Rozstanie sprzed kilku miesięcy skłoniło mnie do głębszych przemyśleń i doprowadziło do niewesołych wniosków. Zauważyłem pewną zależność – wybieram partnerki „z defektem”, takie, którym da się pomóc. Podświadomie oczywiście, ale tak to niestety wygląda. Co więcej, nie ogranicza się tylko do romantycznego aspektu mojego życia, objawia się to także w życiu codziennym – chorobliwą wręcz gotowością do pomocy innym. Teoretycznie nic strasznego, ale w praktyce wygląda to tak, że często przedkładam pomoc innym nad zajęcie się samym sobą (np. nie mam czasu czegoś ugotować lub zrobić zakupów, bo pomagam komuś w tym czasie i kończę, zamawiając pizzę). I nigdy nie oczekuję niczego w zamian. Po prostu mam silną potrzebę pomagania, naprawiania i rozwiązywania cudzych problemów, nawet własnym kosztem. Dodam jeszcze, że o ile pomoc znajomym jest z reguły skuteczna, tak naprawa żadnej z potencjalnych partnerek na resztę życia nie zakończyła się powodzeniem. I w sumie żadna to niespodzianka.
Chyba czas na wizytę u psychologa.
Dodaj anonimowe wyznanie
To akurat dobrze, chciałabym żeby każdy facet taki był