#d7O8u
Potem wszystko poszło jak z płatka: dopiero 7 tydzień ciąży, więc poinformowaliśmy tylko rodziców, zastrzegając, aby nie rozpowiadali. Zaczęliśmy powoli dostosowywać nasze życie do nadchodzących zmian, wyremontowałem stary pokoik, Ola zrobiła listę potrzebnych rzeczy, powoli zastanawialiśmy się nad imieniem dla dziecka.
W 10 tygodniu Ola poroniła. Byliśmy załamani, przepłakaliśmy całą noc, nie byliśmy w stanie się pozbierać. Wspólnymi siłami stanęliśmy na nogi, Ola skorzystała z pomocy psychologa.
Ale to nie był koniec.
Dodatkowy ból zaczęli sprawiać nam najbliżsi. Rodzice rozpowiedzieli wszystkim o naszej ciąży. Mieszkamy w małej okolicy, wieści szybko się rozchodzą. Ludzie ciągle składali nam gratulacje bądź wypatrywali brzucha u Oli. Bolało, a jeszcze bardziej zaczęły boleć plotki o tym, że ponoć dokonaliśmy aborcji.
Tłumaczyliśmy, co się faktycznie stało, ludzie uwierzyli, gdy pobliskie pielęgniarki i ginekolog dołączyły do wyjaśnień.
Najgorsze było dla mnie później. Ola, oprócz opieki psychologa i psychiatry, dostała także wsparcie rodzeństwa i koleżanek. A ja? Te same osoby, które Olę wspierały, mnie o wszystko obwiniały. Bo tamtego dnia byłem w pracy. Bo na pewno za mało jej pomagałem, bo faceci nie wiedzą, jak cenna jest ciąża, teraz pewnie też jej nie okazuję wsparcia... Lekarka co prawda tłumaczyła, że na początku ciąży poronienia są dość częste, jednak zaczynam wierzyć, że gdybym wtedy był w domu i od razu zawiózł Olę do szpitala, może udałoby się dziecko uratować. Obwiniam się za całą tę sytuację, nienawidzę się też za ten żal, że Ola ma teraz wsparcie, a ja od nikogo poza lekarką nawet nie usłyszałem "przykro mi". Rozważałem przeprowadzkę, ale nie mogę tego zrobić Oli - ona ma tu rodzinę, bliskich, nie mogę jej tego odebrać i sprawić, aby po naszych przeżyciach musiała siedzieć w obcym otoczeniu.
Przepraszam, że to tu piszę, ale nieanonimowo nie byłbym chyba w stanie nikomu tego wyznać.
Po pierwsze jest zasada, że o ciąży nie mówi się do 3 miesiąca, właśnie dlatego, że poronienia są dość częste i po co się potem ludziom tłumaczyć i dokładać sobie przykrości.
Po drugie to dlaczego nie pojdziesz do psychologa? Przecież to też jest twoja strata I ewidentnie tego potrzebujesz.
Po trzecie jeśli dochodzi do poronienia to albo płód jest uszkodzony, albo organizm kobiety nie jest gotowy/odrzuca płód, więc to czy byś był w domu, czy nie, nic by nie zmieniło.
Poinformowali tylko rodziców. Dla mnie to naturalne, że takie rzeczy mówi się najbliższym osobom. To oni zawalili, bo nie dotrzymali obietnicy o poufności. Wtedy zamiast tłumaczenia obcym mieliby wsparcie rodziny, z którą najwidoczniej są blisko, skoro od razu im powiedzieli.
O to to, też nie rozumiem chwalenia się ciążą na samym początku (i to nie swoją a córki). Po co, skoro poronienie jest wtedy jeszcze bardzo prawdopodobne? Poza tym przeraża mnie trochę jak się zachowują ludzie w takich małych społecznościach - że wszyscy o wszystkich wiedzą takie prywatne rzeczy i gadają o nich jak o pogodzie. Plus, jak np. sąsiad się przypadkiem dowiedział i o to zagada to jeszcze ok, no trudno, ale "plotki o aborcji" i tym podobne obgadywanie to już chamstwo poniżej pasa.
Wszystko zależy od podejścia. Powiedzieliśmy najbliższej rodzinie o ciąży, jak tylko się o niej dowiedzieliśmy, czyli w 6 tygodniu. Stwierdziliśmy, że nawet gdyby coś się stało, to nie potrafilibyśmy udawać przed rodzicami i rodzeństwem, że u nas wszystko w porządku. Dziś już jestem w 21tygodniu ciąży, mamy wsparcie w najbliższych, a początki były naprawdę trudne. Nie ma bezpiecznego momentu w ciąży, bo przez cały czas coś może się stać. Także zasada, żeby nie mówić o ciąży nawet najbliższej rodzinie do 3 miesiąca do mnie nie przemawia.
@Grudniowa - No jasne, to jest osobista decyzja każdego, to normalne przecież. Może też chciałabym od razu się tym podzielić z kilkoma naprawdę bliskimi osobami, kto wie? Problem jest tutaj tylko przez fakt, że rodzice nie uszanowali prywatności autora i jego partnerki. I ok, mogli wiedzieć, że poronienia na samym początku ciąży są tak częste... Może im się wydawało że to już pewne na 99%, że dziecko się urodzi? Nie wiem. Ale nawet jeśli, to nie zmienia faktów: zostali poproszeni o zachowanie tej informacji dla siebie i to olali. I zrobili tym okropne świństwo i krzywdę niedoszłym rodzicom, skoro cała wieś o nich plotkowała.
Przykro mi z powodu waszej straty, ale natura jest okrutna. Minimum 25% ciąż przed 12 tygodniem obumiera, nie zawsze jest to wynik zaniedbań ludzkich, dlatego nie możecie się obwiniać, obojgu wam potrzebne jest teraz wsparcie drugiej połówki. I na przyszłość, zwolnijcie i zadbajcie o siebie, bo przygotowywanie pokoiku przed 10 tyg ciąży to już szaleństwo, najpierw trzeba skupić sie na przygotowaniu psychicznym na zmiany.
Ja w różnych miejscach widziałam dane, że 10-20% ciąż w pierwszym trymestrze kończy się poronieniem. To jest na prawdę bardzo dużo, praktycznie co piąta ciąża. I w dużej większości to nie jest wina rodzica (rodziców), wyjątek stanowią alkohol i narkotyki, a nawet dźwignięcie czegoś cięższego nie spowoduje utraty ciąży na tym etapie. Szkoda, że nie ma takiej świadomości tego zjawiska. Ja powiedziałam najbliższej rodzinie w 13 tygodniu, no myślałam, że jak nie mam dolegliwości żadnych ani krwawienia to znaczy że wszystko jest ok. Okazało się potem, że rozwój płodu zatrzymał się na 10 tyg. a ja cieszyłam się ciążą niewiedząc, że już nie mam czym.
@tratator bardzo mi przykro :(
Myślę, że nie ma sensu się obwiniać. Prawda jest taka, że nawet gdybyś był w domu i zawiózł swoją dziewczynę na czas do szpitala to i tak by to nic nie dało. Ja od lekarza uslyszalam, gdy dostałam krwawienia w 4 tygodniu ciazy, że on tu cudów nie zdziała jak będę miała poronić to i tak poronie i że niektóre kobiety będąc w tak wczesnej ciąży nie wiedzą nawet o tym, że zdarzyło im się poronienie. Głowa do góry, Ty nie jesteś winien tej sytuacji, która się wydarzyła. Nie ma sensu się teraz załamywać, choć wiem, że na pewno Wam ciezko.
Ludzie, chill. Nie dajcie się zwariować. Jeśli organizm odrzuca ciążę, ma powody. Zamiast szukać winnych, zasięgnięcie porady lekarza. Naprawdę w ciąży można żyć normalnie, można nawet się przeciążać i mimo to nie poronić. Na pewno jesteś wspaniałym partnerem. Skoro chcecie mieć dziecko, sprobujecie jeszcze raz - nie dajcie się zwariować, że coś jest z wami nie tak. To, co mówią o was inni ludzie świadczy o NICH samych, nie o was.
Dlatego najlepiej do 3 miesiąca nic nikomu nie mówić. Właśnie w razie poronienia się to przydaje, mniej boli jak nikt tego ciągle nie przypomina.
Nie jesteś niczemu winien. Takie rzeczy się zdarzają częściej niż myślimy. Często kobiety ronią nie wiedząc, że są w ciąży. Brak wsparcia dla ciebie to już inna sprawa. Porozmawiaj o tym z Olą. Powinieneś. Jeśli jednak chcesz uniknąć tej rozmowy (co wcale nie jest dobre) idź do psychologa.
Poronienie jest tragedia obojga rodzicow. Twoja obecnosc niczego by nie zmienila. Natura tak czasem dziala, ze eliminuje ciaze i absolutnie nic nie jest w stanie tego zatrzymac. Nie obwiniaj siebie. Jedynym opatrunkiem na rane bedzie czas.
Trzymajcie sie oboje:)
10 tydzień to naprawdę trochę za wcześnie żeby remontować pokoik...
Ale przepraszam bardzo, czego oczekiwali Wasi znajomi? Że rzucisz pracę na cały okres trwania ciąży swojej partnerki i będziesz przy niej siedział 24/7? Przecież to jest niewykonalne, poza tym nic by to nie pomogło.
A moja teściowa się dziwi, że miałam do niej pretensje, że po tym jak powiedzieliśmy o ciąży zaraz rozgadała na około. Samoistne poronienia w 1 trymestrze są normalne i częste. Czasami nawet kobieta nie wie, że była w ciąży. Rozumiem też powiedzenie najbliższym, bo jednak wsparcie, coś podpowiedzą, nie ma zdziwka na mdłości, ale poza najbliższych nie powinno to wyjść właśnie dlatego, że jest takie ryzyko.