#gOvkr
Jak powiesz jej że boli cię głowa, to ją boli głowa i noga, ręka, brzuch... cokolwiek... byle żeby wyszło, że ona czuje się gorzej...
Kiedy słyszę jak rozmawia z moją babcią (kobietą, która normalnie pracowała, dbała o dom i dzieci, obecnie jest po operacji serca, mimo swojego stanu zdrowia normalnie sprząta, chodzi do sklepów czy banku) i opowiada jej że "tak bardzo się źle czuje, nie może umyć okien czy pójść pieszo po zakupy"...to aż chce mi się śmiać...
Jak tylko znajdzie sobie nową "chorobę", to poprzednia "znika" (chyba, że gdzieś o niej usłyszy, to zaczyna "cierpieć" znowu).
Po co to robi?
Moim zdaniem po to, żeby wszyscy jej współczuli, robili wszystko za nią, a ona mogła leżeć i nic nie robić...
Boli ją kręgosłup... nie może nic nosić...
Boli ją noga... nie może nigdzie pójść...
Boli ją brzuch, głowa... musi odpoczywać, leżeć i nic nie robić....
Bolą ją oczy... musi się przespać...
Boli ją ramię... nie może umyć okien czy odkurzyć...
Wzięcie lekkiej siatki z zakupami z samochodu ją przerasta, "bo ma chory kręgosłup", ale psa ok. 8 kg nosić może...
Boli ją brzuch, ale jeść chipsy i słodycze może...
Boli ją głowa, ale może siedzieć z nosem w tablecie czy laptopie (i grać)...
Generalnie źle się czuje i musi odpocząć, ale na zakupy z koleżanką czy siostrą biegnie...
Nie ma siły na nic i jest taaaaka słaba, ale przez telefon 2 h może gadać...
Do lekarza nie pójdzie "bo oni i tak jej nie pomogą"...
(jak maja pomóc na wymyślone "choroby"?)
Mam już dość wiecznego jej usługiwania, kiedy ona leży i nic cały dzień nie robi poza wymyślaniem kolejnych chorób, które nie pozwalają jej zadbać o dom.
Kiedy ktoś jej zwróci uwagę, że np. miska z praniem nie jest aż taka ciężka, a pranie można brać po kilka sztuk, a nie całe naraz (jeżeli jest według niej takie ciężkie) robi awantury, "bo nikt się nią nie przejmuje".
Kiedy jej się powie, że jak bolą oczy czy głowa, to nie powinno się siedzieć z nosem w ekranie i grać, to robi awanturę, "bo jak ktoś może myśleć, że wie lepiej niż ona co jej szkodzi".
Jak usłyszy, że cola czy chipsy to nie jedzenie na bolący brzuch, to jest krzyk - "bo jej już nic nie wolno".
Moja prababcia ma podobnie ale rodzina podejrzewa, że to rodzaj traumy z zesłania na Sybir zaraz po zakończeniu II WŚ. Prawdopodobnie chce by ludzie się o nią troszczyli i uważali na nią.
Nie wierzę że nigdy nie słyszałaś o hipohondrykach..
To nie hipochondryk tylko toksyczny wampir.
Lenistwo.
Niestety, hipohondria jednak istnieje i jest poważnym problemem dla cierpiącego na nią i jego otoczenia. Nie znamy sytuacji na tyle, żeby wiedzieć, czy nie mamy z nią do czynienia w tym wypadku.
Wątpię, że to hipohondria. Znam przypadki tej choroby, ale to co robi mama autorki wyznania raczej jest zwykłym lenistwem i rozczulaniem się nad sobą.
Hipochondryk chodzi do lekarza non stop, często ich zmienia bo poprzedni nie pomógł/ nie dał leków/ nie wykrył choroby. Taka osoba ma objawy chorób (które sam widzi) i próbuje sie leczyć. Czyli na bolący brzuch nie będzie jadł śmieciowego jedzenia tylko bardziej prawdopodobne jest ze wyrzuci z domu wszystko co niezdrowe bo może dostać raka żołądka.
Ta mama to leń, nierób, wygodnicka kobieta, która lubi jak sie nad nią użala jak to ona ma zle. Jest mnóstwo takich gnid.
Jestem hipochondrykiem, leczę to od kilku lat, znam trochę temat i gwarantuję Ci, że nie tak to wygląda. Hipochondryk jest w ciągłym lęku, najchętniej ciągle by siedział u lekarza, na pewno nie ma czasu ani siły gadać beztrosko przez telefon 2h czy narzekać na to, jak mu źle na tle innych. Zanim zaczęłam się leczyć (psychoterapia i farmakoterapia - jak każde inne zaburzenie lękowe) dosłownie przepłakiwałam całe dnie, nie spałam po nocach bo nawet najmniejszy ruch podnosił mi tętno tak mocno, że wierzyłam, że mam zawał i umrę, byłam praktycznie co drugi dzień u lekarza... No ogólnie nieciekawie, ale zupełnie niepodobnie do mamy autorki. Jak sobie odczytasz fora, wypowiedzi hipochondryków, to znajdziesz głównie potwierdzenia tego, co ja teraz piszę.
Tldr; imho mama autorki jest leniem.
Moja sąsiadka cały czas "umierała" z powodu różnych chorób. Po 20-30 latach się jej udało.
Jak uważam, że jak człowiek nie ma pracy i ma nadmiar czasu wolnego, to tak sobie wtedy wymyśla - i to nie tylko choroby, ale i problemy. Moja mama też "wychowała" (albo raczej doglądała, bo wychowywaliśmy się same) mnie i siostrę, niby prowadziła dom, wiecznie się krzątała, ale głównie wisiała na telefonie i niby było jej w domu pełno, ale zawsze biadoliła jak to jej ciężko to wszystko ogarnąć (a mało gotowała, kiepsko sprzątała). I teraz, gdy jest po 50-tce, to również zaczyna wymyślać wszystkie choroby świata, mówi, że życie ją wykończyło i ona już na nic nie ma sily. Było mi jej szkoda do momentu, aż zaobserwowałam(ok.15 lat temu) jak prowadziła dom moja, wtedy jeszcze nie-teściowa, która w przeciwieństwie do mojej mamy całe życie pracowała zawodowo wykonując te same obowiązki, co moja mama, a nawet więcej i z większym zaangażowaniem. Gdy miała 40 lat, a my z siostrą się usamodzielnilysmy, to zaproponowałysmy, że może znalazłaby pracę chociaż na pół etatu, żeby nie zwariowała w domu sama. Nic z tego nie wyszło, bo oczywiście każda praca była zła (pominę już argumentację dlaczego była zła) i od tamtej pory nie zmieniło się nic. Mama nadal nie robi nic, jej życie jest totalnie jałowe, a później ma pretensje, że wolimy spędzać czas z rodzinami naszych mężów... Tata natomiast jest dobrym człowiekiem, ale nigdy nie namawial mamy do zrobienia czegokolwiek, bo wychodził z założenia, że jego matka nigdy nie pracowała, to i żona też nie musi.
Trochę jakby o mojej matce...
Tylko że ona akurat dba o porządek i gotuję świetnie
Jednak jakiś czas temu zaczęła szukać pracy ,i tu się zaczęły schody
Tam źle ją traktują ,tam za mało płacą ,a tu jej kazali pracować i ja głowa/brzuch/kończyna boli
Jak na jej kolejne narzekania odpowiedziałam "widocznie aż tak bardzo Ci ta praca nie jest potrzebna ", zaczęła krzyczeć i się obrazila.
Oczywiście do żadnej pracy nie poszła
Zresztą o niej to mogłabym napisać wyznanie...
U każdego z siłą i energią jest inaczej, ja przy końcówce tygodnia jak wracam z pracy to nie mam już siły na nic, a moja mama, która jest już po 50, spokojnie jeszcze obiad ugotuje i dom ogarnie. Na to wpływa wiele różnych czynników. Nie chcę usprawiedliwiać twojej mamy, tylko zwracam uwagę, że nie ma co porównywać z innymi.
Ja wiem, że twoja mama może być oceniona przez Ciebie jako słaba w czymś tam, ale wyobraź sobie jak ona się czuje, jak ciężkie musi być dla niej w tym wieku wychodzenie ze strefy komfortu. Nie gloryfikujmy ciężkiej pracy, bez przesady. Taki marazm też niszczy motywację do życia. Myślisz że ona nie wolałaby się jawić jako super mama? Nie każdy musi spełniać jakieś określone standardy, żeby zasłużyć na empatyczne podejście. Moja babcia np. pracuje bardzo ciężko i uważam że to jest niezdrowe. Nie potrafi przejść na emeryturę, chociaż naprawdę niszczy sobie już zdrowie i denerwuje się w pracy. Tylko dlatego, że jest uzależniona od kontaktów z ludźmi i boi się że zgnije na emeryturze, że nie będzie miała co robić. Nie wszystko jest takie łatwe jak się wydaje, kiedy się przez dekady robi jedno i to samo.
To niech krzyczy. Olej to. I nie usługuj, po co to robisz? Widocznie trzeba jak z dzieckiem.
Może zacznij przy niej wspominać o eutanazji? Skoro tak strasznie cierpi.
Bo mnie serce boly
olej i nie pomagaj nic za nia nie rob
jesli jestes pelnoletnia, konczylas szkole to sie wyprowadza
obowiazej alimentacyjny mama OBOJE dopoki sie uczysz
Jakbym czytała o teściowej ;)))
Jest jeden lekarz, który mógłby jej pomóc. Psychiatra.