#er3Zp
Przy in vitro trzeba by adoptować komórkę jajową i użyć nasienia od dawcy. Tak czy inaczej to dziecko nie byłoby więc z nami genetycznie spokrewnione. W takim przypadku wydaje mi się, że lepsza byłaby tutaj adopcja. Po co przechodzić ciążę i poród? Tylko dla samego bycia w ciąży? To wydaje mi się bez sensu. Tyle, że mąż jest przeciwny adopcji i mówi, że in vitro byłoby lepsze. Powód? Co ludzie powiedzą!
Mąż nigdy nie należał do osób, które przejmują się opinią innych, więc bardzo zaskoczyło mnie to co powiedział. Potem mi jednak dokładniej wyjaśnił swoje powody.
Mieszkamy w małym miasteczku. Tutaj każdy chce wiedzieć wszystko o wszystkich (i najczęściej wie). Adopcja nie przeszłaby bez echa. Wszyscy by wiedzieli i plotkowali. A co gdyby potem wyśmiewali czy szykanowali to dziecko? Również w szkole? Ludzie potrafią być okrutni. Nie wiem, może przeprowadzka byłaby tutaj rozwiązaniem, ale wolelibyśmy tego uniknąć. Mamy tutaj dobre prace i dom, który niedawno wykończyliśmy. Nie chcemy gdzie indziej zaczynać wszystkiego od nowa.
Jest też rodzina. Przecież by zauważyli, że nie byłam w ciąży, a nagle mamy dziecko. Oni też mogliby to niewybrednie komentować. Szczególnie teściowa. Ona ma już dwoje wnuków i, znając ją, to naszego dziecka mogłaby nie traktować na równi z tamtymi "prawdziwymi" wnukami. Kontakt z nią byłoby w razie czego też ciężko urwać, bo mieszka w tym samym mieście. Zresztą pomimo jej wad, to wiem, że mąż nie chciałby urwać tego kontaktu, bo to ważna dla niego osoba w życiu (sama wychowała jego i jego siostrę i też łatwo jej nie było).
Mąż uważa więc, że in vitro byłoby lepsze. Wtedy po prostu byłabym w ciąży i tyle. Nikomu byśmy nie mówili prawdy, z niczego się nie tłumaczyli. To dziecko byłoby nasze i już. Nikt by nawet nie wiedział o zabiegu.
Rozumiem jego punkt widzenia. Życie nie jest takie proste, ani idealne. Nie przejmowanie się opinią otoczenia nic nie da, bo tu chodzi przede wszystkim o dziecko i to jak inni mogliby mu utrudnić życie. Jeśli się nawet przeprowadzimy, to rodzina i tak się dowie o adopcji i na jedno wyjdzie. Urwać kontakt ze wszystkimi? Może mąż ma rację co do tego in vitro.
Z drugiej strony zabieg może się nie udać, albo co gorsza udać, a ja mogę potem poronić. Po co to sobie robić? Tak ryzykować? Nie wiem. Boję się tego wszystkiego.
W sumie chyba piszę to wyznanie, żeby nieco uporządkować myśli. Nie wiem co robić. Musimy nad tym wszystkim jeszcze pomyśleć.
Cholera, życie czasem naprawdę potrafi się poplątać.
Mam znajomego, który ma 2 dzieci z adopcji i tym się szczyci. On szczęśliwy, że ma dzieci, a dzieciaki, że mają kochający dom. Wszyscy o tym wiedzą i nikt nie widzi w tym problemu.
Też mieszkałam w takim miasteczku. KAżdy każdego zna, ploteczki krążą. I też znałam ludzi, którzy nie mogli mieć dziecka. Adoptowali. Nikt o nich nie plotkuje, rodzina małą uwielbia, mała ma wielu przyjaciół, w szkole nikt jej nie szykanuje. Myślę, że dobrze jest porozmawiać z panią przedszkolanką, gdy dziecko pójdzie do przedszkola i z samym dzieckiem rozmawiać na ten temat, gdy będzie w stanie już zrozumieć. W tym wypadku rodzina powinna mieć mniej do powiedzenia, bo to Wasza decyzja. Kobieta nie jest inkubatorem, skończmy wreszcie z tą mentalnością.
Rozumiem obawy męża, jednak jestem za Twoim pomysłem. Dwa argumenty. Ty mniej wycierpisz, dzieciak dostanie dom. Tak czy siak to nie będzie genetycznie Twoje dziecko, w obu przypadkach. A ludzie? Po prostu zadbajcie żeby dzieciak nie dowiedział się od obcych że jest adoptowany.
Pozdrawiam i szczęścia życzę
Zadbać mogą ale to nic nie da. Sama w szkole miałam takiego chłopaka co był adoptowany i wiedzieli wszyscy, bo po prostu rodzice innych dzieci im powiedzieli. Łatwo nie miał, może nie jakieś szykanowanie, ale nie chcieli się z nim zadawać. To nie takie łatwe uchronić przed tym dziecko.
Jeśli to nie będzie niemowlak to dziecko i tak już ma łatkę tego z "bidula". Wiem, że to okropne i nie wiem skąd szykany skoro to nie dziecka wina, a tak to przynajmniej będzie miał dom i kochających rodziców. Adoptowany nie znaczy gorszy.
Zawsze można dziecko wychować z wiedzą o adopcji. Wytłumaczy się mu, że jego biologicznych nie ma dlatego oni teraz zostali jego rodzicami, wytłumaczyć, że to normalne, dziecko nauczyć odzywek typu ''przynajmniej mnie rodzice wybrali a twoi z tobą utknęli'' czy cokolwiek. Dzieci wychowane w ten sposób tak długo jak mają kochających nowych rodziców rozwijają się prawidłowo. A ludzie zawsze gadali i gadać będą, wasze szczęście jest ważniejsze od opinii teściowej i sąsiadów.
Koczek Podobne rgumenty jaka przeciwko adopcji można znaleźć przeciwko In vitro. np. dziecko jest zdrowe, a nie po 9 miesiącach się okaże, że niedotlenione w czasie porodu, złe ułożenie. In vitro jest TROCHĘ prostsze, ale znacznie droższe.
O in vitro w końcu I tak się wszyscy dowiedzą, więc adopcja wydaje się o wiele lepszym wyjściem. Patrząc obiektywnie.
Kwestia patrzenia na świat. Ja będę miała ciężko o ciążę więc ustaliliśmy że wolimy adopcje od invitro. Ma być chlopiec, kilkulatek (skoro mogę to unikne pieluch a i taki ma mniejsze szanse niż niemowlę) i fajnie jakby miał konkretną grupę krwi.
Sztuczne zapłodnienie jest dla nas nieco przerażające i sztuczne a tworzenie rodziny powinno wyglądać swobodniej...
Adopcja powinna być dla Was powodem do dumy- dacie dom dziecku "bezdomnemu". Pamiętaj, że to jak ludzie będą do tego podchodzić będzie zależało przede wszystkim od Waszego podejścia. Teściowa też w końcu się przyzwyczai. Za dużo przejmujecie się sprawami mało istotnymi tak naprawdę. Nie Wy pierwsi byście adoptowali. Tak czy siak życzę Wam powodzenia.
Pogadamy, gdy dorośniesz :)
Możesz zrobić z siebie inkubator dla czyjegoś dziecka które możesz poronić, albo może urodzić się chore. Zrobic to za ogromną sumę pieniędzy, po to by się nie wydało że nie jest Twoje (bo to takie ważne) i narazić się na masowe posądzenia o zdradę męża, bo dziecko pewnie nie będzie podobne do żadnego z was.
Albo możesz uratować życie dziecka którego nikt nie chciał, dać mu kochajacą rodzinę, wykształcenie i swoją uwagę.
Skoro to adoptowane dziecko, i tak jest pewnie wyzywane od "biduli". Jego sytuacja zmieni się tylko na lepsze.
Nie wiem też po co ukrywać waszą bezpłodność, tak jakby to było coś wstydliwego. Nie macie wpływu na dysfunkcje waszego ciała. To tak jakby się wstydzić np że urodziłaś się z jedną nerką, jest sprawna i żyje Ci się dobrze, ale nie możesz być dawcą więc ludzie będą gadać. Taki wasz urok, nie przejmuj się. Ludzie pogadają tydzień i się znudzą.
Po co ukrywać bezpłodność? Istnieją sfery życia, z których nie warto robić tematu plotek połowie wsi. Ja nie rozprawiam o tematach tak osobistych dotyczących mnie i wcale nie chcę wiedzieć kto może, kto nie, kto z kim i ile razy...
Ici pici
Chodzilo o nie trzymanie tego w niewiadomo jakim sekrecie przed najbliższą rodziną, a nie afiszowanie sie na pół wsi.
Koczek,
Przeczytaj uważnie wyznanie a dostaniesz odpowiedź na większość pytań.
Nie rozumiem dlaczego ludzie mieliby gadać. Miekszam na wsi i znam rodzinę która adoptowala dziecko i nikt nie ma z tym problemu. Raczej ludzie maja szacunek dla takich osób. Jeśli tesciowa nie traktowalaby wnuka tak samo toby znaczyło, że jest nienormalna i tyle
Zależy też jacy ludzie są we wsi, niektórzy na prawdę mogą być upierdliwi i wredni. No i zależy jak autorka do nich podchodzi, bo jak ich olewa to problemu z dzieckiem nie powinna mieć, bo dziecko może uświadomić o swoim pochodzeniu i tyle.
Ludzie zawsze będą gadać. Uważam, że adopcja jest lepsza (ale to moja opinia). Dziecko nie będzie do was podobne, ludzie mogą osądzać Cię o zdradę, a tak będą z góry wiedzieć, że adoptowane.
cO lUdZiE pOwIeDzO
Mamy XXI wiek. Jesli nie zroumieją adopcji to niechaj sie wypchają. Po co miec takich zacofanych znajomych. A dziecku zawsze mozna powiedziec od razu ze jest adoptowane. I tyle ..tylko przekazac tak by nie czuło sie zle i kochac je za to jakie jest.
Tak, tylko oni nie chcą żeby dziecko było gorzej traktowane przez znajomych, obcych, inne dzieci i ich własną rodzinę (np babcię) i tu można ich zrozumieć, bo ludzie potrafią być podli. Przeważnie raczej się szanuje osoby, które adoptują dzieci, a same takie dzieci nie są prześladowane, ale kto przewidzi jak będzie? Nie wiadomo do końca.
Były chłopak siostry mojego kolegi jest adoptowany i jakoś nikt nigdy nie robił z tego problemu-nawet na wsi. Moja babcia też zresztą ma sąsiada po 40-ce, którego jako niemowlaka oddała pewna panna mieszkająca może 20 km dalej. Ludzie wiedzieli, ale nic nie mówili, a jak on sam się dowiedział i zrobił awanturę rodzicom to ci go jeszcze opierniczyli, że jeśli uważa, że nie dbali o niego, że nie kochali i mu było może źle, to przecież zawsze się może wyprowadzić. Został :P
To, że dziecko ma pretensje, że o tak ważnym fakcie mu nie powiedzieli, to ma prawo, bo adopcja to ważna kwestia. To przykre, że dowiedział się tego od ludzi a nie od własnych rodziców - oni postąpili nieodpowiedzialnie.