#gITrQ
Gdy skończyłam 18 lat, wyszłam za mąż za największego faceta jakiego udało mi się znaleźć. Kochałam Marka, ale to, że od dziecka uprawiał sport, ćwiczył na siłowni i potrafił się bić było też sporym atutem. Gdy Marek się do nas wprowadził po ślubie, poczułam się w domu bezpiecznie jak nigdy dotąd.
Pamiętam jak ojciec wrócił kiedyś o 4 nad ranem z libacji i postanowił usmażyć sobie kaczkę. Mój Marek, jako człowiek spokojny, uszanował to. Potem jednak mój ojciec zobaczył mamę, która leżała nerwowa w łóżku i znowu zadziałała na niego jak płachta na byka. Z opowiadań mamy wiem, że najpierw zaczął ją bić pięściami po twarzy, a potem dusić. Mój Marek wiedział jakim człowiekiem jest mój ojciec, ale nigdy nie przeżył takiej akcji na żywo. Doskoczył do mojego ojca, wziął go za szmaty i wyrzucił z półpiętra na klatce schodowej. Ojciec wtedy złamał nogę, a moja mama, wiedząc, że ma poniekąd swojego obrońcę, wzięła rozwód.
Ojciec się wyprowadził, a ja z nim nie miałam kontaktu przez niemal 20 lat. Po tym czasie odezwał się. Liczyłam na jakieś pojednanie, bo pomimo tego, że był okropnym człowiekiem, był także moim ojcem. Chciałam tylko wiedzieć co u niego. Podczas odwiedzin wyglądał jak wrak człowieka, chudy, niedożywiony wręcz, bez jednej nogi (tej niegdyś złamanej), ponieważ wdało się zakażenie. Obraz nędzy i rozpaczy. Źle mi z tym do dzisiaj, że tak pomyślałam, ale uznałam, że taki koniec mu się należy. Samotny.
Po tej wizycie ojciec częściej się odzywał. Robiłam mu zakupy, pomogłam z papierami, z rentą. Uznałam, że tyle mu się należy za więzy krwi. W Wigilię zadzwonił do mnie i bez życzeń, bez niczego, zaczął krzyczeć, że jestem głupia jak moja matka i nawet renty mu nie potrafię załatwić i co on teraz ma zrobić. Może niezbyt elokwentnie odpowiedziałam "gówno" i odcięłam kontakt całkowicie.
Czasami zastanawiam się, czy jeszcze żyje i jak żyje, ale potem przypominam sobie, że o takiego człowieka nie warto dbać. Czasami nadchodzą mnie wyrzuty sumienia, ale mąż i mama skutecznie przypominają mi, że nie warto się gnębić. Jednak pomimo tych przykrych doświadczeń, ja nadal się zastanawiam co u niego. Z czystej ciekawości, jak skończył człowiek, który mnie spłodził. Boję się jednak jechać do niego. Obawiam się, że źle skończył, a mnie znowu wezmą wyrzuty sumienia i dam się omotać.
Właśnie tego nienawidzę, tej ludzkiej natury kiedy Twój własny rodzic jest dla Ciebie piekłem, a nawet jak się odetniesz od niego całkowicie, to i tak przez resztę życia czasami będą Cię nachodzić myśli o nim, może i krótkie ale już zawsze.
@CyraneczkaZKoviru
Myśli myślami. Gorzej jak bliscy robią wyrzuty: 'przecież to matka, przecież to twój ojciec'.
To wcale nie takie rzadkie.
To nie żadna natura a po prostu każdy ma inną psychike. Mój ojciec mi nic wielkiego nie zrobił, ale nie widziałem go ponad 10 lat, nie wiem co u niego i wcale mnie to nie obchodzi.
Myślenie o tym wszystkim jest najgorsze
A wiecie co to jest syndrom Sztokholmski?
Nie odnawiaj kontaktu, nie warto
Zgotował Wam piekło i nie zmienił sposobu myślenia. Uważa że coś mu się należy od Ciebie.
Daj sobie z nim spokój, masz własne życie. Powodzenia.
Zrobiłaś już więcej niż mógłby na to zasługiwać człowiek, który nawet nie jest ani trochę wdzięczny za jakąkolwiek serdeczność oraz uprzejmość, po tylu potwornych czynach. Idź dalej w swoje życie, dbaj o mamę (i męża). Koszmar się skończył i to jest najważniejsze.
Przepraszam, ale przy fragmencie "zadziałała na niego jak płachta na byka" buchnęlam śmiechem, bo od razu mam przed oczami Darwinów z yt
Bardzo dobrze zrobiłaś.
A co z twoją mamą? Mam nadzieję, że sobie poradziła :)
Zastanawiam się czy w sprawie w tej renty nie chodziło o to, że czegoś może nie wypełniłaś i stąd te krzyki, że nie załatwiłaś jej. Co do reszty, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, ale jeżeli nigdy nie byłaś z nim jakoś blisko, to chyba nie ma sensu utrzymywać kontaktu, bo znów odezwie się tylko jak będzie w potrzebie
Polecam zapisać sie do DDA - dorosłe dzieci alkoholików. Jakiekolwiek wyrzuty sumienia wobec tego typu ścierwa są całkiem nie na miejscu