#g7Whv
Wracając z pracy kupiłem kupon na 3 zakłady za 9 zł.
Niestety liczba 13 okazała się tą pechową, ponieważ udało mi się trafić 5 z 6 liczb.
Ale i tak wygrana wyniosła ponad 5 tys. zł.
Byłem szczęśliwy jak nigdy dotąd. Lecz czar wygranej prysł, gdy poinformowałem o tym swoją dziewczynę. Stwierdziła, że powinienem się z nią podzielić i że teraz może mi oddać te 4,50 zł za kupon. Oczywiście odmówiłem, zwłaszcza że od kilku lat przymierzam się do zakupu motocykla i akurat wygrana mi to umożliwi. W odpowiedzi zostałem nazwany samolubnym sknerą, po czym spakowała swoje rzeczy i wyprowadziła się do swojej matki, która również stwierdziła, że powinienem się podzielić.
Z kim ja żyłem przez tyle lat?
Mieszkać razem i nie mieć wspólnych pieniędzy, to jak być razem i nie być lub czekać na rozstanie. Nie muszę partnera prosić o dołożenie kilku złotych do kuponu, żeby ewentualną wygraną się cieszyć z nim, sprawić mu przyjemność. I odwrotnie też. Wyliczanie się co do grosza to według mnie głupota.
W życiu bym się nie zgodziła na posiadanie z partnerem wspólnych pieniedzy. Można dzielić opłaty za mieszkanie i żarcie na pół, ale pieniądze każdy powinien mieć swoje.
muszkawa ja tez nie ogarniam, zwlaszcza w dlugoletnim zwiazku
ale tu mamy konkretna opcje- on jej zapytal, ona odmowila, wiec teraz niech nie ma oczekiwan z kosmosu
Slivkaa a widzisz a ja np. nie wiem tracac prace nie chcialabym musiec prosic faceta o kase na tampony
ale jakis zaskorniak zawsze bym sobie odkladala z pensji
Ja jej nie bronię. To, co robi się w związku z pieniędzmi, czy to wygranymi czy zarobionymi, to już kwestia rozmowy z drugą osobą. Ludzie niestety nie potrafią już rozmawiać.
Poza tym piszę tylko o jego zachowaniu, dla mnie nie do pomyślenia by było w związku, w którym z tego co tu widzę mieszka się razem, prosić o połowę kwoty na kupon z lotto. No faktycznie, 9 zł to bardzo dużo, sam by tyle nie miał.
I bazienka właśnie o to mi chodzi, taki podział zazwyczaj kończy się potem przemocą ekonomiczną.
Również z moim zawsze mieliśmy wspólna kasę :) akurat mamy podobne podejście do pieniądza, razem dyskutujemy o wydatkach, pytamy się wzajemnie o opinię zakupów dodatkowych. Ale wszystko zależy od ludzi. Chyba wszyscy moi znajomi mają oddzielna kasę, ale dla mnie trochę śmiesznie to wygląda jak są ze sobą kilka lat, a każde z nich robi oddzielne zakupy w Stonce :) ale niech każdy robi jak jemu pasuje :)
muszkawa, MaszCiLos ma racje moim zdaniem- co innego rachunki jedzenie zycie a co inneog zaskorniaki, dodatkowy zarobek
kiedys dotalam ladnych kilka tysiecy za ksiazeczke mieszkaniowa i kupilam zmywarke do mieszkania mojego owczesnego faceta, ale byla to moja inicjatywa, nie wyobrazam sobie,z eby mi kazal cos kupic
co do przemocy ekonomicznej masz racje, ba, proadzi to tez czasem do sytuacji,z esie nie odejdzie z destruktywnego zwiazku, bo razem taniej albo bo sie nie ma swojej kasy nie pracujac
zalezy od ludzi, moj byly nie ogarnial wydatkow i potafil nas zostawic z 4 zl na koncie i ponad tygodniem do konca miesiaca...
ogonie jestem za rozwiazaniem rock- kazdy kono osobiste i jedno wspolne
Wygrałeś podwójnie ;). Nigdy nikomu nie pozwól wejść sobie na głowę
Śmieci same sie wyniosły.
???? Dołożyć się do kuponu totka mieszkając razem???
Papier toaletowy tez mieli osobny?
No chyba chodziło o to, żeby ona też sobie kupiła i zagrała. To akurat coś zupełnie innego niż papier toaletowy, bo wiele osób nie uznaje gry w lotto. Posiadanie wspólnego konta w związku nie jest obowiązkowe, niektórzy tego nie lubią i mają do tego prawo.
ohlala, tylko mowa o kilku złotych, na jeden kupon, bo jakby kupili osobno z różnymi numerami, to jak by wygraną podzielili? Chciał, żeby się złożyła, osoba z nim mieszkająca, na kupon na kilka złotych. Mnie też to dziwi, chociaż faktycznie, niektórzy a związkach mają nawet osobne półki w lodówce i są szczęśliwi na swój sposób.
Jakby poszedł an ryby i wygrał konkurs to nagroda ma tez sie dzielic? To jego osiagniecie, jego dodatkowe pieniądze.
Jakby kupili osobno, to by się podzielili po połowie, to proste. Ale ona nie chciała, uznawała to za głupotę. Dlaczego miało jej się należeć cokolwiek, zwłaszcza przy takim podejściu? Najwyraźniej nie byli/nie chcieli być na etapie "co moje to twoje". Sądząc po jej zachowaniu po wygranej, były ku temu przesłanki, które być może autor podświadomie rejestrował.
Ja generalnie nie wyobrażam sobie brać na hazard czy nawet kosmetyczkę z pieniędzy "wspólnych" ani tym bardziej mojego faceta.
Mimo mieszkania razem. Jak sam wyjdzie z taką propozycją to spoko, ale żeby tak po prostu ściągnąć na zachcianki ze wspólnego konta?
Za to wyobrażam sobie sytuację "zagrałabym w lotto, ale szkoda mi na kupon, bo pewnie znowu nic nie wygram. Ej, może dołożysz mi połowę?".
bo ludzie to egoiści którzy nie potrafią już być razem w związku ani nikogo kochać tylko po prostu szukają kogoś do towarzystwa w życiu kto im będzie łatwo i regularnie dawał nie wchodząc za bardzo w drogę. Nie potrafią podejmować wspólnych decyzji ani liczyć się z partnerem w żaden sposób, tylko liczą w najdrobniejszych szczegółach co kto ile dostal tak jakby to był biznes albo transakcja. Żal mi takich ludzi bo chyba są mega samotni
Ja z kolei mam inne podejście niż osoby z wyznania, albo niektórzy komentujący. Z jednej strony nie przyszłoby mi do głowy prosić o część wygranej, a z drugiej nigdy też nie wzięłabym całości dla siebie tak jak autor, cieszyłoby mnie, że taki fart się trafił i normalnym jest dla mnie, żeby się podzielić. W jakim procencie się podzielić to już od sytuacji zależy, ale nie wiem, może z innymi ludźmi się obracam, którzy podobnie myślą jak ja.
Mam wrażenie, że to w internecie, przez te wszystkie fora, teksty o incelach, beciakach czy cokolwiek tu piszą (nie siedzę w tym, więc nazw do końca nie rozumiem, tyle co tutaj wyczytam), ludzie coraz bardziej boją się zaufać, coraz więcej myślą tylko o sobie, słuchają ludzi z internetu i potem dziwią się, że nie są szczęśliwi. Większość ludzi których znam na żywo, myśli podobnie jak Ty.
Tyle, że tutaj mowa o tak naprawdę niewielkiej wygranej. Około 5000 to nie jest wielka kwota, którą można jakoś zadowalająco podzielić. Przy takiej wygranej pewnie bym coś kupiła bliskiej mi osobie, o ile nie byłoby jakichś większych wydatków. A autor miał jakieś marzenie, które chciał spełnić.
Przy większej kwocie na pewno dałabym kasę kilku osobom, nawet wiem komu, ale jeszcze nic mi z nieba nie spadło :P
jeśli autor miał konkretny pomysł, na co wydać te pieniądze, a jego dziewczyna chciała je tylko tak dla zasady, to jednak nie uważam, by zrobił coś źle. gdyby podzielił się pieniędzmi, to on dalej nie miałby na motocykl, a dziewczyna wydałaby pieniadze na pierdoły, albo wcale, czyli nie zyskaliby jako para...
Takie zachowanie w kontekście w sumie niewielkiej kwoty? Cóż, autor miał szczęście pod kilkoma względami.
To teraz możesz o niej oficjalnie zapomnieć. Na widok pieniędzy oczka się zaświeciły i cóż...
Nie rozumiem tych komentarzy, ze bedac w związku trzeba mieć wspolne pieniądze. Nigdy w życiu!!! Ja zapierdzielam za sześciu, a mój mąż czasem pomaga w firmie. Dla niego wydatek rzędu 2k to dużo, dla mnie to norma. Moj maz nie wie ile kosztuje życie, nie rozumie po co tyle pracuje. Ja nie mam zamiaru wkładać do "wspólnej kasy" kilku tysięcy w tygodniu, kiedy on dolozy moze 100 zł , jak akurat "złapie fuszke". Nie musi pracować, nie wymagam tego, byle w domu bylo ogarnięte itd. Ale do dyspozycji nie dam mu swojego konta, bo się nie nadaje do dysponowania pieniędzmi. Ma, na co chce i potrzebuje, bez proszenia, mówi, że coś mu się podoba, cos wypatrzył, luz, jak mam wolną gotówkę, zamawiam, albo daje kasę. Ale nigdy nie pozwoliłabym, żeby on miał dostęp do moich pieniędzy nazywając je wspólnymi. Nie mamy rozdzielności jeśli o to chodzi, ale też nie musi wiedzieć do końca jaki mam realny dochod.
Fajny masz związek. Pogratulować.
Mam przeczucie, że autorem komentarza jest mężczyzna, ale celowo odwrócił płcie, by zyskać jakieś plusy.
Nie masz rozdzielnosci majątkowej, więc te środki są tak samo twoje, jak i twojego męża. Pobrane wynagrodzenie za pracę stanowi majątek wspólny (art. 31
§ 2 pkt 1 kro).
To masz niewolnika a nie męża skoro robi w waszym domu i czasami w firmie za przysłowiową miskę i kawałek ciucha a jak chce mieć gotówkę w ręce to musi się jakiś fuch łapać
Ja w życiu bym się nie zgodziła być utrzymanką. Bo można na kogoś takiego trafić. Nie wymagasz, żeby pracował, ale pieniądze przed nim ukrywasz? Jak ktoś ustali, że jedna osoba pracuje, druga zajmuje się domem, niezależnie od płci, to ograniczanie pieniędzy jest przemocą ekonomiczną. Nie mówię, żeby wydawać wszystko, ale rozmawiać ile się chce odłożyć, ile zainwestować, ile mamy na jedzenie, opłaty a ile na przyjemności. Nie chciałabym, żeby ktoś za mnie o tym decydował, ani mieć na głowie decydowanie za kogoś.
Ty masz partnera czy dziecko w domu? Kieszonkowe to można wypłacać dziecku,a nie mężowi. Ty wymagasz, żeby "w domu było ogarnięte", więc on pracuje. Wyplacasz mu za to pensję czy robi to jako niewolnik bogatej pani?
Nie dziwię się, że dla niego wydatek 2000 to dużo, skoro nie wie, jaki macie budżet miesięczny i nie ma dostępu do takich pieniędzy.
chyba nieszczególnie ogarnia dom, skoro 2000 to dla niego dużo; przecież większe zakupy, naprawy, utrzymanie auta na spokojnie mogą kosztować więcej.
Podejrzewam, że zakupy ogarnia żona, skoro mąż nie ma dostępu do pieniędzy :P
czyli, mam rozumieć, mąż zatrzymał się na etapie dziesięciolatka i nie ogarnia w ogóle dorosłego życia? nie pracuje, za nic nie płaci, nie posiada pieniędzy, jest karmiony i ubierany, a w zamian gotuje z tego, co znajdzie w lodówce i sprząta? matko, takie życie to koszmar. fajnie tak przeżyć rok-dwa, żeby chwilę odsapnąć, ale w dłuzszej perspektywie można po pierwsze oszaleć z nudów, po drugie - stać się mega nudną i niedojrzałą osobą dla każdego normalnie żyjącego człowieka...
@StasiuPetarda Z komentarza wynika, że to ona głównie zarabia pieniądze i daje mu na to, co chce kupić, więc dlaczego niewolnika, jeśli mu to nie przeszkadza?
W sumie to ma rację, że kupowanie tych lotków to strata czasu i pieniędzy. Tobie się akurat trafiła niezła wygrana, ale prawdopodobieństwo jest małe.
Ta historia jest już zmaglowana
Zobacz ile chciwych harpi sie zleciało. Pewnie z tych co same nic nie potrafia, albo jada po minimalu a jak komus sie uda to "panie dej". Miałeś podwójne szczescie, bo cos wygrałes i smieci roszczeniowe same sie wyniosły z domu.