#dsQA5
Cała rzecz w tym, że leczę się psychiatrycznie z powodu zaburzeń osobowości, uczęszczam na terapię. Moja rodzina mnie w tym wspiera i on też, stara się zrozumieć i jest dla mnie ogromną podporą. Z jego rodzicami kontakt miałam fantastyczny, ja ich lubiłam i z wzajemnością. Wychwalali mnie pod niebiosa, planowali nasz ślub. Co chwilę mnie zapraszali na obiady, na spacery, a ja chętnie się na to decydowałam.
Wszystko zmieniło się w momencie kiedy jego matka zobaczyła, że na stole leżą nieznane jej leki. Jako że ciekawska była, to od razu wklepała w Google i wtedy dotarło do niej, że są to tabletki psychotropowe. I się zaczęło...
Zaczęła mnie wyzywać od zakłamanych dziwek, od potworów. Mówiła, że takich jak ja powinno się izolować, że krzywdzę jej syna, że do gazu. Mąż oczywiście jej wtórował. Wrzeszczała, że nie zgadza się na nasz związek, wypisywała do mojego chłopaka SMS-y, że natychmiast ma uciekać, bo jeszcze zrobię mu krzywdę w nocy, że ona zna takie przypadki, bo ciotka jej babki w 10 pokoleniu tak miała. Chłopak dowiedział się wtedy, że lepiej być z inwalidką niż z osobą chorą psychicznie, że już by wolała jakbym była sparaliżowana i podłączona do aparatury, niż była wariatką.
NIGDY nie było mi tak przykro. Siedziałam i ryczałam jak cholera, a razem ze mną moja mama, nie mogąc uwierzyć, że tak życzliwa osoba jest w stanie tak radykalnie zmienić zdanie i używać takich słów.
Chłopak stanął po mojej stronie, nie zostawił i wspiera nadal, próbował im tłumaczyć na czym polega mój problem, ale jak grochem o ścianę. A po czasie, kiedy zorientowali się, że nie zanosi się na to, by mnie zostawił, zaczęli udawać, że to nigdy nie miało miejsca. Znowu kochana synowa, znowu zapraszanie, znowu odwiedziny i ćwierkanie mi nad głową.
Brzydzę się ich jak cholera... Nienawidzę całym sercem za przykrość, jaką mi sprawili. Nie chcę ich w moim domu ani w moim życiu. Wiem, że chłopak też ma im to za złe, ale wychodzi z założenia, że to w końcu jego rodzice i wypada raz na jakiś czas odwiedzić.
Nie chcę mu stawiać ultimatum, ale tak strasznie chciałabym, żeby całkowicie odciął się od tych zakłamanych i toksycznych ludzi...
Twój chłopak ma chorą psychicznie dziewczynę, ale na szczęście jego matka jest zupełnie normalna.
W punkt. :D
Czyżby dobór płciowy (podświadome poszukiwanie partnera o cechach występujących u opiekunów)?
Pamiętaj że jesteś w związku z chłopakiem a nie z jego rodzicami. Możesz ich odwiedzić z okazji jakiś świąt raz w roku i tyle a twój chłopak niech ich odwiedza kiedy chce, rozumiem Cię bardzo dobrze i uważam że nie musisz robić niczego w brew sobie skoro oni nawet nie potrafią cię przeprosić tylko udają że nic się nie stało.
Nie czaję czemu miałabym sobie psuć święta spotykając się z ludźmi którzy mnie nienawidzą xD to po ich stronie jest teraz ruch, powinni wytłumaczyć czemu się tak zachowali, jaka przyczyna kazała im tak myśleć a co dopiero mówić i robić taką awanturę. Przeprosić i pozostawić autorce decyzję czy im wybaczy, czy nie.
Rodzice zawsze chcą jak najlepiej dla swojego dziecka, Ty jesteś obcą osobą i nie muszą dbać o Ciebie tylko dlatego, że jesteś dziewczyną ich syna. Myślę, że tu się odezwały najpierw właśnie uczucia rodzicielskie, a później rozsądek. A jako, że wstyd im się teraz przyznać do błędu, to po prostu udają, że nie było sytuacji. Nie próbuj tylko go namawiać do zerwanie kontaktów, bo po prostu go skrzywdzisz, a on sam może w przyszłości mieć też o to pretensje. I gwarantuję Ci, że wyjdziesz na tym najgorzej.
To wszystko nie musi oznaczać, że są toksyczni, źle wyszło i tyle. A Ty nie musisz ich wcale lubić. Po prostu utrzymuj niezbędne kontakty i pogódź się, że rodzice są w pakiecie z partnerem.
Uważam, że skoro planujesz z nim razem przyszłość to też powinnaś zacząć się zachowywać jak jego rodzice. Fakt, zrobili Ci ogromną przykrość ale to nadal są jego rodzice, innych nie będzie miał. Całkowite odcięcie nie rozwiązuje spraw, szczególnie, że z tego co piszesz mają dość dobre relacje. Myślę, że dla niego powinnaś ich po prostu tolerować, nie musisz ich lubić, po prostu zachowuj poprawne relacje.
Ale nie podchodzić do tego bezkrytycznie i zachowywać się jakby nic się nie stało. Nigdy nie wiadomo kiedy znowu teściowej jakiś mądry pomysł wpadnie do głowy i czy przypływ miłości do synowej to nie preludium do mocniejszego uderzenia w syna żeby "zapomniał o wariatce", mimo wszystko popieram zachowanie dystansu. Jeżeli ktoś nie potrafi uszanować drugiej osoby i nagle z nikąd mu to przechodzi to raczej nie jest koniec problemów niestety.
Dokładnie. Stawiać mu ultimatum po prostu nie możesz (tzn. możesz, ale się zapewne srogo rozczarujesz, jak nie teraz, to potem Ci wykrzyczy), to są jego rodzice, jego rodzina. Moja matka miała nieco podobną sytuację ze swoimi teściami, tyle że chodziło o pochodzenie (oni z dziada pradziada z dużych miast, rodzina inteligencka, a ojciec mojej mamy pochodził ze wsi, ogólnie rodzina była robotnicza). Też się cyrki działy, w końcu doszło do apogeum i matka po prostu stwierdziła, że nie będzie do nich jeździć. I tak było. Jak już się spotykali raz na wiele lat, to panowała oficjalna, sztywna atmosfera, właśnie "poprawna". Wiem, że każdy chce mieć jak najlepsze stosunki z rodziną swojego partnera, ale nie ma co się zmuszać, jeśli się z tym paskudnie czujesz. Może Ci kiedyś przejdzie, a może nie - ważne, żebyś miała wsparcie partnera, bo będziesz brać ślub z nim, a nie z jego rodziną.
Autorka „powinna” zrobić to co uważa za słuszne. Sama musi się zastanowić czego chce i jaka sytuacja jest dla niej rozwiązaniem spraw. Jedyne co powinna to postawić swoje granice, bo takie fałszywe „dobre relacje” do niczego nie prowadzą.
Może być tak, że zrozumieli, to co im tłumaczyliście, tylko nie umieją przyznać się do błędu. Co też jest potworne i pewnie nie raz Was dotknie.
Rzeczywiście trafiłaś na toksycznych ludzi, ale stawianie chłopakowi ultimatum nie pomoże, to jego rodzice i ma prawo ich odwiedzać. Ty po prostu zostawaj wtedy w domu albo zajmuj się swoimi sprawami, a do siebie ich nie zapraszajcie. Jeżeli nie usłyszysz "przepraszam", to nie ma co do nich chodzić i udawać, że jest Ok. A jak zapytają, to syn może im przypomnieć jak Cię od wariatek wyzywali...
Też cierpię na zaburzenia osobowości. Wiem co to znaczy... Niestety.
Autorko, łączę się z Tobą w bólu </3 była dziewczyna mojego cały czas przyjaźni się z jego mamą, wie o moim zaburzeniu i to co na mnie wygaduje przechodzi ludzkie pojęcie... Chłopak mnie broni a mamusia uważa, że za bardzo mi się dał podporządkować :)))) Także bądźmy silne dla siebie samych, bo z zaburzeniami nie jest lekko...
Ludzie czasem chorują na serce, na przeziębienie, na nerki, ale jak na mózg to nagle koniec świata.
Choroba to choroba, mózg też się leczy.
Moim zdaniem powinno się bardziej otwarcie mówić o chorobach psychicznych, bo podejście społeczeństwa jest niesamowicie w tym temacie zacofane...
Hmm.... Podsumujmy.
Rodzice dowiadują się że ich ukochane dziecko spotyka sięz osobą tak poważnie chorą psychicznie że musi brać psychotropy (a na tym poziomie absolutnie nietrudno o kogoś kto zrobi drugiej osobie kuku przez chorobę). Starają się go odwieść od tego związku bo się o niego boją. Jak to się nie udaje to zrezygnowani akceptują ten związek i chcą żebyście po prostu mieć z wami dobre stosunki (bo to przecież ich syn ukochany).
Dobrze zrozumiałem ?
I ty to uważasz za dziwne ?????
Chyba bierzesz za słabe leki... bo jednak dalej jesteś jakaś pokopana....
To trolling, prawda?
Eeeee... brak inteligencji to też choroba, ale niestety nieuleczalna...