#doQPz

Byłem w przemocowym związku. Osoba, którą kochałem, znęcała się nade mną psychicznie. Wzbudzała we mnie poczucie winy, manipulowała oraz zaburzała poczucie własnej wartości. Przez chwilę pokazywała swoje dobre oblicze – tylko po to, bym sam obwiniał siebie, gdy była dla mnie zła, abym widział w tym swoją winę. Abym myślał, że jej znęcanie i poniżanie było czymś, na co zasłużyłem.

Sprawiła, że byłem słaby, niepewny siebie, swojej tożsamości. Jej uderzenia były bardzo celne i bolesne. Uderzała tam, gdzie bolało najbardziej. Podważała moją seksualność, umiejętności. Dewaluowała moje osiągnięcia i niszczyła to, na czym mi zależało. Z pozycji siły wywierała wpływ i odzierała mnie z godności. Albo się jej podporządkuję, albo skrzywdzi mnie bardziej.

Nigdy nie dała mi niczego przegadać, a jeśli nie było wyjścia, to zrzucała całą winę na mnie. A ja się przyznawałem i za wszystko ją przepraszałem.

Przez 10% czasu była najlepszą osobą w moim życiu, idealną, kochającą i czułą. Mówiła mi wspaniałe rzeczy, dawała to, czego potrzebowałem. Wspierała mnie, rozumiała, rozpieszczała, chwaliła. Mówiła, że nigdy jej nie było z nikim lepiej, bardzo by chciała, abym się jej oświadczył lub patrząc mi w oczy, powiedziała, że chciałaby urodzić mi dziecko. Tego typu rzeczy nie są tylko słowami, to zostaje w głowie, rezonuje. Lecz przez pozostałe 90% czasu była dla mnie zła, oziębła. Robiła wszystko, co mogła, by sprawić mi ból. Czasami miałem wrażenie, że mnie nienawidzi.

Rozstaliśmy się nagle i na odległość, po maratonie jej znęcania się nade mną, zaczęła od razu nowy związek, a ja nie dostałem szansy na rozmowę ani wyjaśnienie. Byłem blokowany, ignorowany, zwodzony obietnicami spotkania, które nigdy nie doszło do skutku. Czekałem na jedno: usłyszeć, że moje cierpienie było prawdziwe.

23 grudnia 2023 roku byłem bliski odebrania sobie życia. Ona nigdy się o tym nie dowiedziała.

Przez blisko trzy lata żyłem w przekonaniu, że wszystko było moją winą. Analizowałem każdy szczegół, szukałem błędów w sobie, błagałem o rozmowę i próbowałem zrozumieć, za co jestem karany. W odpowiedzi słyszałem, że to ja jestem problemem.

Dopiero terapia pozwoliła mi zobaczyć, że byłem ofiarą przemocy psychicznej. Zrozumiałem, że osoby stosujące manipulację bardzo rzadko biorą odpowiedzialność za swoje czyny, a czekanie na ich przeprosiny oznacza oddanie kontroli nad własnym życiem oprawcy.

Nie potrzebuję już, żeby przyznała mi rację. Wiem, co przeżyłem. Wiem, że cierpiałem. Wiem, że to było prawdziwe.

Nie chcę żyć nienawiścią. Chcę odzyskać siebie. Rany jeszcze bolą i pewnie pozostaną ze mną długo, ale wierzę, że kiedyś przestaną definiować moje życie. To wyznanie jest przypomnieniem dla mnie samego. Nie zasłużyłem na to. I nie chcę pozwolić, by ta historia odebrała mi to, kim jestem.
LodyWaniliowe Odpowiedz

Bardzo dobrze cię rozumiem. Przez wiele lat byłam ofiarą przemocy ze strony męża. Nie tylko psychicznej, ale też fizycznej i ekonomicznej. Groził mi wyrzuceniem z domu, zamknięciem w psychiatryku i odebraniem dziecka. Ten agresywny pijak kompletnie mnie zastraszył, zniszczył we mnie poczucie własnej wartości i sprawczości. Przez niego popadłam w depresję, później zachorowałam na schizofrenię i ciężko mi było się ogarnąć. Ale w mroku zajaśniało światełko, kiedy znalazłem pracę. Zyskałam nie tylko własne pieniądze, ale przed wszystkim nadzieję, że nie jestem całkiem przegrana.

Meanness

Dziękuję, że Pani żyje. Czy już wszystko jest dobrze? Czy można jeszcze w czymś pomóc, żeby na pewno była Pani zdrowa i szczęśliwa?

LodyWaniliowe

Ja nigdy nie wyzdrowieję, jestem niepełnosprawna na resztę życia. Schizofrenia jest nieuleczalna, jak odstawię leki to objawy wrócą i przestanę funkcjonować. Muszę brać leki codziennie do końca życia, żeby ogarniać. Czy jest dobrze? Jeśli chodzi mojego męża to nie. On traktuje mnie z nienawiścią i pogardą, chce zakończyć nasze małżeństwo... Z jednej strony jest mi przykro, że on wyrzuca do kosza tyle lat wspólnego życia, a z drugiej strony życie z nim było i jest koszmarem dla mnie. Mam okazję się od niego uwolnić, ale nie zamierzam tańczyć jak on zagra. Chcę jakieś sprawiedliwości za to, co on mi zrobił. Ironią losu jest to, że mój mąż przedstawia siebie samego jako dobrego człowieka, który jedynie popełnił kilka błędów, robiąc przy tym z siebie ofiarę. Ja poznałam wszystkie jego wady i to jest delikatnie mówiąc toksyk, zapatrzony w siebie narcyz, co jak go złapią za rękę to jest że to nie jego ręka.

NAUS Odpowiedz

Trudno jest mi dać Ci estymacje kiedy przestanie Cię boleć, ale już teraz mogę Ci powiedzieć, że to w pewnym sensie definiowało Twoje życie, w dobrym sensie. Wykazałeś się siłą i udowodniłeś, że potrafisz walczyć nawet w sprawach beznadziejnych, przetrwać niejeden sztorm, wpłynąć na skały więcej niż raz, a i tak dopłynąć do portu. W starciu z nieznanym tak naprawdę bardzo rzadko są jednoznaczni zwycięzcy i dlatego tak wielu się tego nieznanego boi. Jedni wracają bez nogi, inni bez serca, wielu nie wraca wcale.

Oczywiście masz rację, nikt nie zasługuje na wrzucenie do oceanu wieczystego rozchybotania emocjonalnego, ciągłych niedopowiedzeń i zwyczajnego bólu, ale... gdyby nie to, dalej byłbyś tym sobą, który nie wie chociażby gdzie ani jak postawić granicę. Każdy medal ma dwie strony.
Na Twoim miejscu padłbym na kolana i dziękował temu, w co wierzysz za to, że nie masz z nią dziecka. Ewidentnie to była pułapka, ta kobieta po prostu zniszczyłaby Cię doszczętnie i całkowicie.

Trzymaj się i powodzenia dalej, wielu było już tam, gdzie Ty i finalnie było wdzięcznymi za tą lekcję.;)

Meanness Odpowiedz

Dziękuję, że Pan żyje. Czy można coś zrobić, żeby jakoś pomóc? Niezbyt się do czegokolwiek nadaję, ale chcę, żeby wszyscy mili ludzie byli zdrowi i szczęśliwi. Przepraszam za kłopot.

HansVanDanz Odpowiedz

Wszystko mogę zrozumieć, mogę współczuć toksycznego związku.
No ale curwa, biła cię i poniżała. Bez psychologa byś nie wiedział, że tak nie może być?

Dodaj anonimowe wyznanie