#gFSTS

Wstydzę się to komuś wyznać, dlatego postanowiłam to opowiedzieć tutaj.

Jestem dziewczyną, idę teraz do 2 klasy technikum i bardzo się tego boję, wypieram te myśli i naprawdę wolałabym, żeby zostało nauczanie zdalne. Potrafię nie spać w nocy, dostawać paniki i zawrotu żołądka, dlaczego tak? Przez najgorszy przedmiot, jakim jest WF.

Nie jestem zbytnio wysportowana i średnio idzie mi gra w siatkówkę itp. Naprawdę staram się jak mogę uczestniczyć w grach, ale w mojej klasie są typowe dziewczyny, które dla uwagi chłopców zrobią wszystko. Nauczyciele też nie są lepsi i śmieją się ze mnie, kiedy coś mi się nie uda. Raz dostałam piłką prosto w nos i jedyne co usłyszałam to głośny śmiech trzech wuefistów. Nienawidzę dni, kiedy jest WF, wolę siedzieć trzy godziny na matematyce i rozwiązywać zadania niż być z moją klasą 10 minut na sali gimnastycznej. Często z tego powodu jestem wyśmiewana, wytykana palcem przez osoby z mojej klasy. Bo jak to? Lepiej jest pograć sobie niż siedzieć w ławce. Najchętniej wypisałabym się z WF-u. Nie wiem, czy ktoś tak jeszcze ma, ale chciałam to po prostu z siebie wyrzucić, żeby nawet lepiej spać w nocy.
flaganapomniku Odpowiedz

w czasach szkolnych nienawidziłam siatkówki (a prawie zawsze to w nią musiałyśmy grać). nie szło mi aż najsłabiej, ale że ogólnie nie byłam lubiana, wf potrafił być zmorą.

przy takiej liczbie zakażeń jaka jest, całkiem możliwe, że szkoły szybko znowu zamkną. a nawet jeśli nie, masz jeszcze czas, by wymyślić jakieś rozwiązanie.

kiedyś dało się uzyskać całoroczne zwolnienie z wf-u. sprawdź, na jakich zasadach odbywa się to obecnie. skoro aż masz przez to problemy ze snem czy żołądkowe, problem jest niemały. może coś w rodzaju opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej wystarczyłoby do zwolnienia.

w niektórych szkołach można nie chodzić na choćby część zajęć z wf-u pod warunkiem, że przedstawia się jakiś dowód innej aktywności fizycznej: bilety z basenu itp. jeśli nie macie czegoś takiego oficjalnie, może są nauczyciele, którzy zgodziliby się, byś chodziła na jakieś wybrane zajęcia, coś, co choć trochę lubisz - a co masz jak udowodnić.

masz jakieś dobre koleżanki lub przyjaciółki w klasie? jeśli nie, to może w innej są ludzie, z którymi dogadywałabyś się lepiej? przepisanie się zwykle nie jest trudne.

btw. a skoro nie jesteś mistrzynią siatkówki, nie byłoby nic podejrzanego, gdyby ktoś dostał od ciebie "przypadkiem" piłką... ;)

ippat Odpowiedz

Kiedy po ciąży zabrałam się za cwiczenia z DVD jednej z polskich fitnessowych celebrytek doznałam absolutnego szoku że ktoś totalnie wysportowany i z boskim ciałem mów do mnie jak do człowieka - nie jak do grubej nieruchliwej świni, tak jak to miało miejsce w szkole. W wieku 32 lat zaczęłam kochać fitness i zrzuciłam 20 kilogramów. Do dziś myślę, co by było gdyby ktoś mnie tak pozytywnie zmotywował w czasach podstawówki.

WendyWu Odpowiedz

Witaj w klubie
Mnie nie wybierali nigdy do drużyny ;)
Całe jebane gimnazjum
I nauczyciel wf oczywiście nie widział w tym nic złego, że drużyny się rozchodzą, a ja sama na boisku

Arina Odpowiedz

Znam to. Ja lubiłam gimnastykę, ale siatka czy kosz... nie. Niestety najczęściej było raz to raz to. Wiem że i w takie rzeczy się gra na wf ale bez przesady. I te pretensje ludzi z klasy jak źle odbiłam, jakby wyniki kadry narodowej zależy od ich wygranego meczu na lekcji wfu. Co prawda to nie było tak że nie umiałam odbić piłk lecącej po prostu prosto na mnie, no i z czasem szło mi coraz lepiej. Nadal jednak z klasy byłam w to najgorsza i ogólnie średnio szło, że tak powiem i jak słyszałam że mamy grać np w siatkę to miałam ochotę przebrać się i sobie pójść. Mimo że ogólnie nie miałam problemów ze znajomymi w liceum tak wfy z tymi grami źle wspominam. Rozumiem dobrą zabawę ale żeby tak poważnie traktować każdy najmniejszy punkt to jak dla mnie przesada - i nie mówię tu o sobie tylko, bo dla własnej wygody zazwyczaj trzymałam się z daleka od piłki podczss takich meczy, po prostu jeśli jakakolwiek dziewczyna straciła punkt to reszta na nią wsiadala jakby to był mecz ogólnopolski czy coś. I po co? To tylko wf. Oceny od tego akurat nie zależały. Rozumiem Twój ból. Wydaje mi się że po prostu musisz to przetrwać, innej rady nie ma, wszystkich ludzi wokół siebie nie zmienisz.

CallMeNym

Ja podobnie, gimnastyka czy biegi to był mój żywioł, ale sporty zespołowe to była porażka. No ale to było najłatwiejsze: rzucić piłkę dziewczynom i mieć w d*pie wszystko przez następne pół godziny

ks2508 Odpowiedz

Przeżywałam ten koszmar całe liceum! 3 lata siatkówki na 90 % lekcji! Nauczycielka nie potrafiła albo nie chciało jej się wymyślać nic innego. Krótka rozgrzewka, piłki do siatkówki i grajcie. A ona siedziała na ławce, obserwowała nas i krzyczała. Nienawidziłam każdego wfu! Robiłam tak jak ktoś wyżej napisał- po prostu stałam i unikałam piłki. Po czasie zaczęliśmy się z nauczycielką kłócić, że mogłaby zorganizować coś innego, ale nic to nie dawało.

Szyszka32 Odpowiedz

Też nienawidziłam WF-u. Całości. Z jakiegoś powodu lubiłam tylko grę w tenisa stołowego. I tu nie chodzi o nienawiść do sportu w ogóle, bardziej o to, że lekcje najczęściej były w środku zajęć, okraszone 5-minutowymi przerwami. O prysznicu nie było nawet mowy. I co z tego, że strój nosiło się osobno - zakładanie świeżych ubrań na spocone ciało i siedzenie tak do końca dnia nie należało do przyjemności... :(

Daminguska Odpowiedz

Też nienawidzę wf-u. Najgorsza w klasie w grach zespołowych, wybierana ostatnia do drużyny, wyśmiewanie. W trzeciej klasie gimnazjum miałam do tego przedmiotu tak olewczy stosunek, że było zagrożenie. Błogi spokój był w pierwszej technikum, gdy miałam załatwione zwolnienie lekarskie na cały rok szkolny przez kontuzję.
Teraz też się będę starać o zwolnienie, ale z innego powodu, wcześniej nie wiedziałam że miałam taką możliwość.

JeslemKrolem Odpowiedz

Załatw sobie zwolnienie, jak jeden lekarz nie da to próbuj u innego. W końcu któryś wypisze i spokój na cały rok

NordicLight Odpowiedz

Wiesz czemu się śmieją? Bo Ty się nie śmiejesz. W moich szkołach też tak było i zawsze osobami, które były wytykane palcami, były osoby bez dystansu do siebie. I to nie rada tylko dla Ciebie, ale dla wielu innych osób w szkołach. Jak nauczycie się śmiać sami z siebie, to inni będą mogli tylko dołączyć :)

KostkaRubika Odpowiedz

Też nie znosiłam wf-u. Ze względu na problemy zdrowotne od zawsze miałam problemy kondycyjne, a po drugie byłam po prostu trochę fajtłapą. Do tego dochodził fakt, że źle się czułam we własnym ciele przez kompleksy na punkcie dużego biustu. To była dla mnie trauma, żeby biegać przy całej klasie po sali i wykonywać ruchy. O grach zespołowych nawet nie wspominam, bo to wiadomo, że zawsze ostatnia w drużynie, zawsze czarna owca i zawsze moja wina, że przegrali. Na szczęście dostałam zwolnienie ze względów zdrowotnych, bo żaden wuefista i tak nie wysiliłby się na tyle, żeby przygotować jakiś rozsądny alternatywny plan ćwiczeń dla młodej osoby z poważnymi ograniczeniami wysiłkowymi.

Uważam, że wf w polskiej szkole był w czasach mojej młodości festiwalem żenady. Rozdarci, niekompetentni wuefiści, schemat: "macie piłkę i grajcie w siatkę", robienie pieprzonych pajacyków w zimnej sali z powybijanymi luksferami. Ewentualnie debilna konkurencyjna bieganina z pałeczkami i kołami. Szczytem kreatywności było wyjście na spacer. A wychowywałam się w bogatym mieście turystycznym, które podobno słynie ze sportu.

WF polubiłam na studiach, gdzie była masa ciekawych zajęć do wyboru - basen, yoga, siłownia, aerobik.

Tak jak radzą inni - postaraj się o zwolnienie. Będziesz miała spokój. A sport możesz zawsze uprawiać poza szkołą - może nie taniej, ale na pewno sensowniej, przyjemniej i mniej traumatycznie.

Zobacz więcej komentarzy (16)
Dodaj anonimowe wyznanie