Początek tego roku, typowa koszmarna niedziela, wszystko było nie tak jak chciałam, po prostu pech. Zeszłam do metra, żeby wykupić bilet na kolejne 90 dni. Wkładam kasę do automatu, przyjął stówkę, a drugiej nie chce. Nie mam żadnej innej. Pytam przechodzących ludzi, czy mogliby mi rozmienić, ale każdy mnie ominął. Nie odpowiadali nic albo tłumaczyli, że nie mają czasu. Po kilku minutach rozpaczy i zwątpienia w ludzką "bezinteresowną pomoc", przyszedł mi na pomoc jakiś pan. Rozmowa potoczyła się mniej więcej tak:
- Czy mógłby mi pan rozmienić 100 złotych, bo automat nie chce ich przyjąć...
- Niestety nie, ale mam inny pomysł.
Zapłacił za mój bilet swoją kartą.
- Bardzo dziękuję, ale nie będę miała jak panu zwrócić brakujących 40 złotych...
- Do widzenia i szczęśliwego Nowego Roku.
- Ale...
- Szczęśliwego Nowego Roku!
I zniknął.
Jeżeli jakimś cudem pan to czyta, to jeszcze raz dziękuję. Oby do pana wrócił ten dobry uczynek, z dużą nawiązką :)
Dodaj anonimowe wyznanie
Ja bym się uśmiechał resztę dnia jak głupi :)
Też, ale pewnie czułbym się sfrustrowany, że nie mogę się odwdzięczyć
Niech mi Pan poda numer telefonu/konta bankowego. Jak tylko będę mogła, prześlę panu pieniądze. ♡
na drugi raz też tak rób