#gfLKO
Dwa tygodnie temu zmieniłam pracę na pracę biurową. Mały zespół – sześć osób, trzy babki i trzech chłopaków w jednym biurze. Myślałam, że trafiłam na fajnych, miłych ludzi. Każdy mi tu pomagał, gdy czegoś nie ogarniam, z dziewczynami byłam na „integracyjnej kawie”, chłopaki też OK... Do czasu. Niedawno był Dzień Kobiet. Koleżanki opowiadały mi, jak co roku dostają od kolegów po kwiatku i po bombonierce. Ucieszyłam się, bo mając 25 lat nigdy nie miałam chłopaka, nigdy nie dostałam żadnego kwiatka, prezentu, nic.
W Dzień Kobiet podekscytowana przyszłam do pracy. Zawsze zazdrościłam, czy w walentynki czy w Dzień Kobiet innym dziewczynom, gdy szły z kwiatami, dziś to ja będę dumnie szła z kwiatkiem do domu (jakkolwiek dziwnie to brzmi, że ktoś może cieszyć się z takich rzeczy). Moja radość długo nie trwała.Szłam w stronę kuchni, by zostawić w lodówce obiad, słyszałam, że w środku są chłopaki z naszego biura. Szeptali coś po cichu. Odruchowo stanęłam za drzwiami, chciałam podsłuchać i to był błąd, bo usłyszałam: „A brzydkiej kto da kwiatka?”. „Ja jej nie dam”, „Ja też nie”, „Nasza ruda piękność pewnie dziś tyle kwiatów dostanie, że do domu nie doniesie, tylu ma amantów, tylu na nią leci”... I inne przepychanki, który ma się ze mną umówić itp. Zamarłam, nie oczekiwałam przecież nie wiadomo czego, tylko szacunku. Zwyklej kumpelskiej relacji, a tu znowu powtórka ze szkoły? Znowu poniżanie? Dlatego że jestem brzydsza? Na nic starania, bycie miłym, życzliwym, bo jak widać bardziej od środka liczy się okładka.
Tego samego dnia zwolniłam się z pracy, chłopaki nie zdążyli przyjść z tymi kwiatkami. W sumie zrobiłam im przysługę, bo nie musieli się kłócić o to, który będzie tym przegranym i będzie musiał dawać „brzydkiej” kwiatka.
Jeśli jakimś cudem któryś z Was to czyta... To nie ma za co, nie musicie mi dziękować za wybawienie z tak trudnego, wymagającego poświęcenia zadania. Dla Was to tylko kwiatek dla „brzydkiej rudej”, dla mnie to kwiatek, którego nigdy nie dostałam i nadzieja na to, że coś w końcu może się zmienić, ludzie zobaczą we mnie człowieka, że uwierzę w to, że jestem coś warta.
Wiem, że łatwo powiedzieć, ale...To, jak oni się zachowali, świadczy o nich, a nie o Tobie. Na podstawie tego, że Ty nigdy byś tak nie zrobiła, możesz przypuszczać, że istnieją także inni ludzi, którzy by tak nie zrobili.
Z drugiej strony kwestia samego dania kwiatka nie jest niczyim obowiązkiem i wypominanie komuś, że Ci go nie chciał dać, niezależnie co ten kwiatek miałby dla Ciebie znaczyć, jest w moim przekonaniu nieco roszczeniowe. Równocześnie przyznaję, że z chamskimi komentarzami równo przesadzili.
Z drugiej strony może Cię pocieszę, że to nie jest tylko kwestia wyglądu, ale także kwestia sposobu nawiązywania relacji z ludźmi, od której zależy to, czy dostajesz kwiatki. Naprawdę panie o mało wyjściowych twarzach i figurach potrafią tworzyć wokół siebie taką atmosferę, że są adorowane, a są i kobiety, których aparycja podoba się mężczyznom, ale nie są one odbiorczyniami czekoladek, mimo że są naprawdę miłe i życzliwe.
To nie była roszczeniowosc, gdzie ją niby widać. Liczyła, że dostanie kwiatka tak, jak inne, a tu nic z tego, znowu odrzucona. Nie wymagała, tylko myślała, że dostanie.
Jesteś straszną desperatką i do tego zwalniasz się z pracy, bo ktoś powiedział, że jesteś brzydka... To raczej nie uroda odstrasza od ciebie ludzi.
Ty chyba żartujesz! Desperatka, bo ucieszyła się, że dostanie kwiatka? I wiesz jakie to okropne uczucie być w grupie ludzi, którzy cie wyśmiewają za plecami i to jeszcze tak, że przypomina ci to najgorsze chwilę z dzieciństwa?
Ty moriarty jak zwykle pokazujesz jakim ścierwem jesteś :/ Tatuś cię porzucił, zę tak sie zachowujesz? No w sumie nic dziwnego, też bym takie gówno jak ty porzucił.
Nie wiesz jak to jest być odrzuconym
Nie możesz uzależniać swojej wartości od otoczenia. Wiem, że łatwo powiedzieć, ale strasznie desperacko brzmisz. Jakby ten jeden kwiatek miał zmienić całe twoje życie. A zwolnienie się z pracy z powodu takiej nie istotnej rzeczy jest bardzo drastyczne.
Duże znaczenie ma Twoje nastawienie. Jeśli określasz siebie mianem brzydkiej, nawet nie przeciętnej, nieatrakcyjnej to nigdy nie zaczniesz być postrzegana inaczej. Zmień nastawienie do siebie a całe otoczenie je zmieni.
Kilka lat temu znałam chłopaka. Był brzydki. Naprawdę. To nie subiektywna opinia, bo podzielało ją sporo osób. Twarz miał niesymetryczna, nieatrakcyjną. Pozornie. Bo jednocześnie miał taki urok i taką charyzmę, że marzyłam o tym, żeby pójść z nim.... Na randkę. I to też nie tylko moje zdanie. Rozmawiałyśmy kiedyś z dziewczynami jak to się dzieje, że wydaje nam się fizycznie nieatrakcyjny a jednocześnie każda z nas chciała się z nim umówić. Z perspektywy czasu myślę, że to właśnie jego pewność siebie działała cuda.
To ciekawe co piszesz :D
Mogłaś wejść i powiedzieć, że brzydka nie przyjmuje kwiatów od kretynów
Tak, zagryźć zęby i dać o sobie znać. Jeśli nie są skończonymi idiotami tylko się zapędzili w żartach, to prawdopodobnie mieli by mega wyrzuty sumienia. A jeśli się rzeczywiście zwolniłaś, to jeszcze do tego by się bali, że komus powiesz, że przez nich. Może to by ich skłoniło do przemyśleń.
Znaczy zwolniłaś się, że się zwolniłaś? Czy po prostu wyszłaś wcześniej?
Nie każdy każdemu musi się podobać, jak to mówią "każda potwora znajdzie swego amatora". Jestem mocno przeciętna (i to bardzo, bardzo; masa niedoskonałości chociażby na twarzy - podkład i cała reszta kosmetyków tego nie zakryje), ale jakoś mam gdzieś, czy dostanę kwiatka. Znaczy ja nie znoszę kwiatów. Nie lubię, kojarzą mi się z PRLem (razem z podartymi rajstopami / pończochami). Omijam szerokim łukiem. Ponadto wychodzę z założenia, że jak związek się kończy, to zwracam wszystkie prezenty, a kurde kwiatów, czy czekoladek NIE jestem w stanie zwrócić. Kwiaty uschną / zwiędną, a czekoladki... zostaną zeżarte.
Jesteś warta tyle na ile uważasz. Wartość człowieka to jego wiedza, umiejętności, charakter, jego własne zdanie i masa innych cech. Wartość danego człowieka to nie to jak jest postrzegany przez ileś tam osób. Zdanie innych to czysto subiektywna opinia. Jeśli uzależniasz swoją wartość od zdania innych to po prostu... nie wiem, jak to nazwać. Krążysz po zamkniętym kole? Z którego nie jesteś w stanie się wydostać, ponieważ nieświadomie zaniżasz swoją wartość. A im mamy lepsze zdanie o sobie, a także gdy znamy swoją wartość, to lepiej nas inni postrzegają. Masz o sobie negatywne zdanie, tworzysz wokół siebie negatywną aurę i niestety ludziom się to częściowo udziela (takie mam wrażenie). Ale mam nadzieję, że się mylę.
Jedynie życzę Ci powodzenia i dużo, dużo szczęścia!
Powtórzę za Hva - nikogo nie obchodzi, co Tobie się podoba. Ja też nie przepadam za kwiatami, ale nie jestem tak zapatrzona w siebie, aby tłumaczyć innym, że oni też nie powinni, BO JA.
@Hvafaen, @ohlala, dla mnie to problem, ponieważ jak kończę związek to likwiduję wszystkie wspomnienia i rzeczy związane z taką osobą. To moja terapia za każdym razem. A w przypadku kwiatów i czekoladek nie jestem w stanie dopełnić tej terapii, bo "jeszcze coś zalega" i nie jestem w stanie czegoś z tym zrobić.
@Hvafaen, ale żeś mi staż zrobiła! Czy Ty mi podliczyłaś również lata, gdy z moim obecnym Facetem byliśmy na stopie "współpracownicy" i widzieliśmy się raz na ruski rok?
Kwiaty wyrzucasz kiedy zwiędną, czekoladki zjadasz i nie czego oddawać. Nie rozumiem jaki tu problem. A jakby Ci zrobił kanapkę i byś ją zjadła, to zrobiłabyś kanapkę żeby mu oddać? Jak chcesz to zawsze możesz kupić kwiaty i czekoladki i dać mu je na rozstanie, a nie dramatyzujesz z byle powodu.
Zamiast oddawania, polecam spalanie, bardziej oczyszczające ;)
Ciekawe. W życiu bym nie śmiała prosić o zwrot prezentów, jakie bym dała danej osobie. No po prostu nie.
Niby dorośli ludzie, a nadal bachory.
rzucic prace bo cie obgadywali, olaboga, wierz mi, ze twoja samoocena byla widoczna w twoim zachowaniu, pewnie dlatego nie jestes lubiana, a nie przez urode czy jej brak
Jeśli nie pracujesz w zawodzie który tego wymaga podsłuchiwanie jest błędem zawsze i często można usłyszeć o sobie. A wtedy nie ma z tej sytuacji dobrego wyjścia zwłaszcza jak w pracy układało się w sumie nie najgorzej. Po prostu najlepiej zasygnalizować swoją obecność.
Trzeba było z rana przyjść z wiechciem kwiatów,zresztą kwiaty są niepraktyczne