#eakjV
Okradziono mnie, nie dość, że nie byłem w stanie utrzymać się i jako-tako opanować sytuacji życiowej, to jeszcze nie miałem pieniędzy nawet na druk własnej pracy magisterskiej. Narzeczona jakoś tam mi pomagała, ale nie dawaliśmy rady nawet razem na wyjście z dołka (miałem kredyt hipoteczny). Następnego kredytu nie daliby mi, w lichwę nie chciałem się bawić. Jedyną opcją było wrócenie z podkulonym ogonem do ojczulka, który dał mi wymaganą kwotę, aby studia w spokoju ukończyć i wydrukować pracę. Nieproszony sam się zaoferował, że spłaci całą moją hipotekę, co ja przyjąłem z radością. Ale, ale – coś za coś. Miałem w zamian iść do pracy w jego firmie jako szeregowy pracownik. Zgodziłem się, i tak nie robiłem w zawodzie wyuczonym, to co mi szkodzi, wypłata porównywalna.
W maju jego firma zaczęła mieć gigantyczne straty. Nie wiem, co mój tatulo odwalił, ale było tak źle, że musiał pozwalniać połowę personelu, a mi powiedział w gabinecie, że za tamten miesiąc nie dostanę wypłaty, bo zwyczajnie go nie stać, ureguluje płatności w następnym. Biorąc pod uwagę to, ile dla mnie zrobił, przystałem na to. Jakoś ten miesiąc z dziewczyną przeboleliśmy... Aż minął następny i sytuacja się powtórzyła. Niby w firmie było już stabilniej, niby „wychodzimy na prostą”, ale też powiedział mi, że o wypłacie mogę pomarzyć i „w lipcu na 100% dostaniesz obydwie zaległe”. A teraz mamy lipiec i zgadliście – kasy nadal nie ma.
Firma prosperuje lepiej, nawet przyjęliśmy trzech nowych pracowników.
Wypytałem ludzi, okazuje się, że dostają co miesiąc swoje wypłaty jak w zegarku. Poszedłem zatem do ojca i zapytałem, co to ma znaczyć. Zareagował agresją, zaczął mnie wyzywać od żebraków, którzy myślą, że wszystko im się należy i robił wyrzuty, że zapłacił mi hipotekę, że nie dostanę wypłaty ani z maja, ani z czerwca, ani z nigdy, dopóki nie odrobię tego, co na mnie wyłożył „i nie obchodzi mnie, czy będziesz żarł tynk ze ścian przez ten czas”. Wyszedłem dosłownie w szoku. Mój ojciec nigdy wcześniej się tak nie zachowywał.
Oczywiście szukam nowej pracy w trybie natychmiastowym, bo dziewczyna już jest wkurzona na maksa, a życie na jednej wypłacie na dłuższą metę jest praktycznie niemożliwe... Dziewczyna jednak nakłania mnie do tego, abym poinformował PIP i wszystkie możliwe służby, ale nie chcę tego, bo w sumie to mój ojciec i nigdy taki nie był...
Naprawdę nie wiem, co mam robić.
Mam kilka pytań. Co znaczy okradziono Cię? Miałeś jakiś spadek w wersalce, z którego spłacałeś hipotekę? Sztabki złota na wymianę? Włam na konto bankowe?
Hipoteka - dlaczego dostałeś kredyt? Miałeś stałą pracę, jakieś dochody? Nikt nie daje kredytu hipotecznego studentowi...
Mieszkanie, skoro jest twoje, to dziewczyna mieszka w nim za free? Odpadają jej koszty wynajmu, więc chyba może cię wspomóc miesiąc-dwa?
Ojciec spłacił hipotekę... dużo tego było? Trzeba było od razu płacić? Nie było żadnych rat?
Twoja narzeczona/dziewczyna ma rację. Nie patrz na to, że o twój ojciec i że ,,nigdy taki nie był". On łamie prawo. To że spłacił twoją hipotekę (o co go nie prosiłeś) nie daje mu prawa, żeby nie płacił ci za pracę.
Pomijając że to chyba stare wyznanie, bo coś je kojarzę albo podobne.
Szczęściarz z Ciebie , powinieneś podziękować ojcu, spłacił hipotekę, studia, a że nie dostałeś wypłaty za 3 miesiące, to i tak jesteś na ogromnym plusie.
A pracę możesz zmienić
Biedne, roszczeniowe, bananowe dziecko, oderwane od rzeczywistosci...
"z przymuszenia"? Nikt cię nie zmuszał, sam wybrałeś. Mogłeś nie brać pomocy, o którą nie prosiłeś, szukać pracy gdzie indziej, i sam rozwiązywać swoje problemy. Czemu tego nie zrobiłeś? Jednak wygodniej korzystać z czyjegoś dorobku?
Powinęła ci się noga. Ojciec wyciągnął pomocną dłoń, dzięki czemu skończyłeś studia i spłaciłeś długi.
Ojcu powinęła się noga. Zamiast pomóc mu w trudnym momencie, ty się zastanawiasz, czy jeszcze mu dowalić?
Nawet nie wiesz, co się stało, że firma zaczęła mieć straty, ale oceniłeś, że to "tatulo coś odwalił"?
"Ojciec nigdy taki nie był". Serio?
Trudny moment, firma na skraju upadku, część personelu straciła pracę, a ty nie rozumiesz, czemu ojciec jest na skraju wytrzymałości?
Co jest złego w tym, że chce, żebyś odpracował to, co dostałeś? Tym bardziej, że firma dopiero się odbudowuje po kryzysie. Wciąż jesteś w lepszej sytuacji, niż gdybyś wziął kredyt. Jeśli ci brakuje na życie, to może da się ustalić, by dostawać część wypłaty?
Może lepiej się zastanów, czy twoja narzeczona to dobry materiał na żonę, i czy nie skłóci cię z rodziną dla własnych korzyści?
Ojciec powinien zamknąć ci drzwi w momencie, gdy wróciłeś z podkulonymi ogonem.
Wtedy byś zobaczył, ile wysiłku kosztuje zdobycie tego, co ty dostałeś na tacy:
- pieniądze na dokończenie studiów (nie każdy ma to szczęście),
- pieniądze na spłatę hipoteki (jw.),
- pracę bez miesięcy aplikowania do wielu miejsc i przechodzenia rozmów kwalifikacyjnych (jw.).
On - ze środkami, które oddał tobie, prawdopodobnie szybciej pokonałby kryzys w firmie. Może nie musiałby zwalniać tylu ludzi.
Zachowujesz się jak tchórzliwy kundelek, co chętnie złapie tłusty kąsek, a za chwilę warczy, i zastanawia się, czy ugryźć rękę, z której go dostał.
najlepiej odejść. Jeśli dalej będzie robił cyrki to ewentualnie wtedy angażować pip. W jakiej formie nastąpiła spłata hipoteki? To dość istotne, jeżeli po prostu w formie darowizny to nie ma problemu - jeśli podpisywałeś jakieś weksle albo inne dokumenty to może być gorzej bo wtedy może zażądać zwrotu.
I od razu powiem, że nie - jeżeli łamie prawo, a to była darowizna to nie będziesz musiał niczego oddawać. Wtedy nie ma żadnego "rażąco niewdzięcznego zachowania osoby obdarowanej".
Twój ojciec to janusz biznesu. Mam nadzieję że nie pójdziesz w jego ślady. Też kiedyś pracowałam w januszexie, szef był gruby i za każdym razem chciał mnie obłapiać po tyłku
Ah, te nowoczesne kobiety co nie potrafią momentu przyjąć