#fbEL2

Mam 26 lat, dobrą pracę, mieszkanie, samochód. Na studia przeprowadziłem się do dużego miasta na "W", ostatnio słynącego ze samobójstw. Zostałem już tutaj, a wszyscy moi przyjaciele rozjechali się po świecie. Chyba nigdy im się nie przyznam, że jestem śmiertelnie chory. To często pomijana choroba cywilizacyjna, która rozwija się w raz z postępem technologicznym. Samotność. Po co mi te wszystkie snapchaty, messenery, instagramy, skoro brakuje mi ludzi dookoła. Mogę zadzwonić na drugi koniec świata, a nie mam z kim iść na kawę.

Mogę zobaczyć wspaniałą relację z koncertu w Tokio, a jednak wolałbym zagrać w squasha czy planszówkę. Mogę obejrzeć, co wspaniałego jedli na obiad (nie, żeby mnie to jakoś szczególnie interesowało), a jednak wolałbym z nimi spędzić odrobinę czasu. Codziennie widzę w social mediach te sztuczne, wyidealizowane życie na pokaz, podczas gdy ja wolałbym pogadać. Tak po prostu.

Brakuje mi ludzi, znajomych, przyjaciół, kontaktów. Zostawiłem swoje środowisko i teraz jest ciężej. Nie, żebym nie próbował odnowić relacji, tylko teraz każdy ma już swoje życie i tak jakoś odszedłem w odstawkę.
Wracam z pracy do pustego domu i zabija mnie ta wieczna rutyna: jedzenie, ćwiczenia, a na wieczór wybór: książka/ gra/ film. Najgorsze jest to, że nie mam alternatywy.

Ktoś powie: no dobra, masz jeszcze przecież rodzinę. Tyle, że z rodziną nie można o wszystkim pogadać. Są pewne tematy i zachowania, które są przypisane do określonych relacji.

Poszedłem nawet do psychologa. Znacznie łatwiej byłoby mi TO zrzucić na depresję czy cokolwiek innego, jednakże nic nie zostało zdiagnozowane.
PaniDyrektor Odpowiedz

Nawet i w tym swoim Wąchocku możesz znaleźć miłość

Imsolucky

Po co w tym wieku zajmować się poważnymi związkami? Niech się chłop wyszaleje.

Tachwedd

Będąc w związku nie można się "wyszaleć"? Czy jedyną wartością "wolności" jest dla ciebie możliwość sypiana z kim popadnie?
To trochę smutne.

MrsFantasty Odpowiedz

Denerwuje mnie ta nagonka na udawane idealne życie na instagramie. Instagram służy do oglądania ładnych zdjęć, sama takie robię bo sprawia mi to przyjemność a do tego służy ta aplikacja.
A wracając do tematu, chłopie znajdź sobie nowe zajęcie, jest tyle rzeczy które możesz robić a Jelsi nie masz czasu to pojedź na targi, wystawy, tam zawsze poznaje się masę ludzi.

BlinkBlink

Zgadzam się. Serio trzeba być totalnie oderwanym od rzeczywistości, żeby nadal wierzyć, że życie ludzi z Instagrama jest takie idealne. Przecież wiadomo, że w mediach społecznościowych pokazuje się tylko te fajne rzeczy. Problemów i szarej prozy życia nikt raczej nie pokazuje.

Costamcos

Nie trzeba w nic wierzyć, siła rzeczy oglądając superfotki idealizujemy tych, co to wstawiają. Nawet jeśli wiem, że to tylko poza to dalej szokujące było dla mnie jak poszłam do knajpy i widziałam celebrytę, który zamówił jedzenie, nadgryzł, siedział godzinę robiąc zdjęcia i poszedł. Nawet będąc na plaży i widząc w 90% sylwetki sporo odbiegające od kreowanego ideału to i tak wydaje nam się, że coś z nami nie tak bo mamy trochę tłuszczu pod pachą. Nawet jak widzimy fotki z wakacji to nie dociera do nas myśl, że może to pierwszy wyjazd tej osoby od roku z wycisnietych do granic możliwości funduszy. Kardashianki-jak wielkie trzeba mieć kompleksy żeby napompowywac swoje ciało od każdej strony? Ja im współczuję bo naprawdę źle muszą czuć się ze sobą nakładając taka tonę tapety i robiąc ze swoimi ciałami tyle zabiegów. Ale widzimy na zdjęciu pewne siebie kobiety z tona pieniędzy i chyba "bajecznym" życiem, zapominając o prozaicznych potrzebach każdego człowieka który ma swoje emocje, a tych nie widzimy na zdjęciach.

Mocno Odpowiedz

Może pora na nowe kontakty, przyjaźnie, znajomości. Może pora wyjść z domu. Da się znaleźć ludzi, da się zaprzyjaźnić w każdym wieku. Sprawdzone, działa, tylko trzeba ruszyć cztery litery ;)

chlef123

Pier*olenie o wychodzeniu do ludzi jest śmieszne. Co z tego, że wyjdziesz, co z tego, że zagadasz - wyobraź sobie, że podbija do ciebie obca osoba np. w kawiarni. Na 99% kogoś takiego czeka uprzejme "nie mam czasu", w lepszym wypadku - chwila rozmowy i ułamek szansy na chęć kontynuowania znajomości. Dorośli to nie dzieci, które podadzą sobie ręce i już są kolegami, oni będą mieć cię w dupie dopóki im czegoś nie zaoferujesz - awansu społecznego, rozrywki, pomocy w bagnie emocjonalnym. Prawda jest taka, że jeśli po studiach dalej nie masz paczki znajomych, to najprawdopodobniej tak już zostanie.

blairay

Jasne, jak zagaduje do Ciebie dziwak i nudziarz to jest jakieś nieporozumienie. Nie idziesz na "poszukiwania kumpli" tylko zabierasz się za siebie, przez co OGÓLNIE inaczej reagują na Ciebie ludzi wokół. I Ty się inaczej zachowujesz. To też nie to samo co siedzieć i być smutnym

chlef123

Dokładnie. Mogą istnieć setki powodów, dla których ktoś nie ma kolegów i nie wystarczy "wyjść do ludzi", bo samo wyjście rzadko wystarcza, by ktoś chciał zacząć się z tobą zadawać. Ludzie na konwentach, zajęciach, w klubach itp. najczęściej mają już znajomych, i co z tego, że podzielasz ich zainteresowania - jeśli nie zaoferujesz im czegoś, czego potrzebują (i jeszcze tego nie mają), będą mieć cię gdzieś. Ludzi jest za dużo i są zastępowalni, smutna prawda naszych czasów.

Kompocik8

W pewnym momencie swojego życia dopadła mnie taka depresja, że zerwałam kontakt ze wszystkimi znajomymi. Jak z niej wyszłam i skapnęłam się, że nie mam do kogo gęby otworzyć, to znalazłam sobie znajomych w pracy, a oni poznawali mnie ze swoimi znajomymi i tak powolutku stanęłam na nogi. Żeby było ciekawiej, to później wyprowadziłam się również do większego miasta, również na "w", przy czym pojechałam tam nie znając nikogo (dodam, że nie pojechałam na studia). Aktualnie mam stałą ekipę w której się spotykamy i mnóstwo innych znajomych. Przez pół roku w tym mieście byłam sama jak palec, ale właśnie dzięki zagadywaniu do obcych mam teraz znajomych. Nie musiałam nigdy nikomu nic oferować.
Polecam taktykę zagadywania do barmanów albo gości przy barze (tylko uważaj żeby nie być turbonaprutym, bo to odstrasza). Taktyka jest o tyle fajna, że w większości przypadków jak się wkupisz w łaski barmana, to masz przy okazji zniżkę ;)

Heppy

No ja tez nie mam znajomych i raczej nie da się tak po prostu do kogoś podejść. Ludzie by mnie wzięli za jakaś chora psychicznie :D niestety. Na szczęście mam chłopaka. Może kiedyś w pracy znajdę jakiś fajnych ludzi.

TamtaInna Odpowiedz

Jest na Facebooku grupa do umawiania się na planszówki we Wrocku. Polecam :) Myślę że w podobny sposób znajdziesz towarzystwo do sportu czy innych zajęć. Była nawet od tego jakąś specjalną aplikacja.

Zuzus

Na umawianie się na picie był (lub jest) aplikacja bimber :D

PinkiPig Odpowiedz

Czemu nie masz alternatywy?

Kiedyś wystarczyło pacnąć kogoś łopatką w łeb, lub zabrać resoraka i od razu byliście najlepszymi kumplami na świecie. Wydaje mi się, że w moim wieku coraz trudniej jest pozyskać nowych, prawdziwych, a nie tylko przelotne znajomości.

anon567 Odpowiedz

Dlaczego słynące z samobojstw?

Minionkowawiedzmaa

Dosłownie co chwilę było jakieś samobójstwo. Kilku skoczków, rzucanie się pod pociąg, do Odry

Olexustrue Odpowiedz

Pragnę zwrócić Waszą uwagę, że Autorowi nie chodziło o zdobycie informacji "jak poznać nowych kumpli" tylko podzielenie się żalem, że straciło się tych zaufanych.

Halusia Odpowiedz

Jest nas więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać...

Halusia

@MissWiko mnie za to Fejs bombarduje "znajomymi", a już na piwo to nie mam z kim wyjść. Ani nawet z kim Grę o Tron pooglądać :(

Lunathiel Odpowiedz

Żałuję, że nie mieszkam bliżej, bo chętnie bym z tobą wyszła pogadać o pierdołach. Czytam o takim problemie nie-wiem-już-który raz i naprawdę mi przykro, że tylu (możliwe, że bardzo fajnych) ludzi to dotyka. A przykro mi, bo sama jestem z tych, co często nie potrafią odezwać się pierwsi do znajomych jak minęło dużo czasu od ostatniej rozmowy, no i przez to ich tracę.

Ubolewam też, że nikt mi nigdy nie uświadomił, że im starszym się jest, tym trudniej przychodzi formowanie nowych znajomości. Mi było trudno od zawsze, ale wydawało mi się, że powoli się tego uczę. Ale potem, cóż, nagle skończyłam szkołę. Naprawdę, chyba nigdy później w życiu nie ma się tak wielu okazji do formowania więzi co w szkole. A w moim liceum byli naprawdę super ludzie, którzy mimo jakichś pomniejszych spin i głupich zachowań w tym nastoletnim czasie, prawdopodobnie wyrośli na świetne osoby. Szkoda tylko, że widzę to teraz, z perspektywy czasu, kiedy zostałam z dosłownie dwójką licealnych przyjaciółek, z których każda mieszka daleko.

No i cóż, z późniejszych doświadczeń wiem, że im dłużej jest się samemu, tym trudniejsze stają się wszelkie społeczne interakcje. Ale da się to naprawić! Ja próbuję, często tak "na siłę". Np. zdarza mi się umawiać na mieście z ludźmi poznanymi na forum czy grupkach na fb. I wiesz co? Pomimo początkowych obaw, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że za każdym razem było fajnie 😊 Dalej utrzymuję znajomość z kilkoma z tych osób. A, i ważna rzecz: mój jedyny w życiu, wieloletni i bardzo wiele dla mnie znaczący związek był z chłopakiem, którego poznałam przez internet. Także zamiast scrollować feed znajomych mieszkających daleko, polecam poszukać nowych twarzy 🙃 Będzie dobrze, zobaczysz 💗

Dragomir Odpowiedz

Tyle mozliwosci, ale lepiej usiasc i plakac... Macie te swoje pejsbuki, tam sa rozne grupy. Macie czaty, caly internet. W koncu mozna wyjsc na jakas impreze, na koncert, poznac kogos... Ale lepiej uzalac sie, bo "na pewno mam depresje" i to caly swiat jest winien, ze ja, majac wszystkie narzedzia, jestem samotny bo nie poznalem jeszcze nikogo... Pokolenie wiecznych malkontentow - mieli wszystko, dlatego tak trudno znalezc radosc plynaca ze zwyklych rzeczy.

Zobacz więcej komentarzy (26)
Dodaj anonimowe wyznanie