#dBb6N
Pierwszy dzień pracy i od razu wpadka. Ktoś pomylił się podczas układania planu zajęć i zamiast raz w tygodniu, miałbym prowadzić moje ćwiczenia dwa razy. Poleciałem do rektora, a ten z miejsca zadzwonił do babeczek z dziekanatu, aby opierdzielić je kwieciście.
Po wszystkim poprosił mnie, abym poszedł do sali, wytłumaczył studentom sprawę i powiedział, że tego dnia zajęć jednak nie będzie.
Musicie wiedzieć, że jestem dość młodo wyglądającą osobą, który nie przypomina człowieka nauki. Zdarza mi się przesiadywać na osiedlowej ławce z moimi kumplami (też wykształciuchami!), czasem nieprzyzwoicie zaimprezuję, czy poderwę jakąś niewiastę na dyplom... Na co dzień ubieram się jak wyluzowany obwieś. Teraz nie było inaczej - dress code mnie nie obowiązywał. Nie zdziwiłem się więc, że zgromadzona pod salą młodzież nie zobaczyła we mnie nauczyciela, tylko kolejną, zakłopotaną studencinę. Wcisnąłem się więc w lukę między uczniami i z miejsca dołączyłem do marudzenia, że doktorek chyba zaspał, że pewnie dyma tę gruba loszkę z dziekanatu, że ile można czekać na tego zgreda itp.
W końcu ktoś rzucił propozycję, aby dać dyla z zajęć. Podłapałem tę myśl i po chwili stałem się prowodyrem pójścia na piwo. Większość studentów uznała ten pomysł za znakomity. Wyjątkiem był jeden chłopak w okularkach. Musiałem zastosować inną metodę perswazji:
- Chłopaku, jak ty zostaniesz, a my wszyscy pójdziemy, a doktorek przylezie, to będziemy mieli przesrane, kumasz?
Uznał, że moje obawy mają sens i dołączył do nas. Poczłapaliśmy do pobliskiej knajpy, wypiliśmy po piwku, poznaliśmy się, pożartowaliśmy, ktoś rzucił serię sympatycznych sucharów... Przez moment zatęskniłem za beztroskim czasem moich studiów. Po wysuszeniu kufla pożegnałem się ze wszystkimi, dostałem naręcze buziaków od dziewczyn i oddaliłem się zadowolony do domu.
Wkrótce znów spotkaliśmy się pod tą samą salą. Od razu zostałem zasypany pytaniami, o to czemu nie było mnie na ostatnich wykładach i co działo się ze mną w ciągu ostatnich kilku dni.
Wygrzebawszy klucze z mojej przepastnej kieszeni, uśmiechnąłem się szeroko do młodzieży o wybałuszonych oczach i otwierając salę rzekłem:
- Jak to co? Szykowałem się do zajęć z wami!
Szczerze pozdrawiam moich studentów i informuję, że kot naszczał mi na wasze testy, więc termin ich sprawdzania nieco się przedłuży.
"Co jest, Doktorku?" :D
Pozytywne wyznanie! Obyś zawsze miał takie podejście. :D
Nie no mistrz! Nie wiem czy dalabym rade tyle to ciagnac i sie przy piwie niecwygadac. :D
To jest totalnie moje ulubione wyznanie.
Stary, jesteś genialny. Aż żałuję, że moi profesorowie nie są tak luźni. Zachowują się, jakby mieli z zadku długaśny kij, oby i ciebie nie dopadła ta przypadłość!
Dlaczego Ty u mnie nie wykładasz? ;((
Też chcę takiego wykładowcę. Gdzie uczysz? :D
Końcówka mistrzowska! :D
Czy moje komentarze wyświetlają się podwójnie?
Nie, wszystko okej
Ja chcę takiego wykładowcę!!
Czy w tych czasach można jeszcze kogoś poderwać na dyplom?
Może jeżeli wisi w wielkiej willi z basenem...
Oby więcej takich wykładowców :)
Bardzo pozytywne wyznanie.