charakter i jestem zazdrośnicą, poza tym miał gdzieś moje potrzeby to chyba nie chciałabym z nim wiązać przyszłości. Chcesz rodziny, domu i dzieci, ale na pewno z nim? Czy boisz się odejść, bo zegar tyka a ty się boisz, że nie zdążysz znaleźć kogoś nowego? Jak dla mnie - jedną poważna rozmowa, że bardzo ci na tym zależy, że myślałaś że jemu też, że młody organizm lepiej znosi ciążę, że czujesz, jakby nie traktował Ciebie i Twoich potrzeb poważnie. Jak nie zrozumie, odkręci kota ogonem, będzie dalej ślepy i głuchy na to czego chcesz - odejdź. Bez ultimatum, spakuj walizki i tyle. Bo szacunkiem on Cię nie darzy. Ale to Twoja decyzja, ja jestem tylko losową osoba z internetu.
A myślisz, że skąd wiedział, że jest zazdrosna? Zapytał.
Jeden Twój punkt do usunięcia.
Skoro macie inne priorytety to może faktycznie powinniście się rozstać. Uważam, że jak będziesz próbowała o tym rozmawiać, albo postawisz ultimatum to on dla świętego spokoju zgodzi sie na dziecko, dom, ślub a potem może tego żałować(albo mamusia mu powie po co ci to bylo, jesteś na to za młody) a wtedy będzie jeszcze gorzej
Masz dopiero 29 lat, a z obecnym chłopakiem przyszłości Ci nie wróżę. Zostaw go, póki jesteś jeszcze młoda. Mam bliska mi osoba, która ma już 40 lat na karku, żyje z facetem bez ślubu, starają się o dziecko, a raczej wygląda to tak, że ona się stara już od kilku lat bo on nawet badań nie chce sobie zrobić. Tłumacze jej, że przyszłość z nim nie ma sensu, skoro nie zależy mu na tym, żeby zrobić badania, że tak mu po prostu wygodnie żyć bez dziecka, że gdyby chciał mieć dziecko to zrobiłby wszystko w tym kierunku, a on ma to gdzieś. Ale ona go nie zostawi bo szkoda jej zmarnowanych lat i myśli, że już nikogo innego nie znajdzie, a zegar biologiczny tyka. Nie da jej się nic przetlumaczyc. Nie pozwól żeby tak wyglądało Twoje życie, zrób coś z tym póki możesz.
Wymówki że "szkoda tylu zmarnowanych lat" są mega bez sensu. Trzeba przetłumaczyć sobie raczej, że powinno nam być szkoda KOLEJNYCH lat, potencjalnie zmarnowanych z osobą która nie bierze na poważnie naszych potrzeb. Jeśli coś nie działa już od jakiegoś czasu, to kiedy ma niby zacząć działać, skoro jedna ze stron nic w tym kierunku nie robi?
Dlaczego uważacie te lata za zmarnowane?
Często się słyszy takie "on nie chce się żenić, zmarnował mi parę lat życia".
Brzmi to jakby te lata to było wyrzeczenia, inwestycja z myślą o przyszłym "zysku" w postaci małżeństwa.
Tak... brzydko. Jakby wyrachowanie.
Była z nim nie z miłości, tylko ze względu na oczekiwaną obrączkę.
@Martwy - Ja akurat użyłam tego określenia bardziej w odniesieniu do sytuacji, w których ktoś jest ewidentnie oszukiwany przez partnera. Takich jak w wyznaniu, gdzie na początku związku ludzie ustalają między sobą jakie mają plany na przyszłość, są zgodni co do tych planów, a potem nagle, za kilka(naście) lat okazuje się że któreś z nich zwyczajnie kłamało, bo wcale tych planów nie egzekwuje. I to się odnosi głównie do osób które chcą mieć dzieci, bo na to jest pewien określony czas w którym trzeba się zmieścić. Więc rozumiem kobiety, które postrzegają takie związki jako zmarnowane lata. Bo jeśli naprawdę pragną potomstwa, a z każdym kolejnym rokiem maleje szansa na urodzenie zdrowego dziecka... To chyba rozumiesz, że można postrzegać to jako marnowanie czasu.
Ale tak dla kontrastu - ja na przykład do swojego dosyć długiego związku który ostatecznie nie wyszedł w ogóle nie podchodzę w ten sposób, chociaż wiele osób twierdziłoby pewnie, że "zmarnowałam najlepsze lata". Ale u mnie to się wiąże z tym, że dzieci raczej wcale nie planuję, małżeństwa póki co tak samo, plus ogólnie mam luźne podejście do relacji i nie mam żadnych określonych celów w tej kwestii - po prostu chcę żeby było fajnie z tą drugą osobą. :)
@Lunathiel Ludzie rzadko zdobywają się na taką "konkretną rozmowę o planach życiowych" na początku związku.
Zresztą, na początku to kto może wiedzieć, że to właśnie ten/ta na całe życie.
Najczęściej jest tak, że ludzie mają tylko jakieś tam swoje plany, wyobrażenia jak będzie wyglądało ich przyszłe życie, ale wcale nie kwapią się do uzgadniania ich z partnerem.
Boją się, że wyjdą na desperatów czy dziwaków.
Dziewczyna tylko myśli "skoro mieszkam z nim już 3 lata, to chyba oczywiste, że chcę ślubu, dzieci. Kiedy on się wreszcie oświadczy?"
Mijają lata, czuje się oszukana, podczas gdy on jej nic konkretnego nie obiecywał.
Sama się oszukała.
Tylko nadal nie widzę tu podstaw do mówienia o "zmarnowanych latach".
Nic jej te lata nie dały? Nie były wartością samą w sobie?
To zdecydowanie nie powinna się z tym człowiekiem wiązać. Po ślubie nie będzie lepiej. Będzie gorzej.
@Martwy, tylko widzisz... Jak tej "oczekiwanej obrączki" nie ma, to to nie była miłość. I tak, są to lata stracone, jeśli kobieta, która marzy o rodzinie, dzieciach, w wieku 30 lat ląduje z ręką w nocniku.
Z tego, co widzę, to macie z partnerem kompletnie różne priorytety i podejście do życia. Niestety w kwestii posiadania dzieci nie ma za dużo miejsca na kompromis. Jeżeli partnerzy nie są tu jednomyślni, to nie wróży dobrze związkowi. Moim zdaniem, lepiej jest się rozstać i szukać osoby, z którą będziecie mieli wspólne pragnienia.
Nie ma sensu się męczyć. Jemu takie życie odpowiada, więc nic się nie zmieni. Porozmawiaj z nim, a potem spakuj manatki i zakończ ten związek, szkoda w dalszym ciągu tracić czas na człowieka, który jest niedojrzały.
Najbardziej rzuciło mi się w oczy, że on co innego mówi, a co innego robi (nie robi).
Tutaj nawet szczera rozmowa może nie mieć sensu. Bo on powie tak ślub, tak dziecko, tak dom, tylko nie teraz.
A jak się oświadczy, będzie ślub i dzieci to Autorko, nie będziesz czuła że to jakaś łaska, że mu nie zależy, że jesteś w tym sama?
Miałam znajomą, ślub tak,dzieci tak, wszystko tak. Nawet narzeczeństwem byli, ale podajże 3 tygodnie przed ślubem zerwał z nią, bo "on nie jest gotowy na ślub" życie.
Zawsze mnie zastanawia co mają w głowach ludzie, którzy tak robią (i to są najczęściej faceci, nie oszukujmy się). Czy oni myślą że jak naobiecują kobiecie czegoś czego nigdy nie planowali, to dostaną u niej jakieś bonusowe punkty, czy co? Co taki koleś mógł sobie myśleć, kiedy mówił "jasne kochanie, weźmy ślub, a potem wybudujmy dom i zróbmy trójkę dzieci", a tak naprawdę wcale tego nie chciał? Może chciał dobrać się jej do majtek, a potem jakoś zapomniał się wytłumaczyć? A może chodziło o znalezienie sobie darmowej pomocy domowej z paroma bonusami? Wtf?
Lunathiel, też mnie to zastanawia. Oświadcza się dajmy na to, planuje ślub a nagle: jednak nie jestem gotowy? Dziwne...
@SzubiDubi - Co nie? Mi to się zawsze wydawało, że takie branie ślubu to jest coś co ludzie traktują poważnie. Że to już trochę za ciężki kaliber żeby o tym kłamać, albo decydować się bez przemyślenia sprawy 100 razy. Ale już się napatrzyłam jak ludzie używają ślubu jako karty przetargowej do manipulacji drugą osobą, albo mówią jej "tak" całkiem bez przekonania, jedynie "dla świętego spokoju"... I mam niezłą zagwozdkę co oni mają w baniach :')
Wszyscy skupili się tylko na wątku, czy to zdrowo czy niezdrowo rodzić po trzydziestce. Zauważcie jednak, że wcześniej urodzone dzieci, to więcej wspólnych chwil później w życiu. Mam 45 lat, wspaniałą córkę na studiach i nie chciałbym chodzić teraz z jakimś bąblem za rękę.
Zgadzam się. Nie każda kobieta chce, by jej dziecko w wieku np. dziesięciu lat miało matkę dobijającą do pięćdziesiątki. Tyle się mówi o kobietach, które mają prawo nie chcieć mieć dzieci i każdy powinien to uszanować, a tutaj raptem uszanowanie kobiety, która nie chce być „starą” matką jest jakieś trudne. Ja sama dzieci mieć nie chcę, ale rozumiem Autorkę. Chce mieć dzieci i nie chce być później taką właśnie „starą” matką, która zaraz będzie kończyła pięćdziesiąt lat, a jej dziecko jeszcze z podstawówki nie wyszło. Oczywiście, że nie powinna naciskać na faceta, jeśli on nie czuje się gotowy, nie można go zmuszać, bo później może wyjść jakiś kwas, ale wmawianie Autorce, że naprawdę ma jeszcze dużo czasu jest nie na miejscu. Widocznie ona naprawdę nie chce siedzieć w pieluchach jako czterdziestoletnia kobieta.
Moze zacznij od jakiejs powaznej rozmowy z nim, aby dowiedziec sie czego on w ogole chce. A jesli faktycznie chce ulozyc sobie z toba zycie to przycisnij go, pomoz z tym wszystkim i tez sama szukaj mieszkania lub zainicjuj staranie sie o dziecko. W ogole mozesz chyba sama zaproponowac od razu date slubu i zajac sie organizacja. No chyba, ze okaze sie, ze on jednak woli pozostac przy swoim studenckim zyciu, wtedy odejdz, bo chyba nic innego nie pozostaje.
Tak, dla mnie rodzenie po 30 to zbędne ryzyko. Ciąża jest bardzo dużym obciążeniem dla organizmu kobiety, a poza tym nie chcialabym tej trójki dzieci urodzić rok po roku. Jesli nawet pierwsze dziecko urodzę w wieku 30 lat, co nie jest możliwe, to trzecie rodziłabym krótko przed 40. Dlatego też piszę, że kończy mi się czas.
Postaw kawę na ławę, żadnych ultimatów. Po prostu albo chce albo nie. Do tego momentu raczej zdążyłby się zdecydować czego chce. Jesteś szczęśliwa? Raczej nie sądzę mając gdzieś z tyłu głowy że tylko Ty czekasz z niecierpliwością na założenie rodziny. Na dodatek jest sknerą.
No to może trzecie urodzisz przed 40-stką, może po, a może wcale bo po pierwszym uznasz że wcale nie jest to takie fajne jak myślałaś. Ludzie wiążą się, zakładają rodziny dużo później niż w wieku lat 30-stu i są szczęśliwi i to normalne. Ja jestem młodsza od Ciebie kilka lat ale słabo mi się robi na hasła o tykającym zegarze. Nie jestem inkubatorem z terminem przydatności, nikomu nie życzę by się za taki uważał. Przykre z jaką zaciętością tłumaczysz nam i wmawiasz sobie, że już za rok Twoja młodość się skończy i coś się zauważalnie zmieni. I ta dziwna presja społeczna tłukąca dziewczynom do głów, że ich lata 20-ste to nie są dla nich, na rozwój, na poznawanie życia, tylko właśnie do rodzenia dzieci najszybciej jak się da. A potem po 30-stce wypalenie, zmęczenie, poczucie zmarnowanej młodości, pierwsza fala rozwodów. Staram Ci się powiedzieć, że nie, nie jesteś stara i znaczysz więcej niż jakiś tam tykający zegar, to źle. Co chcesz usłyszeć? Zmarnowałaś życie, Twoja młodość się kończy, nie narobiłaś dzieci przez ostatnie 3-4 lata to już nigdy nie zdążysz-tak lepiej?
TylkoRaz, a może ona nie chce poznawać świata i się rozwijać bardziej, może uważa, że już się rozwinęła na tyle, na ile chciała i teraz chce założyć rodzinę? Po drugie, to nie jest żaden wymysł, że "lata 20" to najlepszy czas na rodzenie dzieci. Z punktu widzenia biologicznego nie ma lepszego czasu na zostanie matką. Po 30 roku życia szanse na urodzenie chorego dziecka wzrastają. Matka 35+ jest już uważana za starszą. Owszem, teraz żyje się inaczej i medycyna pozwala na więcej, ale jeżeli ktoś chce zostać matką wcześniej, to po co się wtrącać i pisać że nie podoba ci się porównywanie kobiet do tykających zegarów. Mnie też się nie podoba, ale ja się nie czuję jak zegar, nie planuję dzieci, ale może autorka uważa inaczej. Może ona postrzega siebie jak zegar. Moim zdaniem autorka ma zdrowe podejście, swoje zdanie, i to nie twoja rola, żeby ją próbować przekonać, że urodzenie dziecka przed czterdziestką to nic takiego.
Bo jej podejście nie zostawia pola na wypadku losowe, różne sytuacje życiowe, powoduje frustracje i sprawia, że jest nieszczęśliwa. Nie mówię, że ma zrezygnować ze swoich planów, mówię, że ich mała elastyczność prowadzi do histerii. Bo autorka nie będzie miała już mniej niż 29 lat, tego nie przeskoczy, ale zamiast dławić się żalem i naciągać z gościem, który ma najwyraźniej inne plany niż ona, może wrzucić na luz, podjąć decyzje na chłodno i zastanowić się czy chce zostać z tym człowiekiem czy nie, nie tylko przez pryzmat tego jak szybko może zrobić jej dziecko. Bo może się okazać, że ciąża w wieku 32-33 lat to mniejsza tragedia niż zakładanie rodziny na siłę z niewłaściwą osobą, pod wpływem presji o paniki.
Moja żona spędziła ostatnie tygodnie ciąży w szpitalu na patologii ciąży i mówiła mi, że dwudziestolatek to tam praktycznie nie było. Może jedna czy dwie. Zdecydowana większość pacjentek to były kobiety po trzydziestce i czterdziestce. Moim zdaniem o czymś to świadczy. Niestety, natura nie nadąża z duchem czasu.
Pomiędzy 30, a 40 jest DZIESIĘĆ lat. Kupa czasu, więc nie grozi rodzenie Ci rok po roku, jeśli planujesz trójkę dzieci. Średnio co trzy lata, chyba że trafią Ci się bliźniaki.
Dlaczego jest tak, że jeśli kobieta nie chce mieć dzieci, to każdy krzyczy, że to jest tylko jej sprawa i inni nie mają nic do gadania, a jeśli kobieta mówi, że dzieci chce mieć i nie chce ich urodzić zbyt późno, to raptem ludzie mają już coś do gadania i wmawiają jej, że jeszcze nie musi i niech się zajmie teraz rozwijaniem siebie? Jakieś podwójne standardy? Nie chcesz mieć dzieci- super! Jesteś niezależną kobietą, tak trzymaj! Chcesz mieć dzieci i nie chcesz czekać z nimi do usranej śmierci- kobieto, masz jeszcze czas, nie musisz ich mieć teraz, daj spokój, rozwijaj się, najwyżej zajdziesz w wieku czterdziestu lat i będziesz pięćdziesięcioletnią mamą brzdąca z podstawówki, ekstra!
Serio? Jeśli już szanujemy kobiety, które nie chcą dzieci, to uszanujmy też te, które te dzieci chcą. Uszanujmy kobiety, które nie chcą później być „starymi” matkami, które dobijają do pięćdziesiątki, kiedy ich dzieci ledwo sięgają głową ponad stół.
Kurcze :/ Mam nadzieję że napiszesz jak skończyła się ta historia, jestem bardzo ciekawa