#eCa71

Mam na imię Sandra, mam 23 lata. Mam też chłopaka. I nie wiem co zrobić z tym związkiem.

Mój ukochany jest parę lat starszy. I zarabia bardzo dobrze, znacznie więcej ode mnie, więc lubi też sprawić sobie przyjemność. Lubi podróżować. Przynajmniej raz w miesiącu robi sobie weekendowy wypad w góry, nad morze. Gdziekolwiek. Mieszka też w dużym, piętrowym domu. Uwielbia spędzać czas na mieście. Dwa razy w tygodniu to absolutne minimum. Przy takim trybie życia spokojnie wystarcza mu, żeby odłożyć około trzech tysięcy miesięcznie. I teraz chce, żebym się do niego wprowadziła. Skoro się kochamy, to w czym problem, prawda? Ano w tym problem, że mój ukochany cały czas pilnuje, żebym go nie wykorzystała. A mnie nie stać na jego tryb życia. W restauracjach płacimy każde za siebie. Wcześniej płaciliśmy na zmianę, ale zbuntowałam się, bo ja zamawiałam za połowę tej kwoty co on, bo zwyczajnie jem mniej. Zgodził się, powiedział, że nie chce mnie wykorzystywać. Za wycieczki płacę wszystko za siebie, jak oznajmiłam, że nie stać mnie, bo w zeszłym miesiącu były dwie wycieczki, to oznajmił, że nie ma problemu, pojedzie beze mnie. Już teraz od wielu miesięcy żyję niemal na styk. Jak wprowadzę się do niego, to będę musiała się dokładać połowę kosztów utrzymania tego wielkiego domu. Mówi to otwarcie. Mówi, że nie po to ciężko pracuje, żeby rozdawać pieniądze innym. Powtarza, że on nie będzie niczyim sponsorem. A przede mną rysuje się przyszłość, gdzie ja siedzę w domu i zastanawiam się za co kupić ciuch i patrzę, jak on podróżuje, widuje się z kumplami, jada na mieście.

Kiedyś o tym rozmawialiśmy. Przyznał, że dokładanie się do utrzymania domu jako procent od zarobków ma sens. Teraz gdy poruszam ten temat oznajmia, że nie będzie rozmawiał o pieniądzach i jakoś się dogadamy. A ja bym chciała, żeby czasem mnie gdzieś zabrał tak po prostu, bez myślenia, że mnie nie stać, bo nawet jak zapłaci, to za parę dni ja zapłacę za nas dwoje. Gdy mu mówię, że w sumie mógłby czasem tak zrobić, to obrusza się, że przecież zarabiamy tyle samo. A tyle samo to my mamy podstawy, on zarabia dodatkowe tysiące jako premie i prowizje.

Nie wiem co tym wszystkim myśleć. Czuję się jak materialistka, ale po prostu dla mnie to normalne, że lepiej zarabiający partner dokłada się nieco więcej albo chociaż dopasowuje się wydatkami do partnera. Gdybym ja zarabiała więcej, to nie miałabym żadnych oporów pokrywać większej części kosztów. Nie chcę całe życie kombinować, żeby starczyło mi na buty, sukienkę, leki i kosmetyki.

Ogólnie jest dobrym człowiekiem, uczciwym. Tylko na punkcie pieniędzy ma fizia.
Nie wiem, czy to ja jestem jednak ta pazerna, że oczekuję od niego pokrycia części kosztów jego trybu życia, czy on nadmiernie na mnie oszczędza.
Odpowiedz

Daj czy owak, możecie uznać sprawę za niebyłą. Po serii kłótni przemyślałam całość. Nie chcę być z kimś, przez kogo ciągle jest spłukana i w dodatku ciągle mi to wypomina. Kogoś, kto ciągle mi mówi, że nie doceniam jego hojności, bo kiedyś kupił mi droższy prezent, zwłaszcza, że jak się zastanowiłam, to ja, nawet nie licząc wycieczek, wydawałam na niego dużo więcej. Nie chcę się martwić, że on będzie jeździł po świecie, a ja będę harowała na dwa etaty, żeby składać się w połowie na JEGO potrzeby. I nie chcę się ciągle martwić czy jak urodzi się dziecko to nie będę prosiła się o pieniądze na pieluchy itd. Nie chcę słuchać, że to nie szkodzi, że nie stać mnie na wycieczkę, nie gniewa się, pojedzie z kimś innym. W każdym razie rozstaliśmy się.

coztegoze2

Dobrze zrobiłaś.

Anonimowane

Bardzo dobrze zrobiłaś. Każdy żyje zgodnie z potrzebami i możliwościami. To bardzo słabe z jego strony oczekiwać, że dotrzymasz kroku w jego trybie życia, ze swoimi zarobkami.
Gdyby mu zależało i nie chciał rozdawać pieniędzy, to zamieszkalibyście w mieszkaniu i jeździli na tańsze wycieczki, na które stać was oboje.

Postac

Ucieszył mnie ten komentarz jako zakończenie wyznania, Sasanka.

PeggyBrown2022

Ja również poczułam ulgę na sercu, czytając o tym zakończeniu. Co za sknera i materialista - oczywiście z niego.

Uzytkownik404

Gratuluję dobrej decyzji! 🥂🍾🎂

karolyfel

"Oznajmił, że nie ma problemu, pojedzie beze mnie" - to jest podsumowanie Twojego (byłego) związku z tym kolesiem. Bardzo dobrze, że sama z własnej inicjatywy to zakończyłaś!

ohlala

Dobrze zrobiłaś. Macie inne oczekiwania, ale co ważniejsze - on miał obsesję na punkcie tego, że go wykorzystasz. Czyli Ci nie ufał i jednocześnie wykorzystywał Twoje uczucie, żebyś robiła to, czego on chciał. W końcu dopiero Twój bunt coś zmienił w sprawie wyjazdów, jemu nie przeszkadzało, że jesteś pod kreską i ignorował fakt, że sama nie zamieszkałabyś w tak drogim domu, więc znów byłabyś stratna.

Dziękuję. To niesamowite, ale po kilkunastu dniach bez niego już staję na nogi finansowo. Co ciekawe, on uparcie twierdzi, że przecież prawie zawsze płaci za mnie, a ja oczekuję niewiadomo jakich nakładów finansowych. Nie będąc z nim nagle zaczęło mi starczać NA WSZYSTKO. W tym na moje własne przyjemności. Co tylko potwierdza, że słusznie czułam się od jakiegoś czasu wykorzystywana.

ZblakanyUmysl666

To może być okrutne ale lepiej jest dla niego że zerwałaś. Znam tylko jedną stronę medalu ale widać tu że koleś dobrze prosperuje a ty jako mniej zaradna i mniej zarabiająca ciągniesz go do dołu. Nie zrozum źle ale poszukaj kogoś kto jest na twoim poziomie finansowym i klepcie słodką biedę :)

ZblakanyUmysl666 nie powiedziałabym, że klepię biedę. Po zerwaniu z nim jestem w stanie ze swojej pensji spokojnie opłacić mieszkanie, potrzeby życiowe, różne przyjemności i jeszcze odłożyć. To, że on zarabia więcej, nie znaczy, że ja klepię za minimalną. Tak czy owak prawda, że dobrze, że się rozstaliśmy :) Mamy inne potrzeby.

Zobacz więcej odpowiedzi (1)
Mysza84 Odpowiedz

Według mnie na dłuższą metę taki związek nie ma racji bytu. Nie jeśli pojawia się później dzieci lub jakieś trudne życiowe sytuacje. Nie można patrzeć na partnera jak na pasożyta i cały czas go rozliczać. Jestem w stanie zrozumieć takie podejście na samym początku związku, kiedy ktoś chce się upewnić, że druga strona nie jest w tym dla pieniędzy (choć mnie by to odstraszylo). Jak to sobie wyobrażasz gdybyś przez kilka miesięcy nie mogła zarabiać? Gdybyś straciła pracę? Gdybyś zaszła w ciążę? Wyrzucilby Cię z domu bo się nie dokladasz? Czy wypominalby, że Cię utrzymuje? A może naliczalby ci dług?

Znając go, może i by nie robił problemu gdybym straciła pracę, ale na pewno by mi przypominał jak cudownym jest partnerem, że zgadza się pokrywać większość kosztów. Natomiast miałam duże obawy czy przy wspólnym gospodarstwie nie będę musiała się dpraszać o pieniądze na pieluchy dla dzieci.

Frog Odpowiedz

Moim zdaniem, byłaś fajną, młodą zabawką, a nie kobietą "na poważnie". Po jakimś czasie zostałabyś "zamanipulowana" przez niego, tak zwaną przemocą ekonomiczną.
Dla Ciebie - brawa za rozsądek.

Odpowiedz

A najgłupsze w tym wszystkim jest to, że on ciągle opowiadał ile to nie zarabia i jaki jest hojny. I że przecież zwykle on płaci za nas oboje. Co jest o tyle ciekawe, że uparłam się i zaczęłam liczyć wydatki. Kto ile i na kogo. W ostatnim naszym miesiącu on w swojej niezwykłej szczodrość wydał na mnie 15 złotych. Ja na jego potrzeby niewiele, ale więcej

Oczywiście nie licząc wydatków na "samą siebie" gdzie "zabrał mnie" do droższej knajpki, gdzie sama za siebie zapłaciłam itd. I na randkę do kina, gdzie również sama za siebie płaciłam... Itd.

samezrp

Czasem trzeba coś napisać, żeby zrozumieć w jakiej się jest dupie. Cieszę się, że podjęłaś tę decyzję. To się by nie zmieniło. W 100% rozumiem dzielenie się kosztami itd, ale to nie może być tak, że Ty się musisz dostosować do jego duzych wymagań, a on nie może do Twoich mniejszych. Umiar i rozsądek.

Odpowiedz

Myślę, że warto dodać, że jak miałam naprawdę słaby miesiąc, bo podupadłam na zdrowiu i lwia część pensji poszła na leki i leczenie, to nie miał problemu, żeby płacić też za mnie.

Dwa razy kupił mi droższy prezent, taki za ok. 300 zł.

coztegoze2

Ciekawe kiedy by CI wypomniał że wtedy wydał na Ciebie więcej skoro jest taki liczący.

Kiedy kłóciliśmy się o wydatki często nawiązał do tego miesiąca. Uważał, że skoro tej jeden miesiąc był w stanie zapłacić za mój obiad czy lody, to nie powinnam się już o nic czepiać. Widać czarno na białym, że nie pozwoliłby mi głodować.

Dragomir

Pewnie, z głodną nie ma dobrego seksu.

hyde989

I on niby dobrze zarabia? 300 zł dałam młodszej siostrze na dzień dziecka, tak o po prostu, a nie uważam, że dobrze zarabiam. 500 zł potrafi wydać mój facet na prezent dla mnie, mimo, że też nie zarabia jakoś szczególnie dużo i mimo, że ja mu robię prezenty maksymalnie za 300 zł i nikt nie ma z tym problemu. Dobrze, że uciekłaś z tego związku bo byłoby tylko gorzej z czasem.

Dragomir

Ale on do tego jeździ minimum raz na miesiąc na weekend w góry czy gdzieś tam, co Autorka wyceniła na 600-1000 zł na wyjazd. I co najmniej 2x w tygodniu do restauracji czy gdzieś, co w skali miesiąca daje kolejne kilka stów. Do tego utrzymuje duży dom, a potrafi mimo to odłożyć 3 tysiące do skarpety. Gdyby siedział na d.pie i ograniczył wyjazdy i wypady na miasto, myślę że mógłby odłożyć ok. 5 tysięcy. Jest kilka lat starszy niż Autorka, to dajmy na to ma koło 30-stki. Dobrze mu się wiedzie pod względem materialnym, nie ma co temu zaprzeczać, mimo złego wrażenia jakie zrobił obiektywizm się należy.

hyde989

Ale co mnie obchodzi "jak mu sie wiedzie"? Jego wyjścia na miasto, jego wakacje, jego oszczędności to wyłącznie jego sprawa. Jeśli nawet zarabia "miliony" ale "nie stać" go na głupi prezent dla mnie i będzie mi go wypominał przez pół roku to jest to dziad i tyle. Wolę takiego który zarabia średnią krajową i może nie odkłada 3 koła co miesiąc ale stać go na kwiaty dla mnie i niczego mi nie wypomina. Bo szczerze mówiąc co mi z tego, że ktoś jest niby zamożny? To jego pieniądze, skoro nie wydaje z tego ani złotówki na mnie to dla mnie nie różni się on niczym od partnera który zarabia najniższą krajową bo dla mnie bilans jest dokładnie ten sam. Mało z tego, po porównaniu takiego byznesmena do mojej licealnej miłości od której dostawałam bukiet kwiatów co miesiąc, a nie zarabiał wiele to taki ktoś wypada słabo i żadnego związku by z nim nie było.

User100 Odpowiedz

Dziwny typ. Wiadomo, że nikt nie chciałby być wykorzystywany, ale przeginanie w drugą stronę też jest nieteges. Nie zastanawia cię, że on może jednak nie podróżuje sam?

Sam w sensie beze mnie. Wtedy zwykle zgarnia kogoś z licznego grona znajomych.

User100

Sam w sensie z inną.

User100, tak, tak. Zrozumiałam 😊 nie przypuszczam, żeby mnie zdradzał. Jestem nieufna i dużo obserwuję. Jeździ z kumplami i ich ewentualnymi partnerkami. I tu mam pewność, że naprawdę właśnie z nimi, zwłaszcza, że dwaj z nich, jedyni bez partnerek raczej próbowali poderwać mnie i podburzyć przeciwko niemu. Wcale nie są wobec niego lojalni, gdyby kogoś miał to by bez wątpienia mi powiedzieli. Wiem, dziwna sytuacja.

karlitoska Odpowiedz

Sprawiedliwie, to nie znaczy po równo.

Mateo007 Odpowiedz

Sknera

bazienka Odpowiedz

ja to sie zastanawiam, co by bylo w malzenstwie z takim typem, albo jak pojawiloby sie dziecko? jakbys zachorowala i nie mogla pracowac?
na piekielnych byla niedawno podobna historia, facet milosnik podrozy i kobieta zarabiajaca od niego mniej, chcial ja zabrac na romantyczny weekend, ona po chorobie byla splukana, wiec geniusz pomyslal, ze sobie pojedzie na tenze weekend z byla dziewczyna (nic nie bylo jeszcze zarezerwowane)
powiem ci jak ja to widze- nie chcialabym musiec przepuszczac czesci swojej pensji, by sie dostosowac do trybu zycia faceta, bo np. liczmy 100 na kazde wyjscie, 2 razy w tygodniu daje 800-1000 zl, mam lepsze zastosowanie dla tych pieniedzy np. oszczednosci

Dlatego kilkanaście dni bez niego i już staję finansowo na nogi. Na bieżące wydatki i własne przyjemności starczy mi bez problemu. I nawet coś odkładam! :D

CarolinaReaper Odpowiedz

Wszyscy krytykują faceta, a czy ktoś spróbowal spojrzeć na sytuację z jego perspektywy? Może jego zachowanie z czegoś wynika. Może na przykład poprzednia partnerka go wykorzystywała. Może w związku jego rodziców było coś nie tak i teraz boi się, żeby nie powielać ich błędów. Tego nie wiemy, ale może on wcale nie jest taki zły i oceny niektórych są niesluszne.

Każdy ma prawo że swoimi pieniędzmi robić co chce. Na początkowym etapie związku to wygląda inaczej niż po wielu latach czy nawet po ślubie. Osobiście też bym nie chciała być sponsorem gdybym nie była jeszcze pewna czy ten związek ma sens. Uważam jednak, że skoro rozmowy nie pomagają, nie ma sensu ciągnąć takiego związku i słusznie, że autorka go zostawiła. Nie pasowali do siebie

Powiedziałam mu wielokrotnie wprost, że nie uważam go za złego człowieka, ale mnie zwyczajnie nie stać finansowo na związek z nim.

CarolinaReaper

@Sasanka99 nie krytykuję Cię :) po prostu do siebie nie pasowaliście, taka prawda. Słusznie, że się rozstaliście, bo raczej jego zachowanie by się nie zmieniło. Zwróciłam tylko uwagę na to, co nim kieruje, my tego nie wiemy, Ty być może wiesz, ale nie jest to istotne. Mam nadzieję, że znajdziesz odpowiedniego partnera i będziesz z nim szczęśliwa.

Prawdę mówiąc to wiem co mogło nim kierować. Jedyne dziecko w dużej rodzinie w tamtym czasie. Dla każdego był oczkiem w głowie. Każdy nieba mu przychylał. Co sobie zażyczył, dostawał. Za to nikt nigdy nie oczekiwał, że on da coś od siebie, bo jak dorosły może chcieć jakichś zasobów od pięcio, dziesięciolatka? A potem zaledwie dwudziestoletniego chłopca, gdzie inni mieli domy, samochody? I po prostu nie nauczył się myśleć o potrzebach innych. Długo go uczyłam zwracania uwagi na samopoczucie innych, zauważania, że ktoś potrzebuje pomocy itd.

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie