#7CaB0
Wszystko dlatego, że nie jestem, jak to się mówi, przysłowiowym "dawcą". To, że mam motocykl nie oznacza, że lubię zapier^%$#. Nie lubię. Muszę to robić. Oto kilka powodów dlaczego:
- Jadę dwupasmówką z ograniczeniem do 80, moja prędkość to jakieś 80-90, nie więcej, i za mną samochód prawie siedzi mi na oponie. Już zaczynam się czuć niekomfortowo, w dodatku to dość niebezpieczne, w tym wypadku bardziej dla mnie niż dla tego z tyłu. Więc przyśpieszam do 100, 110, ale panu z tyłu dalej jest za wolno. Zjechałam mu maksymalnie na prawo, żeby mógł wyprzedzić i wróciłam do prędkości 90. Wyprzedził i zaraz po nim pojawił się następny, który zrobił dokładnie to samo, czyli jazda na zderzaku i "poganianie". No ludzie. Przecież nie zjadę wam na pobocze.
- Trąbienie, bo ustępuję pieszym.
- Jazda motocyklem trochę jednak się różni od tego, jak się jeździ autem. W samochodzie na wiele rzeczy nie zwraca się uwagi, np. nierówna, wyfrezowana nawierzchnia. Kiedy taką widzę, to zwalniam, nie jakoś bardzo, ale na tyle, by bezpiecznie przejechać i się nie wywalić. Kierowcy w swoich puszkach tego nie ogarniają i tu wracamy do punku 2 - trąbienie.
- To, że szybciej ruszam spod świateł nie oznacza, że chcę się ścigać.
- Przyjęło się, że motocyklista nie stoi w korku. No zazwyczaj nie stoimy. Czasami jednak nie mam ochoty się przeciskać, bo np. jest zbyt ciasno. Większość kierowców też tego nie ogarnia i potrafią drzeć ryja z samochodów, że po co mi motocykl, skoro stoję za innymi.
- Już nie wspomnę o zajeżdżaniu drogi, spychaniu czy udawaniu "nie widzę cię", bo to norma.
Ludzie, to, że kupiłam sobie moto naprawdę nie oznacza, że mam zasuwać po mieście dwie paki, że mam lawirować między autami i pokazywać jaki to ze mnie król szos tylko dlatego, że tak się przyjęło. Dodam na koniec, że jeżdżę ścigaczem i zauważyłam, że przy jeździe chopperem ww. punkty nie istnieją. Zupełnie inna kultura jazdy.
Musimy się zgadać, jeżdżę autem bardzo spokojnie. Będę jeździć za Tobą zostawiając spory odstęp, ale nie na tyle, żeby ktoś się wcisnął . Nie cierpię jak mnie wyprzedzają, bo zwalniam na ostrym zakręcie, ale wszystkim się spieszy i muszą ścinać zakręty, mimo że nie wiadomo, co jest za rogiem .
A pro po zakrętów: ostatnio jechałam z ojcem i właśnie na zakręcie jakiś 'janusz szos' wyprzedzał kilka aut na raz :/
och, jak ja to dobrze znam. plusik od tchórzliwego motocyklisty ;)
Jeżdżę na motocyklu od 8 lat i rzadko się spotykałam z takimi sytuacjami. W korku jak się 'przeciskam' to zazwyczaj prędzej zajadą drogę, byle bym nie była pierwsza na światłach.
może ja jeszcze krótko jeżdżę na moto ale ja się do tej pory nie spotkałam z taką ilością sytuacji, a jak ktoś jest upierdliwy to nie ulegam presji i się nie przejmuję bo takim przejmowaniem się półgłówkami można sobie dopiero narobić ambarasu. ale dotychczas dostałam wiecej lajków na ulicy niż jakichś niemiłych uwag ;d a już w ogóle śmiałam sie trochę, że widzą babę na motorze i mi ustępują żeby problemu nie było :D i to w "stolycy"! :D
Czasami mam to samo chociaż musze przyznac lubie zapie**alać. Tylko ze czasami się nie da np. w zabudowanym bo nie specjalnoe chce kogos przejechać.
Dodam jeszcze ze jeżdżę r6 i ciezko jest nie jechać 80☺ no ale jak to nazwałaś ci w puszkach nie ogarną.
Za stwierdzenie paka jako 100kmh, plusuje wyzwanie. Myślałem, że tylko ja tak mówię.
Ja zawsze przepuszczam motocykle, sam nie jeżdżę jednak denerwują mnie w/w sytuacje, jestem kierowcą samochodu, dla motocyklistów jestem zawsze uprzejmy, lubię ich, tak po prostu... Ciekawe czym to idzie.
Przecież zjedź na bok. Nic tak nie wkurwia jak taki mały pierd jadący środkiem, utrudnia wyprzedzenie i jedzie wolniej niż ruch.
Równie dobrze można powiedzieć, że nic tak nite wku#wia, jak kierowca, uważający się za króla szos ;). Każdy medal ma dwie strony, są motocykliści, którzy faktycznie potrafią utrudnić ruch, ale są też tacy kierowcy, którzy na drodze patrzą wyłącznie na siebie.
@Pestgirl a gdzie ona napisała, że jeździ środkiem? Wyraźnie pisze, że zjeżdża maksymalnie na prawo, by dać się wyprzedzić, a kierowcy i tak ją poganiają. Przecież nie będzie jechać poboczem ani rowem...
Pestka miedzy uszami dzis nie funkcjonuje za dobrze? Nic mnie tak nie wkurza jak kierowca, ktory mi siedzi na zderzaku mimo, ze jade przepisowo lub dyche wiecej. Ale jak mi tak ktos siedzi to hamuje delikatnie, zeby i on zwolnil albo mnie wyprzedzil. Nie lubie chamstwa na drodze.
Czytając wyznanie (dwa razy) raczej byłbym skłonny stwierdzić, że autorka wyznania jeździ środkiem swojego pasa (a nawet przy osi jezdni) i po prostu blokuje drogę. Wnioskuje to m.in. po tym fragmencie: "Zjechałam mu maksymalnie na prawo, żeby mógł wyprzedzić i wróciłam do prędkości 90" oraz jej zbyt przesadnym zwalnianiu i ostrożności.
Rozumiem, że boi się i nie lubi jezdzic szybko, ale jazda w takim stylu środkiem jezdni jest bardzo irytująca...
Niestety ja motocyklu nie mam ale jeżdżę szosą, która ma oponę o szerokości 2.5cm czyli jakieś 7-10 razy mniej niż standardowa opona w motocyklu i bez problemu BEZPIECZNIE da się przelecieć po "wyfrezowanej drodze" z prędkością 40-50km/h wiec bez kitu...
Ps. Tak, łatwo jest polecieć sobie szosa te 40km/h. Z górki jeszcze lepiej.
Jak jedzie, to nie blokuje. Tym bardziej jesli jedzie zgodnie z przepisami. To ze jest ograniczenie do 90 to znaczy, ze jedziesz tak jak warunki na to pozwalaja, jednak nie zawsze musi to byc 90 jesli nawierzchnia, widocznosc lub natezenie ruchu nie pozwalaja na tyle. A powyzej jest niedopuszczalne obojetnie przy jakich warunkach. Lepiej przesiadz sie na buty i zasuwaj po chodniku, bedzie bezpieczniej dla wszystkich.
Idąc Twoim tokiem myślenia, to ja na rowerze też mógłbym sobie zwolnić do 20 i jechać środkiem pasa, bo "jadę i nie blokuję".