#f4YTL

To jedna z tych historii, dzięki którym odzyskuję wiarę w ludzi.

Koniec pierwszego szkolnego semestru. Poranek nie zapowiadał się deszczowo, toteż ubrałam się lekko, na wierzch zarzuciłam kurtkę i pomaszerowałam do szkoły.
Tegoż dnia miałam zostać ze znajomym po lekcjach, by zaliczyć lekturę, od której zależały nasze oceny. Miałam na to 15 minut, bowiem odjeżdżał wtedy mój autobus, a kolejny w trasę wyruszał dopiero o 20. Oczywiście nie przewidziałam, że przyjdą tłumy, ale pomyślałam, że może uda mi się wejść jako jednej z pierwszych. Srodze się zawiodłam. Znajomy zaoferował się, że podwiezie mnie do domu, jeśli nie zdążę na autobus, więc spokojnie czekałam na swoją kolej. Gdy wybiła 15:30, nauczycielka po przepytaniu trzech osób stwierdziła, że już jej się nie chce siedzieć i wyszła. Ulotnił się też mój znajomy! Wkurzona postanowiłam złapać stopa. Gdy minęło mnie kilkanaście samochodów, a żaden się nie zatrzymał, uznałam, że wrócę o 20, ale, mając nieco czasu, pójdę do wsi oddalonej o 4 km, coby zaoszczędzić na bilecie. W połowie drogi zaczęło lać. Gdy doszłam, byłam całkiem przemoczona, a przystanek nie był zadaszony. W dodatku zapowiadało się na burzę. Przez półtorej godziny próbowałam złapać stopa, minęło mnie (tak, liczyłam) 57 samochodów... Miałam ochotę się rozpłakać. Zrezygnowana stałam na poboczu i marzłam. Nagle zobaczyłam nadjeżdżający autobus i wcale nie zdziwiło mnie, że jest pół godziny przed czasem. Nie przyjrzałam się mu dobrze, gdyż tego dnia zapomniałam soczewek. Zatrzymał się, więc niewiele myśląc wsiadłam. Kierowca spytał "dokąd?", więc podałam mu nazwę miejscowości i chciałam dać pieniądze. Uśmiechnął się i odparł, że właśnie wraca do zajezdni, a nie mógł patrzeć na to, jak stoję w deszczu.
Podwiózł mnie za darmo, choć mógł, jak reszta, mnie olać. :)
AmziToIzma Odpowiedz

Kiedyś stałam na przystanku, autobus się spóźniał prawie godzinę (miałam jechać do innego miasta, ok 20km od mojego). Kiedy już miałam zrezygnować, najechał autobus, inny, a w środku Pan Znajomy Autobusiarz. Powiedział, że na trasie był wypadek, więc tamten autobus prędko nie przyjedzie, ale on może mnie zawieźć, mimo że już skończył kursy (to był "prywaciarz", jego autobus, więc sobie mógł). Nie chciałam robić kłopotu, ale Panu Znajomemu Autobusiarzowi było mnie tak szkoda, że mnie namówił. Miałam cały autobus dla siebie, prawie jakbym jechała limuzyną, ale taka, która klekocze i trzeszczy.

Anda Odpowiedz

Miły kierowca, ale nie dziwię się że tych 57 Cię olało. Wiele osób nie chce brać autostopowiczów, no i w sumie nie ma się czemu dziwić

PrzezSamoH

Bardziej dziwie się kobietom, które chcą korzystać z podwiezienia. Bałabym się wsiąść z obcym człowiekiem do samochodu.

AmziToIzma

Mam koleżankę, która wiele razy jeździła stopem, zarówno krótsze i dłuższe trasy. Ja bym tak nie mogła, bałabym się, w końcu nigdy nie wiadomo, jakim człowiekiem jest kierowca.

Anda

Dokładnie, nie wiem, jak bardzo musiała bym być zdesperowana by pojechać stopem

bazienka

przezsamoh, pol zycia przejezdzilam stopem i sama i z kolezanka i z bratem
ostatnio jechalam z 5 lat temu z kolezanka
nikt mnie nnie zgwalcil, nie zabil, nie okradl
ale fakt, ze na wszelki nosze gaz w zelu

PrzezSamoH

bazienka - nie twierdzę, że każdy kto jeżdzi stopem zostanie zabity, czy zgwałcony. Większość ludzi jest dobra i życzliwa, ale zawsze można mieć pecha. To jest czyjeś ryzyko, jeśli ma ochotę je podjąć to jego sprawa. W życiu warto ograniczać sytuacje potencjalne niebezpieczne, ale każdy ma prawo żyć po swojemu. Nigdy nie pojechałabym stopem, nie zaprosiła kogoś obcego do mieszkania i nie poszła z nim do jego, nie kręcę się w niebezpiecznych miejscach itd.

JadWzylach

Nawet jadąc taksówką samemu z kierowcą jest ryzyko, że cię zgwałci lub zabije.

Firefly

Niektórzy jak łapią stopa robią tak, że na początku pytają czy mogą zrobić zdjęcie tej naklejce z numerem rejestracyjnym i wysłać np. do chłopaka. Jeżeli ktoś się zgodzi to raczej cię nie skrzywdzi a jeżeli nie to łapiesz dalej. Są też aplikacje, które po puszczeniu przycisku wysyłają zgłoszenie i twoją lokalizację na policję czy jakoś tak. Ale oczywiście ryzyko jest zawsze.

anakonda257

Kobietę bym jeszcze wzięła, ale faceta już bym się bała sama zabrać.

Hafciarka

Ja na stopa przejeździłam kilka parych lat. Ale to było ponad 10 lat temu. Teraz bym się chyba bała.

bodziooxd

Przejechałem sporo kolometrów autostopem i mam mnóstwo znajomych, którzy stopują. Nigdy nic złego mi się nie stało, parę razy nawet zasnąłem u kogoś w aucie. Ludzie życzliwi (najczęściej sami kiedyś stosowali), opowiadają historie z życia, pożartować można, za każdym razem to niesamowita przygoda. Nie twierdzę, że nie dzieją się złe rzeczy, ale chyba trochę wyolbrzymiacie - zrzucam na media, bo temat zamordowania autostopowiczki jest bardziej chwytliwy niż „kolejna autostopowiczka sama bezpiecznie przemierzyła Europę”

brainiac141 Odpowiedz

Ja jako kierowca nigdy nie zabieram autostopowiczów, bo zawsze mam obawy, że mógłbym trafić na jakiegoś psychola, który w pewnym momencie wyciągnie nóż i nie będzie zbyt ciekawie. Co prawda takie przypadki muszą być ekstremalnie rzadkie, ale nikt nie powie, że się nie zdarzają.

ZeusKosmateus Odpowiedz

Kiedyś wsiadłam do złego autobusu w stronę mojej wioski - nie zauważyłam, że różnił się innym numerem i faktycznie jechał w moją stronę, ale trzy przystanki do mojego docelowego nagle skręcił w boczną drogę, wywożąc mnie na jakąś totalną wieś. Wysiadłam od razu, ale był to jedyny autobus, który jeździł na tę wiochę, więc czekało mnie ze dwa kilometry podróży na poboczu bez chodnika, i to w deszczu. Rozpłakałam się, ale szłam dzielnie, aż nagle jakiś czarny samochód zatrzymał się przy mnie. Nawet nie wiecie, jak mi serce podeszło do gardła, ale na moje szczęście była to kobieta z dzieckiem, proponująca mi podwózkę, więc się zgodziłam. Byłam jednocześnie zziębnięta oraz mokra, lecz i strasznie ucieszona, że ktoś taki miły się znalazł :)

WildDiamond Odpowiedz

1. Co to znaczy że nauczycielce się nie chciało? Co z waszymi ocenami?
2. Gdzie byli twoi rodzice?

kamkowska Odpowiedz

Jedyne co mi nie pasuję to to, że pod koniec pierwszego szkolnego semestru, czyli zimą zbierało się na burzę...

HoustonNaZadupiu

Burza w zimie nie dziwi mnie tak samo, jak zamiecie sniezne w maju..

Heppy Odpowiedz

Bylo powiedziec nauczycielce, że nie masz czym wrócić potem ?

Dodaj anonimowe wyznanie