#gdFIM
Chłopak trochę wie o moich problemach, ale nie jest to raczej coś czym się chwalę. Mówi mi, że to z nudów, że wymyślam, bo nie mam co robić i powinnam zacząć ćwiczyć lub lepiej się odżywiać. Z tym, że moje jedzenie też już nie jest normalne. Albo jem za 3 albo przez 2 dni nie jem nic, głodując się za karę. Za to, że taka jestem.
Czuję się jak wrak człowieka, jakbym zawodziła wszystkich. Chłopak coraz częściej powtarza, że nie może już mnie znieść i panicznie się boję, że mnie zostawi. Tak bardzo, że staram się przed nim udawać. Okłamuję go, że chodzę do szkoły, że w pracy wszystko było super, ale czasami coś we mnie pęknie i płaczę przed snem lub pracą. Nienawidzę się za to coraz bardziej. Czuję się gorzej niż śmieć. Jestem bezużyteczna, coś się we mnie zepsuło, nic już nie sprawia mi radości, robię rzeczy bo muszę, bo tak wypada. Nie potrafię wytrzymać już sama ze sobą. Cyklicznie nachodzą mnie myśli samobójcze żeby ze sobą skończyć, dać innym i sobie spokój, ale jestem zbyt wielkim tchórzem by coś takiego zrobić. Czuję, że sięgnęłam dna. Chłopak mówi, że to z lenistwa, że powinnam wziąć się za rzeczy. Staram się nie zaniedbywać obowiązków domowych, ale sama widzę, że robię absolutne minimum.
W mojej rodzinie mama, babcia i wuja chorują na depresje i nerwice, ale oni mają powód - dziadek był alkoholikiem i dał im popalić. Ale ja? Jestem młoda, zdrowa, powinnam cieszyć się życiem, piąć się w górę.
Ostatnio też wszyscy znajomi biorą śluby (z krótszym stażem niż nasz) i bardzo mnie to boli, bo chłopak usilnie odmawia zaręczyn. Twierdzi, że nie chce mieć grubej żony i nie dziwię mu się. Chciałabym schudnąć, chciałabym zrobić COŚ i codziennie sobie obiecuję, że rzeczywiście coś zrobię, że wstanę wcześniej, pomaluję się, a moja praca sprawi mi radość. Ale nie jestem w stanie. Nienawidzę siebie. Tak bardzo, że aż boli.
Uciekaj od niego. To dupek.
A właśnie, że nie, ja jestem po stronie chłopaka.
Łatwo pisać. Nie chce jeszcze ślubu, to sruuu zostawić. 1. Dziewczyna jest młoda, nie wiesz czy ma 20 lat czy 30.
2. Laska ma depresję i powinna się leczyć, czy to naprawdę najlepszy moment na podejmowanie takich decyzji?
Dziewczyna powinna się wyleczyć, znaleźć źródło swoich problemów i wtedy zobaczyć, czy koleś z którym jest to ten jedyny, czy jednak nie. Może też być tak, że jak wyleczy się z depresji, to koleś się oświadczy.
Kto w ogóle plusuje taki komentarz...
Dziewczyna ewidentnie ma depresję czy jakieś inne zaburzenie i zaniedbuje przez to siebie i swoje obowiązki. Wcale się gościowi nie dziwię, że mu się to nie podoba, zwłaszcza że autorka pisze że taka wcześniej nie była. Skoro znał ją wcześniej to powinien zauważyć że coś jest nie tak, a nie mówić że jest po prostu leniwa, ale sam fakt że nie chce ślubu z zaniedbaną dziewczyną nie czyni go dupkiem.
@Ambudziambuu Oczywiście że jest dupkiem i to na potęgę. Jego dziewczyna nagle się zmieniła, przejawia objawy już dość zaawansowanej depresji i jedyne co on ma do powiedzenia to "to z lenistwa", "weź się w garść"?! Powinna od niego uciekać bo widać że nie ma co na nim polegać. Zamiast jej pomóc czy wspierać to ją opierdala. NIE NO MACIE RACJE ZAJEBISTY JEST.
Może by dostrzegł że to coś grubszego gdyby nie udawała przed nim, a tak udaje że wszystko jest OK i tylko widzi że chodzi utyta i zaniedbana...powinni szczerze porozmawiać we dwoje, a nie użalać się w Internecie.
@Dragomir A wiesz na czym polega depresja? Ona mu tak po prostu nie powie że ma chorobę psychiczną.
Pierwszy punkt - przebadaj tarczyce (usg) i hormony tarczycowe. Jezeli masz niedoczynność albo hashimoto, gdzie niedoczynność bywa okresowa, to będziesz miała spadki nastroju. Z chorobą tarczycy da się normalnie żyć, tylko trzeba przyjmować leki w razie potrzeby.
Dodam że skłonność do tycia też moze być objawem problemów z tarczyca.
Ogólnie wybierz się do lekarza rodzinnego, on wypisze badania i w razie konieczności wyśle do specjalisty. Problemy z tarczycą to jedna z przyczyn rzeczywiście, częsta, więc warto ją wykluczyć, ale nie jedyna.
Często nawer ludzie którzy mają w życiu poukładane chorują na deoresję. Do tego nie trzeba mieć wielkoego powodu. A może masz powody, z których nawet nie zdajesz sobie sprawy. Nie męcz się z tym sama i leć do psychologa czym prędzej.
Najpierw rzuć chłopaka a potem psychiatra. Ewentualnie najpierw psychiatra a potem rzuć chłopaka.
Jezu no... my widzimy, że masz depresję, Ty dobrze wiesz, że masz depresję, Twój chłopak albo jest idiotą albo też dobrze wie, że masz depresje i nieszczególnie go to obchodzi... i co? Gówno. Nic się nie zmienia i samo się nie zmieni. Powiem Ci, jako osoba z ciężką, wieloletnią depresją i historią długiej terapii ( w tym farmakologicznej), że z tym dziadostwem jest tak, że albo się leczy albo się umiera leżąc w tym łóżku. I tyle, samo nie mija. Też miałam faceta, który „mnie takiej nie mógł znieść”. Starszego od siebie, ponoć świadomego i empatycznego. Szkoda tylko, że zamiast do lekarza, prowadził mnie do kościoła i denerwował się na mnie, że efektów nie widać. Dzisiaj mam za sobą lata leczenia. Schudłam, skończyłam studia, zarabiam, a facetów mam wtedy gdy sama mam na to ochotę. Nie jest idealnie, ale mam kontrolę nad swoim życiem, dobrych ludzi dookoła siebie i znowu wiele rzeczy sprawia mi radość. Także, jeśli brzmi to dla Ciebie lepiej niż opis Twojego własnego życia na ten moment, to rusz się na początek do dobrego psychiatry, a potem poszukaj terapii. To, albo umieraj, jak na każdą inną śmiertelną chorobę. Innych wyjść nie ma.
Ona niekoniecznie ma depresję, może mieć po prostu problemy z tarczyca. Niedoczynność albo hashimoto tak się mogą manifestowac - samopoczucie jak kupa, depresyjne myśli, do tego brak chęci na cokolwiek i skłonności do tycia. Sama mam hashimoto to wiem jak to jest. Zanim zdiagnozuje się problemy pochodzenia psychicznego, trzeba wykluczyć te pochodzenia organicznego. Jeśli hormony tarczycowe są w porządku, wtedy można iść z diagnostyka dalej. Jeśli hormony nie są wyrównane, lub co gorsza są zmienne, jak przy hashimoto, to terapia psychotropami może mieć bardzo ograniczone działanie.
Jaka by nie była przyczyną jej stanu, sama nie minie.
Taki Elli, wiem, przerabiałam nidoczynność tarczycy. Depresję, które jest jej efektem nazywamy endogenną i tak, w dalszym ciągu jest to depresja. To co autorka tu opisała to książkowe objawy depresji, o czym sama z resztą wie. Co stoi u jej podstaw i jak ją leczyć powinien zdecydować specjalista. I tu odsyłam do swojego pierwszego komentarza.
Tylko ze leczenie psychotropami jest o wiele trudniejsze do "utrafienia" różnymi lekami, na jednych działa to, na innych coś innego, przy czym każdy lek normalizuje się czyli zaczyna poprawnie działać po min 2 tygodniach lub więcej, a jak u podstawy jest chorobą hormonalna, to w ogóle może działać lub nie, w zależności od poziomu hormonów. Dlatego zanim się wdrozy leczenie psychiatryczne, trzeba wykluczyć przyczyny organiczne.
Twój pierwszy komentarz mówi dokładnie NIC o tym, że zanim do psychiatry to najpierw do endokrynologa. I że zamiast leczyć kogoś psychotropami, wystarczy najpierw wyrownac poziom hormonow, jeśli to nie wystarcza, to diagnozowac dalej.
Nie koniecznie , depresja bo taki prozaiczny temat jak niedobór B12 i niedokrwistość złośliwa też ma na to wpływ. Sprawdzone osobiście niestety. Mimo spotkań z psychiatrą i psychologiem i psychotropów stan nie mijał to o dziwo rodzinny odkrył, to niedobór jednej witaminy ma duży wpływ na zachowanie i emocje...
Z resztą nie dużym koszem można prywatnie sprawdzić, warto i polecam.
Brzmi jak depresja. W zaburzeniach endogennych nie musi być większego powodu aby się pojawiła - zapraszam do wybrania się do psychiatry a nawet lekarza rodzinnego, który może przypisać leki (np. asertin). Możesz także zgłosić się na oddział.
Przed podjęciem istotnej decyzji (np. zaręczyny) należałoby ustabilizować się emocjonalnie
Do depresji nie potrzeba powodu.
Ale mama z depresją to już powód.
A ludzi którzy mówią że to z nudów i 'poćwicz' omijaj z daleka.
Często się uważa, że depresja jest z nudów, bo ludzie nadużywają tego słowa i mianem depresji określają chwilowego doła czy przejściowy spadek motywacji do działania, które są spowodowane jakimś niepowodzeniem, przemęczeniem czy zwykłym znudzeniem pracą, codziennością itd. W takim przypadku zwykle faktycznie wystarczy odpocząć, zmienić otoczenie, znaleźć sobie hobby czy poćwiczyć.
Marsz do psychologa
Potrzebujesz jego wsparcia teraz jak być może nigdy wcześniej. Jak on sobie wyobraża małżeństwo, bycie ze sobą w zdrowiu i chorobie jeśli mówi Ci, że nie chce mieć grubej żony? Prostak z niego. Jak Cię zostawi, to żadna strata. Twój stan jest testem Twojego związku.
Po takich słowach to Ty sie powinnaś zastanowić nad zerwaniem z nim. A co jeśli po ślubie będziesz mieć problemu ze zdrowiem i przytyjesz? Rozwód? Uciekaj od niego.