#d0CVB
Rodzice są mocno zaangażowana w życie kościelne. W domu leci tylko Telewizja Trwam, książki tylko te wydawane przez wydawnictwa kościelne, poza tym kościół, nauka i obowiązki domowe. Chodziłam też do katolickich szkół i gazety typu Bravo były konfiskowane, miało się mało wiedzy o innym świecie. Był ostry kato reżim. Nie buntowałam się, bo w takim środowisku żyłam.
Wszystko zmieniło się, gdy wychowawczyni zaciągnęła mnie na chór oazy (takie zgromadzenia w kościołach, chodzi o spotykanie się wiernych i działalność na rzecz Kościoła). Był to chór głównie nastolatków i tam poznałam osoby, które jasne, były na próbach, zachowywały się wzorowo, a zaraz po nich szły się jakoś zabawić, wypić piwko, czyli robili to na pokaz, aby rodzice się odczepili. Wpadłam w taką paczkę i byłam nią zafascynowana. Uczyli mnie jak oszukiwać rodziców, żeby zdobyć trochę wolności. Przez to zapisałam się i na wolontariat, i szybko odbębniałam co miałam zrobić, a potem szliśmy się czegoś napić, potańczyć czy chociażby poleniuchować. Oczywiście starzy byli zachwyceni, nic nie podejrzewali. Znajomi z paczki mogli wpadać, bo byli z oazy. Rodzice ich aprobowali, lubili. Z jednym z nich, R, złapałam super kontakt, miałam wtedy 16 lat i hormony buzowały. R złożył oficjalne śluby czystości, wszystkim mówił, że czeka do ślubu. Nawet kiedyś opowiadał o tym dzieciakom na rekolekcjach. No to poszłam w jego ślady i rodzice brali to za pewnik. Często się z R spotykaliśmy i uczyliśmy razem, rodzicom się to podobało, bo mi pomagał, a miał świetne stopnie. Gdy kończyliśmy lekcje przed 16, to spotykaliśmy się u mnie i uprawialiśmy seks, gdy wracali rodzice, to zadowoleni siedzieliśmy już przy biurku i się uczyliśmy - zero podejrzeń. Raz nawet zabawialiśmy się w moim pokoju, gdy mama gotowała w kuchni. I tak przez całe LO. Ani moi, ani jego rodzice nic nie podejrzewali.
Gdy zdecydowaliśmy się wspólnie wynająć mieszkanie na studiach (i jeszcze z jednym kolegą z oazy), rodzice przyklasnęli, bo R się mną zaopiekuje...
Z jednej strony wiem, że moje zachowanie jest straszne, bo religia stała się dla nas niczym więcej niż tylko wymówką dla rodziców, kłamstwo to porządek dzienny. Jesteśmy na studiach już dwa lata, a w tym czasie ani razu nie poszliśmy do kościoła w nowym mieście. Zbrzydło nam to wszystko. Obecnie jesteśmy parą, rodziny są zachwycone, bo śluby czystości, czekamy, dajemy przykład... Nie rusza nas ogrom kłamstw - radzimy sobie jak możemy. Niestety spotkania z rodzicami są dla nas męczące, panuje w ich domach taka duchota religijna... Dlatego pracujemy dorywczo, aby nie jeździć do nich za często. Lubimy nasze życie bez kato nadzoru, ale jednak nie chcemy stracić z nimi kontaktu, więc kłamiemy dalej.
Cóż, sami do tego doprowadzili
W sumie jest to przydatna umiejętność w dorosłym życiu.
Racja, dali im "dobrą szkołę" :)
Umiejętność oszukiwania wszystkich dookoła? W jakim towarzystwie taka umiejętność może być przydatna?
Gdzie jest napisane, że "oszukują wszystkich dookoła"??? Rodzice zbyt mocno naciskają na celebrację religijną to mają skutki. Nie każdy lubi walczyć z rodzicami, niektórym jest wygodniej nie mówić prawdy
Dokładnie. Były nawet badania na ten temat, że zbyt wymagający rodzice nieświadomie wychowują idealnych kłamców.
"Gdzie jest napisane, że "oszukują wszystkich dookoła""
No tak, zgrywanie przed otoczeniem religijnych jak poglądy są zupełnie inne to nie kłamanie.
"Nie każdy lubi walczyć z rodzicami, niektórym jest wygodniej nie mówić prawdy"
Takie ich prawo, nie znaczy to jednak, że jest co chwalić, bo chwalić to by było co, jakby mieli odwagę postawić na swoim i przestać udawać kogoś, kim się nie jest.
Dlatego, nikogo nie wolno do niczego przymuszać na siłę, bo prędzej się coś obrzydzi niż spodoba.
tak sie konczy fanatyzm i wciskanie tego dzieciom na sile
rob to, co dla ciebie dobre, to twoje zycie
No to fajnie że nie przesadzacie z alkoholem (albo innymi rzeczami) i że się zabezpieczacie (mam nadzieję). Bo czytałem, chyba nie tylko tu i nie raz, historie o dzieciach trzymanych "pod kloszem", które jak tylko miały okazję, zaczynały ostro imprezować, z narkotykami, orgiami itp. albo zaraz zachodziły w ciążę.
Jakoś się chyba zabezpieczają, od 5 lat nie wpadli
no i bardzo dobrze, szanuję! :)
Kłamstwo ma krótkie nogi.
Niekoniecznie. Mój brat robił dokładnie tak jak autorka, byłam jedyną osobą, która znała prawdę. Nasza rodzina do dziś się nie dowiedziała, a brat ma już swoją rodzinę i wciąż kłamie, że chodzi do kościoła i jest przykładnym katolikiem.
Minęło już 20 lat. To powiedzenie o kłamstwie jest naprawdę głupie.
Ale w zdecydowanej większości przypadków takie rzeczy prędzej czy później wychodzą xd
Jeśli się żyje daleko od rodziny, to praktycznie nie ma możliwości, by coś takiego wyszło na jaw.
A co z ewentualnymi sakramentami, jak np będą mieć kiedyś dzieci (chrzest, komunia itp)? Trochę słabo.
Ale to już nie są krótkie nogi ;)
W każdym razie, mogą wciąż w to brnąć, znam wiele osób, które brały ślub kościelny i chrzciły dzieci, mimo że są niewierzący.
Twofacedgod, jak będą chcieli się hajtnąć, to przecież pójdą do spowiedzi. I o ich postępowaniu dowie się tylko ksiądz, którego obowiązuje tajemnica spowiedzi. Także no.
No to pogratulować dojrzałości.
Lub nawet ksiądz się nie dowie, bo jeśli nie wierzą w boga, to równie dobrze mogą zmyślić grzechy ksiedzu, bo dla nich nie ma czegoś takiego jak "świętokradztwo" ;)
Ja tak robiłam jeszcze zanim powiedziałam matce, że jestem ateistką. Zawsze mówiłam te same grzechy, bo kto miałby mnie za to ukarać, skoro bóg dla mnie nie istnieje.
twofacedgod, dopóki nie będziesz w takiej sytuacji, nie mów proszę o dojrzałości. Nie zdajesz sobie sprawy jakie piekło potrafią zrobić głęboko wierzący rodzice swoim niewierzącym dzieciom. To nie kwestia dojrzałości, tylko siły psychicznej, by to przerwać.
W przypadku "piekła" zrywa się kontakty z takimi rodzicami.
Trochę mi tutaj zbyt bujną wyobraźnią zalatuje. Owszem, istnieją katoliccy fantycy, szkoły katolickie, oazy, śluby czystości itp. Ale mamy 2020, z gazet typu "brawo" dzieciaki zdobywały jakąkolwiek wiedzę 20/15 lat temu, a nie przed 5 laty. No i rodzina, w domu której ciągle leci telewizja trwam, w życiu by się nie zgodziła, żeby córeczka mieszkała na studiach pod jednym dachem z dwoma kolegami, zwłaszcza że jeden z nich został zaraz jej chłopakiem. I choćby cała kamienica w której mieszkają złożyła śluby czystości, to nie uwierzyliby, że pomiędzy dziewczyną i jej chłopakiem do niczego nie dochodzi i czekają do ślubu, pomimo wspólnego mieszkania.
Nie zgodzę się, jeśli są na drugim roku studiów to prawdopodobnie są rocznikiem 99, tak się składa, że jestem jestem rok młodsza i jak byłam nastolatką (11-14) lat brawo było wtedy hitem dla mnie jak i wielu moich koleżanek.
Niektórzy są bardzo zafiksowani i maja pełne zaufanie do dzieci po takich ślubach czystości. Sama złożyłam takie jak miałam z 12 lat a propos alkoholu. Rodzice tak byli przeświadczeni, że jak przyrzekłam przed Bogiem będę temu posłuszna, że śmiało wysyłali mnie na imprezy u starszych znajomych bez ciągłego upominania tak jak robili mojej starszej siostrze, która tych ślubów nie złożyła. Także w sumie zależy od rodziców. Ci bardzo zafiksowani na punkcie wiary mogą nie widzieć opcji, że dzieciaki zgrzeszą. Trochę naiwne, ale dużo więcej ma to wspólnego z wiarą niż takie krzywe spojrzenia księdza.
Zaskoczyłaś mnie Ninisilver z tymi gazetami. Przyzwyczaiłam sie ze od jakiegoś czasu ludzie, zwłaszcza młodzi, szukają wszelkich informacji w internecie. A śluby czystości i śluby niepicia alkoholu (zakładam że do 18-stki) to jednak dwie różne sprawy. Jeśli się nigdy alkoholu nie piło, to oprócz ciekawości, ewentualnie chęci dopasowania się do towarzystwa, nie czuje się pociągu do alkoholu. Za to osoby które są w związku, czują do siebie pociąg seksualny. Można go oczywiście przezwyciężać i normalnie spotykać się ze sobą, nawet wyjeżdżać razem na jakieś wakacje, nawet spać czasami razem w jednym łóżku i rzeczywiście do niczego nie dojdzie. Ale obydwie strony muszą się wykazać silną wolą. I kluczowe tutaj jest to "czasami". a jeśli para mieszka razem, są właściwie cały czas wystawieni na pokusy i silna wola może już nie wystarczyć. A nawet śluby czystości nie sprawią że nagle zniknie pociąg seksualny który czujemy do ukochanej osoby i który jest przecież zupełnie naturalny. Dlatego też kościół katolicki nie pochwała mieszkania ze sobą przed ślubem i rodzice autorki i rodzice jej chłopaka będąc tak blisko kościoła ( i którzy zmierzają juz wlasciwie w stronę fanatyzmu) byliby tego świadomi.
Co oczy nie widzą tego sercu nie żal... Wiec w sumie takie rozwiązanie jest dobre, obie strony szczęśliwe bez kłótni i awantur.
Podoba mi się to wyznanie z paru powodów:
-jest anonimowe
-zdaję sobie sprawę jak ekscytujące musiało być ukrywanie miłosnych uniesień ,,pod kloszem" i udziela mi się wasze szczęście :D
-jestem pod wrażeniem jak oboje sobie układacie życie bez kłótni i awantur ze strony rodziny. Mówcie co chcecie, ale fanatykom nie da się przetłumaczyć, że robią coś źle i mogą się mylić. To naprawdę była jedyna możliwość załatwienia ewentualnego sporu, żeby młodzi mogli być razem i jednocześnie mieć kontakt z rodzicami.
Hmm... W komentarzach poruszamy praktycznie kwestie kłamstwa i wiary. Ja widzę jednak inny bardzo poważny problem. Brak zaufania i wsparcia ze strony rodziny może doprowadzić do naprawdę katastroficznych skutków. Ktoś kto wychował się w takiej atmosferze może mieć problem z obdarowaniem zaufaniem i wsparciem swoich dzieci. Przed wami bardzo długa droga. Nie chcę nikogo potępiać ani mówić czy robi dobrze albo źle. Po prostu dobrze by było gdybyście przed zdecydowaniem się na dzieci bardzo poważnie i konkretnie ze sobą porozmawiali. Ustalili co by było dla nich dobre. Co złe. Na co im pozwolić a no co nie. Może nawet obgadać to z osobą trzecią ( jakiś znajomy/a ...) . To że się miało ciężko w życiu nie zawsze pomaga w ułatwieniu życia swoim dzieciom. Ps. Oczywiście jeżeli chcecie mieć dzieci ;)