#gWOzU
Była to adopcja ze wskazaniem. Znalazłam świetnie małżeństwo, które nie mogło mieć dzieci. Bolał mnie fakt oddania własnego dziecka, ale nie miałam wyjścia. Na porodówce było okropnie. Położne traktowały mnie jak kosmitę. Słyszałam teksty typu "Dawałaś, to teraz się męcz". Po 19 godzinach urodziłam córeczkę. Jednak okazało się, że nowa rodzina jej się chce. Dlaczego? Moja córka dostała od losu więcej niż wszyscy się spodziewali. Mianowicie dodatkowy chromosom. Małżeństwo wyparowało ze szpitala, nie chcieli "wadliwego produktu". A ja zostałam z niepełnosprawnym maleństwem i wielkim bólem.
Ale wiedziałam, że to najlepsze, co mnie spotkało. Zostałam matką i dopiero wtedy sobie to uświadomiłam. Po paru dniach obserwacji poszliśmy do domu. Rodzice nie chcieli nas widzieć. Ale chcąc nie chcąc musieli (babcia przepisała dom na mnie) i tak żyliśmy sobie z Malwinką na marginesie rodziny i społeczeństwa. Nigdy nie traktowałam jej jak dziecko z ograniczeniami. Dla mnie była i jest idealna. Jednak ludzie nie mogli pojąć, że młoda matka pokazuje się z "upośledzonym bękartem". Ale teraz jestem najszczęśliwszą młodą mamą na ziemi i w okolicach ;)
Takie wmawianie sobie. To ogromna radość dla rodziców kiedy dziecko osiąga sukcesy, a jakie sukcesy może osiągnąć dałniaczek? Zrobienie sobie kanapki czy samodzielne ubranie się? To zwyczajnie przykre.
Uwielbiam gdy ludzie błyszczą intelektem w sprawach o których nie mają pojęcia. Otóż ziomeczku wiedz, że ludzie z zespołem Downa mogą mieć możliwości intelektualne takie same jak reszta społeczeństwa, czego dowodzi fakt, że bronią doktoraty.
To co napisałeś jest mocno wypaczone. Osoby z zespołem Downa są różne. Jedni faktycznie będą wymagać opieki do końca życia, ale odpowiednio zadbani mogą wyrosnąć na samodzielnych ludzi. Mogą pracować, zarabiać na siebie, rozwijać swoje pasje i umiejętności. I takie podejście, że jak jest "dałniaczek" to jego/jej największym sukcesem życiowym jest zrobienie kanapki - to jest dopiero podejście "dałniaczka".
Bronią doktoraty (w co mi się nie chce wierzyć) , bo im się to na siłę ułatwia stosując taryfę ulgową i odwalając wszystko za nich.
Jeden kot też jest współautorem pracy naukowej, czy to znaczy, że ma takie same możliwości intelektualne jak człowiek?
Bądźmy realistami, zespół downa to nie cud, a choroba, a takie osoby nigdy nie będą normalnie funkcjonować.
Ale wysryw Dragomircia. A tak pozuje na obrońcę uciśnionych i klnie na kastę prawniczą. Hipokryta.
Myślę, że Malwinka nie będzie sobie radziła gorzej niż Ty.
Tacy mądrzy, to idźcie do tych matek które płaczą po nocach i im powiedzcie, że ich niepełnosprawne umysłowo dziecko może zrobić doktorat. Idźcie i im powiedzcie, że w razie śmierci rodziców to dziecko poradzi sobie samo nawet w dorosłym życiu. Ja wiem jak funkcjonują rodziny dzieci z niepełnosprawnością (każdą, tu akurat mowa o trisomii ale są dużo gorsze), za dużo rzeczy widziałem w życiu. Ale trzeba zjechać kogoś że napisał to, co zdecydowana większość myśli ale nie chce pisać, bo to takie barbarzyńskie. Dla mnie nie jest przyjemne oglądanie chorób, nie jestem turpistą.
Ciężko mi się z dragomirem nie zgodzić..
A mi łatwo sie nie zgodzić:) Poleciales trochę z ta oceną. Trisomia ma wiele twarzy. Dla jednego zrobienie kanapki i zalozenie butow bedzie wyczynem, a dla drugiego zrobienie magistra. Wy widzicie to co widać, mongolizm, trudności z mową, rece ktore czasem zawodzą. A ja widze bardzo wiele, Spotkalam wiele takich osób i ich rodzicow. To od rodzica zalezy wiele, jedni maja w dupie, zrzuca wszystko na szkole, a inni beda drazyc temat, nie poddawac sie. Znam osobiscie" Dałniaka" ktory zrobil magistra, ma prace "normalna", wysportowany facet o genialnej sylwetce,i tylko jego wyglad sprawia ze ludzie głupieją. Wiesz, ze wielu z nich zna kilka języków, pracuja w zawodach takich jak twoj? Tylko trzeba dac im szanse, a nie myslec jak ty.
Niestety się zgadzam. Nie użyłabym takich słów, jak Dragomir, ale ma on rację. Nie wiem, jaki jest tutaj sens wyznania. Ktoś może się spełniać, wychowując niepełnosprawne dziecko, a ktoś inny może nie dać sobie rady nawet ze zdrowym, i to jest ok. Jeżeli ktoś chce, nie mam prawa nic na ten temat powiedzieć. Ale w tym wyznaniu jest kilka innych niepokojących rzeczy - po pierwsze, autorka została sama z niechcianą ciążą, po drugie rodzina się wycofała, zostawiając ją samą z niechcianym dzieckiem. Autorce się udało, kocha dziecko i najwyraźniej spełnia się, wychowując swoją córkę. Ale co w sytuacji, w której nie pokochałaby dziecka? Ja nie wiem, co bym zrobiła w takiej sytuacji i wolę się nie przekonywać
Fajnie że niektórym się udaje, zawsze to mają lżej w życiu. Ja znam też takie, które nie umieją mówić, jedzą jak prosiątka i nie poradzą sobie same w życiu. W moim zawodzie lub pokrewnym pracują też osoby niewidome, i to jasne że to są ludzie tacy jak my tylko z jakąś wadą czy chorobą. Ale nie popadajmy w taki stan, który każe cieszyć się że mamy czy ktoś ma chore, niewidome czy jakieś w inny sposób ułomne dziecko. A jeśli ktoś się cieszy że ma takie dziecko, to chyba jednak dużo bardziej by się cieszył gdyby było zdrowe.
Z tego co się orientuję to zespół Downa ma po prostu szeroką skalę upośledzenia. Są naprawdę ciężkie przypadki, i są też dużo lżejsze. Nie wiem czy to jest kwestia "wrodzonej odmiany", czy kwestia odpowiedniego rozwoju od dziecka. Może ktoś bardziej zaznajomiony z tematem się wypowie.
Dragomir, myślę, że autorka nie próbuje nam narzucić choroby swojego dziecka, jako czegoś wyjątkowego, czy nawet lepszego. Po prostu je kocha i chce pokazać, że mimo wszystko jest szczęśliwa, że go nie oddała.
Gdzie Ty mieszkałaś, że ludzie nazywali Twoje dziecko "upośledzonym bękartem", jakaś mega patola.
A patos tej historii zupełnie do mnie nie przemawia, meh.
No pewnie, rodzice nie chcieli Was widzieć, partner opuścił, ale 18 latka z upośledzonym dzieckiem żyła sobie bez mieszkania, pracy i zmartwień.
Z mieszkaniem - "babcia przepisała dom na mnie".
Ja wszystkim rodzącym polecam po prostu przywalić w twarz położnej, najlepiej tuż po porodzie i znienacka. Niby jest odpowiedzialność karna, ale niewielka. Poza tym wzburzenie emocjonalne będzie okolicznością łagodzącą. Zresztą wielu ludziom nie chce się chodzić po sądach.
Kobito. Twoje dziecko ma Zespol Downa. Wez nie bredz bzdur o ideale bo jakby ci dobra wrozka zaproponowala dziecko zdrowe to bys brala bez pytania. Jak ja nienawidze takich zaklamanych bab
Przestań pisać takie wyznania smarkulo! Nie będziesz mi mówić co mam robić. Jak bede chciała sobie usunąć płoda to to zrobię. Moje ciało moja sprawa!!!!!!!
Ty też masz dodatkowy chromosom?
A które wydarzenia z tej ładnie napisanej bajki są tymi dwoma cudami?
No jak to? 1. Bycie samotna matka 2. Urodzenie cudownego muminka. Przeciez samotne wychowywanie uposledzonego dziecka to najwieksze szczescie
No ten chłopak raczej taki dojrzały nie był... Zastanawia mnie w jakiś czasach to było, że autorka dowiedziała się o chorobie dziecka dopiero po porodzie, a nie wcześniej z USG.
Dobrze, że przestałaś się tym przejmować.