Gdy byłam w liceum, na jednym z konwentów zagadnął mnie chłopak, dla historii Jan Kowalski. Robił zdjęcia cosplayerom, mówił, że jest fotografem, miał nawet profesjonalnie wyglądający sprzęt. Fajnie się gadało, wymieniliśmy się namiarami. Po jakimś czasie zaprosił mnie na sesję zdjęciową. Pokazał mi swoją stronę, było tam wiele pięknych zdjęć. Na social mediach nic nie miał, ale mówił, że rozdziela życie prywatne od zawodowego. Trochę się wahałam, bo sesja miała być w plenerze, ale nawet moja rodzina mnie namawiała, żebym poszła, bo wszystko wyglądało profesjonalnie. Przed terminem sesji złapała mnie jakaś infekcja, napisałam do Kowalskiego, żeby ją przełożyć. Po tym nagle kontakt się urwał, a on skasował konto. Myślałam, że zwyczajnie się obraził.
Minęło kilkanaście lat, na konwenty jeżdżę teraz jako gość. Na jednym z nich oficjalnym fotografem był Jan Kowalski. Mężczyzna koło 70. To do niego należała strona, którą wysłał mi chłopak w licealnych czasach. Nie znał tego chłopaka ani nie wiedział, że przedstawia się jego personaliami i pokazuje jego stronę. Do dziś się zastanawiam, co by się stało, gdybym wtedy poszła na tę sesję zdjęciową.
Dodaj anonimowe wyznanie