#fkZjl
Gdy miała 18 lat, dogadała się z właścicielką wiejskiego sklepu - za pomoc przy dostawach właścicielka dawała jej trochę żywności. To jedzenie zabierali jej rodzice, ale część zawsze zdążyła zjeść po drodze do domu i choć raz w tygodniu nie była głodna.
Przy dostawach pracował Rafał, któremu Janka wpadła w oko. A wręcz zakochał się na zabój. Rafał wyciągnął Jankę z patoli - zamieszkali w pobliskim miasteczku, załatwił jej pracę w sklepie, wzięli ślub. Zrobiła zaoczne liceum, a później studia. Nie kochała go, ale była przy nim szczęśliwa. Dbała o niego, o - pierwszy raz w jej życiu - normalny dom. On traktował ją jak księżniczkę. To z nim miała swoje pierwsze razy - w kinie, w restauracji, na koncercie. Zmieniła pracę, tam poznała mnie i stałyśmy się najlepszymi przyjaciółkami.
Żyli spokojnie, prosto, szczęśliwie. Bez kontaktu z patologiczną rodziną - tak było lepiej. A potem Janka urodziła Wiktora. Fajnego, dobrze rozwijającego się chłopca, który wymaga pełnego zaangażowania. Janka wstaje o 5 rano, by przed pracą zrobić śniadanie swoim chłopakom i ugotować dwudaniowy obiad - Rafał nie lubi, gdy jest więcej niż raz odgrzewane. Musi mieć zupę, mięso, ziemniaki i domową surówkę (bo kupna mu nie smakuje). Potem Janka budzi Wiktora, karmi go i zawozi do żłobka. Następnie jedzie do pracy. Po pracy gna odebrać dziecko i z małym pod pachą robi zakupy. Z pełnymi siatami i dzieckiem wspina się na 4 piętro bez windy. A potem sprząta (Rafał ciągle marudzi, że jest bałagan), pierze, przygotowuje kolację. Po kolacji kąpie dziecko, usypia. Gdy młody śpi, kąpie się, płaci rachunki, załatwia sprawunki. Chodzi spać po 23. Choć Wiktor budzi się w nocy wielokrotnie, tylko ona do niego wstaje, bo "Rafał musi być wyspany do pracy".
Gdzie w tym wszystkim jest Rafał? Na piłce, na siłce, na piwie z kolegami.
Ostatnio, po ponad roku, udało nam się spotkać (zmieniłam pracę, już się tam nie widujemy). To było jej pierwsze wyjście towarzyskie od narodzin młodego. Ale Janka ze łzami w oczach powiedziała mi, że nasze 2-godzinne spotkanie (i z jej dzieckiem) wymagało tyle zachodu, że w najbliższym czasie na pewno się nie spotkamy. Próbowałam jej wytłumaczyć, że skoro oboje pracują, obecny podział obowiązków (a raczej jego brak) jest niesprawiedliwy. Że jej praca, jej odpoczynek też są ważne. Ale ona tego nie rozumie. Czuje zmęczenie, wdzięczność do Rafała za wyrwanie z patoli. I strach, bo on naciska na kolejne dziecko. Nie wiem jak jej wytłumaczyć, przekonać i jak pomóc...
Pomożesz jej, przekonując do antykoncepcji. Może spirala? Nie tak łatwo będzie jej wytłumaczyć, że zasługuje na więcej. A uchronienie jej przed niechcianą ciążą, będzie najlepszym początkiem.
To jest świetny przykład na brak wzorców w dzieciństwie. Ona jest z facetem nie dla siebie tylko z wdzięczności za to ze on nie jest tak zly jak jej dom.
A jakie wzorce dostanie synek?
Że kobieta to sprzątaczka, kucharka, służąca, tragarz, opiekunka itp. Itd. A w przyszłości jak zacznie dojrzewać to skuma że kobiety można wykorzystać na zawołanie jeszcze w jeden sposób. Smutne to, oj smutne.
Z deszczu pod rynne
Jak to się stało, że Janka rzuciła szkołę przed 18? Opieka społeczna się nie zainteresowała?
Mogła pójść na coś w rodzaju kursu przysposabiającego do pracy. To jest poziom niżej niż zawodówka, zostajesz z wykształceniem podstawowym i praktykami w zawodzie.
Jest możliwość, że chodziła do szkoły średniej, ale jej nie skończyła. Ja tak to odbieram.
Znam wiele osob co po prostu przestaly chodzic po miesiacu-dwoch od zaczecia szkoly sredniej. Sama w polowie roku szkolnego 1 klasy liecum przestalam chodzic (bo zmienilam zdanie na technikum z lepsza lokalizacja) i nikt sie nie interesowal zadnym z nas, oprocz wychowawczyn dzwoniacych do mam i pyatajcych czy wrocimy do szkoly czy nie bo nie wiedza czy usprawiedliwiac nieobecnosci
Nie gadaj z nią. Gdyby potrafiła coś zmienić to by to zmieniła. Gadaj z facetem. To z nim jest problem.