#eVkGF
Wpadłam na ten pomysł mając 15 lat. Dorabiałam sobie pieniądze, więc mogłam sobie na to pozwolić. Kiedy nadszedł dzień wyprowadzki, nie musiałam wydawać ogromnej sumy pieniędzy na np. talerze, sztućce, kubki etc.
Przez 5 lat nazbierałam chyba 6 albo 7 kartonów.
Ha! Ja kilka lat temu przeczytałam tutaj podobne wyznanie i jak zaczęłam myśleć o własnym kącie to zrobiłam to samo. Genialne i polecam każdemu. Szczególnie jeśli mieszkanie do remontu, to pieniądze się masakrycznie rozchodzą na każdym kroku, a takie rzeczy pozwalają się potem wprowadzić już ze swoimi rzeczami :D
Niby fajny pomysł, ale polecam rzeczy dość neutralne. Kupiłam sobie zastawę na zaś, ale niestety, kiedy się przeprowadzałam do partnera jakieś pięć lat później to już mi się nie podobała i miałam nadzieję, że szybko ją wytłuczemy ;)
Miałam to samo, tylko z ciuszkami dziecięcymi. Jak się urodził mój pierwszy chrześniak, to tak bardzo uwielbiałam kupować mu ubranka, ze oprócz chłopięcych w koszyku lądowały i dziewczęce. Dzięki temu po urodzeniu pierwszej córki miałam dwa kartony ubrań i wszystko wykorzystałam :)
Super pomysł! Tylko trzeba naprawdę mieć na to plan, żeni nie przesadzić.
Przed wyprowadzką najczęściej wyrzuca się rzeczy.