#eI3LC
Wyprowadziłam się z domu rodzinnego na studia, wynajmuję sama kawalerkę i jestem tu najszczęśliwsza na świecie. Wracam do cichego domu, gdzie wszystko jest na swoim miejscu i gdzie mogę robić, co chcę. Nikt nie kręci się w mojej przestrzeni, nie hałasuje, nie robi bałaganu, nie wymaga nie wiadomo czego. Nie muszę się przed nikim z niczego tłumaczyć ani dostosowywać się do jego planów czy wyobrażeń. A jednak wszyscy traktują mnie jak nienormalną. Rodzice i reszta rodziny przy każdej okazji pytają mnie, kiedy w końcu kogoś przyprowadzę, żartują, że zostanę starą panną z kotami. Znajomi to samo, ciągle tylko rozmowy o tym, że związki to fajna rzecz i w końcu też kogoś sobie znajdę, że warto, że miło jest mieć się do kogo przytulić czy porozmawiać. A ja patrzę na te wszystkie związkowe historie, nawet te z Anonimowych, o zdradach, o kontrolowaniu, o przemocy i wszystkich innych dramach ze związkami związanymi. Słucham o kłótniach o pierdoły, takie jak niewyniesienie śmieci czy brudna skarpetka na podłodze. Widziałam osoby, dla których bycie w związku jest ich całą osobowością i sensem życia, co jest w mojej opinii po prostu poniżające. Dodatkowo wszędzie obecny jest temat wygórowanych standardów, które trzeba spełniać, by znaleźć odpowiedniego partnera. Standardów, których również nie spełniam i spełniać nie zamierzam. Już samo słuchanie o problemach związkowych moich znajomych mnie męczy i irytuje. Jestem zadowolona z obecnego stanu rzeczy w swoim życiu i nie chcę na siłę go zmieniać, mimo że okazje to tego też już miałam. Sama radzę sobie ze wszystkim bardzo dobrze i nie potrzebuję partnera „żeby się mną zaopiekował”. Nigdy nie ciągnęło mnie do romantycznych relacji, a sama wizja bycia w związku mnie brzydzi / przeraża. W związku czułabym się, jakby to było ograniczenie mojej niezależności i wolności, próba zmiany tego, kim jestem.
Czy faktycznie jestem nienormalna? Czy tylko mi się wydaje, że nie zawsze i nie dla każdego związek to odpowiednia rzecz?
Jesteś chyba rozsądniejsza niż większość młodych kobiet wchodzących w związek z byle kim. Lepiej żyć po swojemu niż na siłę szukać faceta, znam to z autopsji
A co, wszystkie cię rzucały i zostałeś gejem?
Kobieta nie może być gejem, dokształć się
Wyzwolonyy, ale ty nie jesteś kobietą, tylko ostro popierniczonym mizoginem-redpillowcem-piwniczakiem, którego żadna nie chciała (no nie ma się co dziwić) i zapewne stąd ta twoja nienawiść do kobiet.
Ostro o dragomirze (czyli w sumie o sobie)
Nie, absolutnie nie jesteś nienormalna. ❤️ Masz prawie 20 lat, własne mieszkanie, studiujesz, jesteś samodzielna i — co najważniejsze — jesteś szczęśliwa ze swoim życiem. To naprawdę nie jest problem, który trzeba „naprawić”.
Związek nie jest obowiązkowym etapem dorosłości ani dowodem na to, że z człowiekiem wszystko jest w porządku. Nie każdy potrzebuje romantycznej relacji, żeby czuć się spełnionym. Jedni marzą o partnerze i rodzinie, inni najlepiej czują się sami. I obie możliwości są normalne.
Najbardziej dziwi mnie to, że ludzie próbują wmówić Ci, że skoro jesteś szczęśliwa sama, to na pewno jeszcze „zmienisz zdanie”. A może zmienisz, a może nie. I jedno, i drugie jest w porządku.
Nie musisz sobie nikogo szukać tylko dlatego, że rodzina albo znajomi uważają, że „tak trzeba”. Jeśli samotne życie daje Ci spokój, poczucie wolności i szczęście, to korzystaj z niego. ❤️ A jeśli kiedyś pojawi się ktoś, przy kim będziesz chciała tę przestrzeń dzielić — wtedy zdecydujesz. Bez presji i bez terminów.
I jeszcze jedno: bycie samą nie oznacza bycia samotną. To dwie zupełnie różne rzeczy.
Nie wydaje Ci się.
Wielokrotnie jest tak, że związek to nie jest odpowiednia rzecz w danym czasie, miejscu lub z danym partnerem dla danej osoby. Niestety jednak presja społeczna, lęk przed samotnością, ale też budowanie poczucia własnej wartości i bezpieczeństwa na posiadaniu partnera zmusza ludzi do wchodzenia w relacje bez przyszłości lub z ludźmi zupełnie do nich niedopasowanymi, a nawet zakładania na tym gruncie rodzin.
Najważniejsze w życiu jest bycie szczęśliwym i spełnionym, a to osiąga się prowadząc życie zgodne z własnymi odczuciami, oczekiwaniami oraz generalnie w zgodzie z samym sobą. Jeśli nie czujesz potrzeby wchodzenia w relację, to nie wchodź. W najgorszym wypadku postępujesz właściwie, a jednocześnie, kto wie, może na Twojej drodze stanie jeszcze osoba, przez którą zaczniesz kwestionować swój dotychczasowy punkt widzenia. Będąc osobą bez zobowiązań dajesz sobie szansę na pojawienie się takiej osoby w Twoim życiu.
Nie daj się.
Powodzenia.
Nie musisz żyć w związku żeby mieć dobre życie.
Nie patrz na historie z Anonimowych bo jest duże ryzyko że nie wszystkie są prawdziwe.
Nie ma obowiązku bycia w związku. To już nie czasy, żeby kobieta musiała mieć męża, bo sama by sobie nie poradziła. Istnieje coś takiego jak aromantyczność. Nie mówię że autorka na pewno jest aromantyczna, ale to możliwe, skoro nigdy nie ciągnęło jej do romantycznych relacji.
Wiedza o życiu czerpana z anonimowych :P już dalej nie ma sensu czytać nawet
W wieku 20 lat (jak ty teraz) byłam po jednym nieudanym związku i stwierdziłam że samej mi najlepiej. I tak trwałam przed około 7-9 lat. Dopiero po takim czasie coś we mnie pykło i zaczęły mnie nachodzić myśli, że może fajnie byłoby mieć kogoś kto by mnie kochał. I całkiem szybko kogoś poznałam. Ale nie o tym. Przez ten cały czas miałam znajomych, jedni w związku, jedni nie i nigdy nie usłyszałam naganek o tym że jestem dorosła pora na męża i dzieci. To była moja sprawa i szanowali to: Jest mi dobrze bez partnera? No to super! Także dziewczyno, współczuję znajomych. Nie ważne czy związek czy jedzenie mięsa czy używki, jeżeli mówisz nie i nie jest to szanowane to nie brzmi to jak dobre towarzystwo.
Sama odpowiedziałaś sobie na pytanie co jest nie tak. Czytanie lub słuchanie niedowartościowanych i zakompleksionych kobiet, a zwłaszcza rozwódek z bachorami, powoduję u ciebie że odbierasz wszystko negatywnie i w związku nie ma nic dobrego. . Zasada jest prosta to co się reklamuje to to przyjmujemy (mistrz niemieckiej propagandy to wiedział).
Bolec?
Jeśli niedawno się wyprowadziłaś, to bardzo normalne. Dopiero wchodzisz w dorosłość, fajnie, że masz czas i przestrzeń dla siebie, kiedy tego potrzebujesz - miałam tak samo, dopiero po pewnym czasie byłam gotowa, żeby kogoś do swojego życia wpuścić. A niektórzy nigdy nie mają na to ochoty i to też jest ok. Rodziną się nie przejmuj i żyj po swojemu.