Zawsze czułam się pusta w środku. Depresja, która była idealnie maskowana. Gdy ktoś mnie poznawał w szkole, a później w pracy, uważał mnie za osobę, która żyje, jakby jutra miało nie być. Tak sobie żyłam, wyszłam za mąż, a depresję dusiłam ile się dało. Po latach starań udało się zajść w ciążę. Szczęście + strach. Czy dam radę? Czy będę dobrą mamą? Czy będę w końcu naprawdę szczęśliwa? Pierwsze badania prenatalne – coś jest nie tak, „Proszę przyjść za dwa tygodnie na kontrolę”. Okazuje się, że dziecko ma wadę, ale lekarz uspokaja, że to nic takiego, że po porodzie kilka operacji i dziecko będzie całkowicie zdrowe. Częste kontrole u ginekologa. Czułam ruchy maleństwa, byłam coraz bardziej szczęśliwa nadchodzącym porodem. Do tego dnia, kiedy przestałam je czuć. Szpital, USG i odbijające się słowa „Przykro mi, brak akcji serca, musi pani urodzić”. Urodziłam martwe dziecko, widziałam je, pożegnałam i pochowałam. Wróciła całkowita pustka. Nikt nie jest w stanie mnie zrozumieć, jak ja nie mogę zrozumieć, czemu nikt mnie nie przygotował, bo podobno przy tej wadzie dziecko często umiera przed porodem. Dlaczego to nie mogło się stać dużo wcześniej, dlaczego nie mogłam usunąć, kiedy tylko się dowiedziałam o tej wadzie? Nikt kto nie przeżył czegoś takiego nie zrozumie, jak to jest. Chcę umrzeć, chcę być razem z córką, na którą czekałam tyle czasu. Nie mam już siły udawać ,że wszystko jest w porządku.
Dodaj anonimowe wyznanie
Myślę, że mąż przeżywa podobnie do Ciebie - to było tak samo jego dziecko. Porozmawiaj z nim, wyrzuć z siebie wszystko. I pójdź do psychiatry. Dla siebie, dla niego.
To było tak samo jego dziecko, ale on go w sobie nie nosił tyle miesięcy. To robi ogromną różnicę.
Zwykle ojcowie "stają się ojcami" dopiero kiedy pielęgniarka pierwszy raz poda mu dziecko do rąk. Matka tworzy więź, czuje ruchy, a ojcowie oprócz pogłaskania brzuszka raz na jakiś czas nie budują więzi i emocjonalnie śmierć nienarodzonego dziecka dotyka ich znacznie słabiej
Gdybyś dokonała aborcji teraz Twój post brzmiałby "zabiłam swoje dziecko, a może wszystko byłoby dobrze, może teraz żylibyśmy w trójkę" ... Zobacz to od innej strony, może czas zająć się sobą? Może czas byś to ty była najważniejsza dla siebie. Zawalcz o zdrowie psychiczne!!! O relacje z mężem. I jak będziesz zdrowa pomyśl o potomstwie. Życzę dużo dobra w tym ciężkim czasie.
depresje sie leczy
idz ją leczyć...
Proszę popros o pomoc specjalistę. To trudne rozumiem Cie ale mysle ze potrzebna jest pomoc z zwenatrz.
czegoś nie rozumiem w tym. po aborcji nie tęskniłabyś za córką?
zajscie w ciążę też jest nadzieją. aborcja jest tak samo traumatyczna
Co innego nosić dziecko 2 miesiące, a co innego 8. Te 2 miesiące, gdzieś w pierwszym zazwyczaj nie wiesz, są dużo krótsze. Nie zdążysz się przyzwyczaić do myśli o dziecku. Każdy dzień ciąży jest poświęconym myślom o maleństwie. Zakupy, planowanie przyszłości... I nagle dziecka nie ma. A miało być. Czekaliśmy na nie ponad pół roku, a jego nie ma. Było, ruszało się, wyglądało jak człowiek - i nigdy nie złapało oddechu. Urodzone, zobaczone... Ale nigdy nie popatrzyło na Ciebie. W tych pierwszych tygodniach poronienie to tylko więcej krwi. Ta krew nie przypomina dziecka. Oczywiście, że też szkoda, ale chyba łatwiej się pogodzić ze stratą na wczesnym etapie.
Z tego samego powodu nie zalajkowalam wyznania. Aborcja to też strata dziecka, więc nie rozumiem autorki. I nie ma znaczenia, że, tylko" 2 miesiące, a nie 8.
Aborcja to przede wszystkim decyzja a nie coś co się zdarza, jak zgon dziecka tuż przed porodem. To pierwsza różnica.
Druga jest tak że jakkolwiek okrutnie by to nie zabrzmiało to im krótsza ciąża tym (zazwyczaj) więź słabsza. Przynajmniej w tym konkretnym przypadku, łatwiej by się było pogodzić ze stratą na początku ciąży a nie na końcu, gdy wszystkie przygotowania są już na ukończeniu a parę ostatnich miesięcy się żyło głównie myślą o porodzie.
Osobiście uważam że nie ma bardziej bolesnego widoku niż zapłakana kobieta pakująca nieużywane śpioszki i inne, fabrycznie nowe ubranka po tym jak się okazało że nie będą już potrzebne. Serio, łatwiej by było na początku ciąży niż tak.
Ja byłam z koleżanką jak poroniła, w 9 tygodniu ciąży. I ona sama mi powiedziała, że dobrze teraz, a nie pod koniec.
Samo pozbywanie się przygotowanych już rzeczy byłoby dodatkowym obciążeniem psychicznym. Tyle czasu czekania, głaskania po brzuchu, wybierani imienia... I na darmo.
@Postac
No właśnie, dokładnie to miałem na myśli, a jeszcze przecież ludzi często specjalnie pokój dziecięcy remontują. Kołyska, łóżeczko, meble, tapeta w ptaszki, kwiatki czy inne jednorożce. Pozbywanie się tego jest koszmarnym przeżyciem.
Cystof
rozumiem, że aborcja to wybór.
ale nie rozumiem tego, że "skoro wybrałam aborcję, to cierpię i nie tęsknię" no ale może to tak psychologicznie działa. podjęcie decyzji.
mimo wszystko, nigdy nie będzie to łatwy wybór, tak myślę
"mimo wszystko, nigdy nie będzie to łatwy wybór, tak myślę"
Nie mógłbym się zgodzić bardziej.
@Postac, przecież w momencie wykrycia wady dziecko nie było komórka, ledwie widoczna w plamie krwi. Musiało być większe, skoro wada została wykryta.
Dziwne to wyznanie. Żałujesz, że nie powiedzieli Ci o ryzyku poronienia bo przez to nie miałaś szansy usunąć. Czyli twierdzisz, że gdyby ktoś Ci powiedział, że jest takie ryzyko, to zabilabys swoje ukochane dziecko, za którym tak teraz płaczesz, bo ma np. tylko 25 % szans na przeżycie?
No i dziwię się niektórym tutaj, krzyczącym, że to taki dobry pomysł. Naprawdę, kobiecie w depresji doradzilibyscie aborcję?