#f1x3f
No więc tak: jeden z większych sklepów w lokalnej galerii, zakupy z mamą... Ja cała w skowronkach, bo po metamorfozie, którą przeszłam mieszczę się w rozmiar 34 i pasuje na mnie prawie wszystko, więc po wyborze paru nowych koszulek i jakichś szortów zmierzam do przymierzalni... Kolejka całkiem spora, ale myślę sobie OK, poczekam. Nareszcie moja kolej, wchodzę do przed chwilą zwolnionej przymierzalni, a tam syf... Dosłownie kłęby kurzu i parędziesiąt wieszaków leżących na kupie w kącie plus jakiś stanik, którego komuś nie chciało się odnieść. Widać, że bałagan z minimum dwóch - trzech dni. Okay, nieważne, nic mi nie popsuje dziś humorku. Przymierzam rzeczy, wybieram sobie dwie koszulki, sprzątam wszystko po sobie, jak to mam w zwyczaju, i wychodzę. Ledwie odsłaniam zasłonę, a drogę zastępuje mi ochroniarz (O). Zagląda mi przez ramię i wywiązuje się taka mniej więcej rozmowa:
O: Co to za bałagan, proszę to posprzątać!
JA: Ale proszę pana, ja wszystko posprzątałam po sobie...
O: Jak posprzątałaś, jak syf jest?!
JA: Ale to nie ja zostawiłam, ja wszystko po sobie posprzątałam... (pokazuję liczbę rzeczy i wieszaków dla dowodu)
O: Ale mnie to nie obchodzi, było tu nie wchodzić, a teraz to sprzątasz!
JA: Ale była kolejka... Weszłam do pierwszej lepszej przebieralni, bo mi się spieszy...
O: I co z tego, było nie wchodzić, a teraz posprzątaj!
I w tym momencie zaczęłam się odwracać, bo moja natura po prostu dała o sobie znać i już mam się schylić i zacząć zbierać te wieszaki całe w kurzu, ale myślę sobie "O nie! Tego było za wiele, nie dam się tak wykorzystać". Tak więc odwracam się i mówię:
JA: Przepraszam pana, ale nie jestem tu sprzątaczką i tego bałaganu nie zrobiłam, po sobie posprzątałam, więc wychodzę.
I ominęłam go i wyszłam. I byłam z siebie, kurde, dumna. Chociaż jak zwykle czerwona. Parę osób z kolejki mnie poparło, za co serdecznie dziękuję, bo pewnie ten facet męczyłby mnie dalej. Ciuchów nie kupiłam, jakoś przeszła mi ochota...
Bardzo dobrze postąpiłaś :) Oby takich więcej sytuacji z odwagą w roli głównej.
Jak mnie wkurza takie gadanie "To co ze to nie ty posprzataj!" Miałam już tak kilka razy w różnych sklepach i za każdym razem żegnałam się serdecznym środkowym palcem
@AnonimowaGabi I słusznie.
@krakowianka dzięki :D
Brawa dla autorki! Sama mam podobny charakter, ale nie wiem, czy dałabym radę....
W jaja by kopa zarobił za takie mordodarcie i tyle. I jeszcze per "ty" do klientki...
Odpowiedziałbym temu debilowi, że nie jesteśmy na ty, bo wódki z nim nie piłem.
Nie ma to jak przemoc fizyczna wobec mężczyzn
@pepefrog Wnioskując z twojego komentarza twierdzisz, że przemoc wobec kobiet czy kogokolwiek jest dobra? Czy jak mam interpretować twój komentarz?
Japa tam
Właśnie klient ich pan
Tak się rodzi feminizm
Ja bym zasugerowała monitoring. Może w samej kabinie w przymierzalni nie ma, ale przed już tak (w niektórych sklepach). Takie rzeczy można sprawdzić.
A i skarga na ochroniarza do firmy ochroniarskiej by się przydała...
Ochroniarze bardzo często pozwalają sobie na za dużo. Jako osoba nieśmiała wiem, że był to dla ciebie nie lada wyczyn, ale czytając fakt, że mu się postawilas, uśmiechnęłam się. Pozdrawiam wszystkich niesmialych, którzy się czerwienia! 😀
Ja jak byłam sprzedawcą w Warszawie w jednej popularnej odzieżówce, to raz podczas sprzątania przymierzalni nawet trafiłam na zużytą podpaskę... Oczywiście musiałam to posprzątać. Niby jesteśmy coraz lepiej wykształceni, obyci, a kultura osobista często biegnie zupełnie w przeciwnym kierunku. Więc nie dziwcie się, takie sytuacje jak z ochroniarzem będą się zdarzać coraz częściej, bo w przymierzalniach nie ma kamer, syfiarze raczej rzadko kiedy będą przyłapani na gorącym uczynku.
Kolega kiedyś znalazł zużyty tampon. Skitrany był tak, że przy normalnym przejrzeniu przymki nic nie zauważył. Dopiero po wejściu na drabinę ;)
Brawo Ty! ✋
Ostatnio w prawie wszystkich większych sieciówkach można spotkać taki właśnie syf...
Bo są wyprzedaże a część ludzi z tego powodu zaczyna zachowywać się jaj bydło...
Wreszcie wyznanie na którym ktoś zareagował od razu zamiast żalić się później w necie! Brawo :D
"Widać, że bałagan z minimum dwóch - trzech dni." Nigdy nie piszę komentarzy, ale to wyznanie i komentarze poniżej mnie do tego zmusiło. Drodzy JA - WSZYSTKO - NAJLEPIEJ - WIEM - I NAJLEPIEJ - NA - WSZYSTKIM - SIĘ ZNAM - Anonimowi.
Każdy człowiek powinien popracować miesiąc w sklepie odzieżowym - ale nie w jakimś Pcimiu Małym, tylko w dużym, wojewódzkim mieście, na dużym, bardzo obleganym salonie, wtedy może nauczylibyście się, co oznacza nasza praca.
Ktoś na dole napisał, że nie mógłby pracować w miejscu, w którym jest bałagan. Ok, ale jak myślisz, kto tworzy ten bałagan? Osoba tam pracująca czy Ty, klient? Bałagan, który jest opisany w wyznaniu robicie WY - klienci. Wyobraź sobie, że pracujesz na salonie 500m2, na zamknięciu jesteś Ty, osoba prowadząca zmianę (kierownik lub jego zastępca) i druga osoba. Syf wielki wszędzie. ciuchy rozwalone wszędzie, a Ty stoisz za kasą, od godziny, nie masz czasu na siku czy też na łyka wody. Druga osoba ma za zadanie zatowarować wyznaczoną jej strefę - tak, to my to robimy. Nie masz czasu na nic i tylko modlisz się, żeby wyjść z pracy o ludzkiej godzinie. Bo tak, jak się pracuje na takim salonie, to się siedzi do końca, niczego nie można zostawić na rano. Zmiana do północy gdy jest syf, jest normą, nie jadłaś nic od kilku godzin, bo nie ma na to czasu. My, sprzedawcy też jesteśmy ludźmi i zrozumcie to, do cholery, że nie zawsze idzie wszystko ogarnąć w trzy sekundy. To, że niektórzy po sobie sprzątają, nie znaczy, że wszyscy to robią, bo przecież "im za to nie płacą". Zatrudnijcie się do sklepu odzieżowego i wtedy zacznijcie narzekać na sprzedawców.
no lepiej bym tego nie ujęła. Pozdrawiam
Piona! Piękny komentarz!
"Ktoś napisał" chyba chodzi o mnie.
Idealnie to ujęłas. Brak mi słow do klientów
I dobrze. Ja ostatnio weszłam do H&M i normalnie syf jak nie wiem co... Przymierzalnie całe w kurzu, stare, połamane wieszaki, jakieś galoty na krzesełku. Mnie osobiście byłoby wstyd, jakbym pracowała w takim brudnym sklepie i w miarę możliwości sprzątałabym ile wlezie.
To zatrudnij się w takim sklepie i sprzątaj ile wlezie ;) Zwłaszcza jak dadzą Ci kasę i zatowarowanie swojej strefy. Do tego pomóż upierdliwemu klientowi i słuchaj wyzwisk, na które nie możesz odpowiedzieć, bo Cię zwolnią ;)
Hahaha bezczelny komentarz ML ... skoro nie wiesz jak to wygląda to nie powinnaś się wypowiadać... H&M to duży sklep do którego dziennie wchodzi pare TYSIĘCY ludzi a praccowników na zmianę jak jest 5 to świetnie...
Skąd wiesz, że nie pracowałam w takim sklepie? Poza tym. Mam taką zasadę: jak już coś robisz, to POZRZĄDNIE. Nawet, jak ktoś mnie wkurzy, staram się obronić swoje zdanie i tym samym uspokoić rozmówcę.
Pracuje w hm, codziennie rano sprzątaczki sprzątająca dokładnie wszystko, w połowie dnia wszystko jest ujebane jak wtenczas a to nie pracownicy robią ten burdel. Ludzie to świnie bez szacunku do czyjeś w pracy. Pracuje w dwupoziomowym h&m, z dwoma kasami, rano zmianie sa najczęściej trzy osoby, dwoje kasjerow( po jednym na poziom i kierownik który ma robotę w biurze). I stojąc na kasie musze jednocześnie rozwieść dostawę, ogarniać przymierzalbie, często z poprzedniego dnia zostaje po kilka sztang z przymierzalni
chociaż po zamknięciu sklepu sprzątamy go ponad dwie godziny ( mowie tu po ogaranianuu szmat i innego syfu ze sklepu, nie o myciu podłogi i ścieranie kurzu) a i tak nie wyrabiamy się ze wszystkim. Ale wy drodzy klienci myślicie że my lezymy i pachniemy